Kryzys nie może trwać wiecznie – rozmowa z dr. Marcelim Burdelskim

Jakie korzyści wewnętrzne i zewnętrzne może odnieść Kim Dzong Un z eskalowania sytuacji na Półwyspie Koreańskim? Czy prowadzony przez Phenian „poker nuklearny” jest tylko „polisą ubezpieczeniową” dla zabezpieczenia władzy dynastii Kimów?

– Balansowanie na krawędzi wojny zawsze jest niebezpieczne. Wprawdzie na razie trwa „teatr”, a zapowiedzi rzecznika Północnokoreańskiej Armii Ludowej, że wojna może zacząć się dzisiaj lub jutro nie traktuje się raczej poważnie, jednakże często pożar wojenny wybucha wbrew intencjom. Wystarczy błąd techniczny lub zła reakcja czynnika ludzkiego.

Broń jądrowa jest ważnym elementem odstraszania, zarówno dla strony amerykańskiej, jak i reżimu KRLD, a USA pogróżki o uderzeniu nuklearnym traktują poważnie. Dla reżimu Kim Dzong Una sytuacja ta oznacza stabilizację systemu. Młody przywódca pokazuje, że jest zdolny do konfrontacji. Zgodnie z strategią oblężonej twierdzy, zewnętrzne zagrożenie sprzyja wewnętrznej jedności, determinacji i woli obrony. Świadczy o tym także fakt, że KRLD najbardziej zmilitaryzowanym państwem świata, w którym armia zajmuje najważniejszą pozycję, i jedynym państwem, rządzonym przez organ wojskowy – Państwową Komisję Obrony. Celem Phenianiu jest uznanie KRLD przez Amerykę za państwo nuklearne, co byłoby złamaniem Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej.

Jak ocenia Pan realną wymowę „deklaracji bitwy na śmierć i życie” i „ostatniego ostrzeżenia sprawiedliwości dla USA, Korei Południowej” Kim Dzong Una?

– Z taką propagandową retoryką mamy do czynienia od dłuższego czasu, i KRLD już nie raz zapowiadała „druga wojnę koreańską”. Północnokoreańska propaganda mówi o nuklearnym uderzeniu na USA, zajęciu południa, wyeliminowaniu „marionetkowego reżimu” i zaprowadzeniu w całej Korei systemu z północy. Rozwiązanie takie oczywiście wydaje się niemożliwe, a prowadzona do tej pory dwustronna współpraca (gospodarcza, technologiczna, turystyczna) między KRLD a Koreą Południową była korzystna dla obydwu stron. KRLD jest jednak państwem nieobliczalnym, które uważa, że w „obronie” własnej może stosować każde kroki.

Czy pogłoski o planowanej czwartej próbie jądrowej w rocznicę urodzin Kim Ir Sena 15 kwietnia mogą stać się realne?

– Specjaliści są w tej sprawie sceptyczni, czy KRLD posiada dostateczną ilość paliwa nuklearnego. Przypomnijmy, że północnokoreański reaktor w ostatnim czasie nie pracował. Poprzednia eksplozja posiadała także siłę tylko 6 kiloton, i amerykańscy eksperci przypuszczają, że Phenian jest w posiadaniu jedynie „brudnej bomby”. W programie jądrowym KRLD kompletnie zmarnowane zostały ogromne fundusze, bez osiągnięcia specjalnych efektów.

Był Pan 11 razy w KRLD. Jaka obecnie jest sytuacja żywnościowa w kraju? Czy prawdą jest, że powtarzane przez media informacje, że 1/3 społeczeństwa głoduje, są już tylko mitem?

– Zapotrzebowanie KRL na zaspokojenie kartkowego powszechnego systemu dystrybucji żywności wynosi 6 milionów ton zboża rocznie. Zbiory w 2012 r. wynosiły 4,3 mln t. Do tego dochodzi pomoc chińska, humanitarna pomoc od organizacji charytatywnych z Południa oraz pomoc ONZ. Po podsumowaniu, brakowała ok. 600 tys. t. Klęski głodu w KRLD już nie ma, istnieje za to problem niedożywienia, dotyczący w szczególności dwóch prowincji górskich, i w szczególności dzieci. A konsekwencjami wynikającymi z głodu są choroby oraz niedorozwój kolejnych młodych pokoleń.

Jak przedstawia się realna sytuacja militarna KRLD? Czy stan techniczny armii pozwala na przeprowadzenie konfliktu zbrojnego z Południem?

– Koreańska Armia Ludowa liczy 1,2 mln żołnierzy i jest jedną z największych na świecie. Czołową pozycję zajmują wojska uderzeniowe, a priorytet w państwie mają sektor nuklearny i wojska rakietowe. KRLD posiada 600 tys. komandosów i żołnierzy wojsk specjalnych, przygotowanych do zajmowania miast na terenie Korei Południowej. Istnieje bardzo wiele jednostek artyleryjskich i rakietowych. Stolica Południa, Seul, znajduje się w linii prostej 40 km od linii demarkacyjnej, a 46 km od najbliższych stanowisk artyleryjskich i rakietowych Koreańskiej Armii Ludowej. Według szacunków USA, wystarczyłyby 3 minuty, by tysiąca dział i wyrzutni rakietowych z północy zamieniły Seul w wielkie morze ognia. Oczywiście pozostaje faktem, że zarówno lotnictwo, jak i marynarka i wojska lądowe opierają się na technice radzieckiej i chińskiej z lat 70-tych i 80-tych (oraz w mniejszym stopniu na własnej modyfikacji broni chińskiej i rosyjskiej), i nie są zdolne do skutecznych działań wobec amerykańskich lotniskowców, odrzutowców itd.

Jakie są Pana prognozy dalszych stosunków między obydwoma Koreami?

– Zasadnicze pytanie brzmi: dokąd zmierza KRLD? Kryzys nie może trwać wiecznie. Albo doprowadzi do wojny, albo do wygaśnięcia konfliktu. Reżim w Phenianie domaga się zjednoczenia Półwyspu Koreańskiego pod swoim przywództwem i z zaprowadzeniem swojego ustroju na całym terytorium. Władzę w Seulu uznaje za „reżim marionetkowy”, a ewentualny traktat pokojowy, który zakończyłby trwającą formalnie od lat 1950-53 wojnę, chce podpisać z USA przy pominięciu Południa. Ani Seul, ani tym bardziej USA, pod tymi żądaniami się nie ugną. Jedynym rozwiązaniem wydaje się denuklearyzacja i powrót do przerwanych rozmów 6-stronnych. Przypuszczalnie nastąpi stopniowy powrót do dyplomacji, kompromisów i normalizacji stosunków, jednakże relacje między KRLD a Koreą Południową mogą pozostać zamrożone na dłuższą metę.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Michał Soska

dr M. Burdelski

Specjalista do spraw dalekowschodnich stosunków międzynarodowych, były doradca Ministra Spraw Zagranicznych RP, członek Komitetu Studiów nad Azją i Pacyfikiem Międzynarodowego Towarzystwa Nauk Politycznych, wiceprezes Towarzystwa Azji i Pacyfiku, członek Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych i wiceprzewodniczący Komitetu Badawczego 42 IPSA.

myslpolska.pl

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *