Raźny: PiS czyli fałszywa chrześcijańska aksjologia

29 grudnia 2013 | Publicystyka

Lech Kaczyński i jego partia nie tylko stracili okazję, aby uczynić z Polski bastion chrześcijaństwa w Europie XXI wieku, ale przyczynili się walnie do jej przekształcenia cywilizacyjnego – w kierunku perspektywy ateistycznej.

Parafrazując najbardziej znane hasło, jakie podał w pierwszej polskiej encyklopedii  - Nowych Atenach – Benedykt Chmielowski, można powiedzieć: PiS jaki jest, każdy widzi.  Jednakże jego wielomilionowy katolicki elektorat nie chce widzieć podwójnej, fałszywej  aksjologii tej partii i podwójnych jej standardów, co ma poważne konsekwencje nie tylko w sferze polityki i moralności, ale również cywilizacji. Z podwójności owej wynika bowiem brak perspektywy cywilizacyjnej, fundamentalnej dla przyszłości nie tylko Polski, ale również Europy. Jest on widoczny zarówno w programie tej partii, jak i – nade wszystko – w  jej działaniach. Z jednej strony widzimy w sferze retoryki-teorii częste odniesienia do cywilizacji łacińskiej, wartości chrześcijańskich, tradycji polskiego katolicyzmu, nauczania Jana Pawła II,  z drugiej – brak ich w praktyce politycznej, szeroko pojętym działaniu – nade wszystko w sferze ustawodawstwa. Jest to brak  rażący w zestawieniu z aspiracjami tej partii, odwołującej  się - nie tylko w swej nazwie, ale także w różnych swoich programach - do prawa jako fundamentu współczesnego państwa. Rażący tym bardziej, że w swej retoryce PiS kieruje się szczególną wrażliwością jej odbiorcy. Jest to wrażliwość polskich katolików. Ta nieadekwatność miedzy teorią i działaniem jest przez nich akceptowana, gdyż retoryka PiS ma chrześcijański - katolicki  kod, który jest obcy programom innych partii bądź obecny w nich śladowo. Nieadekwatność, którą w sferze wartości nazwiemy fałszem aksjologicznym bądź podwójną moralnością, wskazuje na to, iż retoryka tej partii ma charakter propagandowy, zaś jej chrześcijański kod ma znaczenie instrumentalne. Dzięki niemu bowiem PiS osiąga coś, co w koncepcji manipulacji i propagandy Eduarda Hermana i Noama Chomsky’ego nazywa się produkowaniem zgody. W tym wypadku zgody katolickiego elektoratu w Polsce na to, aby reprezentowali go ludzie tej partii. Archetypiczne ujęcie takiej postawy dał Fiodor Dostojewski w Braciach Karamazow w postaci Wielkiego Inkwizytora, pragnącego urzeczywistnić idee dziewiętnastowiecznego socjalizmu – Królestwo Boże na ziemi bez Boga. Dostojewski pokazał, jak można zniewalać ludzi w imię ducha niebytu, wykorzystując chrześcijańskie symbole i Ewangelię. Wielki Inkwizytor posługuje się bowiem krzyżem i odwołuje do wizji ewangelicznego Królestwa Bożego, a jednocześnie występuje przeciwko Chrystusowi, którego naukę odrzuca w imię nowego, socjalistycznego porządku świata.  Symbolizuje on mechanizm zniewalania duchowego przybierającego pozór realizacji wartości najwyższych. Jest to zniewalanie wyrafinowane, odbywające się w imię nie kwestionowanego dobra najwyższego.

Wykorzystywanie katolickiego kodu i katolickich mediów do „produkowania” zgody katolików na działania niezgodne z nauczaniem Kościoła Katolickiego ma głębsze znaczenie. Jest bowiem „produkowaniem” fałszywej świadomości katolików, utwierdzaniem ich w przekonaniu, że działanie może różnić się od deklarowanych intencji, że ograniczająca się do retoryki tożsamość reprezentującej ich partii jest czymś normalnym. Takie przekonanie rodzi jeszcze jedno niebezpieczeństwo: brak odpowiedzialności za dokonania niezgodne z katolicką doktryną wiary. Brak oznaczający infantylizację sfery politycznej i jednocześnie całej sfery społecznej. Skutki stosowania podwójnych standardów w polityce rzutują na charakter cywilizacji, która na naszych oczach odrywa się od chrześcijańskich korzeni i buduje nowy swój kształt na fundamencie nowych ideologii, z których najsilniejszy jest genderyzm.  Natomiast skutki demonstrowania podwójnej moralności to nie tylko demoralizacja społeczeństwa, ale również próba „fabrykowania” jego zgody na to, że w polityce nie ma żadnych świętości, a zatem – jak określa taką sytuację jeden z bohaterów Dostojewskiego – wszystko jest dozwolone.

Negatywne skutki podwójnej, a więc fałszywej aksjologii i podwójnych standardów PiS są na tyle znaczące, że podejmowane próby ich przemilczenia bądź przesłonięcia wizją katastrofy smoleńskiej jako zamachu wydają się dziecinne. Zakładają bowiem niezdolność Polaków do refleksji i krytycznej oceny wydarzeń, jakie nastąpiły w Polsce po 1989 roku. Dziwi więc wysiłek zwłaszcza katolickich publicystów, historyków, socjologów, a nawet filozofów i teologów, którzy uprawiają pisowską narrację historyczną i usiłują katastrofą przesłonić prawdziwe oblicze tej partii. Historycznego bowiem już znaczenia nabrały jej działania w okresie V kadencji sejmu, gdy miała ona pełnię władzy – nie tylko w parlamencie, ale również w Belwederze – i w następnych kadencjach. Świadectwem tych działań było głosowanie przytłaczającej ilości członków PiS przeciwko życiu, gdy z inicjatywy LPR podjęto w sejmie nowelizację konstytucji w celu umieszczenia w niej zapisu o ochronie życia od momentu poczęcia do naturalnej śmierci. Wstrzymało się wówczas lub nie głosowało 94 posłów PiS (109 posłów PO) z  władzami partii na czele. Inicjatywę poparł w całości jedynie klub LPR. Władze PiS przyrzekały wprawdzie powrót do tej inicjatywy, ale jednocześnie robiły wszystko – m.in. wykorzystując służby specjalne do prowokowania afer - aby koalicja z LPR i Samoobroną jak najszybciej się rozpadła, co musiało spowodować samorozwiązanie sejmu i przyspieszone wybory. W przeprowadzeniu tej akcji PiS uzyskał całkowite poparcie głównych partii opozycyjnych – PO i SLD. Rozwiązując sejm, PiS zaprzepaścił bezpowrotnie ideę konstytucyjnej ochrony życia w Polsce. Traktat Lizboński, obejmujący Kartę Praw Podstawowych, nie dawał bowiem szans na powrót do niej, szans takich nie dawał również istniejący od 2007 roku  układ sił politycznych w Polsce –  nie do naruszenia.

Gdy zaś doszło do ewenementu i pod koniec VI kadencji sejmu (w 2011 roku) poddano głosowaniu projekt ustawy chroniącej życie od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci  - przygotowanej przez organizacje pro-life, które uzyskały dla swej inicjatywy podpisy 600 tysięcy Polaków – PiS dał kolejne świadectwo swej fałszywej aksjologii chrześcijańskiej i fałszywej moralności. Nie wprowadził bowiem dyscypliny klubowej w tym głosowaniu, co sprawiło, że 10 jego posłów nie wzięło w nim udziału. Zabrakło wówczas jedynie 5 głosów, aby ustawa została uchwalona (186 za, 191 przeciw). To, że PO w większości zagłosowała przeciw, było do przewidzenia, bo ta partia nie miała i nie ma w programie ochrony życia poczętego, rzadko odwołuje się do chrześcijańskich wartości, nie jest lansowana w katolickich mediach jako reprezentant polskich katolików. Natomiast PiS, który ochronę tę uczynił w teorii jednym ze swych celów, w działaniu ponownie jej zaprzeczył.

Dziś można wysunąć tezę, że partia ta świadomie pozbawiła Polaków możliwości nowelizacji konstytucji we 2007 roku. Teza ta jest tym bardziej uzasadniona, gdyż jednocześnie rząd PiS od początku popierał Traktat Lizboński i na konferencji międzyrządowej UE prezentował wówczas w imieniu Polski pełną akceptację jego tekstu. Zgadzał się z brakiem odwołania do Boga w preambule i odrzuceniem dziedzictwa chrześcijańskiego w budowie nowej, ateistycznej Unii. Zgadzał się na to, ze chrześcijaństwo i jego wyznawcy oraz jego symbole – nade wszystko krzyż – nie będą chronione w sytuacji, gdy ochronie podlegać będą wszystkie mniejszości – a więc także ich kultura oraz głoszone przez nie różne ideologie, np. gender. Prawda logiczna, którą w pisowskiej narracji historycznej się pomija, jest oczywista: antychrześcijańska ideologia gender niszczy cywilizację łacińską, ponieważ prawo unijne – Traktat Lizboński – nie chroni wartości chrześcijańskich, które tę cywilizację ukształtowały. Wobec nowej perspektywy cywilizacyjnej, przed jaką stanęła Europa, wydawałby się czymś oczywistym program naprawy popełnionych błędów przez partię, która w swej retoryce używa nadal chrześcijańskiego kodu. Program działania w nowej, rozpoczynającej się w 2014 roku kadencji europarlamentu, na rzecz unieważnienia Traktatu Lizbońskiego, bądź wprowadzenia do niego zapisów podtrzymujących cywilizację łacińską – o ochronie wartości chrześcijańskich, życia od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci,  tradycyjnej rodziny, definicji małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety. To powinno być zadaniem wszystkich katolickich parlamentarzystów, którzy na gruncie prawa winni walczyć z genderyzmem, nie zaś wyłącznie popisywać się w mediach i na różnych konferencjach antygenderowymi mowami. PiS nie ma jednak najmniejszego zamiaru podjąć się tego zadania. Jest bowiem pewny swego zwycięstwa w eurowyborach 2014 roku i to mu wystarcza. Nie musi nawet  – zgodnie ze swoją fałszywą aksjologią. – formułować programu działania na rzecz wartości chrześcijańskich w europarlamencie, bo go nigdy nie miał, a poparcie katolickiego elektoratu i tak otrzymywał dzięki manipulacji tymi wartościami i budowanej na nich propagandzie.  

Obecnie można wysunąć także drugą tezę: że z inicjatywy PiS rozwiązano w 2007 roku polski parlament dla ratyfikacji Traktatu. Liderom partii dokonujących samorozwiązania chodziło o to, aby tekst Traktatu nie został poddany debacie sejmowej i wiedza na jego temat nie dotarła do wyborców, zwłaszcza katolickich. Z dzisiejszej perspektywy walka LPR i Samoobrony o przedłużenie V kadencji sejmu przynajmniej o kilka miesięcy była próbą zachowania jego trybuny do walki z  tą ateistyczną konstytucją unijną.

 Podpisanie przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Traktatu Lizbońskiego, ratyfikowanego przez polski sejm VI kadencji dzięki głosom posłów PiS-u,  było gwoździem do trumny chrześcijańskiej Europy. Polska przestała być w niej przedmurzem chrześcijaństwa. Jeśli mówimy, że ikoną wierności chrześcijaństwu w Europie jest po dzień dzisiejszy Jan III Sobieski, to Lech Kaczyński jest jej zaprzeczeniem. Dramatem polskich katolików - nieświadomych tego w pełni -  jest fakt, że decydującą rolę w tym odejściu od postawy wierności odegrała nie lewica i środowiska liberalno-demokratyczne, ale właśnie PiS, który miał ich reprezentować w sejmie i UE. Lech Kaczyński i jego partia nie tylko stracili okazję, aby uczynić z Polski bastion chrześcijaństwa w Europie XXI wieku, ale przyczynili się walnie do jej przekształcenia cywilizacyjnego – w kierunku perspektywy ateistycznej. To był majstersztyk manipulacji i propagandy, odpowiadający klasycznym ich teoriom – Harolda Laswella, Eduarda Hermana i Noama Chomsky’ego, Jacques’a Ellula. Dominowała w niej tzw. zasada transfuzji – wykorzystania przyjętych przez ogół polskiego społeczeństwa wartości chrześcijańskich do ukrytych celów partii. Szczególnym instrumentem owej transfuzji było zniekształcanie rzeczywistości unijnej - sfery społeczno-politycznej i kulturowej – przemilczanie faktu, że jest ona skazana przez Traktat na ostateczną sekularyzację oraz odcięcie od tradycji chrześcijańskiej. W tej grze manipulacyjnej PiS skoncentrował uwagę katolickiego elektoratu na problemach liczbowej reprezentacji Polski w europarlamencie, suwerenności państw członkowskich, dopłatach do rolnictwa i pustych hasłach w rodzaju Europa ojczyzn.

Na arenie międzynarodowej działania PiS na rzecz chrześcijaństwa są zerowe. Brak jakiejkolwiek inicjatywy w celu obrony chrześcijan na Bliskim Wschodzie i w świecie islamu, gdzie – jak powszechnie wiadomo - dokonuje się ich ludobójstwo, jest skandalem nie tylko moralnym i politycznym, ale również cywilizacyjnym. Oto bowiem przy milczeniu parlamentów krajowych – również polskiego – i unijnego zginęły setki tysięcy chrześcijan – i giną nadal – z powodu wyznawanej wiary w Chrystusa. Wraz z nimi giną ostatnie ślady występującej na tym obszarze od 2000 lat cywilizacji ukształtowanej na chrześcijaństwie. Jasno również teraz widać, że o to właśnie idzie ideologom NWO, autoryzowanego m.in. przez koncepcje  Zbigniewa Brzezińskiego oraz Henry Kissingera i firmowanego (wbrew woli przeciętnych Amerykanów ) przez USA.  Pomimo tego wszyscy czołowi polscy politycy – również z PiS – i ich partie ślepo popierali i popierają politykę Ameryki w tym rejonie – wojnę prewencyjną z Irakiem, atak prewencyjny na Libię, rewolucję w krajach arabskich i wreszcie walkę z demokratycznie wybranym prezydentem Syrii Baszszarem al.-Asadem. Popierają politykę, która pobudza ekstremizm islamski - i nie tylko - skutkujący ludobójstwem chrześcijan. Ci, którzy mieli reprezentować polskich katolików w sferze polityki, nie chcieli słyszeć głosu Jana Pawła II, który sprzeciwiał się atakowi na Irak, nie chcieli słyszeć papieża Franciszka, który podjął szereg działań, aby powstrzymać atak USA na Syrię. Zwrócił się nawet z prośbą – skuteczną - do Władimira Putina, aby na odbywającym się w Petersburgu na początku września b.r. szczycie G20 powstrzymał jego uczestników przed udzieleniem poparcia dla tego ataku, mogącego skutkować wybuchem trzeciej wojny światowej. W tej sytuacji jawnie wrogie wobec działań papieża było stanowisko, jakie zajął w sprawie Syrii trzy tygodnie później Witold Waszczykowski w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” (wydanie z 24 października 2013) jako wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, w której reprezentuje PiS. W całostronicowym potoku wypowiedzi, poświęconych m.in. zabijaniu niewinnych ludzi w tym kraju, nie padło ani jedno słowo na temat prześladowań syryjskich chrześcijan ze strony rebeliantów, nade wszystko na temat dokonywanych na nich okrutnych mordach. Wysokiej rangi polityk PiS w wywiadzie tym uzasadniał ponadto konieczność zaangażowania Polski w sprawie Syrii po stronie USA, Turcji i ich sojuszników – tych sił w konflikcie, które dozbrajają od kilku lat tzw. rebeliantów, wykrwawiających Syrię. Nawet nie napomknął o pomocy dla syryjskich chrześcijan. Ten wywiad jest jednym z ważniejszych świadectw głębokiego zaangażowania PiS na arenie międzynarodowej w budowę NWO.  Z perspektywy cywilizacyjnej politycy PiS umacniają bowiem procesy, które niszczą chrześcijaństwo nie tylko w Europie, ale również poza nią.

 Z tej samej perspektywy trzeba spojrzeć na wielkie zaangażowanie polityków PiS w proces włączania Ukrainy do antychrześcijańskiej Unii, która poprzez jej akcesję poszerzyłaby swoją władzę i umocniła się, wchłaniając nowe, 46 milionowe społeczeństwo (to wygląda tak, jakby ktoś chciał przed 1989 rokiem poszerzać Związek Radziecki). Działania PiS na rzecz włączenia Ukrainy do Unii mają jeszcze jeden cywilizacyjny aspekt: mają osłabić Rosję, która triumfalnie wróciła do chrześcijaństwa i broni go na arenie międzynarodowej, m.in. w Syrii.

Również w polityce historycznej i historycznej narracji ta reprezentująca polskich katolików partia stosuje podwójne standardy i prezentuje fałszywą aksjologię. Jest to nade wszystko widoczne w przypadku ofiar ludobójstwa dokonanego z jednej strony przez sowieckie NKWD, z drugiej przez nacjonalistów ukraińskich z OUN-UPA. Przez długie lata zarówno w polityce, jak i narracji historycznej PiS istniał wyłącznie Katyń. Politycy tej partii zwrócili publiczne uwagę na rzeź wołyńską dopiero w związku z jej 70. rocznicą, angażując się jedynie w sejmie w przygotowanie związanej z nią uchwały. Natomiast w kontaktach z władzami i społeczeństwem Ukrainy ludobójstwo Polaków na jej terenie pozostaje dla PiS nadal tematem tabu – zgodnie z wyznawaną przez partię Jarosława Kaczyńskiego doktryną Jerzego Giedroycia, iż koniecznością historyczną jest budowa wielkiej Ukrainy kosztem Polski. Między innymi ta właśnie doktryna była – oprócz innych motywacji – inspiracją wspólnego wystąpienia przywódcy PiS i jego polityków na kijowskim Euromajdanie z Ołunem Tiahnybokiem, przedstawicielem ukraińskich neonazistów, odwołujących się do tradycji OUN-UPA. Ich wspólne wystąpienie było szokiem nawet dla przyzwyczajonych do podwójnych standardów PiS jego zwolenników. Tym większym szokiem, że odbyło się pod sztandarami ukraińskiej neonazistowskiej partii, której gestem i hasłami prezes PiS przywitał zgromadzonych na Euromajdanie zwolenników UE. Działanie takie urąga pamięci o ofiarach rzezi wołyńskiej i przeczy upublicznieniu prawdy o niej, tak jak przeczy zasadom współżycia dwóch sąsiadujących z sobą narodów, którym potrzebne jest pojednanie nie poprzez fałszywą aksjologię i ateistyczną Unię Europejską, ale w prawdzie i na gruncie chrześcijańskich wartości. Podobnie jak we wcześniej przedstawionych posunięciach PiS mamy tu do czynienia z jawnym działaniem na ich szkodę, a zarazem na szkodę polsko-ukraińskiego pojednania. 

Analiza ważniejszych antychrześcijańskich działań PiS mówi bardzo wiele: chrześcijaństwa i jego wartości musimy bronić nie tylko przed NWO i jego ideologiami, takimi jak gender, ale również przed partiami politycznymi, które wartościami tymi manipulują dla osiągnięcia pozachrześcijańskich celów. Najskuteczniejszą bronią jest w taki przypadku demaskowanie fałszywej aksjologii partii. 

Anna Raźny

aw





pobierz artykuł jako PDF

| komentarzy: 9

| odsłon: 7937

|

 



Musisz być zalogowany i zweryfikowany by dodawać komentarze.


| 2013-12-29 17:36:51
Nie zgadzam się z tezą, że J. Kaczyński jest Wielkim Inkwizytorem F. Dostojewskiego. Wielki Inkwizytor wprawdzie jest prywatnie ateistą, to broni Kościoła jako instytucji; postrzega Kościół jako autentyczny Katechon broniący świat przed chaosem, nieładem, nawet samym Chrystusem jeśli trzeba. Tymczasem Kaczyński nie broni Kościoła jako instytucji, ale ośmiesza go i (teologicznie) immanentyzuje przekształcając w parawan dla smoleńskiego sekciarstwa, które jest całkowitą sekularyzacją chrześcijaństwa ("religią polityczną" w rozumieniu E. Voegelina). Gdyby był tylko Wielkim Inkwizytorem, to chwaliłbym go za konserwatywną postawę wobec rzeczywistości zastanej.
| 2013-12-30 05:25:35
Socjalistą w tym wypadku byłby raczej Chrystus, który wierzy w człowieka. Wierzy, że człowiek ostatecznie wybierze dobro. Prof. A Raźny przeprowadza proste utożsamienie: system opiekuńczy = system totalitarny, a więc - socjalizm.
| 2013-12-30 12:00:17
Wielki Inkwizytor Dostojewskiego był i pozostanie metaforą fałszywej aksjologii chrześcijańskiej. W dialogu- monologu z Chrystusem występuje przeciwko Jego koncepcji człowieka i świata w imię nowego człowieka, odciętego od wszelkiej Transcendencji - i nowego porządku istnienia - ateistycznego. Poddani Wielkiego Inkwizytora - wpatrzeni w jego chrześcijańską symbolikę (nosi krzyż) - nie zauważają tych istotnych zmian. Metafora jest uniwersalna. Obecnie zbyt wielu "prawicowych" polityków w Polsce wykorzystuje uroczystości religijne i święte dla Polaków miejsca - Jasną Górę,katedrę wawelską, Świątynię Opatrzności Bożej i inne - dla lansowania własnej osoby i pozyskania wyborców. A gdy to już osiągną, realizują zadania swoich zachodnich mecenasów i sponsorów, działających w imię NWO. Jaskrawym przykładem takiej postawy jest poparcie wszystkich bez wyjątku sił parlamentarnych - z "katolickim" PiS włącznie - dla polityki USA na Bliskim Wschodzie i krajach islamu, gdzie dokonuje się ludobójstwo chrześcijan.
| 2013-12-30 16:49:09
Czytałem fragment o Wielkim Inkwizytorze 2 razy w swoim życiu i przyznam, że zrozumiałem go inaczej: jako tego, kto broni instytucji Kościoła przeciwko anarchicznemu duchowi Ewangelii. Plus interesujący wykład o niesamodzielności natury ludzkiej i konieczności autorytetu.
| 2013-12-30 18:20:45
@Anna Raźny - "Obecnie zbyt wielu "prawicowych" polityków w Polsce wykorzystuje uroczystości religijne i święte dla Polaków miejsca - Jasną Górę,katedrę wawelską, Świątynię Opatrzności Bożej..." - Z tą Świątynią Opatrzności Bożej trochę się Pani zagalopowała.
| 2013-12-30 18:23:46
Artykuł świetny. Specjalnie wpisałem tytuł w wyszukiwarkę google, żeby zobaczyć, czy przypadkiem nie ukazał się na łamach "Naszego Dziennika" i - jak to się teraz mówi - "ogarnął" elektorat radiomaryjny. Niestety na stronie "ND" się nie wyświetlił.
| 2013-12-31 15:31:54
"...To był majstersztyk manipulacji i propagandy, odpowiadający klasycznym ich teoriom – Harolda Laswella, Eduarda Hermana i Noama Chomsky’ego, Jacques’a Ellula. Dominowała w niej tzw. zasada transfuzji – wykorzystania przyjętych przez ogół polskiego społeczeństwa wartości chrześcijańskich do ukrytych celów partii. Szczególnym instrumentem owej transfuzji było zniekształcanie rzeczywistości unijnej - sfery społeczno-politycznej i kulturowej – przemilczanie faktu, że jest ona skazana przez Traktat na ostateczną sekularyzację oraz odcięcie od tradycji chrześcijańskiej. ..." - wszystko to prawda, ale proszę nie zapominać, że, moim zdaniem, kluczową rolę w "rajeniu Polakom Europy" odegrał nie kto inny, jak Jan Paweł II. Moim zdaniem, właśnie jego mocno niejednoznaczne wypowiedzi, które z łatwością dało się interpretować jako prounijne, ostatecznie przekonały Polaków do akcesji. To po pierwsze. A teraz po drugie. Z przerażeniem przeczytałem w książce Jana Pawła II pt. "Pamięc i tożsamość" istne peany na temat epoki i idei Oświecenia, oraz polskich powstań narodowych. Czy coś innego mówi PiS? Ależ nie! Jest on, w swym masoństwie bliski i Oświeceniu, i insurekcjom wszelakim, karbonaryzmom i innym -izmom. Nie jest więc tak, że PiS "wyciera sobie gebe" Papieżem-Polakiem. Jest znacznie gorzej: są z "tej samej bajki", mimo ewentualnych róznic. I jest to ta sama, brukselska bajka, niestety ...
| 2014-01-01 09:38:38
Opowieść o Wielkim Inkwizytorze to temat poboczny, ale fascynujący. Chyba się zagalopowałem, nazywając Chrystusa socjalistą. Jeśli odwoływał się do wolności człowieka, do jego wolnej woli, to należałoby Go chyba nazwać liberałem? Konserwatyzm zaś Wielkiego Inkwizytora ma w sobie element socjalistyczny. W którymś momencie mówi do Chrystusa: „Damy im małe szczęście małych ludzi” (cytuję z pamięci). Konserwatyzm dla mnie kojarzy się – owszem – z hierarchią i porządkiem, ale jednocześnie z bardzo wysokimi wymaganiami w sferze ducha i moralności, i z hierarchią jakości duchowych przede wszystkim - moralnych, intelektualnych, ideowych, charakterologicznych itp. Konserwatysta powiedziałby raczej do Chrystusa: narzucimy im (ludziom) takie wymagania, że dorosną do wielkości. Swoją drogą, podziw dla prof. A. Wielomskiego za konsekwencję w trwaniu przy wybranej postawie. Skrytykować Ewangelię za elementy anarchistyczne mało kto by się odważył, zwłaszcza dzisiaj, kiedy nawet nasi biskupi oślepli na zawarte w niej przesłanie socjalistyczne.
| 2014-01-13 15:26:02
To samo dotyczy glownych trab PISu - Radia Maryja i Telewizji Trwam. Cenzura na poziomie PRL-u albo jeszcze gorszym i oglupianie tych, ktorych uwazaja za "maluczkich". Bylem nimi zachwycony, myslalem, ze stoja rzeczywiscie "Po Stronie Prawdy" i polskich interesow. Niestety, przekonalem sie, ze to taka sama polityczno-gospodarcza sitwa, jak inne, probujaca zagrabic dla siebie resztki z tego "odzyskanego smietnika" (J.Kaden-Bandrowski, "General Barcz") , ktore jeszczepozostaly. Tzw. Forum Radia Maryja to farsa, ktora dopuszcza tylko to, co im pasuje, reszta jest bezwzglednie skreslana, by "maluczkim" bron Boze nie pomieszac w glowach. Jaka jest ich wizja Europy i Polski w Europie, bo przeciez na Madagaskar nie da sie jej przeniesc ? Radio Maryja cenzuruje i stara sie nie dopuscic do wiadomosci spolecznej wypowiedzi s.p. (niedlugo blogoslawionego) Ojca Franciszka Blachnickieg - podaje jedna z nich, nagrana przeze mnie w 1985 roku, na Dropbox-ie pod adresem https://www.dropbox.com/s/kxt13d8bri35eoq/o_blachnicki_1985.mp3 Wszelkie wzmianki o takich wybitnych patriotach, jak Jozef Mackiewicz czy Wladyslaw Studnicki sa natychmiast skrzetnie usuwane. Z myslami Mackiewicza czy Studnickiego mozna sie mniej albo wiecej nie zgadzac, ale przedtem trzeba je poznac, a tego PIS,Radio Maryja&Co. nie chca. Co wzamian ? Klamstwa "krolowej puchu" posel Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk, wypociny wiernych linii RM&Co. "profesorow" (oj namnozylo sie tego w tych 25 latach, namnozylo!) i fotki z Tjahnybokiem. Przyszlosc Polski widze czarno, jezeli PIS wygra kolejne wybory, to jedna sitwa zastapi inna i nadal bedzie rabowac ten odzyskany smietnik. A pozycja Polski w Europie bedzie bardzo podobna do tej z 1939 roku, moze z jakimis sojusznikami na antypodach. Izolacja i zasciankowosc, to, co pietnowal jeszcze Wyspianski. I jeszcze do Radia Maryja i TV Trwam: Ich tzw."Eucharystie" czyli pochody dziesiatek, czasem setek Kaplanow w zlotych ornatach, defilujacych przed kamerami ze skrajnie zbudzonymi minami i w wiekszosci drzemiacych potem w czasie Mszy Sw. sluza wiecej Palikotowi & Co., niz Polskiemu Kosciolowi Katolickiemu. Oglupianie "maluczkich", za ktorych RM&Co. uwazaja spoleczenstwo, przy pomocy balwochwalczego splendoru nalezy juz dawno do przeszloscu. Serdeczne pozdrowienia i Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku - robur















RSSRSS FacebookFACEBOOK COPYRIGHT © 2011 KONSERWATYZM.PL