Rumunia pro-izraelska?

Podczas pobytu w Izraelu – kontrowersyjny rumuński przywódca porównał relacje żydowsko-palestyńskie do… stosunków łączących Rumunię i Mołdawię. – Mamy w Europie Republikę Mołdawii, przed wojną stanowiącą część Rumunii. Część mieszkańców tego państwa uważa się za Rumunów, część za Mołdawian i uznajemy ich prawo do dokonania takiego wyboru. Podobnie jest z naszymi relacjami z Izraelem. Zawsze będziemy uznawać niezbywalne prawo Izraelczyków do zadeklarowania ich ojczyzny jako państwa żydowskiego – podkreślił Băsescu. Zaznaczył też, że Palestyńczycy chcąc uregulowania swego statusu narodowo-państwowego, powinni przystać na żądania żydowskie, choć jednocześnie jako pozytywny przykład wskazał ewolucję polityczną gen. Ariela Szarona i jego elastyczność w stosunkach z Autonomią.

Celem wizyty był „dalszy postęp w stosunkach dwustronnych z Izraelem oraz w relacjach z rumuńską społecznością żydowską”, liczącą wg prezydenta około 500 tysięcy ludzi. Băsescu, udając się z kolei na terytorium Autonomii dodał, że Rumunia utrzymuje tradycyjnie dobre stosunki także ze światem arabskim, a wielu Palestyńczyków zdobywało wykształcenie właśnie w Rumunii. Prezydent przyznał, że Bukareszt „wycofał się” ze swego stanowiska wyrażonego głosem wstrzymującym w głosowaniu na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ nad pełnym członkostwem Autonomii w 2011 r., nie sprecyzował jednak przyczyn ani kierunku zmiany.

Rumunia jeszcze pod rządami Ceaușescu jako jedyne państwo Bloku Wschodniego utrzymywała stosunki dyplomatyczne z Izraelem po 1967 r., jednak w grudniu 1988 r. (podczas głosowania na rezolucją ONZ nr 43/177) podobnie jak inne państwa komunistyczne – wsparła aspiracje Palestyńczyków po ogłoszeniu niepodległościowej deklaracji OWP. Dawało to Bukaresztowi podstawy do zachowywania elastycznej postawy w konflikcie bliskowschodnim. Jeszcze przed dwoma laty podczas europejskiego tournée premiera Netanjahu nie udało mu się uzyskać od Rumunów deklaracji negującej niepodległościową politykę Autonomii. Rumuni są także na celowniku diaspory żydowskiej w związku z historycznymi zarzutami o czynny udział w holocauście. Bieżących relacji nie poprawiały też takie incydenty, jak sprzeciw rumuńskich agencji zatrudnienia i firm budowlanych działających w Izraelu wobec prób wykorzystania pracowników z Rumunii przy budowie osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu (w tej sytuacji Izrael zwrócił się do partnerów z Bułgarii i Mołdawii, nie zgłaszających takich zastrzeżeń).

Teraz jednak Băsescu szuka poparcia dla swego wielkiego planu, którym chce zwieńczyć kończącą się kadencję – czyli zjednoczenia Rumunii i Mołdawii. Czy jednak faktycznie najkrótsza droga z Bukaresztu do Kiszyniowa prowadzi przez Tel Awiw i czy kosztem miałoby być pogorszenie relacji z krajami arabskimi, za to większe zaangażowanie Rumunii w projekty atlantyckie i neo-konskie? Prezydent Băsescu nie ma wątpliwości, ale jego politykę trudno nazwać inaczej, niż nader ryzykowną, by nie rzec awanturniczą. Jej skutki widzimy właśnie w Mołdawii, ściślej – w Gagauzji, a wkrótce być może także w Naddniestrzu. A wtedy można mieć wątpliwości, czy życzliwość Izraela, czy nawet pół miliona rumuńskich Żydów – pomoże Rumunom wykaraskać się z tego całego ambarasu.

Konrad Rękas

Zapraszam też na Geopolityka.org

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *