Frąckiewicz: Nostalgia za potęgą

Nacjonalizm w krajach postimperialnych jest dosyć specyficzny i z pewnością wyjątkowy, za przykład może służyć tutaj XX-wieczny nacjonalizm hiszpański. Dobry pogląd na to jak ludzie potrafią szufladkować i ignorować różnice daje popularna klasyfikacja ustroju Hiszpanii Franco jako faszystowskiego, gdzie każdy bardziej wnikliwy zobaczy znaczne różnice między ustrojem faszystowskim a “Caudillaje”. Obserwując nacjonalizm samego generalissimusa widzimy, że przybiera on kształt dążenia do wielkości narodu, nie ma on “cech negatywnych” jak rasizm, szowinizm i tym podobne. Można by rzecz, że nacjonalizm Franco jest ostatnim oddechem dawnego Imperium. Karlizm w tym wypadku jest próbą powrotu do starego Imperium, do starych Królestw Hiszpanii, Caudillo zaś jest pogodzony z upadkiem imperium i faktem, że pewne zmiany zaszły i nie da się ich cofnąć, dlatego jego celem jest bronienie “resztek imperium” przed m.in. komunizmem. Warto zwrócić uwagę na kwestie ustroju politycznego u Franco. Generał nie determinuje przyszłego ustroju estado nacional, a sama instytucja dyktatury jest w gruncie rzeczy tymczasowa – kończy się wraz z śmiercią dyktatora. Wprawdzie Franco przeznacza na przyszłego króla Don Juana Carlosa, jednak król Alfons XIII mógł zasiąść na tronie od razu po wygranej wojnie domowej, chociażby jako marionetkowy władca, przykładem może być tutaj dyktatura generała Miguela Primo de Rivery. Franco jednak tego nie zrobił, Alfons XIII był powszechnie uważany za “rey debil” (hiszp. słaby król), powodów mogło być znacznie więcej, ale Franco przede wszystkim, zawiódł się na monarchii liberalnej, a kto wie czy nie na instytucji monarchii jako takiej.

Ten przykład frankistowskiego nacjonalizmu i jego obojętność ustrojową oraz nostalgię za starym Imperium można potraktować jako swego rodzaju “wzięcie spraw we własne ręce”, gdyż królowie zawiedli. Analogiczną, lecz nieco inną sytuację możemy dostrzec w Niemczech. Królem, a raczej Cesarzem, który zawiódł był Wilhelm II, jednak nie przeszkadza to niemieckim zwolennikom idei nacjonalistycznej używać cesarskich flag. Nawet Adolf Hitler, nie będący przecież sympatykiem idei monarchistycznej, ustanowił jako flagę państwową Rzeszy flagę cesarstwa w roku 1933 (Dopiero w roku 1935 ustanowiono flagę ze swastyką jaką znamy). Niemiecki dyktator twierdził bowiem, że jest jego państwo jest następcą i sukcesorem starego imperium. Tak samo jak w przypadku Hiszpanii, jest to swego rodzaju duchowe dziedzictwo, dla którego nie liczy się ustrój czy system społeczno-gospodarczy a samo życie “mitem imperium” jakby to mógł powiedzieć Nietzsche.

Bardzo jaskrawy przykładem tego jest również Rosja, gdzie część nacjonalistów oraz prorosyjskich separatystów używa flagi, która na wpół jest czerwonym sztandarem z sierpem i młotem, a drugą część stanowi czarno-żółto-biała flaga Imperium Romanowów. Obie połowy oddziela Wstęga Świętego Jerzego. Zarówno każdy komunista jak i każdy monarchista rosyjski (nie wspominając o ludziach z minimalnym poczuciem gustu) odczuwa swego rodzaju wewnętrzny ból i nie ma im się co dziwić, gdyby w Polsce próbowano połączyć dziedzictwo PZPR i czasów sarmackich, nie należałoby spodziewać się aplauzu. Ktoś by zapytał “dlaczego? Co tak wyróżnia Rosję od Polski”. Odpowiedź jest bardzo prosta. Polska ani za czasów sarmackich ani za tzw. “komuny” nie była potężnym, wielkim mocarstwem z którym każdy musiał się liczyć na arenie międzynarodowej. Rosja zarówno w okresie Cesarstwa jak i w okresie ZSRR była wielkim i potężnym mocarstwem z którym każdy na świecie musiał się liczyć. Rozwijając tę myśl można by nazwać tego typu nacjonalizm “Nostalgią za potęgą” (oczywiście w dużym uproszczeniu), nie za konkretną ideą czy ideologią, a za siłą i znaczeniem własnego państwa. Widzimy w Rosji nawiązania zarówno do czasów carskich – eksponowanie cerkwi, przemówienia patriarchów czy sama prezentacja prezydenta Rosji jako niemalże cara, gdzie sam ów prezydent porównał się niegdyś do Piotra Wielkiego; a z drugiej strony do czasów sowieckich – celebrowanie dziewiątego maja pełne czerwonych sztandarów, wizerunki Stalina itp. Ten synkretyzm dwóch skrajnych idei, myśli i epok jest tym duchem rosyjskiej potęgi. Można wyjaśnić ten “kompleks dawnego imperium” jako reakcje na utratę statusu geopolitycznego. Obecnie Rosja znajduje się w swego rodzaju sojuszu z Chinami, który nie jest dla niej najkorzystniejszy i występuję w nim jako ten słabszy gracz, ten który (z punktu widzenia polityki rosyjskiej) jest zmuszony prowadzić wojnę na Ukrainie celem obrony swoich interesów. Skoro Rosja jest słabsza niż była dawniej czy to jako Imperium Carów czy państwo socjalistyczne, chęć powrotu i znów stania się imperium jest naturalna. Podobnie miało to miejsce w XX-wiecznej Hiszpanii, gdzie upokorzone Królestwo po wojnach ze Stanami Zjednoczonymi utraciło swoje ostatnie kolonie w Azji i Ameryce Północnej, stąd tak bardzo zależało Hiszpanii na protektoracie w Maroku.

Również Benito Mussolini miał objawy “kompleksu dawnego imperium”. Duce tęsknił za Rzymem, starożytnym Rzymem, który był największym i najpotężniejszym wtedy imperium, obejmującym praktycznie cały basen Morza Śródziemnego. Mussolini odwołuje się do Rzymu, bo coś takiego jak “Imperium Włoskie” nie istnieje i nigdy nie istniało, dlatego tęsknota za Rzymem jest w tym wypadku trochę sztuczna

 Oczywiście należy pamiętać, że w żadnym z wymienionych przypadków nostalgii za dawną nie mówię o konkretnych i zdefiniowanych organizacjach jak w Hiszpanii Falanga (Jeszcze przed złączeniem) czy w Rosji Partia Faszystowska albo Czarna Sotnia. Mowa o swego rodzaju świadomości ludowej, czy “nacjonalizmie ludowym”, jeżeli można w ogóle o czymś takim mówić. W Rosji dobrze to obrazują dwa budynki: Jednym jest Mauzoleum Lenina w Moskwie, zaś drugim Cerkiew Na Krwi W Jekaterynburgu. Hiszpania dziś jest krajem i społeczeństwem raczej lewicowym, ale wciąż trzymającym się pewnych imperialnych sentymentów. Przykładem może być to, że oddział UGT (Unión General de Trabajadores, organizacja spokrewniona z Hiszpańską Partią Socjalistyczną) w Sevilli znajduje się zaraz obok ulicy Świętej Wiary (Santa Fe). Nie jest to odosobniony przypadek, w Hiszpanii znajduję się masa ulic nazwana katolickimi świętymi oraz zabytkowych kościołów, są one pomnikiem minionego imperium.

Podsumowując, nostalgia za imperium czy też “kompleks dawnego imperium” jest naturalnym zjawiskiem w państwach, których imperialna ranga wraz z biegiem historii zaczęła spadać. Swego rodzaju ostatnie tchnienie nieistniejącego już imperium

Jakub Frąckiewicz

Click to rate this post!
[Total: 13 Average: 4.9]
Facebook

2 thoughts on “Frąckiewicz: Nostalgia za potęgą”

  1. W Kanadzie ni stad ni z owad odkrywa sie jakies rzekome masowe groby dzieci . Nie roztrzasajac o slusznosci lub nie tych decyzji za nie odpowiada rzad Kanady , czyli monarchia brytyjska . Miejscowi biskupi i papiez nie baczac na zadne fakty przyjmuja wine na siebie . Teraz ogladamy kolejna odslone tej prowokacji. Papiez udaje sie do Kanady i stosujac szantaz moralny wobec katolikow dokonuje apostazji i wywyzszenia barbarzynskiego poganstwa ponad chrzescijanstwo we wszytskich mozliwych sferach. Mozna przyjac , ze to jest samoistny proces zaglady dokonywanej przez hierarchie katolicka . Druga mozliwoscia jest spojrzenie na skutki finansowe decyzji paieza i biskupow realizujacych jego decyzje . Przede wszystkim poganstwo jest swiatem nierozumienia rzeczywistosci , rodzajem snu na jawie. W tym swiecie moze byc uznana za ekwiwalentna wymiana majacego magiczna moc czarodziejskiego piora za miliony kilometrow kwadratowych ziemi. Drugim skutkiem kampanii ,w ktorej bierze udzial papiez, jest podwazenia prawa 30 milionow Kanadyjczykow do wlasnosci ziemi nalezacej do Kanady i przekazanie tej wladzy „radom plemiennym” i pewnie jakims „organizacjom miedzynarodowym”. Ten plan juz dotyczy Ameryki Poludniowej , prawdopodobnie z rozwinieciem w innych czesciach swiata. Papiez uczestniczy w spisku , ktorego celem jest kradziez wlasnosci na gigantyczna skale. Tak to mozna opisac. Nie wiem , jaki moze miec cel , przedstawianie roznych szczgolow z historii , ktora niczego nie wyjasnia , poza pochwaleniem sie znajomoscia tych szczegolow. Podam przyklad. Jest dostepny w sieci artykul Jacka Bartyzela pt. „Neokonserwatysci jak Opus Dei” . W tym artykule jest wylozone , ze skutkiem rzadow Franco jest obecny upadek Hiszpanii. To rowniez mozna uznac za samozniszczenie na wlasne zyczenie, ale druga mozliwoscia jest przyjecie , ze powstanie za zgoda Franco amerykanskiej bazy w Hiszpanii, musialo miec i ma konsekwencje. Powstanie amerykanskich baz jest planowane z wieloletnim wyprzedzaniem . To znaczy , ze trzeba bylo doprowadzic do sytuacji , ze to jest mozliwe. Pozniej taka baza musi zostac zabezpieczona kontrwywiadowczo, co oznacza kontrole lokalnego rzadu.

  2. Jesli przyjmiemy zalozenie , ze hiszpanski rzad w 1936 roku byl zalezny od Stalina , ze wszystkimi tego startegicznymi konsekwencjami , to postac Franco i przejecie przez niego wladzy nabiera zupelnie innego znaczenia od prezentowanego przez tzw. oficjalna historie. Podobnie rzecz sie ma z robota wywiadowcza Ernesta Hemingwaya

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.