Zamieszki w Paryżu i innych miastach Francji byłyby o wiele bardziej znaczące i pouczające, gdyby nie wydawały się tak bardzo manipulowane przez polityczną propagandę, i tak bardzo nie prowadziły do alternatywy „państwo Macrona albo chaos demonstracji”. Alternatywy oczywiście fałszywej, bo to właśnie pozujący dziś na partię porządku macronizm jest wszak jednym ze źródeł trwającego kryzysu we Francji. A wszystkim skłaniającym się, by w odruchu przerażonego drobnomieszczaństwa wzywać na pomoc autorytarnych globalistów – warto przypomnieć, że Baryka jednak poszedł na Belweder…
O pożytku z nieporządku
Moglibyśmy dziś śmiało stwierdzić a nie mówiliśmy, wskazując na destrukcyjne skutki napięć kulturowych wywołanych przez fatalną politykę imigracyjną Zachodu, choć pewnie duch Enocha Powella mógłby domagać się prawa pierwszeństwa w takiej konstatacji. I właśnie wychodząc z takich pozycji największym błędem, jaki moglibyśmy dziś zrobić, byłoby uleganie ewidentnej rządowej prowokacji, która we Francji uderza w znaną nutę „do może i częściowo i słusznych protestów społecznych dołączyły elementy chuligańskie, wobec czego koniecznym stało się użycie siły…”. A no właśnie, czy jednak naprawdę koniecznym i niby jakie użycie siły? Jak dotychczas bowiem to, czego nie widzimy zza internetowych filmików, to trwające autentyczne protesty przeciw kosztom życia i bankructwu systemu polityczno-gospodarczego Republiki Francuskiej, nadto zaś widoczna jest dziwaczna bierność policji, wyraźnie sprzyjająca kryminalnej stronie wydarzeń. W kraju takim jak Francja policja i żandarmeria, znane ze skłonności do nadużywania siły tym razem mają wyraźny zakaz sięgania po nią. Ktoś ewidentnie chce, by przerażony mieszczuch paryski w końcu wielkim głosem zawołał o pomoc do tej samej władzy, która 5 lat temu wrzucała granaty hukowe do mieszkań ludzi nie dość sterroryzowanych COVIDem.
Wobec wszechstanu wyjątkowego
Rzekomy porządek proponowany przez macronizm i mu podobne to groźba globalizującego lockdownu, śmiertelnie groźna dla samej idei powrotu do normalności, społeczeństwa tradycyjnych wartości, ale i progresywnych przemian ekonomicznych. Z chaosu natomiast, faktycznie mało estetycznego, ale w istocie mało groźnego dla społeczeństwa, może wyłonić się przestrzeń dla artykulacji i wdrażania programów bliższych zdrowemu rozsądkowi. Pamiętajmy też, że Republika Francuska jest jednym z liderów liberalnego autorytaryzmu, zaawansowanym wystarczająco, by nieporządki i rabunki zlikwidować w ciągu godzin, bo nawet nie dni. Jeśli je więc toleruje, a nawet hoduje – to dla własnych celów. Macronizm już raz instytucjonalnym zamordyzmem lockdownów przerwał protest Żółtych Kamizelek, na pewnym etapie łączący normalsów, skrajną lewicę i prawicę. Czy dziś zmierza do tego samego, czekając na pretekst do wprowadzenia stanu wyjątkowego? Stanu, który przecież podobnie grozi i w Polsce, tyle, że uzasadniony groźbą konfliktu zbrojnego?
Krew w Sekwanie?
Zresztą, głównonurtowa propaganda Republiki nie różni się bardzo od tej serwowanej w III RP. Tyle, że ponieważ Paryżan trudno byłoby dziś przestraszyć kozakami w okolicznych bistrach – Maghrebczyk rabujący torebkę od Vuittona okazuje się być znacznie skuteczniejszy, by wyborcy spojrzeli życzliwiej na combo oligarchów i pedofili, którzy rządzą Francją. Wojna rasowa jest ostatnią bronią kapitału, by odsunąć wojnę klasową, zbroić się warto na obie, jednak broniąc własności swojej, rodziny i wspólnoty nie trzeba koniecznie osłaniać tych, którzy rabusiów dopuścili pod nas nasze domy. We Francji zrewoltowany plebs w zdobytych merostwach zrzuca i tłucze popiersia Dziwki Republiki. Cóż w tym miałoby przeszkadzać i konserwatystom, i rewolucjonistom? Tym bardziej, że zwłaszcza we Francji tzw. partia porządku zawsze jak dotąd okazywała się partią plutokracji. Zresztą, porządek należy mieć u siebie, u sąsiadów zaś tylko jeśli to dla nas korzystne.
A zatem dla sprzedajnych urzędników, brzuchatych bankierów i ich tępych popleczników: „Vive le son d’l’explosion!”
Konrad Rękas


