Konserwatyzm

Wielomski: Spór o habilitację

0

 

Odkąd 22 lata temu rozpocząłem pracę zawodową jako naukowiec i wykładowca akademicki, odtąd w nauce trwa dyskusja o celowości istnienia stopnia doktora habilitowanego. Linia podziału zwykle jest i była taka sama. Po jednej stronie stali ci, co habilitację już uzyskali i bronili tej instytucji jak niepodległości, a po drugiej ci, którzy z powodu wieku lub niewielkiego dorobku jej nie mieli i chcieli ją znieść, nie będąc pewnymi jej uzyskania. Dyskusja ta wróciła ostatnio z nowym impetem, ponieważ na zlecenie Ministerstwa Nauki trzy zespoły przygotowały trzy projekty reformy Ustawy o szkolnictwie wyższym, z czego aż dwa przewidują likwidację stopnia doktora habilitowanego (i tytułu profesorskiego przy okazji).

Argumenty merytoryczne „za” i „przeciw” przedstawiano od dziesięcioleci, więc nie mam zamiaru ich powtarzać. Każdy naukowiec w Polsce zna je na pamięć, a Czytelnicy spoza środowiska, zainteresowani problemem, znajdą je bez trudu w internecie. Celem tego tekstu jest przedstawienie argumentu zupełnie innego rodzaju, który nie odwołuje się do klasycznego uzasadnienia „dlaczego dla polskiej nauki byłoby lepiej gdyby habilitacja…” i tutaj wpisujemy „pozostała” lub „została zniesiona”. Chciałbym zwrócić uwagę na inny aspekt sprawy, który w dyskusjach nie jest podnoszony, a który ma kapitalne znaczenie.

Tak jak wspomniałem wcześniej, generalnie za utrzymaniem habilitacji są ci, którzy już ją uzyskali. To oczywiste, że są za jej utrzymaniem, gdyż zapewnia im wysoki status zawodowy, właściwie pewność, że tam czy gdzie indziej w szkolnictwie wyższym zawsze znajdą zatrudnienie. Uzyskanie tego stopnia naukowego proste nie jest, więc zwolennicy jego pozostawienia uważają za niesprawiedliwe, że musieli się tyle natrudzić, aby stopień uzyskać, a teraz przyjdą inni i będą mogli robić karierę bez tego wysiłku i nieprawdopodobnego stresu jaki wiąże się z jego uzyskaniem. Z kolei prawie wszyscy (może nawet wszyscy?) doktorzy, których znam są zwolennikami jej zniesienia, ponieważ stresu tego nie chcą przechodzić i wierzą, że ich kariera naukowa po prostu będzie prostsza i mniej bolesna, gdyż będą mogli dostać etat profesorski na swojej uczelni bez wymogu habilitacji. Prezentujący poglądy antyhabilitacyjne doktorzy w sumie dzielą się na dwie kategorie:

1/ Grupa pierwsza to młodzi i zdolni pasjonaci, dla których nauka jest całym ich życiem. Procedura habilitacyjna ich przeraża, bowiem boją się, że powinie się im noga, nie otrzymają upragnionego stopnia w terminie i zostaną zwolnieni z uczelni z powodu nie uzyskania habilitacji w określonym terminie po doktoracie (8 lat wedle obowiązującej obecnie ustawy).

2/ Grupa druga to ci dla których praca naukowa nie jest pasją życiową, lecz pracą jak każda inna. Wiele z tych osób do badań nie przykłada się, nie piszą i nie publikują, ograniczając się do prowadzenia zajęć dydaktycznych. W tej sytuacji uzyskanie habilitacji jest trudne, gdyż nie ma do niej podstawy w postaci publikacji naukowych. W dotychczasowym systemie byli, wcześniej czy później (niestety, zwykle później) zwalniani z pracy z powodu przekroczenia wszystkich możliwych terminów habilitacyjnych.

Pamiętam, że prawie 20 lat temu, gdy byłem dopiero po uzyskaniu doktoratu, zaczęła się dyskusja o zniesieniu habilitacji. Oczywiście, byłem jak najbardziej za jej likwidacją. I wtedy kierownik katedry w której pracowałem, zmarły niedawno prof. Andrzej Ajnenkiel, widząc w moich oczach nadzieję, rzekł do mnie mniej więcej tak oto: „Panie Adamie, niech Pan rozważy powtórnie całą sprawę! Zniesienie habilitacji oznacza, że ci, którzy już habilitację mają, będą już zawsze habilitowani, a ci doktorzy, którzy jej nie mają, będą zawsze tymi gorszymi. A Pan przecież na pewno się habilituje„. To były mądre słowa! Jeśli nowa ustawa o szkolnictwie wyższym rzeczywiście zniesie habilitację (i tytuł profesorski), to przecież ci, którzy ten stopień i tytuł mają nie zostaną go pozbawieni. Projekty nowej ustawy wyraźnie o tym mówią. Nie jest to zresztą możliwe, gdyż godziłoby w tzw. prawa nabyte i nawet najbardziej upolityczniony Trybunał Konstytucyjny tego nie zaneguje, skoro jego większość stanowią habilitowani i profesorowie!

Rzeczywiście, jeśli habilitacja i profesura zostaną zniesione, to zasada równości wszystkich naukowców mających stopień doktora będzie fikcją. Ci, którzy byli habilitowani i byli profesorami, dla środowiska naukowego już zawsze nimi będą, gdy ci, którzy nimi nie byli, zawsze będą naukowcami drugiego gatunku. Dopóki (byli) habilitowani i profesorowie będą zasiadać w komisjach konkursowych na etaty profesorskie, to będą popierać tych, którzy stopień ten lub tytuł już mają, nawet jeśli formalnie nie ma to już znaczenia. Minie pewnie z 15-20 lat zanim ci doktorzy, którzy nie zdążyli uzyskać habilitacji, będą realnie zatrudniani na etatach profesorskich. Stanie się to dopiero wtedy, gdy byli habilitowani pójdą na emerytury, stając się wymierającą mniejszością. Dziś doktor ma 8 lat na uzyskanie habilitacji i jeśli ją uzyska, to od nowego roku akademickiego (czasem nieco dłużej, co zależy od sytuacji kadrowej poszczególnych uczelni) zostaje zatrudniony na stanowisku profesora nadzwyczajnego. Po zniesieniu habilitacji czas oczekiwania na awans wydłuży się, wedle mojej oceny, dwukrotnie.

Kto straci na zniesieniu habilitacji? Młodzi, zdolni i ambitni dla których nauka jest pasją. Bo oni szybko by się habilitowali, gdy po zniesieniu habilitacji latami będą czekali na awans. Zniesienie habilitacji ma odblokować drogę awansu w polskiej nauce, ale, moim zdaniem, jeszcze ją spowolni. Proponowałbym danie doktorom wyboru: może się habilitować w ciągu 8 lat po doktoracie, ale nie musi tego nie robić, jednak musi w ciągu 8 lat dostać etat profesorski na uczelni wyższej dzięki dorobkowi naukowemu, pod groźbą „redukcji kadrowej”. Formalnie zakres wolności poszerzy się, a w praktyce i tak każdy kto pracuje rzetelnie będzie chciał się habilitować.

Adam Wielomski

za: „Najwyższy Czas!”

 

Facebook
Share.

About Author

Leave A Reply