Korus: O tępym nieposłuszeństwie

Powodem napisania tego tekstu i jednocześnie jego tematem jest wszechobecna, bezrefleksyjna, irytująca i żałosna tendencja do podważania wszelkich ustaleń społecznych. Ludzie – wśród Polaków skala problemu tradycyjnie większa – buntują się przeciwko wszystkiemu i nie są w stanie uszanować prawa. Nie jest celem tego artykułu dowiedzenie, że nieposłuszeństwo społeczne jest zawsze nieusprawiedliwione. Różne można mieć podejście do kwestii samego buntu – skrajnie propaństwowe i wierne, a z drugiej strony anarchistyczne i nielojalne. Jednakże najlepsze jest podejście zdroworozsądkowe cechujące się maksymalną wiernością swojemu państwu i narodowi, charakteryzujące się posłuszeństwem w małych sprawach, dawką kredytu zaufania, a bunt traktujące jako ostateczność pozostawioną dla kwestii fundamentalnych dla przetrwania narodu – jego kultury, wiary i dobrobytu. Niech ten punkt widzenia będzie fundamentem tych rozważań. Najważniejsze jest rozpoznanie problemu i wstępne zastanowienie się nad nim. Na początku przedyskutowane zostaną szkodliwe skutki buntu przeciwko błahostkom. Następnie zostanie skrytykowany obecny system prawny, którego postrzeganie stoi po stronie przestępców. Na samym końcu wyjaśniona zostanie relacja prawno-moralna w kontekście omawianej tematyki buntu społecznego.

Jeśli w ogóle bunt może być akceptowalną ostatecznością, to nie może on naturalnie tyczyć się rzeczy małych, nieistotnych. Bunt niesie ze sobą niepokoje społeczne. Niepokoje społeczne mogą za sobą nieść ofiary. Czy ludzie chcieliby umierać za zniesienie ciszy wyborczej? Zapewne nie, co jasno dowodzi, że nie jest to sprawa wyczerpująca znamiona ostateczności, ani sprawa szlachetna, dlatego łamanie tej ustawy to tępe nieposłuszeństwo. Nie znam żadnych powodów by jak dziecko buntować się przeciwko takim błahostkom jak cisza wyborcza. Tak, wiele z praw i ustaleń społecznych są błahe, ale ich łamanie i celowe obchodzenie są występkami poważnymi. Znam wiele powodów, dla których nie należy buntować się przeciwko obowiązującemu prawu. Ludzie niech zachowają bunt dla kwestii, za które byliby skłonni umierać. W przeciwnym wypadku skutki dla państwa będą negatywne. Z jednej strony może stać się podobnie jak w powiastce o wilku i pasterzu, co spowoduje brak reakcji społeczeństwa na apele polityków opozycji i działaczy społecznych, gdy prawdziwa krzywda będzie planowana i wcielana w życie. W końcu nie można ludzi nakręcać i liczyć, że będą tak nakręceni chodzić przez wieczność (zwłaszcza, że nasz naród niestety ceni sobie bierność). Z drugiej strony ludzie sami buntując się przeciwko małym sprawom – nawet w życiu codziennym – powodują co najmniej pogłębienie braku szacunku dla prawa, a może nawet przyczyniają się do rozkładu i nieefektywności państwa. Krótko mówiąc, przestrzegajmy prawa zwłaszcza (nie tylko!) gdy nas to nic nie kosztuje i nic nie tracimy, a dzięki temu unikniemy jako naród wielu nieprzyjemności. Ostatecznie warto dodać, że takie dziecinne buntowanie się przeciwko tak drobnym i nieistotnym kwestiom jak cisza wyborcza budzi żałość i politowanie. Intencjonalne łamanie prawa – zwane też obchodzeniem prawa – nie jest szlachetne, a w wydaniu polskim jest zupełnie niepoważne. Nie da się określić akcji bazarków wyborczych innym mianem niż kabaret. Jednakże ten kabaret wiele mówi o mentalności ludzi – ochoczo łamią prawo by pokazać, że potrafią i mogą, bo przecież bazarki nie są efektem uzależnienia od polityki czy nudnego życia jakby ktoś mógł rzec. Takich „bazarków”, wytrychów jest mnóstwo w każdej sferze życia i są ochoczo wykorzystywane tylko dlatego, że się da.

Jeśli Polacy, a zwłaszcza reprezentujący w tym systemie ich politycy rzeczywiście tak szczerze jakimś prawem pogardzają i nie widzą dla niego zastosowania to jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest jego solidarne zniesienie. Uciążliwe przepisy, takie które nie są szanowane i nie są zgodne z mentalnością narodową psują prawo, a w rezultacie państwo. W państwie działającym prawo jest przestrzegane. Tam, gdzie państwo i prawo są przestrzegane tam nikt nie ma mentalności źle wychowanego, rozkapryszonego podrostka, który próbuje wszystkich wymanewrować, znaleźć luki i dziury w całym, tylko dlatego, że może. Wreszcie, tam, gdzie państwo i prawo działają należycie tam nie bawią się w ciuciubabkę z przestępcami. Skandaliczne w naszych czasach jest użeranie się z nieuchwytnymi i jawnymi przestępcami, którzy z ogromnym tupetem skrywają się za lukami prawnymi, wątpliwymi interpretacjami i armiami prawników. Za prawem zawsze stoi jakaś intencja i jeżeli uchwalono zakaz samowolnej wycinki drzew to nie po to, żeby człowiek obciął im konary i zostawił je niczym słupy wbite w ziemię. To oczywiste, że w tym przykładzie ludzie działają wbrew duchowi prawa. Przykłady takich antypaństwowych i antyspołecznych postaw można mnożyć i to w znacznie poważniejszych kwestiach. Wymieńmy dla przykładu sprawy Amber Gold i mafii reprywatyzacyjnych – oszuści, wyłudzacze – wszyscy wiedzą, że za takie przestępstwa należy ponieść konsekwencje, ale nasz system jest bezradny. Weźmy przykład nieco bardziej na czasie, czyli ludzi, którzy rejestrują swoje firmy w rajach podatkowych. Wszyscy wiedzą, że ci ludzie unikają podatków i zuchwale korzystają ze wszystkich dóbr państwowych, których istnienie jest osiągnięciem wszystkich uczciwych rodaków, a jednak z powodu współcześnie powszechnie panującego talmudycznego podejścia do prawa tacy chciwcy pozostają nietykalni. Można się z poruszonymi przykładami na polu politycznym zgadzać lub nie, ale do każdej kwestii, za którą nie warto umierać lepiej się dostosować. Zamiast głupio buntować się przeciwko uciążliwemu prawu, błahostkom, lepiej jest nieodpowiednie prawo zmienić.

Mylnie stwierdzi ten, który uzna w tym momencie, że wnioskiem z tego artykułu jest to, że prawo ma stanowić o tym co jest dobre, a co złe. Prawo wypływa z tradycji narodu, na którą składa się specyficzne poczucie moralne. Prawo fundamentalnie sprzeczne z tą tradycją narzucone siłą przez tyrana osobowego lub tyranię większości zasługuje na bunt. W Polsce ta tradycja prawna ma swoje źródło w moralności katolickiej. Widać jasno, że są to kwestie dalece bardziej poważne niż wspominane łamanie ciszy wyborczej. Prawo może być złe moralnie. Dzieje się tak wtedy, gdy godzi ono w fundamenty danej tradycji moralno-prawnej. Nie bez powodu w treści artykułu prawo, przeciwko któremu buntować się nie powinno jest nazywane uciążliwym i nieodpowiednim. Te dwa słowa nie wartościują prawa pod względem moralnym. Prawo uciążliwe może być moralne, a więc zgodnie z tradycją prawną być uznane za dobre, tak samo jak prawo uciążliwe może okazać się złe. Prawo o ciszy wyborczej może być uciążliwe, ale jest moralnie obojętne. To znaczy, że nie ma żadnego moralnego usprawiedliwienia dla nieposłuszeństwa wobec niego. Wręcz przeciwnie, jak zostało wskazane, bunt byłby działaniem godzącym w społeczne ustalenia, co niesie ze sobą negatywne skutki, które zostały przedstawione. Istnieją jednak w Polsce prawa rzeczywiście złe jak „Ustawa o planowaniu rodziny”, która przewiduje wiele wyjątków dopuszczających zabijanie dzieci nienarodzonych. W tym wypadku jednak ustawy nie da się obejść ani znaleźć w niej luki. Należy zatem – dopóki mamy demokrację – działać oddolnie, przekonywać ludzi, wspierać niezależne projekty i partie, które biorą postulat zmian na lepsze w tej kwestii na sztandary. Jest to bunt łagodny, ale jedyny możliwy w tym przypadku. Nie znaczy to, że bunt musi być łagodny. Gdyby się dało wykorzystać w tym przypadku kruczki prawne, aby uratować życie ludzkie to mamy moralny obowiązek je wykorzystać. Jak już zostało napisane, bunt wskazany jest, gdy atakowane i niszczone są fundamenty moralności narodowej (rozumianych w kategoriach sztafety narodu) – nie jest wtedy istotne czy bunt jest łagodny czy drastyczny. Liczy się skuteczność. Tak samo chwalebne, było walczenie z rusyfikacją i germanizacją, które stale nam groziły podczas zaborów. To klasyczna polska przekora, która jest jednocześnie naszą wadą i zaletą narodową zależną od czasów. Dziś jest ona wadą. Pójdźmy tropem germanizacji. Wiele osób, które rozpoczęły swoją edukację po roku 1989 i z czystej przekory unikała nauki języka rosyjskiego i niemieckiego, dlatego że to języki wrogów. Zauważmy pewną różnicę – ludzie buntujący się w XIX wieku przed germanizacją walczyli o byt narodowy i byli skłonni umrzeć za tę sprawę. Nasza przekora niszczy nasze własne państwo od środka. Nie żyjemy już pod zaborami. Dlatego nasz bunt powinien być zminimalizowany i ukierunkowany tylko tam, gdzie jest to konieczne. Gdy jest to konieczne, a żadne inne metody nie są możliwe do zastosowania należy uciec się do buntu drastycznego i odnieść sukces. Należy powtórzyć, że bunt powinien być dopuszczalny jedynie do zdefiniowanych przypadków szczególnych.

Podsumowując, mamy problem z podporządkowaniem się. Uważamy, że każde prawo jest tworzone, aby nam przyłożyć. Na tym gruncie nieufności wyrasta przekora, upartość i powstaje zjawisko społeczne polegające na masowym szukaniu kruczków prawnych, a następnie ich wykorzystywaniu. Jest jeszcze gorzej, ponieważ takie osoby uchodzą za wzór – „Nie dał się państwu!” – powiedzą prości ludzie – „Oszukał system!”, „Wyszedł na swoje”. Bohaterski, buntowniczy Polak (choć sprawa dotyczy wszystkich ludzi). Buntowniczy, ale tylko w sprawach małych, a w sprawach ważnych brakuje mu odwagi lub chęci. Łatwo bowiem jest w swoim egoizmie nie podporządkować się jakiemuś rozporządzeniu jak działo się jakiś czas temu w sprawie maseczek by niskim kosztem zamanifestować swój indywidualizm i niezależność – z pewnością podbudowuje to poczucie własnej wartości, gdy jednostkowo „pokona się” całe państwo. Cisza wyborcza, wycinanie drzew, maseczki – to tylko kilka przykładów, które tu wskazałem, a problem jest szeroki. Głupio ukierunkowany bunt zmniejsza powagę naszego prawa, a przez to skuteczność całego państwa. Nie buntujmy się, jeśli coś nie jest na tyle ważne by za to umierać i nie godzi w nasze tradycje moralno-prawne. W każdym innym przypadku, dopóki dane prawo obojętne moralnie jest obowiązujące bądźmy mu posłuszni. Jeśli takie prawo jest uciążliwe to można je zmienić, ale najpierw trzeba je zmienić – taka jest kolej rzeczy. Obecna głupio-buntownicza kondycja naszego narodu stwarza podatny grunt pod wyrastanie oszustów i wszelkiej maści krętaczy, którzy bezwzględnie wykorzystują wszelkie luki prawne dla własnej korzyści kosztem nas wszystkich. Czas z tym skończyć. Jest to jedyne zdroworozsądkowe podejście w tej kwestii, które skutecznie wprowadzone w życie narodowe może zmienić sytuację na lepsze.

Ernest Korus

30.06.2020

[Głosów: 20   Average: 2.6/5]
Facebook

2 thoughts on “Korus: O tępym nieposłuszeństwie”

  1. (…)Wręcz przeciwnie, jak zostało wskazane, bunt byłby działaniem godzącym w społeczne ustalenia, co niesie ze sobą negatywne skutki, które zostały przedstawione.(…)
    Słucham? Tą kwestię najlepiej skwitować pewną sceną rodzinną… Rodzic mówi (…)Umawialiśmy się, że…(…), a dziecko (…)To ty się umówiłeś!(…)
    I właśnie tym rodzicem są politycy, a społeczeństwu przypadła rola dziecka… które ma (…)prawo(…) bezwarunkowo ratyfikować umowę.

  2. Podejście skrajnie kolektywistyczne, niekatolickie. Zachęcam autora do małego eksperymentu myślowego – proszę na spokojnie porównać zakres osobistej swobody 10 lat temu i teraz. Obiektywnie – prawo własności, dysponowania własnym ciałem, wypracowanymi dobrami, wolność słowa, władza rodzicielska, prywatność, wolność od inwigilacji itp. Jeśli nie będziemy buntować się przeciw tym drobnym plasterkom odciananej nam wolności, np. absurdalnym maseczkom, to gdzie będziemy za następne 10, 15, 20 lat?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *