Konserwatyzm

Wielomski: Kompleks rewolucjonisty. Rosja a polska samoświadomość narodowa (cz. II)

0

Wszystkie te zarzuty mają charakter przypadkowy, dostosowując się incydentalnie do konserwatywno-katolickiego lub liberalno-europejskiego charakteru ich odbiorców. Wskazuje na to wspólny atak obydwu grup medialnych i politycznych na Rosję w związku z aferą wokół osądzenia Pussy Riot. Profanacja jakiej dokonały w cerkwi rosyjskie anarchistki-feministki, gdyby zdarzyła się w Polsce, z pewnością spotkałaby się z żądaniami srogiej kary ze strony katolickiej, a może nawet i liberalnej, gdyż przekraczała najbardziej nawet tolerancyjne uszy polskiej liberalnej inteligencji[1]. Charakterystyczne, że wykonana w cerkwi treść bluźnierczej piosenki nie została w języku polskim opublikowana przez żadne ze znaczących post-solidarnościowych mediów (poza Internetem, gdzie jest dostępna[2]). Równie charakterystyczne jest jednoczesne nietłumaczenie na język polski ordynarnej anglojęzycznej nazwy Pussy Riot (pol. Bunt Cipek), której samo przetłumaczenie musiałoby wywołać niesmak nawet najbardziej liberalnych i antyklerykalnych czytelników i słuchaczy. Po jej przetłumaczeniu trudno byłoby utrzymywać, że Pussy Riot to zespół muzyczny, który jedyne co zrobił, to wykonał swój utwór w niewłaściwym miejscu.

W Polsce współczesna Rosja traktowana jest jako kraj misyjny, do którego wyższa zachodnia cywilizacja, do której Polacy zaliczają sami siebie, musi wysyłać swoich misjonarzy nauczających rosyjskich autochtonów gnozy o społeczeństwie otwartym, demokracji, liberalizmie i prawach człowieka. Mamy do czynienia z nową wersją romantycznego mesjanizmu i prometeizmu, którego zadaniem było (w XIX wieku) nawrócenie Rosji na katolicyzm i na wolność, z którego to pragnienia dzisiaj pozostała jedynie – po procesach sekularyzacji charakteryzujących Nowożytność – chęć nawracania Moskwy na wolność, czyli na zachodni model demokracji i liberalizmu. Rosja nie jest traktowana na salonach politycznych Warszawy (podobnie i neokonserwatywnego oraz liberalnego Waszyngtonu) jako normalny partner polityczny, lecz jako kraj moralnie, duchowo i intelektualnie upośledzony, ponieważ tworzący własną kulturę polityczną, nie będącą kalką modelu amerykańskiego i unijnego.

Źródłem, fundamentem i archetypem rosyjskiej cywilizacyjnej niższości miałby być Władimir Putin, przedstawiany jako rodzaj politycznego Antychrysta[3], który uniemożliwia dojście do władzy demokratycznej opozycji, w rodzaju ludzi z Jabłoko, finansowanej przez oligarchów uwłaszczonych w epoce jelcynowskiej pokroju Michaiła Chodorkowskiego lub zagranicznych finansistów takich jak George Soros. Ciekawostką w tym obrazie zresztą jest to, że Chodorkowski – będący ekstremalnym przykładem tego, co w środowiskach PiS-owskich określa się mianem uwłaszczenia komunistycznej nomenklatury – w mediach sympatyzujących z PiS przedstawiany jest jako champion walki o demokratyzację w Rosji.

Używając narracji dziennikarzy popierających PiS można rzec, że przeciwko Rosji (i przeciwko Rosjanom, pogardliwie określanym mianem Ruskich) zbudowano gigantyczny przemysł pogardy. Wobec Rosjan prowadzana jest, znów użyjmy tej samej narracji, swoista pedagogika wstydu. Stało się to dzięki połączeniu sił obozu post-solidarnościowego oraz mediów należących do zagranicznych koncernów.

Wszystko to byłoby jakoś zrozumiałe, gdyby obraz ten był konsekwentny, gdyż przypominałby ten, jaki w XIX wieku Niemcy zbudowali wobec Słowian, między innymi wobec Polaków, przedstawianych jako rasa niższa, rzekomo pozbawiona kultury organizacji i ducha wynalazczości. Byłby to, opisywany przez Raoula Girardeta, nacjonalizm zwycięzców, pełnym buty i pychy z powodu swojej siły i wielkości. W przypadku stosunku Polaków do Rosji i Rosjan jednak tak nie jest, gdyż nie uważamy się za zwycięzców w tym sporze. Jeśli uznamy stosunek Polaków do Rosjan za formę nacjonalizmu, to jest to nacjonalizm przegranych, charakterystyczny dla podmiotu pełnego kompleksów niższości. Tym obrazom rosyjskiej czy ruskiej niższości towarzyszy przecież przerażenie przed Rosją równocześnie kształtowaną w drugim kreowanym nam przez polityków i media obrazie, a mianowicie Rosji Władimira Putina, która wyszła z okresu Jelcynowskiej wielkiej smuty i gwałtownie odbudowuje swoją potęgę.

Wystarczy poczytać gazety, wielkie portale informacyjne i obejrzeć telewizje (ponownie zwracamy uwagę, że są to media należące albo do kapitału niemieckiego i amerykańskiego lub media publiczne zarządzane przez prozachodnie partie post-solidarnościowe), aby raz za razem znaleźć informacje, że Rosja szykuje się do ataku na państwa nadbałtyckie, ćwiczy atak na Polskę, jest gotowa do ataku nuklearnego lub konwencjonalnego, etc. Przedstawiane są nam kolejne przecieki od zachodnich agencji wywiadowczych lub bezpośrednio z Kremla oznaczające daty początku rzekomej agresji. Mimo że wszystkie terminy rzekomej inwazji nie sprawdziły się już tyle razy, to kolejne podawane są nam co kilka lub kilkanaście dni. Potwierdzają te daty i przygotowania inwazyjne wyżsi oficerowie lub politycy. W przypadku informatorów zachodnich są to zwykle albo źródła anonimowe, albo pochodzące od emerytowanych wojskowych, piszących teraz książki political-fiction. Jedynie polscy informatorzy wojskowi i polityczni decydują się na publiczne kompromitowanie się, występując pod swoimi nazwiskami w tej politycznej histerii, świadczącej o istnieniu pośród elit solidarnościowych głębokiego antyrosyjskiego kompleksu niższości.

Obraz ataku Putinowskiej Rosji na Polskę, czego polscy patrioci zdają się nie dostrzegać, wynika w rzeczywistości nie z rosyjskich działań zaczepnych, lecz ze świadomości zirytowania Moskwy w wyniku polskiej polityki zagranicznej na wschodzie. Od wielu lat polska polityka wschodnia ma charakter mesjanistycznego prometeizmu. Jej celem jest demokratyzacja państw post-radzieckich, co rozumiane jest jako wyrwanie ich spod wpływów Rosji i ich przyśpieszona westernizacja. W rzeczywistości jest to polityka służąca interesom geopolitycznym i militarnym Stanów Zjednoczonych, ekonomicznym niemieckich koncernów, aktywnie biorących udział w prywatyzacji tamtejszych gospodarek, ze skutkiem podobnym jak rabunkowa prywatyzacja Polski przeprowadzona przez post-solidarnościowe elity władzy (tutaj znów pojawia się postać G. Sorosa). Straszenie rosyjską agresją jest także korzystne dla Niemiec, które chcą znieść powojenne ograniczenia dla Bundeswehry i przejąć kontrolę nad francuską bronią jądrową pod pretekstem budowy armii europejskiej[4]. Polski prometeizm ideologiczny wyraża więc niepolskie interesy polityczne i ekonomiczne, co zresztą doskonale tłumaczy poparcie dla tej polityki wyrażane przez mass-media należące do amerykańskiego i niemieckiego kapitału.

Klasycznym przykładem polskiego antyrosyjskiego prometeizmu jest polityka demokratyzacji Białorusi, poparcie dla nieodpowiedzialnej polityki Saakaszwilego w Gruzji, uwieńczonej atakiem na rosyjską Osetię (2008), jak i oczywiście poparcie dla rządu Ukrainy wyrosłego z buntu na Majdanie, w wyniku którego obalono rządzącego z demokratycznego wyboru prezydenta Wiktora Janukowicza. Polityka ta wyrasta głęboko z tradycji szlacheckiego rewolucjonizmu, powstałego w epoce Romantyzmu, a którego celem było odzyskanie przez Polskę niepodległości w granicach z 1772 roku. Z tą jedną różnicą, że wcześniej były to powstania polskiej szlachty, która została wyrugowana z tych ziem z tego właśnie powodu przez władze rosyjskie po powstaniach 1830 i 1863 roku i towarzyszących im działaniach partyzanckich. Koncepcję tę próbował następnie odnowić Piłsudski poprzez tzw. koncepcję federalistyczną, czyli antyrosyjską federację Polski i Ukrainy (ew. także mniejszych państw)[5], której efektem była nieudana wyprawa na Kijów (1920). Koncepcja federalistyczna była niczym innym, jak tylko polskim mesjanizmem i prometeizmem, uwzględniającym nowoczesną zasadę narodowościową. Chodziło o wskrzeszenie nacjonalizmów zachodnio-słowiańskich i skierowanie ich przeciwko Rosji. Nikt nie ukrywał zresztą polskiego przywództwa w tej idei. Jeden ze współpracowników Piłsudskiego, Tadeusz Hołówko głosił wprost, że w federacji tej Polska występować będzie jako

państwo-opiekun i organizator innych państw narodowych, jako naród dźwigający do czynu samodzielnego Litwinów, Białorusinów, Ukraińców, Łotyszów, Estończyków. Polska winna stać się ośrodkiem krystalizującym Federacji Wschodniej Europy[6].

W okresie PRL stanowisko to skutecznie popularyzowała paryska „Kultura” wydawana przez Jerzego Giedroycia, nota bene piłsudczyka z kresów, która stworzyła podstawy geopolityki opozycji skupionej w „Solidarności”. Uwaga ta dotyczy wszystkich nurtów wychodzących z tradycji solidarnościowej, mimo ich późniejszych i obecnych sporów politycznych i personalnych. Wedle tej koncepcji, największym wrogiem Polski jest Rosja, a jedyną gwarancją naszej niepodległości miałaby być niepodległa Ukraina[7]. W kraju podobne koncepcje ukrainofilskie głosili Jacek Kuroń[8], a przede wszystkim Jan Józef Lipski – intelektualny patron KOR, którego koncepcje zgodnie dziś powtarzają Antoni Macierewicz, Adam Michnik i Jarosław Kaczyński, a także dziennikarze post-solidarnościowi pisujący od „Gazety Polskiej” po „Gazetę Wyborczą”[9].

Praktycznym rezultatem upowszechniania koncepcji mesjanistycznych jest bezwarunkowe poparcie Polski dla obecnych rządów na Ukrainie, nawet w sprawie tak beznadziejnej politycznie, a historycznie wątpliwej jak prawo Ukrainy do posiadania Krymu. To bezwarunkowe poparcie objawia się także i ślepotą partii post-solidarnościowych w kwestiach historycznych, szczególnie w kwestii odpowiedzialności za masakrę 200 tysięcy Polaków na Wołyniu przez ukraińskich nazistów (1943-44), których ideowi spadkobiercy rządzą dziś w Kijowie, jawnie odwołując się do symboli banderowskich[10], czyli do totalitarnej i zbrodniczej tradycji politycznej, której propagowanie w Polsce jest penalizowane na mocy art. 256 kk (przynajmniej teoretycznie).

Poparcie elit post-solidarnościowych dla walczących z Rosją Gruzji i Ukrainy to klasyczny syndrom międzynarodowej jedności wszystkich rewolucjonistów walczących z carskim despotyzmem w XIX wieku, który zmutował się obecnie w podobny despotyzm Władimira Putina. W sporze polsko-rosyjskim Polska występuje w roli rewolucjonisty burzącego porządek zastany, a także posługującego się klasyczną rewolucyjną narracją emancypacji i demokratyzacji, podczas gdy Rosja przybiera pozę konserwatywnego i autorytarnego mocarstwa broniącego przysłowiowego ładu i porządku przed rewolucjonistami głoszącymi stare hasło emancypacyjne z epoki Wiosny Ludów o prawie narodów do samostanowienia.

Rewolucyjna narracja Państwa Polskiego jest jednak tylko wyrazem źle skrywanego kompleksu wobec Rosji, za którym kryje się strach post-solidarnościowych elit przed Władimirem Putinem i ewentualną rosyjską agresją. Strach ten jest o tyle uzasadniony, że polska polityka wschodnia bezustannie prowokuje Rosję, za wszelką cenę próbując wyrwać kraje takie jak Ukraina lub Białoruś z rosyjskiej sfery wpływów i odrobić geopolityczne straty z ostatnich 350 lat, poprzez zbudowanie federacji Międzymorza pod faktycznym polskim przywództwem i kuratelą Stanów Zjednoczonych[11]. Rosja nie zagraża dziś bezpośrednio Polsce, nie rości sobie pretensji do żadnego skrawka naszego kraju, nie chce rozmieścić u nas swoich wojsk. Nie może jednak zgodzić się na polskie próby penetracji sfery post-radzieckiej (Doktryna Miedwiediewa[12]) i dać się z tych terenów wypchnąć, szczególnie, że polskie działania stanowią tutaj jedynie pomoc dla niemieckiej penetracji ekonomicznej i amerykańskiej penetracji polityczno-militarnej. Stąd rozmaite antypolskie wypowiedzi rosyjskich polityków, tak nieznośnie wyolbrzymiane przez polskie media kontrolowane przez zachodni kapitał i polityków post-solidarnościowych. Innym przykładem jest nagłaśnianie postaci i wypowiedzi Aleksandra Dugina, którego wykreowano u nas na oficjalnego reprezentanta ideologii Kremla, gdy w Rosji jest to postać nikomu nieznana[13].

Polska prowokuje Rosję do konfliktu, ponieważ nasze elity polityczne mają w umysłach głęboko zakorzenione upokorzenia z ostatnich 350 lat, żyją romantyczną ideą demokratycznego prometeizmu na wschód, a w dodatku kojarzą swoją opozycyjną działalność w okresie PRL z walką z Rosją jako taką. Antyrosyjska polityka wschodnia może jednak przynieść rozmaite kontrakcje ze strony rosyjskiej, co wywołuje w post-solidarnościowej elicie politycznej paniczny strach. Charakterystyczne jest to, że ci z polskich polityków, którzy najgłośniej Rosję atakują, są najbardziej przerażeni groźbą odwetu z jej strony, jakby nie widząc związku przyczynowo-skutkowego między własnymi wypowiedziami i działaniami, a ewentualną odpowiedzią Moskwy. Dlatego też ci z polskich polityków, którzy odpowiadają za eskalację tego konfliktu najgłośniej postulują pilną konieczność wzmocnienia wschodniej flanki NATO, czyli stworzenia w naszym kraju baz amerykańskich i rozmieszczenia elementów tarczy antyrakietowej, nie rozumiejąc, że obecność kilku tysięcy amerykańskich żołnierzy i tak nie zmieni sytuacji wojskowej Polski, a jedynie czyni zeń naturalny teatr ewentualnej wojny rosyjsko-amerykańskiej.

Problem w trójkącie Warszawa – Moskwa – Waszyngton polega na tym, że Rosja i Stany Zjednoczone nie graniczą ze sobą, a więc w ewentualnym konflikcie zbrojnym armie lądowe obydwu antagonistów nie mają naturalnego dla siebie pola walki. Amerykanie dominują na morzach i w powietrzu, gdy Rosjanie przewagę mogą osiągnąć tylko dzięki swoim dywizjom pancernym. Te zaś potrzebują płaskiego terenu do ataku. Jedynym miejscem, gdzie rosyjska armia mogłaby ewentualnie uderzyć i zadać cios sojusznikom Stanów Zjednoczonych jest Europa Zachodnia. To zaś wymaga ataku i przeprawienia się przez Polskę. Nasz kraj byłby pierwszą ofiarą ewentualnej wojny amerykańsko-rosyjskiej. Elity polityczne w Warszawie jakby nie rozumiały, że podnoszenie ciśnienia w stosunkach Moskwy i Waszyngtonu nie jest w interesie naszego kraju. Elity te są bowiem zakładnikami solidarnościowej tradycji politycznej, z której wyrosły i założenia na której została ona ufundowana, że antyrosyjskość jest najlepszym świadectwem polskiego patriotyzmu, a polskość definiuje się przez antyrosyjskość.

Na koniec jeszcze jedna kwestia. Andrzej Walicki zwraca uwagę, że w Polsce wykształciły się 3 typy rozumienia narodu: szlachecki (narodem jest szlachta), romantyczny (rewolucjonizm szlachecki) i endecki (etniczny)[14]. Patriotyzm szlachecki, gdzie za Polaka uważano tylko szlachcica oczywiście przeszedł już do historii. Opisane w powyższym tekście myślenie polityczne jest charakterystyczne dla patriotyzmu i narodu romantycznego, który zawsze łączył się z gwałtowną rusofobią i chęcią walki o granice z 1772 roku, co pchało ten nurt do totalnej konfrontacji z Rosją, a czego późniejszym wyrazem były tradycje piłsudczykowskie i post-solidarnościowe. W XX wieku nurt ten przybrał postać wizji Polski imperialnej, kierującej federacją Międzymorza, która podejmuje wyzwanie walki z Rosją o przywództwo nad Europą wschodnią. Zauważmy jednak, że w dziejach polskiego patriotyzmu znajduje się jeszcze tradycja endecka, która – jakkolwiek głęboko nacjonalistyczna – nie ma charakteru z gruntu antyrosyjskiego i nie żywi się kompleksem niższości wobec Rosjan.

Roman Dmowski jeśli miał kompleksy narodowe, to wobec Niemiec i Niemców[15]. Do Rosji podchodził pragmatycznie, bez sympatii[16], widząc w niej ewentualnego sojusznika przeciwko Berlinowi, stanowiącemu straszliwe zagrożenie tak dla polskich aspiracji państwowych, jak i dla polskiej ekonomii i kultury (germanizacja)[17]. Wszedł z Rosją w sojusz przeciwko polskim rewolucjonistom (1905) i przeciwko Niemcom (1914). Nie wykluczał z nią antyniemieckiego sojuszu nawet mimo jej komunistycznego charakteru w okresie międzywojennym[18]. Podejście to było możliwe dlatego, że endecja nie głosiła programu imperialnego, programu prostej restytucji granic z 1772 roku lub wersji zmodernizowanej tego programu w postaci Międzymorza, godząc się na granice bądź to etnograficzne (granica zachodnia) lub na granice pokrywające się jedynie z polską przewagą cywilizacyjną (granica wschodnia)[19], którą to ideę zrealizował Traktat Ryski (1921). W sposób znaczący redukowało to pole konfliktu geopolitycznego Polski z Rosją. Poza tym Narodowa Demokracja kwestie ideologiczne podporządkowywała interesowi narodowemu, więc nie podchodziła do Rosji w sposób ideologiczny, wedle schematu walka demokracji z despotyzm.

Klasyczny etniczny polski nacjonalizm nie był rusofobiczny, widząc w Rosji normalne państwo, normalnego partnera w stosunkach międzynarodowych. W kwestii tej endecja drastycznie różniła się od obozu piłsudczykowskiego, z którego tradycji wyrosła potem opozycja w PRL, czyli KOR i „Solidarność”. Endecja była stronnictwem nacjonalistycznym, podczas gdy tradycja romantyczno-sanacyjno-korowsko-solidarnościowa stała (i stoi) na gruncie snu o polskim imperium na wschodzie, połączonym z demokratycznym prometeizmem walki z despotyzmem. Nie była to tradycja stricte nacjonalistyczna, lecz imperialna, gdzie polski nacjonalizm – o olbrzymich ambicjach politycznych i imperialnych – był zamaskowany dyskursem o mesjanizmie i Międzymorzu. Paradoksalnie można, na sam koniec, skonstatować, że dzisiejszy kompleks polskich elit politycznych (i milionów Polaków) wobec Rosji wynika z historycznej porażki koncepcji etniczno-nacjonalistycznej Narodowych Demokratów, którzy byli zadowoleni z Polski etnograficznej, której granice nie rozciągają się od Smoleńska po Kijów. Środowiska te, nawet w okresie PRL, sprzeciwiały się głównemu nurtowi niepodległościowemu opowiadając się za współpracą z Rosją, a nawet z jej ówczesną formułą, jaką był Związek Radziecki[20],

Odwołując się do klasyfikacji Raoula Girardeta można powiedzieć, że endecy reprezentowali nacjonalizm zwycięzców, gdyż w 1921 roku zbudowali Polskę o graniach na wschodzie, które całkowicie zaspokajały ich ambicje, a więc nie czuli kompleksów wobec Rosji i Rosjan. Kompleksy te czuła zawsze ta tradycja polityczna, która endecję zwalczała, zarzucając jej nacjonalizmowi wąskie spojrzenie i brak chęci budowy wielonarodowego polskiego imperium. Jest to tradycja, która od Mickiewicza, przez Piłsudskiego i po Kaczyńskiego oraz Macierewicza, czuje wobec Rosji wielki kompleks niższości, ponieważ śni o odbudowie imperium z epoki Jagiellonów, a więc jest nacjonalizmem wyrosłym z poczucia klęski i historycznego upokorzenia.

Adam Wielomski

Pierwodruk: S. Bieleń, A. Skrzypek (red.): Pamięć i polityka historyczna w stosunkach polsko-rosyjskich. Warszawa 2016, s. 89-108.

[1] Bogurodzico przegoń Putina Pussy PL, na stronie internetowej youtube.com [11.11.2016].

[2] Przedruk, jako Bogurodzico Dziewico, przegoń Putina, dostępny jedynie w pracy A. Meller, J. Rak (red.): Perspektywy pojednania polsko-rosyjskiego. Wizyta patriarchy Cyryla I w Polsce. Warszawa 2012, s. 167-68.

[3] P. Rojek: Między „antychrystem” a „katechonem”. Współczesne polskie prawicowe sposoby myślenia o Rosji. [w:] M. Zakrzewski (red.): Między realizmem a apostazją narodową. Koncepcje prorosyjskie w polskiej myśli politycznej. Kraków 2015, s. 365-72.

[4] M. Ziętek-Wielomska: Trump a niepodległość Polski, na stronie internetowej konserwatyzm.pl [11.11.2016.].

[5] Zob. np. M. Śliwa: Myśl państwowa socjalistów polskich w latach 1918-1921. Kraków 1980, s. 111-21; idem: Polska myśl socjalistyczna (1918-1948). Wrocław 1988, s. 49-55; P. Okulewicz: Koncepcja „międzymorza” w myśli i praktyce politycznej obozu Józefa Piłsudskiego w latach 1918-1926. Poznań 2001.

[6] Cyt. za: M. Śliwa: Myśl państwowa…, s. 115-16.

[7] R. Habielski: Jerzy Giedroyć, Juliusz Mieroszewski. Prolegomena i motywy polityki wschodniej. [w:] M. Semczyszyn, M. Zajączkowski (red.): Giedroyć a Ukraina. Ukraińska perspektywa Jerzego Giedroycia i środowiska paryskiej Kultury. Warszawa 2014, s. 93-103; M. Senycz: Promowanie sprawy ukraińskiej na arenie międzynarodowej przez zespół paryskiej „Kultury”. [w:] Ibidem, s. 149-63; B. Berdychowska: Ukraina w życiu Jerzego Giedroycia i na łamach paryskiej „Kultury”, na stronie internetowej culture.pl [11.11.2016.].

[8] A. Friszke: Walczyć o pojednanie. Jacek Kuroń wobec kwestii ukraińskiej. [w:] M. Semczyszyn, M. Zajączkowski (red.): Giedroyć a Ukraina, op.cit., s. 239-53.

[9] Ch. Czuszak: „Nie ma niepodległej Polski bez niepodległej Ukrainy, Białorusi i Litwy”. Ukraina w geopolitycznych koncepcjach środowisk opozycyjnych (1976-1989). [w:] M. Semczyszyn, M. Zajączkowski (red.): Giedroyć a Ukraina, op.cit., s. 254-71.

[10] Zob. serię artykułów B. Piętki na tematy ukraińskie, publikowanych na łamach portalu konserwatyzm.pl. Starsze teksty tego autora zostały także wydane drukiem jako Nacjonalizm ukraiński. Od Bandery do Majdanu. Warszawa 2015.

[11] Projekt taki przedstawił ostatnio M. Chodakiewicz: Międzymorze. Warszawa 2016.

[12] Doktryna Miedwiediewa, na stronie internetowej neewsweek.pl [23.10.2016]. Szerszą analizę problemu zawiera tekst A. Włodkowska-Bagan: Ambicje imperialne Rosji i innych mocarstw w przestrzeni poradzieckiej. [w:] S. Bieleń, A. Skrzypek (red.): Rosja. Rozważania imperiologiczne. Warszawa 2015, s. 191-214.

[13] Uwagę na to zjawisko zwrócił autorowi niniejszego tekstu prof. Roman Bäcker.

[14] A. Walicki: Trzy patriotyzmy. Trzy tradycje polskiego patriotyzmu i ich znaczenie współczesne. Kraków 2000.

[15] R. Dmowski: Myśli nowoczesnego Polaka. Warszawa 1989, s. 89-91.

[16] K. Kawalec: Problem „prorosyjskości” Romana Dmowskiego. [w:] M. Zakrzewski (red.): Między realizmem…, s. 303-26.

[17] R. Dmowski: Wybór pism. Warszawa 1990, s. 113-20; idem: Niemcy, Rosja a kwestia polska. [w:] Idem: Wybór pism. T. I. Nowy Jork 1988, s. 146-53.

[18] S. Śmiech: System Dmowskiego, na stronie internetowej mysl-polska.pl [12.11.2016.].

[19] J. L. Popławski: Polska współczesna. [w:] Idem: Szkice literackie i naukowe. Warszawa 1910, s. 203-314. Skrót tego tekstu w idem: Wybór pism. Wrocław 1998, s. 176-214.

[20] J. Engelgard, M. Motas: Między romantyzmem a realizmem. Szkice z dziejów Narodowej Demokracji. Warszawa 2011, s. 184-276.

Facebook
Share.

About Author

Leave A Reply