Konserwatyzm

Co różni Kaczyńskiego od Piłsudskiego? Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z politologiem i publicystą profesorem Adamem Wielomskim

0

 — W opiniotwórczej i popularnej rozgłośni rosyjskiej Wiesti FM usłyszałem wywiad z profesorem Olegiem Barabanowem – kierownikiem katedry w Instytucie Spraw Międzynarodowych. Wywiad dotyczył też aktualnych spraw polskich, w tym inicjatywy prezydenta Andrzeja Dudy o referendum w sprawie nowej Konstytucji. Profesor Barabanow w szczególności nawiązał do czasów II Rzeczypospolitej i rządów Józefa Piłsudskiego i zasugerował, że w myśli Dudy jest to wzorzec dla przyszłych kompetencji prezydenta. Czy takie rozumowanie ma pod sobą realne podstawy?

— Bardzo dużo się pisze, mówi, wspomina, chociaż nie znalazłem jeszcze szerszych opracowań naukowych, na temat podobieństw między Prawem i Sprawiedliwością i rządami sanacyjnymi po roku 1926. Takie podobieństwa oczywiście istnieją. Dotyczą one zarówno samoświadomości polityków tego ugrupowania, którzy w sposób bardzo charakterystyczny zawsze odwołują się tylko i wyłącznie do tradycji piłsudczykowskiej, czy to pepeesowskiej czy sanacyjnej. Nigdy na przykład nie odwołują się do tradycji endeckiej, co robił Bronisław Komorowski, którego raczej o sympatie do endecji trudno posądzać, ale rzeczywiście odwoływał się do Romana Dmowskiego, czyli tradycji endeckiej. A więc pierwsza kwestia — samoświadomościowa.

Po drugie, istnieje zdecydowane podobieństwo pomiędzy piłsudczykami przedwojennymi i PiS-em dotyczące pewnej mentalności politycznej tzn. takiego bardzo charakterystycznego, głośnego patriotyzmu połączonego z niedocenianiem roli ciężkiej pracy, niedocenianiem roli pracy charakterystycznej dla społeczeństwa mieszczańskiego. Jest to bardziej wiara w czyn, szczególnie czyn zbrojny, bohaterski, a nie w walor ciężkiej pracy. To jest charakterystyczne dla obu mentalności.

Charakterystyczny jest również sposób przywództwa dlatego, że skupiony wokół wodza — wcześniej był to Józef Piłsudski, a teraz Jarosław Kaczyński.

I co charakterystyczne, wódz w obydwu przypadkach nie sprawuje funkcji kierowniczej bezpośrednio. Józef Piłsudski był formalnie tylko Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych, a Jarosław Kaczyński formalnie właściwie tylko szeregowym posłem.

Pewne podobieństwa istnieją również w polityce zagranicznej – zdecydowana niechęć do Rosji, wizje jakichś federacji środkowoeuropejskich. To też łączy PiS z piłsudczykami, aczkolwiek, według mnie, bliższy tej tradycji piłsudczykowskiej jest sam Jarosław Kaczyński, niż prezydent Andrzej Duda, który raczej wpisuje się w pewną wizję spojrzenia na świat swojej partii politycznej. Ja postrzegam prezydenta jako polityka prywatnie zdecydowanie bardziej liberalnego, niż większość kierownictwa PiS.

 — Jak główne siły polityczne i opinia publiczna w Polsce przyjęła inicjatywę Andrzeja Dudy? Jakie założenia konstytucyjne mają szanse na zaakceptowanie?

— Przede wszystkim chciałbym zwrócić uwagę na to, że sam pomysł prezydenta dziwi z punktu widzenia konstytucyjnego, ponieważ referendum nie jest formą zmiany przewidzianej przez Konstytucję, po to, żeby Konstytucję modyfikować. Konstytucję może modyfikować parlament. Tymczasem PiS nie posiada większości parlamentarnej konstytucyjnej i dlatego też należy to traktować, albo jako wydarzenie PR-skie, albo też jako próbę podważenia, delegitymizacji istniejącej konstytucji za pomocą odwołania się do plebiscytu czy też referendum. W literaturze politologicznej określa się to pojęciem bonapartyzmu, czyli odwołaniem się do suwerennego narodu z pominięciem parlamentu.

Ja osobiście nie jestem pewien, który cel przyświeca temu wystąpieniu. Czy to jest rzeczywista próba pominięcia procedur konstytucyjnych, czy też tylko i wyłącznie próba pokazania, że Prawo i Sprawiedliwość występuje przeciwko Konstytucji, którą postrzega — zresztą słusznie – jako relikt czterech partii tworzących tę Konstytucję i III Rzeczpospolitą — Unię Wolności, Unię Pracy, SLD, PSL — czyli tych partii politycznych, których dziś właściwie na scenie politycznej nie ma lub mają charakter marginalny.

 —Jeśli nowa Konstytucja… Jakie wzorce mogą być najbliższe społeczeństwu i czy nie spotkają się one z krytyką ze strony sojuszników z Unii Europejskiej?

— Jako politolog uważam, że Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej obecnie obowiązująca jest bardzo wadliwa. Wynika to z pewnego przyjętego w niej modelu, który się nie sprawdza. Według tej Konstytucji prezydent jest wybierany w głosowaniu powszechnym, jak prezydent w Rosji, czy we Francji. Prezydent wybierany w głosowaniu powszechnym z natury ma tendencje do silnej prezydentury. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej dając prezydentowi taką szeroką legitymizację jego władzy jednocześnie bardzo ogranicza jego kompetencje. Konstytucja daje mu kompetencje o charakterze ogólnikowym typu nadzór nad sprawami zagranicznymi, obronnością kraju, bezpieczeństwem kraju, po czym poszczególne, konkretne artykuły Konstytucji cedują w praktyce te uprawnienia na poszczególnych ministrów, którzy prezydentowi nie podlegają, lecz większości parlamentarnej. Wszystkie spory kompetencyjne między Lechem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem miały uzasadnienie w tym fundamentalnym błędzie, na którym została ufundowana ta Konstytucja.

Konstytucja może być zmieniana w dwóch kierunkach: albo w kierunku systemu prezydenckiego, skoro prezydent jest wybierany w głosowaniu powszechnym, lub też w kierunku likwidacji wyborów powszechnych prezydenta i systemu kanclerskiego, z czym mamy do czynienia w Niemczech, czy we Włoszech.

Nie mam wątpliwości, że PiS, co zresztą zawsze otwarcie deklarowało, opowiadać się będzie za systemem prezydenckim. Czy społeczeństwo jest w stanie zaakceptować to? Nie wiem, trudno mi powiedzieć dlatego, że w Polsce przez ostatnie lata dyskusja na ten temat właściwie nie istniała. Nie wiem czy w Polsce prowadzone były tego typu badania sondażowe, co Polacy na ten temat sądzą. Myślę, że jest jednak dość duża świadomość w Polsce faktu tego, że rzeczywiście państwo polskie nie posiada praktycznego suwerena, czyli tego, który podejmuje ostateczne decyzje polityczne i bierze za nie odpowiedzialność.

Musi być albo prezydent albo premier dlatego, że system ten funkcjonuje dobrze tylko i wyłącznie wtedy, gdy prezydent i premier są w stanie się dogadać, czyli albo są z tego samego ugrupowania politycznego, albo z ugrupowań sobie bliskich. Kiedy są z innych ugrupowań politycznych, ta Konstytucja po prostu nie funkcjonuje, bowiem ci, którzy ją uchwalali i skonstruowali nie przyjęli założenia, że funkcje prezydenta i premiera mogą pełnić przedstawiciele dwóch przeciwstawnych sobie i skłóconych obozów politycznych.

https://pl.sputniknews.com/

Facebook
Share.

About Author

Leave A Reply