Konserwatyzm

Lewicki: Przegląd tygodników politycznych za tydzień 19/2017

0

 

„Plus Minus” nr 18

„Szczere listy z emigracji” – IPN wydał zbiór korespondencji Władysława Pobóg-Malinowskiego  i Wacława Jędrzejewicza. Zawierają one oceny, które nie pasują do jednostronnego i czarno-białego widzenia historii. Tak na przykład Pobóg-Maliniowski nie cierpiał się z drugą  żoną Piłsudskiego Aleksandrą, która także działała na emigracji i pisał o niej, „że nie wie, czy w jej wystąpieniach więcej było „zwykłej babskiej głupoty, niepoczytalnej, mściwej histerii czy po prostu podłej nikczemności”. Innym razem stwierdził, że to „stara i głupia histeryczka”.
Jędrzejewicz, były sanacyjny prominent,niewybrednie wyrażał się o Miłoszu: „skur…”, „skończone bydlę”, „kanalia”, „swołocz” czy „parszywiec”.
Stosunki wewnątrz tej powojennej emigracji rzeczywiście były okropne. Pobóg-Maliniowski pisał: „Zwolennicy Londynu topnieją właściwe jak lód na słońcu, może dlatego, że Londyn nie zrobił nic , by jakieś życie zapewnić. A ludzie musza jakoś żyć … Z kobietami, jak donosił „wręcz rozpaczliwie smutno”. Dochodziły go wiadomości, że coraz więcej z nich, także tych z warszawskiego powstania, uprawia prostytucję”
Jędrzejewicz tak oceniał postawy emigrantów wobec Zachodu: „Dziś jest tłok oferujących Polskę za grosze i zgadzających się na nowe powstanie w Polsce, i na wszystko, co Amerykanie zechcą. Pracuje to wszystko w tzw. Free Europe, organizacji jakoby wolnych narodów Europy Wschodniej, gdzie nie można mówić o Wilnie i Lwowie, o Jałcie i Teheranie, o Odrze i Nysie (by nie drażnić Niemców). Od początku nie miał też wątpliwości, że Komitet Wolnej Europy w rzeczywistości finansowany był „za pieniądze dwójki amerykańskiej”, czyli CIA, a pracujący tam Polacy, to „typowa obca agentura”.

I tak to nieciekawie wyglądała kondycja polityczna i moralna emigracji, oraz jej motywy i wybory, powodowane niestety często względami czysto finansowymi.

 

„Polska Niepodległa” nr 17-18

„Masoneria w Polsce” – ciekawy tekst Aldony Zaorskiej. Masoneria jest przedstawiana jako niegroźna organizacja o celach dobroczynnych. Tymczasem jej historia temu zaprzecza. Aby pokazać jak groźna to organizacja wystarczy przypomnieć jej działania w Portugalii, gdzie w 1910 r. na czele państwa stanął Alfonso Costa, mason, który „ogłosił, że  wciągu dwóch pokoleń katolicyzm zostanie w Portugalii całkowicie „wypleniony”. I nie rzucał słów na wiatr. Prześladowania Kościoła w Portugalii przybrały nieprawdopodobne wręcz rozmiary, porównywalne tylko z tym, co z jeszcze większym zacietrzewieniem robili w Rosji bolszewicy. Costa zresztą zyskał przydomek „zabójca zakonników”. Zorganizował specjalne bojówki, zwane „białymi mrówkami”, kierowane i ochraniane przez masońskie loże. Jedynym celem i zadaniem „białych mrówek” było atakowanie uczestników nabożeństw, czego dopuścili się np. w czasie świąt wielkanocnych w 1914 r. W latach 1915-1917 życie za wiarę oddało ok. 4 tys. Portugalczyków …. A sprawujący władzę masoni spalili 100 kościołów.”

 

„Gazeta Polska” nr 18

Piotr Lisiewicz ogłasza swoje mądrości o Czeczenii: „Łukasz Warzecha zasugerował jakiś czas temu, że Polacy – tacy jak ja – byli naiwni wspierając Czeczenów, bo teraz wychodzi, że to terroryści. Lista naiwnych byłaby w tej sytuacji długa, bo w te działania zaangażowani byli aktywnie np. Adam Borowski, Jan Olszewski, Zbigniew Romaszewski, Mariusz Kamiński i wielu innych. (….) Po agresji w 1999 r. w Polsce pojawiło się 80 tys. Uchodźców czeczeńskich. (…) Gdybyśmy nie mieli wtedy u władzy Aleksandra Kwaśniewskiego (…) lecz męża stanu z wizją na miarę Lecha Kaczyńskiego, być może Zachód zdołałby Czeczenię obronić. A wtedy nie byłoby tam ani terroryzmu, ani islamskich fanatyków …”

Jasne! Zachód „obronił” Irak, Libię  i Afganistan i oczywiście nie ma tam żadnych islamskich terrorystów. Pan Lisiewicz powinien się zacząć leczyć na nogi.

A swoją drogą to dobrze że podał tę krótką listę odpowiedzialnych za sciąganie do Polski tych Czeczenów, z którymi jest coraz  więcej problemów i którzy już nawet tworzą tu komórki Państwa Islamskiego i mafijne struktury zajmujące się przerzutem ludzi .

„wSieci” nr 19
Upamiętnić akcję „Wisła” – woła Bronisław Wildstein. Najczęściej pomijam to co pisze ten pan, ale tym razem przeszedł on samego siebie, tak że trudno to ominąć. Wzywa on i upomina ministra Błaszczaka by włączył się do współfinansowania oraz uczestnictwa w upamiętnieniu akcji „Wisłą”, którą nazywa czystką etniczną.
Poruszający jeststosunek Wildsteina do UPA: „spadkobierca AK, organizacja WiN, potrafiła się porozumieć z UPA i wspólnie dokonywać działań przeciw narzuconej nam władzy”.

A kto panu, panie Wildstein, zabrania porozumiewania się z UPA? Funkcjonują na Ukrainie spadkobiercy UPA. Niech się pan z nimi porozumiewa, ściska i fraternizuje ile pan chce. Ale tylko we własnym imieniu. Mnie, jak i innych Polaków, proszę w to nie mieszać.

 

„wSieci” nr 19
„Przegląd tygodnia Mazurka & Zalewskiego” – „bardzo nas rozczuliła pani konsul honorowa (już była) Szonert-Binienda. Zasłynęła ona zamieszczeniem na swym koncie zdjęcia Donalda Tuska w mundurze SS. Ale nie tym nas rozczuliła, tym nas rozwaliła. Rozczuliła tłumaczeniami. Najpierw się oburzyła, że wykorzystano materiały z jej prywatnego konta. Potem jednak ogłosiła, że konto zostało zhakowane. Nie dostrzegła bidulka, ze obie wersje są nieco sprzeczne. No ale przecież nie ma obowiązku, żeby ludzie w naszej dyplomacji byli inteligentni”

No właśnie! A wersje mogą być różne i się zmieniać. Coś tak, jak w sprawie smoleńskiej, którą ta pani także się zajmuje.

„Newsweek” nr 20

„Nadzieja i strach” – Tomasz Lis nie zaznaje spokoju po zwycięstwie Macrona. Co prawda, według niego, „Francja przetrwała”, ale „populistyczna fala wcale nie odpłynęła”. Co jest potrzebne by ją zatrzymać? Macron wołał że wybór jest między nacjonalizmem i patriotyzmem. To jest taka nowa mądrość etapu, jak mówili marksiści. Ci co jeszcze niedawno nie zmarnowali żadnej okazji, by napluć na patriotyzm, nagle zaczęli wycierać sobie nim gęby. Podobnie PO w Polsce nagle odkryło, że tych imigrantów to jednak nie należy przyjmować.

Jednak Lis jest mniejszym hipokrytą, i według niego  potrzebny jest jeszcze do tego … internacjonalizm. „Internacjonalizm był w odwrocie, bo nie potrafił – i, prawdę mówiąc, wciąż nie potrafi – znaleźć recepty na skutki globalizacji.”
Ot, taki drobny szkopuł! Pan Lis nie rozumie, że internacjonalizm w Polsce nie przejdzie. To już kiedyś u nas było i całkiem się nie sprawdziło. Równie skutecznie może pan Lis reklamować sojusz robotniczo-chłopski i przewodnią rolę partii.

 

„Przegląd” nr 19
„Późni przesiedleńcy” – okazuje się, że teraz, po 70 latach od wojny, Niemcy w dużej liczbie wracają na do Europy Środkowo-Wschodniej. Ale bez paniki, nie jest to żadne odzyskiwanie przez nich byłych terenów wschodnich Rzeszy. Chodzi o niemieckich emerytów, których co raz więcej udaje się na Węgry, Czechy, Słowację, czy do Polski, by spędzić tu ostatnie dni życia.
„Co piąty Niemiec ma ponad 65 lat. 2,5 mln ludzi potrzebuje dodatkowej opieki. Do 2030 r. liczba ta ma wzrosnąć o 800 tys. Jednocześnie niemiecki system opieki pielęgnacyjnej w wielu miejscach jest niewydolny, ok 400 tys. osób wymagających pomocy nie jest w stanie sprostać comiesięcznym opłatom za miejsce w domu seniora (…) – Miałem niedawno klienta, który za miejsce swoich rodziców w domu starców musiał dopłacać co miesiąc 6 tys. euro. Prawie by zbankrutował, ale usłyszał o mojej firmie – śmieje się Frank. Szef SeniorPalace zaproponował mu ośrodek w czeskim Strażnym (…) tu klient płaci za oboje rodziców jedną trzecią sumy, którą płacił w Niemczech. (…) Jednym z partnerów jest także Słoneczny Dom w Dziwnówku nad Bałtykiem”
Ten Pan Artur Frank znalazł sposób na dobry biznes, dając też zarobić partnerom na wschodzie. „A kiedy umierają, firma Frank wysyła ich zwłoki do Niemiec. – Nasze usługi trwają dłużej niż do śmierci – zaznacza.”
I taka to kompleksowa i pełna obsługa. A i klient po jej wykonaniu już reklamacji nie wniesie. Całkiem dobry biznes.
„Polityka” nr 19

Sylwia Chutnik i Grażyna Plebanek dzielą się swoimi  lewacko-liberalnymi lękami. „Dlaczego na to pozwalamy? Zadyma ONR to hańba. Tym, którym się wydaje, że w „imię wolności” możemy patrzeć bezczynnie na brunatne spacery, odpowiadamy: oni nie mają nic wspólnego z wolnością Oddajecie demokrację na pożarcie tym, którzy zaraz nas zjedzą, bekną i nie przeproszą.”

Ojej, no więcej tolerancji drogie panie!  Dlaczego chcecie zabronić maszerować „brunatnym”? Ja tam wolę bardziej oglądać ich, niżte wasze  marsze „szmat”, czy „równości”.
Lęki i fobie, drogie panie, to trzeba leczyć, bo inaczej będzie gorzej i za chwilę zacznie się wam wydawać, że oni, znaczy ten ONR, nie tylko was zjadł i beknął ale i przetrawił i wydalił.

„Polityka” nr 19

„Przerwany szlak” – Violetta Krasnowska pisze o polskim odcinku szlaku przerzutu nielegalnych imigrantów: „Polskim odcinkiem przerzutu zarządzała garstka Czeczenów mieszkających od lat w Warszawie. To dzieci uchodźców z czasów wojny rosyjsko-czeczeńskiej w latach 90. Wszyscy wykształceni, roczniki 80., bez stałych dochodów, jak podawali potem do protokołów – utrzymujący się z prac dorywczych, zero majątku, mieszkania wynajmowane, związani ze środowiskiem sportów walki, MMA. Według śledczych szefem był 32-le3tni Umar T., trener sportów walki”. Maciej Forkiewicz, szef lubelskiego wydziału przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej, – To duża, silna grupa z wieloma mocnymi ośrodkami, wszędzie, gdzie są skupiska czeczeńskie, bardzo mobilna, przemieszczająca się po całej Europie.

 

„Gazeta Polska” nr 19
„Honor to honor” – Tomasz Sakiewicz tłumaczy swoim czytelnikom jaki jest związek między wyborami i sprawą domniemanego zamachu w Smoleńsku. „ogromna mobilizacja prawicowego elektoratu była spowodowana między innymi, jeśli nie przede wszystkim, obietnicą PiS wyjaśnienia przyczyn tej tragedii i przekonaniem większości tej części wyborców, że do śmierci prezydenta i towarzyszących mu osób doszło w wyniku zamachu (…) jest chyba oczywiste, że przekonanie o zamordowaniu prezydenta dużo bardziej motywuje do aktywności niż wiara w zwykły wypadek”.

Uff! No ciekawe te dywagacje Sakiewicza o związkach między teorią zamachową a mobilizację wyborców. A swoją drogą dziwne jest to połączenie żądania wyjaśnienia przyczynz przekonaniem o zamachu. Jeśli się uczciwie przystępuje do wyjaśniana czegoś to nie można już z góry zakładać jaki będzie wynik, bo to wtedy z uczciwością i obiektywizmem nie ma nic wspólnego. To jest taka bolszewicka metoda dochodzenia do „prawdy”.
„Gazeta Polska” nr 19
Coś z życia towarzyskiego nowych elit niepodległościowych. W bieżącym numerze GP pan Piotr Lisiewicz chwali się: „Byłem świadkową na ślubie Katarzyny Gójskiej-Hejke oraz Michała Rachonia. Tytuł świadkowej przyznałem sobie sam, bo drugim świadkiem był sławny redaktor Sakiewicz, a on nie ma nawet włosów. (…) Ponieważ ślub był w Gdańsku …”
No i od razu ja, jako początkujący gapolog (taki mój neologizm, oznaczający badacza Gazety Polskiej i otoczenia, w analogii do sowietologa) wyczułem, że coś tu się nie zgadza, bo GPC i portal Niezalezna , donosząc o tym samym ślubie, napisali: „Ślub odbył się przed południem w warszawskim kościele św. Jana Bożego przy ul. Bonifraterskiej. Mszę św. koncelebrowało dwóch kapłanów ks. Bruno Neumann, bonifrater i ks. Tomasz Duszkiewicz.”
To gdzie się w końcu ten ślub odbył? W Gdańsku, czy w Warszawie? A może wszyscy uczestnicy mieli zdolność bilokacji?
http://gpcodziennie.pl/63572-achcotobylzaslub.html
I tych dwóch księży to ciekawa sprawa, bo panna młoda miała różne perypetie. Jak pisała „Polityka”: „Krzysztof i Katarzyna poznali się w 2001 r. w samolocie wiozącym ówczesnego premiera Jerzego Buzka do Brukseli. On był wtedy zatrudniony w Kancelarii Premiera, robił dokumentację fotograficzną. Ona leciała jako młoda reporterka „Gazety Polskiej”. Była mężatką i matką rocznego dziecka. Rok później została żoną Krzysztofa. Uważano ich za zgodne małżeństwo. Urodziła drugie dziecko. – Krzysztof i to swoje, i Kasi z poprzedniego związku traktował tak samo. Opiekuńczy, kochający – wspomina znajoma Hejków. – Z Kasią stanowili wzorcową parę, tak się przynajmniej z daleka wydawało. W 2007 r. Krzysztof dowiedział się, że żona romansuje z prezesem IPN. …”
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/292560,1,hejke-katarzyna-hejke-krzysztof.read
Czyli z tego wynika, że pani Katarzyna, czyli panna młoda, była chyba dwa razy rozwiedziona. A tu dwóch księży na ślubie? Ciekawe jest też zdjęcie z tego ślubu. Panna młoda nie w białej sukni, tylko w jakimś szarym wdzianku, jak w pokutnym worze.
Co to ma być? Nic nie rozumiem z tych obyczajów naszej nowej niepodległościowej elity.Słyszałem, że u prawosławnych to są dozwolone trzy śluby, ale drugi i trzeci tylko jako uroczystości pokutne. To wtedy by się chyba zgadzało. Tylko z czego ten Rachoń się cieszy?J
„Do Rzeczy” nr 19

„Dwaj panowie g” – „W szeregach Totale Opposition propozycja prezydenta Andrzeja Sebastiana wywołała słuszny szok i oburzenie. Jakim bowiem prawem gość, który w wyborach prezydenckich dostał zaledwie 8,6 mln głosów, śmie się wypowiadać w sprawie konstytucji, którą w referendum poparło aż 6,3 mln wyborców? To się w głowie nie mieści”
A swoją droga to taka ciekawostka, że prezydent w Polsce, którego władza jest bardzo mikra, jednocześnie ma największy mandat od Narodu; większy niż cała rządząca partia, premier rządu czy nawet konstytucja.
No i jeszcze rzecz bardzo ważna: „Od dłuższego czasu po mieście krążyły plotki o fatalnym stanie zdrowia Kaczora-Dyktatora. (…) Plotki wzięły się stąd, że Kaczor-Dyktator był widziany w jednym ze szpitali. I to tyle, jeśli chodzi o prawdę. Poza tym owszem, Prezes został gruntownie zbadany (…) okazał się w zadziwiająco dobrej kondycji”
No i patrzcie Państwo, to wyjaśnia dlaczego kilka tygodni temu Lisiewicz z GP otworzył wyścig o sukcesję po Prezesie. Pośpieszył się bidulek. I teraz pewnie media Sakiewicza będzie to drogo kosztowało. Spadnie liczba reklam od spółek Skarbu Państwa.

Stanisław Lewicki

Facebook
Share.

About Author

Leave A Reply