Konserwatyzm

Sanocki: Rozgrzebywanie PRL

0

We wzniecaniu politycznych sporów prym w obozie PiS wiedzie kilku polityków, ale wszystko wskazuje na to, że głównym „jastrzębiem” jest Antoni Macierewicz. Nikt tak jak on nie potrafi napuścić jednej grupy Polaków na drugą, nikt tak skutecznie nie potrafi doprowadzić do zwrócenia się przeciwko PiS-owskiemu rządowi kolejnych podjudzonych grup społecznych.

Kiedy się patrzy na tę sytuację z boku, nasuwa się nieuchronny wniosek po co liderzy PiS wywołują te wojenki? Czyżby zamierzali znów rządzić tylko 2 lata?

Emerytury esbeckie

Najpierw była „apel smoleński” wciskany na każdą okazję i każda uroczystość. A to w rocznice Powstania Warszawskiego, a to z okazji Poznańskiego Czerwca. Kompletnie bez sensu, bez wrażliwości nie tylko wobec środowisk kombatanckich, ale nawet bez brania pod uwagę opinii rodzin osób, które zginęły w katastrofie smoleńskiej.

Potem przyszedł czas na grilowanie opinii kolejnymi wersjami ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. A kiedy wraz z odejściem prof. Rzeplińskiego już wydawało się, że sprawa Trybunału Konstytucyjnego zaczyna powoli wygasać i opozycja traci napęd, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych podsunęło premier Beacie Szydło projekt ustawy o odebraniu emerytur byłym funkcjonariuszom służb PRL. Argumentacja ministerstwa była uderzająco prosta: „Dawni opozycjoniści żyją często w nędzy, a funkcjonariusze państwa totalitarnego” pobierają po kilkanaście tysięcy emerytury.”

Niby wszystko się zgadza, tylko że po pierwsze obcinanie emerytur byłym funkcjonariuszom PRL wcale nie idzie w parze z podnoszeniem emerytur dawnych opozycjonistów. Po drugie projekt nie dotyczy wszystkich funkcjonariuszy PRL. Nie wiadomo dlaczego emeryturę ma stracić gość, któremu zdarzyło się rok przepracować w służbach PRL, a potem w 1989 r. został pozytywnie zweryfikowany i 20 lat służył wiernie niepodległemu państwu polskiemu? Nie wiadomo dlaczego z kategorii funkcjonariuszy, którym mają zostać obcięte świadczenia wyłączono prokuratorów, sędziów wydających wyroki w stanie wojennym?

I dlaczego oraz na jakich kryteriach opierać się będzie minister, któremu ustawa przyznaje prawo do wyłączenia spod rygorów ustawy niektórych funkcjonariuszy? Taka dowolność nasuwa od razu przypuszczenie, że zostanie wykorzystana dla pozyskania „swoich” esbeków, którym świadczenia się pozostawi i tych gorszych – niezależnie od tego co robili w czasach PRL. Taka arbitralność jest ewidentnie sprzeczna z fundamentalną zasadą „rządów prawa”, które właśnie za pomocą sprawiedliwie i rozsądnie ustalanych reguł, bronią obywateli przed arbitralnymi decyzjami rządzących.

Degradacje

Esbeckie emerytury zmobilizowały przeciwko PiS-owi grupę dawnych funkcjonariuszy ok. 32 tys. osób z rodzinami. Pewnie znacznie większą grupę podekscytuje kolejny pomysł ministra Antoniego Macierewicza – ustawa przyznająca Ministrowi Obrony Narodowej prawo występowania do Prezydenta z wnioskiem o odebranie stopni generalskich oficerom z okresu PRL. Niższe stopnie oficerskie i podoficerskie będzie mógł odbierać sam Minister Obrony.

Rozwiązanie takie – o ile mi wiadomo – nie funkcjonuje w żadnym demokratycznym państwie. Do tej pory degradacja była możliwa jedynie na podstawie wyroku sądu wojskowego oraz w przypadku zrzeczenia się przez daną osobę obywatelstwa polskiego. Teraz jednoosobowo będzie to mógł czynić Minister – czyli polityk, którego zadaniem w demokracji jest sprawować cywilną kontrole nad armią. Wkroczenie ministra (polityka) w sferę stopni wojskowych bez wątpienia musi budzić podejrzenia o chęć dokonania politycznej zemsty na przeciwnikach.

A to oczywiście pchnie kolejną grupę społeczną w objęcia opozycji i to grupę mocno zmotywowaną przeciwko rządowi. Doprawdy można odnieść wrażenie, że minister Macierewicz (i PiS-owskie jastrzębie) za wszelką cenę starają się nie dopuścić do osłabienia PO i wytracenia impetu Nowoczesnej. Że robią wszystko żeby opozycję podtrzymać na siłach i oddać władze po jednym politycznym sezonie. Czyżby zatem Macierewicz był przywódcą V kolumny w szeregach PiS? Takiej ewentualności wykluczyć z góry nie można.

W każdym razie decyzje imitujące zamiar rozliczenia z epoką PRL (bo te decyzje w istocie imitują taki zamiar) jak ustawy o esbeckich emeryturach i degradacjach bezwzględnie osłabiają pozycję PiS i są politycznym paliwem opozycji. Tymczasem Polska czeka na prawdziwe zmiany. Przede wszystkim ustrojowe – naprawę wymiaru sprawiedliwości, zmianę systemu wyborczego, która przywróciłaby obywatelom kontrolę nad procesem wyborczym na każdym jego etapie, zmianę struktury administracyjnej i ograniczenie horrendalnie rozdętej biurokracji. Bez tego nie dokona się żadna gospodarcza odnowa, a obywatele owszem będą podjudzeni do stanu gorączki, ale w dalszym ciągu będą skazani na niesprawne, niesprawiedliwe państwo polskie. To co z tego, że ze zdegradowanymi PRL-owskimi generałami?

Język sprzed 40 lat

Być może wytłumaczeniem polityki kierownictwa PiS jest założenie, że zarówno Jarosław Kaczyński jak i jego najbliżsi współpracownicy nie ogarniają problemów Polaków na początku 21 wieku. Że ich język, myślenie, kategorie w których są w stanie opisać świat zatrzymał się w epoce PRL, ZSRR i że politycy ci nie zauważyli ani zmian politycznych, ani społecznych i w tej sytuacji nie są w stanie zdefiniować problemów współczesnej Polski. Próbują zatem rozpaczliwie – zarówno w polityce wewnętrznej jak i zewnętrznej – opisać świat takim, jakim widzieli go w roku 1976. Współczesna Rosja to dla nich ciągle ZSRR, a wewnętrzna opozycja to potomkowie ZOMO i SB, którym trzeba przetrącić społeczny i ekonomiczny kręgosłup.

Stąd wzbudzanie ciągłych wewnętrznych konfliktów i stąd wściekle antyrosyjska polityka, która dawno już przekroczyła granice rozsądku.

Jednocześnie w kręgu liderów PiS, którzy wszak sami na kompromisie „okrągłego stołu” skorzystali i w pewnym sensie wyrośli, jakby nie odnotowano ważnego faktu, że w Polsce zwyciężyła koncepcja pokojowej rewolucji. Taką była „Solidarność”, która odrzucała zbrojny bunt i krwawy przewrót.

Konsekwencją było zachowanie znacznej części kadr reżimu PRL, ludzi którzy zaakceptowali zmiany i nie stosowali wobec nas – opozycjonistów – krwawych represji.

Bo trzeba to uczciwie powiedzieć – władze PRL zaakceptowały zmiany, również z tego powodu, że obóz „Solidarności” gwarantował bezpieczeństwo funkcjonariuszom, oczywiście tym, którzy nie popełnili zbrodni. Znamiennym faktem, że pierwszym prezydentem III RP był Jaruzelski i że został on wybrany głosami posłów „Solidarności”.

Może nam się ten fakt nie podobać dzisiaj, ale nie mamy prawa po 27 latach kwestionować tamtego kompromisu. Dlaczego nie mamy prawa? Ano dlatego, że nie musieliśmy wtedy umierać na barykadach – bo i tak prawdę powiedziawzy nie miałby wówczas kto na te barykady iść.

Polacy – też trzeba to wyraźnie dzisiaj przyznać – akceptowali w dużym stopniu PRL i nie byli gotowi obalać go siłą. Nie podobała się nam wszechwładza partyjnych kacyków, nomenklatura, ale na pewno w swej masie polskie społeczeństwo nie było rewolucyjnie nastawione.

Stąd wypływała nasza ówczesna metoda – pokojowej rewolucji – ale też trzeba powiedzieć, że funkcjonariusze PRL w dużym stopniu nie wykazywali się gorliwością w ściganiu naszych działań.

Oczywiście możemy przytoczyć przykłady zbrodniczego działania tamtego reżimu – zamordowanie ks. Popiełuszki, Romana Bartoszcze, strzelanie do górników na kopalni Wujek. Trzeba ścigać osoby odpowiedzialne za tamte wydarzenia – bo były to działania przestępcze nawet w granicach prawa obowiązującego w PRL. Prawo PRL nie zezwalało na mordowanie kapłanów, ani opozycjonistów, ani na strzelanie do górników. Ścigajmy zatem sprawców tamtych zbrodni pamiętając, że dzisiaj jakakolwiek odpowiedzialność zbiorowa jest – wobec upływu czasu i przyjęciu pokojowej metody transformacji – po pierwsze zwykłą niesprawiedliwością, a po drugie – politycznie – zwyczajną głupotą popełnianą przez liderów PiS.

Ani bowiem te działania nie są niezbędne do zreformowania chorego państwa polskiego, ani nie są mądre w sensie zapewnienia społecznego poparcia dla niezbędnych zmian. Nie dlatego polskie sądownictwo – w 27 lat po upadku PRL – jest pełne patologii, że nie zostało zdekomunizowane. Tylko dlatego że nie ma w nim żadnych form zewnętrznej kontroli nad działaniami sędziów, którzy są zresztą powoływani z naruszeniem art. 4 Konstytucji. Podobnie administracja rozrosła się w tak monstrualny sposób nie dlatego, że opanowały ją dawne komuchy. Każda ekipa rządząca Polską po 1989 r. dokładała biurka dla swoich „znajomych i krewnych królika”.

I dysproporcje w wypłacanych emeryturach także wymagają reformy ogólnej nie na skutek „przywilejów dawnych esbeków”. Nie jest moralne by 45 letni funkcjonariusz pobierał kilkanaście tysięcy emerytury, podczas kiedy pielęgniarka dostaje 1500 zł. I nie jest ważne czy ten funkcjonariusz służył Sowietom czy Amerykanom.

Po prostu są to nakazy społecznej sprawiedliwości i racjonalności w zmianie struktury ustrojowej państwa, a nie odwracania uwagi Polaków od istoty problemów i kierowanie jej w stronę zrozumiałą dla politycznych przywódców PiS. To jest droga nieustannej wewnętrznej wojenki, droga donikąd.

Janusz Sanocki

za: prawica.net

Facebook
Share.

About Author

Leave A Reply