Konserwatyzm

Lewicki: Przegląd tygodników politycznych za tydzień 13/2017

0

 

 

„Polityka” nr 12
„Obciach zamiast promocji” – pani Róża Thun znowu serwuje swoje wiekopomne mądrości, które, jak nic, godne są nagrody Nobla. Pisze m.in.: „Irytuje mnie mówienie o rozpadzie Unii. W 60. rocznicę traktatów rzymskich to nie UE się rozpada, tylko odpadają niektóre kraje – których zresztą nie było 60 lat temu przy stole na rzymskim Kapitolu”
Trudno powstrzymać się od śmiechu na takie dictum, bo zaraz przypomina mi się ten skecz kabaretowy, o traktorze, od którego odpadło koło, ale przecież trzy są dobre.
No właśnie! Tego się trzymajmy, choćby od Unii odpadły wszystkie kraje to Unia będzie trwać i będzie jeszcze wspanialsza niż dziś.
Ale nie tylko takie pouczenia ma pani Thun, ona i pogrozić potrafi: „Wygląda na to, że kończy się tolerancja dla – kiedyś zabawnych, a może nieco egzotycznych – eurosceptyków … Salę Parlamentu Europejskiego coraz trudniej utrzymać w dyscyplinie”.
No tak, trzeba skończyć z tą tolerancją, a w zamian wprowadzić dyscyplinę.
Jeśli w takim nastroju są eurokraci, to znaczy, ze koniec UE jest bliższy niż się komukolwiek wydaje.

 

„Newsweek” nr 14

„Wychowanie i klękanie” – springerowski tygodnik dla ludności polskojęzycznej, piórem Renaty Grochal, stara się jak może uderzyć w obecnego prezydenta Andrzeja Dudę, przedstawiając, jako chyba coś nagannego to, że jego rodzice są katolikami, i to od pokoleń: „W dzieciństwie prof. Duda  [ojciec prezydenta]był ministrantem, tak jak jego ojciec Alojzy. Andrzej poszedł w ślady dziadka i ojca. Jan Duda z dumą opowiada, ze syn najpierw był ministrantem, a później – do końca liceum – lektorem.”
Jak widać praktyka w roli ministranta może pomagać w karierze politycznej i naukowej. Ministrantami było także wielu polityków lewicy: Leszek Miller, czy Józef Oleksy. I co to za sensacja?

Natomiast całkowicie rozbraja jej analiza polityczno-socjologiczna na gruncie genderyzmu: „Cześć moich znajomych, znających rodzinę Dudów, uważa, ze Andrzej był zdominowany przez patriarchalnego ojca i to dlatego dziś nie potrafi się przeciwstawić Jarosławowi Kaczyńskiemu”.

Ojej! No na pewno, gdyby był wychowany przez samotną lesbijkę, to wtedy by się potrafił przeciwstawić wszystkim.

A na koniec jeszcze jeden zarzut przeciw ojcu prezydenta, że był zaangażowany w akcję przeciwko „małżeństwom homoseksualnym”. No takiej zbrodni to już wybaczyć żadną miarą mu nie można.

 

„wSieci” nr 13

„Przegląd tygodnia Mazurka & Zalewskiego” – ujawniają to, co wszyscy rozsądni podejrzewali: „Przed zwycięskimi dla PiS wyborami w sztabie tej partii opracowano listę osób, które nie powinny się pojawiać w mediach. Byli na niej m.in. Antoni Macierewicz, Ryszard Terlecki, Beata Mazurek, Marek Suski. Czyli dokładnie te osoby, które po przejęciu władzy przez PiS ciągle się pojawiają w mediach.”
No musza nadrobić braki aktywności, nawet na zapas, zanim przed kolejnymi wyborami, znowu Prezes każe ich schować.
I jeszcze meldunek z frontu: „Prezydent Duda ośmielił się fuknąć na Antoniego Macierewicza. Nie dość, ze napisał do niego list z bezczelną prośbą o jakieś wyjaśnienia, to jeszcze pozwolił sobie przez swojego rzecznika dać do zrozumienia, ze nie jest zadowolony z odpowiedzi ministra obrony”.

Oj widać ten krokodyl jest mocno przereklamowany  jak nawet Duda ośmiela się go ciągnąć za ogon i nawet pacnąć po łbie.

 

„Przegląd” nr 13
„Czynnik nieobliczalny” – o widmie wojny handlowej między Niemcami i USA pisze z Berlina Wojciech Osiński. „Zdaniem Trumpa Niemcy zalewając inne rynki (nie tylko UE) swoimi towarami, działają niesprawiedliwie (….) Jeśli ekonomiści Trumpa zrealizują swoje pomysły, może dojść do ostrego starcia niemiecko-amerykańskiego, co z kolei może się odbić na światowej koniunkturze. Prawie co drugie miejsce pracy w Niemczech zależy bowiem od biznesu eksportowego. W 2016 roku Amerykanie nabyli niemieckie towary o wartości 106 mld euro, Niemcy zaś importowały z USA produkty za 57 mld euro. Straty Berlina w przypadku wojny gospodarczej, o której Trump mówił w kampanii wyborczej byłyby ogromne (…) W środowisku Trumpa coraz większe znaczenie ma bowiem Peter Navarro, który za głównego wroga obok Chin uważa właśnie Niemcy. (…) Dziś jest głównym ekonomistą nowej ekipy, pomysłodawcą podatku wyrównawczego – obłożenia podatkami wyrobów importowanych do USA.”

Od siebie dodam, że to uderzy także mocno w polską gospodarkę, która w większości pełni rolę taniego dostarczyciela komponentów dla niemieckiego przemysłu. Jeśli Niemcy będą zmuszone redukować swój eksport to nie będzie im potrzebny import kooperacyjny z Polski i on zostanie z dnia na dzień zatrzymany. A wtedy Polska zostanie z tymi milionami Ukraińców, których tu sprowadza i którzy w znacznej części właśnie te komponenty dla niemieckiej gospodarki tanio wytwarzają. I co my wtedy z nimi zrobimy?  Jedynym wyjściem będzie odesłanie ich na Ukrainę. Zatem żadnych stałych kart pobytu dla Ukraińców, najwyżej sześciomiesięczny okres.

 

„Do Rzeczy” nr 13

„Pisanie historii od nowa” – Andrzej Krzystyniak o niebezpiecznym odwracaniu się od polskich Ziem Odzyskanych.

„Gigantyczny wysiłek Polski po 1945 r. polegał nie tylko na odbudowie, lecz także, a może przede wszystkim, na zabudowaniu często od podstaw polskiej kultury na „Ziemiach Odzyskanych”  (….) daleką drogę musiał przebyć komunistyczny polski rząd od ustawienia słupów granicznych na Odrze i Nysie łużyckiej do uznania tejże granicy przez Niemcy. Granica zachodnia pozostawała zmartwieniem przez cały okres tzw. Polski Ludowej oraz była nieodłącznym straszakiem, wbrew pozorom często słusznym, wobec rewizjonizmu niemieckiego. Upadek komunizmu, odzyskanie przez Polskę niepodległości po 1989 r., paradoksalnie zamiast restytucji polskiej nauki  (….) zaczął raczej sprzyjać jej rozmontowywaniu. (….) zamazywano również pojęcie polskości „Ziem Odzyskanych” (….)

Mozolny proces pisania na nowo historii trwa od dawna, do czego również przyczynia się bierność państwa polskiego, które jakby nie bardzo wiedziało, jak ma się temu przeciwstawić. To rzeczywiście niełatwe zadanie, gdyż „Ziemie Odzyskane” (a może „niemiecki wschód”?) były polonizowane po 1945 r. przez komunistów, przez dziedzictwo, które Polska chciałaby szybko wymazać. Trudno nam, bowiem przyznać, że ówczesne zespalanie ziem zachodnich było w interesie narodu polskiego. Polska z ofiary II wojny staje się w nowej wersji historii współsprawcą, na dodatek państwem zbudowanym w dużej mierze na ziemiach kulturowo do niej nienależących, takich jak np. Śląsk. Bardzo niebezpieczny to proces, swoista rewizja historii. Oby tylko na próbach rewizji historii się skończyło.”

Niektórzy historycy zaczynają powoli trzeźwieć z amoku i rozumieć jak szkodliwe mogą być skutki tego zamazywania polskości „Ziem Odzyskanych”, które przecież realnie się odbywa i na dodatek jeszcze wprowadza się do przestrzeni publicznej wątpliwe pamiątki chwały Prus (np. Hala Stulecia „Jahrhunderthalle” we Wrocławiu), państwa, które słusznie zostało 70 lat temu zlikwidowane.

 

„w Sieci” nr 13

„Redaktorzy pod nadzorem” – okazuje się, że nie tylko Mark Dekan instruował pracowników springerowskiej prasy w Polsce, co mają pisać. Bezpośrednio komenderował na zebraniach redakcyjnych w „Fakcie” inny niemiecki „konsultant”, niejaki Peter Priori.
„Niemiec został przysłany do gazety, gdy stanowisko redaktora naczelnego stracił założyciel Grzegorz Jankowski  (…) miał brać udział przynajmniej w kilkunastu spotkaniach i kolegiach redakcyjnych, podczas których pouczał dziennikarzy, co i jak maja pisać. Zwłaszcza na tematy polityczne. – Wielu z nas było zażenowanych. Szczególnie niektórzy wydawcy, którzy wizytę Priori i jego uwagi traktowali jak połajanki i instrukcje. (…) Priori pouczał dziennikarzy, jeśli ci napisali artykuły krytyczne wobec PO, Donalda Tuska czy Lecha Wałęsy. I atakował, że zbyt życzliwie piszą o prezydencie Andrzeju Dudzie”

Wynika z tego, że niemiecka prasa w Polsce jest bezpośrednim narzędziem działania niemieckiej polityki. Nawet ci, co mieli złudzenia, że jest inaczej muszą się ich pozbyć.
Sprawa nie dotyczy zresztą tylko Polski, ale całego obszaru środkowoeuropejskiego, w którym zapanowała dominacja Niemiec.

„Peter Priori reprezentuje interesy prasowego giganta od co najmniej od 1994 r. Wtedy pojawił się w największych środkowoeuropejskich gazetach należących do szwajcarskiego koncernu Ringier. Decydował o polityce redakcyjnej czeskiego bulwarowego dziennika „Blesk”, węgierskiego „Magyar Hírlap” i rumuńskiego „Libertata”. Po jego wyczynach z rumuńskiego dziennika w proteście odeszła całą redakcja – ponad 70 redaktorów i dziennikarzy.”
Czyli Rumuni pokazali charakter, czego jak widać polskim pracownikom koncernu Ringier Axel Springer niestety brakuje.·

 

„Gazeta Polska” nr 13
„Przygotujmy się na 10 kwietnia” – Pan Sakiewicz uchyla rąbka tajemnicy: „Jestem przekonany, że ekipa rządząca zbliża się do momentu, w którym będzie mogła ujawnić znaczną cześć informacji dotyczących przyczyn tragedii w Smoleńska. Państwo polskie jest już na to w pewnym stopniu przygotowane”.
Jakie to przygotowania?

„Wymieniono kierownictwo służb specjalnych, zdecydowaną większość dowódców armii, Policji (…) na terenie Polski stacjonują tysiące amerykańskich żołnierzy, a nasza armia zwiększyła gotowość do obrony kraju. Co to ma wspólnego z tragedią smoleńską? Nie trzeba mieć wielkiej wyobraźni, żeby przewidzieć, co stanie się w momencie ujawnienia niekorzystnych dla Moskwy dowodów”
Z tego wynika, że działania Macierewicza, łącznie z zabiegami o sprowadzenie amerykańskich wojsk, to były tylko przygotowania do kolejnej rocznicy smoleńskiej.
Niestety ten rząd nie działa w pełni tak, jakby tego chcieli Sakiewicz z Macierewiczem. Otóż, pan Tomasz, z wyrzutem to komentuje: „Najgorsze, co mogłoby się wydarzyć, to postawienie władzy przed dylematem: bieżący interes państwa czy pełne ujawnienie winnych śmierci naszej elity? Dlatego niezbędne jest dziś wsparcie społeczne dla wszystkich, którzy przyczyniają się do śledztwa.”

Czyli bieżący interes państwa ma być znowu nieważny w konfrontacji z czyimiś fobiami i urojeniami.
Kto wreszcie zakończy to szaleństwo?

Stanisław Lewicki

 

Facebook
Share.

About Author

Leave A Reply