Czy Rosja pomoże uratować Europę?

Przeciwnie, steruje tym najazdem i pod dyktando amerykańskich globalistów przygotowuje dla nas czarny scenariusz: zniszczyć przy pomocy islamu cywilizację łacińską i ukształtowane na niej kultury narodowe; stworzyć w Europie globalne społeczeństwo i globalną religię, wykorzystując w tym celu cynicznie i bezwzględnie nie tylko zasadę chrześcijańskiej miłości bliźniego, ale również chrześcijańskie, a nade wszystko katolickie instytucje i struktury kościelne. Układ jest pewien, że osiągnie swój cel, gdyż ma do dyspozycji nie tylko media urabiające opinią publiczną, ale również finanse (osławione fundusze strukturalne UE), od których może odciąć buntujących się przeciwko „kwotom uchodźców” członków Unii Europejskiej. Nade wszystko ma do dyspozycji stacjonujące w Europie nie tylko amerykańskie, ale również natowskie bazy wojskowe, które mogą skutecznie powstrzymywać śmiałków przed jej obroną, a być może nawet wesprzeć najeźdźców w islamizacji starego kontynentu. USA i ich sojusznicy – z Izraelem na czele – przećwiczyli bowiem na Bliskim Wschodzie takie hybrydowe działania na rzecz wrogów chrześcijaństwa z tragicznym skutkiem dla setek tysięcy jego wyznawców.

W doktrynie permanentnej wojny światowego hegemona nie ma bowiem miejsca na obronę chrześcijaństwa, jest natomiast miejsce na współpracę z każdą parszywą grupą wojującego islamu w imię globalnych interesów ponadnarodowych koncernów i instytucji, firmowanych przez USA. Ta hybrydowa strategia szczególnie jaskrawo daje o sobie znać na Bliskim Wschodzie i w Północnej Afryce, skąd rekrutują się islamiści najeżdżający Europę. Nie wiadomo, ilu z nich wzięło wcześniej udział w wymordowaniu chrześcijan na tych obszarach, gdyż niezawodna w innych przypadkach technika identyfikacji ludobójców została wyrugowana z instrumentarium kontrolowania chaosu. Wiadomo natomiast, kto zdestabilizował ten rejon świata i kto z zimną krwią skazał żyjących tutaj chrześcijan na zagładę, a ślady cywilizacji, którą w pierwszych wiekach naszej ery zbudowali dla świata wyznawcy Chrystusa – na unicestwienie. Dziś już nie ulega wątpliwości, że Ameryka nie tylko sterowała przewrotami politycznymi i rewolucjami w krajach arabskich Bliskiego Wschodu i w Północnej Afryce, ale także przyczyniła się do powstania Państwa Islamskiego (PI) i, pozorując walkę z nim, wspiera jego istnienie oraz ekspansję. W hybrydowej wojnie Ameryki chaos informacyjny, organizacyjny, społeczny, cywilizacyjny jest czynnikiem zaplanowanym, stałą, która zapewnia przewagę nad przeciwnikiem – rządami broniącymi suwerenności i bogactw swych państw. Koncepcja Zbigniewa Brzezińskiego, który ujął cel tej stałej w formule: „chaos od Maghrebu do Indonezji”, ma znaczenie uniwersalne. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby tę strategię amerykańsko-unijni globaliści zastosowali w Europie, gdyż – jak widzimy – pomogą im w tym rządy najsilniejszych w Unii: Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii. Chaos, towarzyszący pojawieniu się najeźdźców w Europie, może być zapowiedzą realizacji czarnego dla niej scenariusza. Już wiadomo, że rządzący układ użyje wszystkich pozostających do jego dyspozycji środków przymusu wobec tych, którzy będą chcieli bronić swej suwerenności i tożsamości narodowej, religijnej, cywilizacyjnej przed inwazją islamską. Napiętnowanie i szykanowanie Węgrów – odważnie walczących z najazdem – ma być lekcją uległości nade wszystko dla Europy Środkowej, bo Zachód już się poddał. Kto pomoże Europie? Już teraz wiadomo, że nie USA. Czy dociera do świadomości proamerykańskich decydentów w Polsce i UE, że skuteczna może być pomoc Rosji, która stała się pierwszorzędnym graczem na obszarze Bliskiego Wschodu, kierującego do Europy nawałnicę islamską?

Bez Rosji walka z najeźdźcami, za którymi stoją bazy amerykańskie i natowskie, będzie tym trudniejsza, że obrońcy Europy nie mają odpowiedniej siły zastraszania – wojska. Kraje Europy Środkowej zredukowały bowiem swój potencjał wojskowy do minimum, a Polska stała się liderem w tym autodestrukcyjnym działaniu, przestawiając jednocześnie resztki swoich sił militarnych na „misje specjalne” bądź „stabilizacyjne”. Co więcej, rządzący Polską establishment polityczny oraz wspierające go media i środowiska opiniotwórcze – z katolickimi włącznie – wmawiają Polakom, że zagrożenie dla nich stanowi Rosja, przed którą obronić nas może jedynie „wschodnia flanka NATO” na naszym terytorium. I o tę flankę polscy politycy błagają nie tylko USA, Niemcy czy Wielką Brytanię, ale nawet małą Estonię. Jaką przy tym mogą dać nam pewność, że ta „flanka” nigdy nie będzie skierowana przeciwko samym Polakom? W ramach zaplanowanego chaosu czy – co gorsza – wojny hybrydowej wokół Państwa Islamskiego, które instaluje się w Europie. Antyrosyjska akcja mobilizacyjna, jaką Polska z prezydentem Andrzejem Dudą na czele prowadzi wśród członków NATO, jest nie tylko próbą kolejnego złamania umowy zawartej w 1997 roku między Sojuszem Północnoatlantyckim i Rosją w sprawie nieumieszczania jego baz na obszarze byłego bloku radzieckiego, ale również dowodem na oderwanie polskich rusofobów od rzeczywistości. Takie oderwanie od rzeczywistości, nazywane przez niektórych dyplomatów nieadekwatnym myśleniem, wprowadza Polskę w świat kontrolowanego chaosu. Zagraża nam bowiem nie Rosja, ale układ rządzący zwasalizowaną wobec USA Europą. Zagraża nie tylko politycznie i gospodarczo, ale również cywilizacyjnie. Poziom rozwoju, jaki Polska osiągnęła pod protektoratem USA i Brukseli mierzyć należy zależnością gospodarczą od Niemiec, zadłużeniem zagranicznym i wewnętrznym, kilkumilionową emigracją, kryzysem demograficznym czy wreszcie wysokością zarobków i emerytur, jaskrawo niższych od tych, jakimi się może poszczycić stara Unia.

Organizowanie krucjaty przeciwko Rosji, które od kijowskiego euromajdanu weszło w krew polskiej elicie, nawet w samej Unii postrzegane jest jako nieuleczalny kompleks wobec silniejszego sąsiada, z którym – po wejściu do NATO i UE – nie umiemy sobie ułożyć nie tylko partnerskich, ale nawet pokojowych stosunków. Kompleks ten marginalizuje Polskę nade wszystko politycznie – najbardziej spektakularnie w Grupie Wyszehradzkiej i Trójkącie Weimarskim. W sferze gospodarczej prowadzi natomiast do prostego wykluczenia – nade wszystko z relacji handlowych z Rosją i tranzytu gazu rosyjskiego do Europy. Próba blokowania budowy kolejnej nitki Gazociągu Północnego jest – podobnie jak w przypadku pierwszej nitki – odgrywaną przez polskich polityków i polskie władze tragifarsą, która nie robi już wrażenia w Brukseli. Skoro budowany w Świnoujściu gazoport ma nas uniezależnić od rosyjskiego gazu, to o co chodzi? O to, że jednak nowy bałtycki gazociąg uderza w Polskie interesy? Uderza, ale na życzenie Warszawy, która pod czujnym okiem USA zrezygnowała w lutym 2014 roku z budowy zaproponowanego Polsce rok wcześniej przez prezydenta Putina gazociągu Jamał II przez nasze terytorium. To była świadoma rezygnacja z ważnej roli państwa tranzytowego i uzyskiwanych z tego tytułu niemałych pieniędzy. Powodem rezygnacji był fakt, iż Jamał II miał omijać Ukrainę, co dla wyznawców doktryny Jerzego Giedroycia oznacza naruszenie polskiej racji stanu. Cóż więc prostszego, jak porzucić szkodliwą doktrynę i dołączyć do użytkowników nowej nitki Gazociągu Północnego? Dla polityków dotkniętych ostrym stadium rusofobii nawet najprostsze racjonalne działanie wobec Rosji jest jednak czymś niewykonalnym. Gdyby prowadziło jedynie do stagnacji w relacjach polsko-rosyjskich, nie powodowałoby strat nowego rodzaju.

Tymczasem polskie władze – z prezydentem w roli głównej – kontynuują swe antyrosyjskie działania w nowej sytuacji, gdy Europa, a z nią również Polska, jest zagrożona inwazją islamu. Wskazywanie na Rosję jako wroga Europy jest w tym przypadku podwojoną nieadekwatnością myślenia, rażącą zwłaszcza w sferze cywilizacji. Nie tylko przeczy rzeczywistości, ale buduje nową, surrealistyczną, w której Polska przygotowuje się do wojny nie z islamem, ale z Rosją. Po to, aby ją – jeśli nie pokonać – przynajmniej osłabić. Czyżby ktoś chciał uczynić z nas czarnego konia islamu? Nie da się bowiem wytłumaczyć logicznie mobilizacji zagrożonej islamem Europy przeciwko Rosji, która wróciła do chrześcijaństwa i broni jego wartości nie tylko u siebie, ale także na forum międzynarodowym – m.in. w Komisji Praw Człowieka w ONZ. Tymczasem – czy tego Polska chce, czy nie – Rosja z wielu powodów jest potrzebna zagrożonej Europie bardziej niż Europa Rosji. Nade wszystko jako chrześcijański naród, ale również jako inicjator pokojowych procesów o znaczeniu światowym. Przekonuje się o tym oraz więcej środowisk politycznych na Zachodzie, obserwujących uważnie działania Moskwy nie tylko w formacie normandzkim na rzecz pokoju na Ukrainie, ale nade wszystko na Bliskim Wschodzie – w sprawie irańskiego programu atomowego oraz w oku cyklonu: w Syrii. Nie ulega wątpliwości, że Rosja w sojuszu z Iranem i Syrią jest silnym – może najsilniejszym – graczem na tym obszarze. Oficjalne potwierdzenie przez Moskwę współpracy wojskowej z rządem prawowitego prezydenta Syrii Baszara al-Assada i nowe dla niego dostawy broni – m.in. najnowszej generacji czołgów T-90, z którymi mogą przegrywać amerykańskie Abramsy – to wstęp do rzeczywistej, nie zaś pozorowanej walki z Państwem Islamskim, od której wyników zależy los Europy. To jednocześnie próba wprowadzenia porządku w Syrii i zapowiedź końca chaosu. Rzucenie rosyjskich żołnierzy do bezpośredniej walki z Państwem Islamskim jest jedynie kwestią czasu. Im wcześniej to nastąpi, tym lepiej dla Syrii, Bliskiego Wschodu i Europy. USA nie mają wyboru. Muszą wyjść z cienia wojny hybrydowej i stanąć oficjalnie albo po stronie walczących z PI, albo po stronie jego sprzymierzeńców. Nie ma wyboru także Unia i NATO. Albo powstrzymają inwazję islamu z pomocą Rosji, albo przyczynią się do islamizacji Europy. Polska także nie ma innego wyjścia jak uznać ważną rolę Rosji w walce z Państwem Islamskim, które wróży Europie śmierć. Jest pytanie: kiedy ta oczywistość dotrze do polskich polityków dotkniętych wirusem rusofobii?

Anna Raźny

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Czy Rosja pomoże uratować Europę?”

  1. Nauczyłem się, i PT Autorce doradzam to samo, unikać nazywania czyichkolwiek działań irracjonalnymi, niezrozumiałymi etc. Co najwyżej, nie znamy FAKTYCZNYCH celów działań i w swej naiwności cele DEKLAROWANE uznajemy za cele FAKTYCZNE.

  2. T-90 to czołg trzeciej generacji, ale co ma on w tej sytuacji do Abramsów, skoro naprzeciwko stoją wojska nieregularne wyposażone w broń przeciwpancerną? Tutaj większe znaczenie przede wszystkim będzie miało rozpoznanie i przewaga powietrzna jako broń (w mniejszym stopniu), a jednocześnie straszak dla NATO (żeby nie „zabłądziło” bombowcami np. pod Damaszek).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *