Zachwyt nad podatkiem katastralnym jest w Polsce szaleństwem. Od razu uderzy on bynajmniej nie w żadnych “bogaczy”, tylko w ciułaczy lokujących oszczędności w sposób gwarantujący osiągnięcie jakiejkolwiek rozsądnej stopy zwrotu.
Docelowo zaś nie łudźmy się, obejmie wszystkich, bo wymusza to rozrost skrzętnie ukrywanej, ale realnej dziury budżetowej. Fastrygować się ją będzie katastralnym, podwyżkami VAT-u i akcyzy, czyli podatkami najbardziej dotkliwymi dla osób o niższych dochodach. Alternatywą byłaby racjonalizacja wydatków i wprowadzenie realnej progresji na dochodach budżetowych z podatku dochodowego, takie postulaty są jednak w III RP tabu, podobnie jak zaspokojenie głodu mieszkań i stabilizacja ich cen w drodze programu komunalnego budownictwa mieszkaniowego, które jest realizowane nawet w hiperliberalnym Zjednoczonym Królestwie (rzeczywiście ze szczególnym uwzględnieniem znacznie socjalniejszej pod tym względem Szkocji).
Niesławny bękart poll taxu
Przykład UK jest zresztą w ogóle pouczający, zobaczmy bowiem ile obecnie płacą Anglicy i jak rosła kwota Council Tax, czyli brytyjskiego odpowiednika podatku katastralnego w ciągu ostatnich 15 lat. Został on wprowadzony, gdy protesty społeczne obalając poll tax – przewróciły jednocześnie ówczesny rząd Margaret Thatcher. W poniższej tabeli znajdziecie Państwo uśrednioną kwotę dla stawki D, uznawanej za przeciętną w skali od A (wartość nieruchomości poniżej £27.000 w Szkocji, £40.000 w Anglii oraz £44.000 w Walii) do H (odpowiednio powyżej £212.001 w Szkocji i £320.001 w Anglii) oraz dodatkowej dla Walii I (powyżej £421.001).

Co ważne – w Szkocji stawki Council Taxu były zamrożone od 2007 r., co było spełnieniem obietnicy ówczesnego premiera, Alexa Salmonda. W 2025 r., a więc tuż po jego śmierci zostały znów uwolnione, w związku z czym w niektórych regionach skoczyły od razu aż o 15 proc.
III RP – kraj próbnych i tymczasowych podatków
Przecież dokładnie tak samo będzie w III RP, gdy okaże się, że nagle podatek katastralny trzeba będzie płacić nie od trzeciego, ale od drugiego mieszkania. A potem od każdego. Na początek pewnie nieco mniejszy, z ulgą i gwarancją stałej stawki. A później to już pójdzie! Dalej – sądzicie, że podatek katastralny ukróci praktykę kupna mieszkań na wynajem? Nic bardziej mylnego. Za jakiś czas wystarczy drobna zmiana, by tak jak w UK, podatek płacili użytkownicy (w tym najemcy) mieszkań, a nie ich właściciele. Na pewno znajdzie się masa wyjaśnień czemu tak będzie sprawiedliwiej, jeszcze je przeczytamy na X i FB, możemy być pewni.
Że co, że kraczę i znowu marudzę? No pewnie, lepiej wierzcie tym, którzy w 1991 roku wprowadzili na próbę niski i przyjemny PIT, w 1993 r. – na próbę! – dołożyli niski i przyjemny VAT, a w 2011 r. – tymczasowo i próbnie! – podnieśli go do obecnej wysokości.
A zatem wszystkiego nisko przyjemnego oraz tymczasowo przyjemnego z nowym podatkiem katastralnym. I do kolejnych jego rocznic, rozszerzeń i podwyżek.
Konrad Rękas



Bzdury! Podatek katastralny jest niezbędny!!!!!!
Na razie ograniczają miejsca, w których można się budować (odległość od szkoły itd.). Wydaje się to niezbędne ze względu na depopulacje. Tylko większe ośrodki będą wstanie jeszcze przez jakiś czas dostarczać infrastrukturę oraz usługi niezbędne to względengo utrzymania poziomu życia.
Żeby ściągnąć ludzi z prowincji do metropolii potrzebne jest duża liczba relatywnie tanich nieruchomości i działek w większych miastach.
Podatek katastralny w pierwszej kolejności będzie dotkliwy dla blisko 2 milionów pustostanów, które nie są ani wystawione na sprzedaż ani wynajmowane. Przez co nie zaspokajają potrzeb mieszkaniowych nikogo.
Zapłacą flipperzy oraz duże fundusze inwestycyjne, posiadające 10tki i więcej mieszkań ponieważ wzrost ich cen(który już wyhamował) nie będzie rekompensować wzrostów kosztów utrzymania nieruchomości. W Polsce w wielu miastach są nowe wielkie budnyki mieszkalne z 30 i więcej mieszkaniami, z których czynnie zamieszkane jest kilka. Reszta czeka na dalsze wzrosty cen jako lokata kapitału.
A klientów jest z każdym rokiem tylko mniej.
Jeżeli kataster wejdzie przyspieszy proces drenażu prowincji na rzecz metropolii. Procesu, którego chyba nie da się już zatrzymać co więcej być może nie powinniśmy nawet tego chcieć.
I to z powodów humanitarnych. Samotna starość na pustej wsi to już problem tej skali, że właściwie społeczny.
Modelowy głos globalistycznego trolla, który przynajmniej nawet nie udaje, że podatek katastralny jest po prostu podatkiem wywłaszczeniowym, czy wręcz wywłaszczeniowo-deportacyjnym. Jak to się pięknie wpisuje w postulaty „Raportu z Żelaznej Góry”, by zlikwidować własność prywatną domów i mieszkań oraz opustoszyć prowincję i stłoczyć ludzi w miastach (gdzie łatwiej ich kontrolować).
A tak poza tym to liczba mieszkańców wsi rośnie, a nie maleje:
https://300gospodarka.pl/news/gus-narodowy-spis-powszechny-wyniki
Oraz oto zinstytucjonalizowane przyczyny promocji katastra:
https://businessinsider.com.pl/nieruchomosci/podatek-katastralny-w-polsce-mfw-chce-nowej-oplaty-dla-wlascicieli-mieszkan/r01ctph
Już abstrahując od tego, ile krzywdy ludzkiej wywołałby podatek katastralny. Bo utrata rodzinnego domu (często należącego do danej rodziny od pokoleń) i konieczność spakowania manatków i wyjazdu w nieznane, wykończyłoby nie tylko starców (tych na pewno), ale niejednego Polaka w sile wieku. A sprawa dotyczyłaby przecież milionów ludzi. Mielibyśmy zniszczenie tradycyjnych lokalnych polskich społeczności uformowanych na przestrzeni pokoleń i jakąś wymuszoną wędrówkę ludów. Hitler i Stalin od razu się przypominają.
„A tak poza tym to liczba mieszkańców wsi rośnie, a nie maleje:
https://300gospodarka.pl/news/gus-narodowy-spis-powszechny-wyniki”
Proszę z uwagą przeczytać to, co Pan linkuje. W tym tekście wyraźnie stoi, że to jest efekt „rozlewania miast”. Więc nie mówimy o wsi tak naprawdę tylko o obrzeżach miast, które tylko formalnie mają status wsi, ale z wsią nie mają niczego wspólnego. Są po prostu przyszłymi osiedlami miast, tak jak niegdyś łódzkie Stoki czy później Wiskitno. Prawdziwe wsie niestety pustoszeją i czeka nas wizja dystopijna niczym w Interstellar – za 50-60 lat ludzie będą mieszkali w wielkich miastach a na wsi będą jeździły autonomiczne kombajny, nad którymi będzie czuwał jeden cieć z umiejętnościami programistycznymi w małym domku na kilkanaście kilometrów.
Natomiast sytuacja, w której istnieją fundusze skupujące po kilkadziesiąt mieszkań na raz i destabilizujące rynek musi zostać rozwiązana. Podatek katastralny od którejś nieruchomości (do dyskusji od której) i najlepiej nieodziedziczonej to jedno z rozwiązań.
Mam pewne wątpliwości co do ,,siłowego” pozbawienia Polaków nieruchomości, oczywiście stopniowo, rok po roku. W rynek mieszkaniowy nie trzeba ingerować. Wyrzucić prawo budowlane do kosza (z małymi wyjątkami), pozwolić ludziom budować co chcą i niskimi kosztami (zlikwidować unijne normy, które jeszcze obecnie zaostrzono), obniżyć vat i koszty pracy. I co najważniejsze: reforma pieniądza. Oprzeć złotego na złocie. Brak inflacji to chęć oszczędzania. Teraz w dobie szaleństwa pustego pieniądza ludzie zamiast oszczędzać kupują nieruchomości. Gospodarczo w tych czasach nic nie będzie normalne, póki jest pieniądz fiducjarny.
Nie rozumiem utożsamiania podatku katastralnego z siłowym pozbawianiem Polaków nieruchomości gdy scenariusz zakłada taki podatek od którejś nieruchomości.
Zresztą nie trzeba żadnego siłowego pozbawiania Polaków nieruchomości. Koszty utrzymania domu z roku na rok rosną w tak zastraszającym tempie, że ludzie sami zaczną sprzedawać domy. Na przykład nie widzę by ktoś się oburzał, że od ubiegłego roku obowiązek dotyczący przeglądów kominiarskich wygląda tak, że muszą być 4 wizyty w roku, jeśli pali się węglem. Czyli zamiast tak jak w każdych normalnych realiach 1 raz w roku, gwoli bezpieczeństwa przed czy po sezonie grzewczym, tak co 3 miesiące trzeba wzywać kominiarza. To jest multiplikacja kosztów by palenie węglem było jak najmniej opłacalne, bo w przypadku pompy ciepła nadal trzeba wzywać kominiarza 1 raz w roku.
Czy w rynek mieszkaniowy nie trzeba ingerować? Cóż, ja już dawno temu wyrosłem z libertarianizmu i nie żywię przekonania, że państwo nie powinno w żaden sposób i w żadnym wypadku ingerować w pewne kwestie. Tym bardziej, że jako zwolennik własności prywatnej dostrzegam, że została zaburzona struktura wartości własności prywatnej w społeczeństwie m.in. przez gagatków mających po kilkaset mieszkań. Przez grupę osób monopolizujących rynek nie tylko wystrzeliły ceny mieszkań – wystrzeliły koszty wszystkiego. Ruszyła z kopyta budowlanka przez co cena remontu małej klitki jest obecnie horrendalna. Niech nikt mi nie wmawia, że cena układania metra płytek wynika z kosztów prowadzenia działalności, bo to jest nieprawda wynikająca z braku doświadczenia w prowadzeniu JDG. To kredytobiorcy, deweloperzy i masowo inwestujący w nieruchomości na przetrzymanie czy najem nakręcili spiralę wzrostów cen usług remontowo-budowlanych, materiałów budowlanych etc. Pamiętam doskonale ile wynosił ZUS 10 lat temu i ile płaciło się za murowanie, docieplanie, biały montaż, płytkowanie etc. Byłem z tym na bieżąco. Jeśli w niektórych usługach mamy pięciokrotne lub nawet wyższe wzrosty kosztów na przestrzeni 10 lat to nie, nie jest to wina podatków ani żadnych unijnych norm, bo chyba wiemy o ile wzrosły obciążenia podatkowe. Nie, nie pięciokrotnie.
Z tego też powodu Pana narracja o „pozwolić ludziom budować co chcą” jest chybiona – proszę zwrócić uwagę, że od kilku lat można budować domy do 70m2 bez pozwolenia. I co? I nic. Buduje się ich śmiesznie mało i bynajmniej nie dlatego, że to jest za mały metraż. Są również gotowe projekty za grosze, przez które biurokracja jest o wiele łatwiejsza. I domów buduje się coraz mniej, bo głównym hamulcowym są nawet nie koszty zakupu ziemi, które też są chore, ale przede wszystkim koszty wykończenia. To one doprowadziły do sytuacji, w której byle klatka z balkonem i bramą na pilot jest nazywana apartamentem i kosztuje 600k w zapyziałej Łodzi. A Pan Zdzich, który jeszcze 10 lat temu jeździł starym Transporterem i łapał każdą fuchę bez narracji w stylu „za tyle to mi się nie opłaca nawet schylać” tylko z szacunkiem do klienta jest teraz przedsiębiorcą, któremu zarobków zazdroszczą np. lekarze przez kilka pierwszych lat swojej pracy. Albo duża część programistów. Bo Pan Zdzich naprawdę nie ma wielkiego problemu by wyciągnąć 20k miesięcznie na rękę, skoro płaci mu deweloper a deweloper weźmie pieniądze, które ludzie mu dadzą z kredytu. Kołowrotek trwa dopóty jest kogo doić pod względem zdolności kredytowej. Pan powie – prawo popytu i podaży. Ja mówię – chora rzeczywistość, w której wysoko wykwalifikowany, ciągle doszkalający się pracownik ratujący komuś życie i posługujący się sprzętem za setki tysięcy złotych albo utrzymujący istotne dla funkcjonowania całego społeczeństwa systemy informatyczne zarabia mniej niż ktoś, kto (taka jest tendencja) raczej rzucał w szkołę kamieniami, potrafi robić coś, czego wyuczenie się na przyzwoitym poziomie zajmuje max miesiąc praktyki (i to gdy się jest mniej rozgarniętym), używa narzędzi za stosunkowo niewielkie pieniądze a jego odpowiedzialność zawodowa jest na praktycznie zerowym poziomie. I gdyby jeszcze za tym szła wysoka jakość jako tendencja dla branży, to może byłby jakiś punkt zaczepienia, ale niestety tak nie jest. No i skoro tak wielka grupa ludzi nagle zaczęła mielić i wydawać na rynku tak wielkie pieniądze i sztucznie pompować całą gospodarkę (a to tylko jedna z części mechanizmu sztucznego pompowania), to mamy wszyscy efekty w postaci ogromnych wzrostów kosztów w każdym sektorze.
Także podsumowując – jeśli dzięki zmianie przepisów podatkowych właściciele kilkudziesięciu czy kilkuset mieszkań zaczną je wyprzedawać, co choć zahamuje proces tego skretynienia cenowego na całym rynku w każdym sektorze, przez co uczciwie pracujący ludzie tracą to jestem jak najbardziej za i nie będę stawiał libertariańskich paradygmatów ponad rzeczywistością. Jeśli ma Pan lepszy pomysł to chętnie się zapoznam i może nawet zmienię zdanie. Ale niech ten pomysł będzie z tych możliwych do zrealizowania we w miarę krótkiej perspektywie czasowej, więc bez propozycji o pieniądzu opartym na złocie, bo to się nie ma prawa wydarzyć dopóki nie dojdzie do jakiejś globalnej hekatomby lub po pokoleniach pracy u podstaw i zmianie mentalności.
W zasadzie zgadzam się z panem Sułkowskim.
Pan Panie Spostrzegawczy chyba nie jest aż tak spostrzegawczy jak się Panu wydaje. Wieś wyglda dziś tak:
https://smoglab.pl/wies-widmo-pokazuje-co-nas-czeka/
Tylko 8% ludzi, którzy tam żyją, żyją z rolnictwa:
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Coraz-mniej-zatrudnionych-w-rolnictwie-a-alternatywy-czesto-brak-Dochodzi-do-pustynnienia-wsi-8540959.html
Ogólna populacja Polski zmniejsza się dramatycznie i utrzymanie infrastruktury i usług na tak dużym obszarze jest bardzo trudne o ile możliwe. No chyba, że chce Pan czekać na karetkę tyle co do lekarza specjalisty. Konsolidacja w oraz wokół większych ośrodków jest nieunikniona.
Co do samego katastra powinien on (lub inny podatek) dotyczyć kolejnych nieruchomości z pominięciem nieruchomości zaspokajającej potrzebę mieszkaniową. Gotów jestem zgodzić się na wylączenie z tego podatku takiej liczby nieruchomości ile wynosi liczba osób na utrzymaniu jednego gospodarstwa – w skrócie dla pracującego małżeństwa będą to dwie, dla małżeństwa z trójką dzieci pięć.
W ten sposób nie naruszymy integralności i struktury własności siedzib rodowych oraz pozwolimy ludzipom zabezpieczać przyszłość dzieci. Natomast duże fundusze inwestycyjne posiadające dziesiątkio i setki nieruchomości, które są wyłączone z rynku ponieważ stanowią zabezpieczenie kapitału, mogą zapłacić.Albo wypuścić owe nieruchomości na rynek. To samo dotyczy flipperów.
Jeżeli myśli Pan, że w pół roku nie da się obniżyć w miastach wojewódzkich cen mieszkań o 50% to nie przemyślał Pan sprawy dość głęboko. Samych pustostanów w Polsce mamy niecałe 2 miliony. W samej Warszawie 200 tysięcy. Gdyby to trzeba było sprzedać szybko to byłby krach cenowy.
Ceny i tak zaczęły juz spadać co jest nieuniknione przy liczbie zgonów na poziomie 400 tysięcy rocznie. Nawet jeżeli tyko 10% ze zmarłych zwalnia nieruchomości to jest to 40 tysięcy czyli średnio 3 tysiące miesięcznie w skali Polski. Oczywiście w niektórych miastach więcej a w innych mniej (we wspomnianej Łodzi podobno jest w tej chwili na wystawionych na sprzedaż więcej mieszkań niż zostało sprzedanych przez ostatnie 5 kwartałów).
Wracając do katasra. Trzeba koniecznie wprowadzić go szybko, żeby uwalnić wspomniane mieszkania i domy w większych ośrdodkach i umożliwić (nie zmusić – bo kataster na pierwsze lokum nie powinien obowiązywać) ludziom z prowincji możliwie szybkie przeniesienie się bo można śnić i postulować, że da się uratować małe mieściny w Polsce ale się nie da. Demografia jedzie jak walec.
Proszę spojrzeć na Ząbkowice Śląskie:
https://zabkowice.pl/wiadomosci/demografii-nie-oszukamy/TKXufKNDSWxTAQm67jaH
„W 2024 roku w Ząbkowicach Śląskich zarejestrowano jedynie 74 urodzenia. Warto jednak zauważyć, że aż 69 z tych przypadków stanowiły transkrypcje aktów urodzenia dzieci, które przyszły na świat poza granicami Polski. Oznacza to, że faktycznie w ząbkowickim Urzędzie Stanu Cywilnego zarejestrowano zaledwie 5 dzieci, w tym 3 dziewczynki i 2 chłopców.”
5 dzieci w 2024… zmarło 377 osób. I podobnie jest w wielu miejscach. I przepraszam jaką przyszłość Pan widzi dla tej piątki?
Co prawda każde może mieć własne przedszkole… jest ich bowiem 5 w mieście Frankensteina + 6 szkół podstawowych (w tym dwie z oddziałami przedszkolnymi):
https://bip.zabkowiceslaskie.pl/artykul/60/42/wykaz-placowek-oswiatowych
Jaką przyszłość widzi Pan dla tych nauczycieli?
Proszę przestać gadać głupoty i zacząć myśleć jak rozwiązać problemy, które nie są odległą przyszłością tylko już od jakiegoś czasu namacalną teraźniejszością.
A co do globalistów – to nikt mnie chyba tak jeszcze nie określił. Nie wiem czy to bardziej głupie czy absurdalne. Choć może zwyczajnie Pan żartował?
W każdym razie liberalizm to zaraza, globalizm nie działa a Pan nie ma pojęcia co się dzieje w Polsce i co z tym zrobić Panie „Spostrzegawczy”.
Wystarczyłoby wprowadzić zasadę „moja własność, moja sprawa” i umożliwić dowolne wywalanie najemców. nagle 2 miliony nieruchomości byłoby do wynajęcia na rynku i ceny najmu radykalnie by spadły. Byłoby to z korzyścią także dla najemców.
Oczywiście istnieje grupa ludzi, która nie wynajmuje z obawy przed lokatorami ale to mniejszość. W Polsce blisko milion osób ma zyski z wynajmowania mieszkań. Lęk przed lokatorami to problem szczątkowy moim zdaniem.
A ceny wykończeniowek, usług remontowo budowlanych nie są czasami wysokie z powodu małej podaży usługodawców? Bo większość zwłaszcza tych najlepszych wyjechała na zachód? Bo wielu miała już dość użerania się z naszą biurokracją. Nawet w takiej Szwecji jak mi mówił znajomy, traktują cię jak uczciwego człowieka jak prowadzisz działalność a nie jak potencjalnego przestępcę
A przecież zdegradowalismy prawie 30 lat temu kształcenie zawodowe, zawodówki
Słuszne uwagi ale np. we Francji regulacje są jeszcze gorsze.
Na początku wzrostu cen nieruchomości było to zapewne jedną z przyczyn, ale trzeba pamiętać, że deweloperzy niejako zarezerwowali fachowców na bardzo długie terminy blokując możliwości zwykłym zjadaczom chleba. Później natomiast, gdy wielu zorientowało się jak intratna jest branża budowlana, zajmujących się tym pojawiło się więcej firm zajmujących się wykończeniami (trudno zakładać, że jest inaczej, skoro rosła liczba oddawanych budynków etc.).
Co zaś się tyczy biurokracji – ja zdaję sobie sprawę, że koszty zatrudnienia pracowników przy JDG są naprawdę wysokie, ale przy odpowiedniej księgowej (a to jest koszt raptem 200-300 zł miesięcznie) cała papierkowa robota spada na nią i w budowlance to nie są jakieś wielkie problemy.
@Marcin Sułkowski
Wygląda na to, że ceny mieszkań we wspomnianej przez Pana Łodzi mocno lecą w dół (i to bez podatku katastralnego), jeśli wierzyć – przedstawiającemu się jako spec od nieruchomości – niejakiemu Goldmannowi:
https://x.com/PrzemekGoldmann/status/1901793184834854962
Nie tylko w Łodzi ale fakt, że Łódź być może będzie pierwszym dużym miastem ze spektakularnymi promocjami.
https://bithub.pl/inwestycje/nieruchomosci/ceny-nieruchomosci-w-krakowie-wroclawiu-i-lodzi-spadaja-poploch-deweloperow/
Pieniądz zawsze jest fiducjarny. Wiara w to, że złoto ma wartość tylko dlatego, że nie można w łatwy sposób zwiększyć jego ilości na rynku jest wyłącznie wiarą w to, że złoto ma wartość. Nadanie wartości jakiemukolwiek środkowi płatniczemu jest aktem performatywnym.
@Marcin Sułkowski
Rzeczywiście, nie doczytałem tekstu w linku.
Co do opodatkowania funduszy skupiających masowo mieszkania, to po prostu prawnie zakazać takiego procederu lub opodatkować, ale nie podatkiem katastralnym. W Berlinie doszło wręcz do czegoś dalej posuniętego – wywłaszczono (zmuszono do sprzedaży) takie firmy z mieszkań:
https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/berlin-mieszkancy-zadecydowali-ze-mieszkania-trafia-do-wladz-miasta-koniec-patologii/mq6ct6w
Wprowadzenie podatku katastralnego, choćby i dla wspomnianych funduszy, to uczynienie wyłomu i otwarcie puszki Pandory. Tylko kwestią czasu będzie, jak ten podatek zostanie rozszerzony na kolejne grupy, a ostatecznie na wszystkich Polaków.
Już abstrahuję od tego, że ceny budowy domów i mieszkań oraz ich utrzymania i tak będą szybowały w kosmos z powodu ratowactwa planety i drastycznie zmniejszą ich dostępność. Już sobie np. wyobrażam, jak sztucznie zawyżane ceny energii wpłyną na ceny materiałów budowlanych, których produkcja jest energochłonna. Panowie Zdzichy ze szpachelkami będą wtedy najmniejszym problemem.
„Wprowadzenie podatku katastralnego, choćby i dla wspomnianych funduszy, to uczynienie wyłomu i otwarcie puszki Pandory. ”
Tak jak rozdawanie mleka w szkole dzieciom natychmiastowo skutkuje tym, że wszyscy kończymy w łagrze (przynajmniej Korwin tak mówił). Argument z równi pochyłej jest najczęściej niepoprawny ponieważ ignoruje celowość pewnego rozwiązania sugerując, że owo rozwiązanie wyjdzie poza ów cel. Tylko, że trudo jest znaleźć odpowiedni przykład w historii.
Oczywiście istnieje technika „gotowania żaby” żeby zmienić mental społeczny ale trzeba to odróżniać.
Jakaś grupa społeczna może kłamać w sprawie swoich celów, żeby nie przestraszyć społeczeństwa ale jak się dokłądnie poszukać ostateczne cele zawse się ustali i one istnieją od początku.
Tak więc wprowadzenie katastra od kolejnych nieruchomości, w celu zwiększenia liczby tychże dostępnych na rynku, żeby zabezpieczyć potrzeby mieszkaniowe ludzi nie doprowadzi to wprowadzenia katastra na podastwową nieruchomość. Nie ma podstaw, żeby tak sądzić.
To że po latach korwinistycznej propagandy, każda regulacja jest traktowana jako de facto wprowaadzenie totalitaryzmu w wersji komunistycznej to wiem, ale z korwinizmu się wyrasta.
Właśnie, że mamy dane historyczne w odniesieniu do podatków dochodowych. Wprowadzano je około 100 lat temu oficjalnie jako przywracające sprawiedliwość dla bogatych. Z czasem objęły wszystkich obywateli. To samo będzie z katastrem. Zresztą deficyty budżetowe są tak rozdęte, że władza nie ma wyjścia.
Tak jak nie miała wyjścia by podnieść wiek emerytalny ale się z tego wycofała. Inna sprawa, że dla bezdzietnych to bym dowalił (z wykluczeniem kliku zawodów) wiek emerytalny na 70.
A co do podatku dochodowego – w Polsce nie płacą go najbiedniejsi(do 30k rocznie), de facto młodzi (do 26 roku życia) i jeszcze kilka grup także ruch w drugą stronę też jest możliwy i zachodzi, gdy się orientujemy, że gdzieś przegieliśmy.
https://www.money.pl/gospodarka/posel-ko-mowi-nie-podatkowi-katastralnemu-sam-posiada-12-mieszkan-7133558521248256a.html
Oto spersonifikowane przyczyny sprzeciwu wobec katastra.
Ja nie mam 12 mieszkań i jestem przeciw. Z powodów opisanych wyżej.
Istniej wiele powodów, dla których trzeba wprowadzić ten podatek z zbazpieczeniem. Kataster nie powinien obejmować podstawowego miejsca zmieszkania i ewentualnie liczby nieruchomości równej liczbie osób na utrzymaniu (dzieci).
Pan Sułkowski opisał je powyżej i ja dodałem kilka groszy.
Podatek katastralny jest niezbędny!!!!!!
Nie wiem skąd pogląd o konieczności wprowadzenia podatku katastralnego. Przecież system podatkowy w Polsce jest i tak restrykcyjny, biorąc pod uwagę ,,szarego” obywatela. Budżet jest rozdęty, wydatki zbyt duże, marnotrawstwo ogromne: zbędne urzędy, fundusze, przetargi, etc. Po co sięgać po jedyny trwały majątek obywateli czyli po nieruchomości? Brniemy w kierunku skansenu gospodarczego.
Wartość nieruchomości jest ściśle związana z demografią, która jest w takim stanie, że twierdzenie, że to trwały majątek jest absurdalne.
WIĘKSZOŚĆ nieruchomości w Polsce jest w tej chwili niesprzedawalna. Poza miastami wojewódzkimi i kilkoma okolicznymi to za chwile będą same pustostany. Trzeba jakoś resztki tych ludzi ściągnąć do miast, żeby nie poumierali tam w samotności.
Ale w jakim celu? Trochę tej inżynierii społecznej za wiele.
W skrócie żeby mieli dostęp do usług publicznych i nie umierai czekając na karetkę albo z braku prądu przez miesiąc bo nie będzie ludzi, którzy na prawią linie po większej burzy.
Pan zdaje się nowy w diagnozach demograficznych w Polsce.
Ten podatek ma zastąpić podatek od nieruchomości. Nie jest dodatkowy Pytanie tylko jaka wielkość jaka stawka
Coś wyjątkowo dużo jest zwolenników dodatkowego opodatkowania Polaków. Nikt nie pisze o olbrzymich kosztach funkcjonowania państwa, o ogromnych i zbędnych w części zakupach broni, o zagmatwaniu systemu i ochronie podatkowej, o dziwo, wielkich koncernów. Jeżeli niektórzy twierdzą, że podatek katastralny powinien być, to może należy zlikwidować podatek dochodowy, kosztowny dla państwa i dla MŚP.
„Nikt nie pisze o olbrzymich kosztach funkcjonowania państwa, o ogromnych i zbędnych w części zakupach broni”
Być może dlatego, że zakupy te nie są zbędne. Ogólnie nie jesteśmy w sytuacji jakoś przesadnie pro-pokojowej w naszej cześci świata.
Proszę więc napisać artykuł w obronie podatku katastralnego, z uwzględnieniem zbędnych kosztów funkcjonowania państwa. Chcemy poznać Pana argumenty w tej materii. Rozpoczniemy wtedy nową dyskusję ale już na bazie Pana artykułu. Artykuł proszę wysłać na adres: lumajaroslaw@gmail.com. Opublikujemy na Konserwatyzm.pl
Dziękuję za propozycję ale popełniłem już długą notkę w komentarzu tutaj. Artykuł byłby tylko jej powieleniem, także nie wydaje się potrzebny.
Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję za propozycję.
Zdecydowanie lepiej jest w dyskusji z artykułem.
W zasadzie prowadzimy tu dyskusje z artykułem 🙂
Ale zaskoczenie że wielkich starają się bronić, że wielkich się boją. Choćby np polskiego KGHM, gdzie teoretycznie istnieje tzw zwarta grupa wyborcza którą łatwo zmobilizować np podczas wyborów – ilość związków zawodowych tam chyba bije rekordy
Dlatego patologie które tam występują też biją wszelkie rekordy światowe. Tego po prostu nie da się opisać
Ma też swoje zalety czy logikę. Jak chcesz żeby państwo cały twój majątek chroniło to zapłać mu za to. Im masz większy tym płać więcej
Pytanie tylko czy taki podatek ma obecnie sens w naszym kraju
Najpierw napisał Pan jaki ma sens ten podatek („chcesz żeby państwo cały twój majątek chroniło to zapłać mu za to. Im masz większy tym płać więcej””, żeby w następnym zdaniu zapytać: ” Pytanie tylko czy taki podatek ma obecnie sens w naszym kraju”
Sam sobie Pan odpowiedział jaki sens ma ten podatek. Przyznam, że nie rozumiem o jaki sens Pan pyta?
Jego wprowadzenia na miłość boską.
Jak sobie odpowiedziałem? Nie jestem specjalistą od prawa podatkowego. Może prof. Modzelewski zabrałby głos
Chyba powinien Pan jeszcze kilka razy przeczytać to co sam Pan napisał.
@Colbert
„Wartość nieruchomości jest ściśle związana z demografią, która jest w takim stanie, że twierdzenie, że to trwały majątek jest absurdalne.
WIĘKSZOŚĆ nieruchomości w Polsce jest w tej chwili niesprzedawalna. Poza miastami wojewódzkimi i kilkoma okolicznymi to za chwile będą same pustostany. Trzeba jakoś resztki tych ludzi ściągnąć do miast, żeby nie poumierali tam w samotności.”
Jeszcze raz potwierdza Pan, że celem wprowadzenia podatku katastralnego ma być przygotowanie na wędrówkę ludów z prowincji do miast. A czy pytał Pan ludzi tam żyjących, czy chcą zamienić swoje domy choćby i w takich Ząbkowicach Śl. na jakieś klitki w dużych miastach?
Wszystkie wsie i miasteczka w Polsce nie wymrą, tak jak wspomniane Ząbkowice, a jeśli mają wymierać, to niech to się stanie naturalnie, a nie za pomocą sztucznego wyrywania tych ludzi z ich lokalnych społeczności.
W dzisiejszych czasach dojeżdżanie do pracy z prowincji do średniego lub dużego miasta (dajmy na to kilkadziesiąt kilometrów), nie stanowi (dopóki UE nie odbierze Polakom samochodów) większego problemu i ludzie to robią, skoro – jak sam Pan zresztą wspomniał – tylko około 10% pracuje w rolnictwie. To samo tyczy się dojeżdżania do lekarzy czy sklepów (zresztą teraz wszystko można zamówić przez neta). Dzieci rodzi się coraz mniej i szkoły są zamykane, ale zawsze znajdzie się jakaś szkoła w promieniu kilkunastu czy dwudziestu paru kilometrów, do której dziecko można dowieźć samochodem (jeśli nie ma autobusu). Nie ma żadnej przesłanki za tym, że prowincjusze w większości i dobrowolnie zostawią swoje domy z ogrodami, a następnie będą walili do dużych miast, żeby mieszkać w klitkach i mieć usługi publiczne, które w dzisiejszych czasach (przy dzisiejszej technice) na prowincji też da się zorganizować (tu największą przeszkodą może być UE).
„Tak więc wprowadzenie katastra od kolejnych nieruchomości, w celu zwiększenia liczby tychże dostępnych na rynku, żeby zabezpieczyć potrzeby mieszkaniowe ludzi nie doprowadzi to wprowadzenia katastra na podastwową nieruchomość. Nie ma podstaw, żeby tak sądzić.
To że po latach korwinistycznej propagandy, każda regulacja jest traktowana jako de facto wprowaadzenie totalitaryzmu w wersji komunistycznej to wiem, ale z korwinizmu się wyrasta.”
Są podstawy, żeby tak sądzić, bo III RP jest państwem z agenturalną elitą służącą NWO i jak coś złego ma się stać, to się stanie.
Nie jestem korwinistą (choć rzeczywiście, kilkanaście lat temu, miałem korwinistyczny epizod). I żeby było ciekawiej, w tamtym czasie Korwin ciepło wypowiadał się o podatku katastralnym.
„Natomast duże fundusze inwestycyjne posiadające dziesiątkio i setki nieruchomości, które są wyłączone z rynku ponieważ stanowią zabezpieczenie kapitału, mogą zapłacić.Albo wypuścić owe nieruchomości na rynek. To samo dotyczy flipperów.”
A dlaczego musi to być koniecznie podatek katastralny? Można to zrobić jak w Berlinie, albo opodatkować bez katastru. Ale w Polsce i zagranicą (MFW) są środowiska, które koniecznie grzeją temat katastru. I to od lat 90. Tylko, że teraz znalazły sobie nowy pretekst do jego wprowadzenia – niedostępność mieszkań w miastach i ściąganie ludzi z prowincji (dla ich „dobra”, oczywiście, żeby „mieli dostęp do usług publicznych” i „nie umierali w samotności”).
„Samych pustostanów w Polsce mamy niecałe 2 miliony. W samej Warszawie 200 tysięcy.”
Jest to zwykła manipulacja. Większość tych pustostanów, to rudery niezdatne do zamieszkania.
https://www.rp.pl/nieruchomosci/art37310911-puste-stoja-wiejskie-ruiny
Poza tym większość pustostanów jest w zasobach państwa. Fragment artykułu z 2022 r.:
„Rząd PiS pracuje nad podatkiem od niezamieszkanych mieszkań (pustostanów). Robi to w myśl popularnej wśród części publicystów tezy, że ważnym czynnikiem odpowiadającym za wysokie ceny mieszkań jest zjawisko kupowania ich „spekulacyjnie” czy „inwestycyjnie” i pozostawiania pustymi, aby ich wartość rosła wraz ze wzrostem cen nieruchomości.
Teza ta jest jednak bezsensowna, bo zakłada, że właściciel dobrowolnie rezygnuje z dochodu z najmu na poziomie kilku procent rocznie, który nie koliduje z korzyściami czerpanymi ze wzrostu cen nieruchomości.
Dane pokazują zależność dokładnie odwrotną. Im w danym powiecie ceny mieszkań są wyższe, tym mniejsze w nim udziały pustostanów we wspólnotach mieszkaniowych i spółdzielniach.
Aż 58% wszystkich pustostanów pozostaje w zasobie państwowym – komunalnym, zakładów pracy, Skarbu Państwa i TBS
Dlatego tam, gdzie ceny są wysokie (Sopot, Warszawa, powiat tatrzański, Gdańsk), odsetki pustostanów są niskie, a tam, gdzie pustostanów jest wiele (powiat radomszczański, augustowski, otwocki), ceny są niskie albo umiarkowane.
Tym, co determinuje ceny mieszkań (poza np. kurortami), są przeciętne płace. W miastach wojewódzkich wysokość średniego wynagrodzenia tłumaczy aż 88% różnic cen mieszkań pomiędzy nimi”.
https://bank.pl/najmniej-pustostanow-w-rekach-prywatnych-najwiecej-w-zasobach-panstwa-opodatkowanie-pustych-mieszkan-nie-ma-sensu/
„Jeszcze raz potwierdza Pan, że celem wprowadzenia podatku katastralnego ma być przygotowanie na wędrówkę ludów z prowincji do miast. A czy pytał Pan ludzi tam żyjących, czy chcą zamienić swoje domy choćby i w takich Ząbkowicach Śl. na jakieś klitki w dużych miastach?
Wszystkie wsie i miasteczka w Polsce nie wymrą, tak jak wspomniane Ząbkowice, a jeśli mają wymierać, to niech to się stanie naturalnie, a nie za pomocą sztucznego wyrywania tych ludzi z ich lokalnych społeczności.”
Tu nie chodzi o to, żeby wyrwać ich na siłę, tylko żeby stworzyć warunki w których takie przeniesienie będzie w ogóle w ich zasięgu. Nigdzie nie napisałem nic o przymusowych przesiedleniach tylko o zwiększeniu liczby mieszkań i innych nieruchomości (i obniżeniu ceny) dostępnych w większych ośrodkach. Nikt nie musi wybierać klitki, domy na przedmieściach rozlewających się dookła miast też wchodzą w grę. Chodzi mi wyłącznie o daleką prowincję, której utrzymanie staje się z czasem niemożliwe. Przy zmniejszajacej się populacji oczekiwanie na karetkę/straż/policje będzie z czasem nieakceptowalne dla bezpieczeństwa wielu ludzi na prowincji.
Utrzymanie infrastruktury (wszyskie zerwane po burzach linie itd.) będzie kosztowne i czasochłonne.
Pisze Pan:
„Nie ma żadnej przesłanki za tym, że prowincjusze w większości i dobrowolnie zostawią swoje domy z ogrodami, a następnie będą walili do dużych miast, żeby mieszkać w klitkach i mieć usługi publiczne, które w dzisiejszych czasach (przy dzisiejszej technice) na prowincji też da się zorganizować (tu największą przeszkodą może być UE).”
No niestety nie. Niektóre się da, ale wspomniane przeze mnie niżej karetki itd. już nie. Poza tym dochodzą jeszcze problemy z izolacją społeczną. Będę o tym jeszcze pisać.
Oraz: „W dzisiejszych czasach dojeżdżanie do pracy z prowincji do średniego lub dużego miasta (dajmy na to kilkadziesiąt kilometrów), nie stanowi (dopóki UE nie odbierze Polakom samochodów) większego problemu i ludzie to robią, skoro – jak sam Pan zresztą wspomniał – tylko około 10% pracuje w rolnictwie. ”
Tak ale po pierwsze mówimy o wsiach, które są de facto przedmieściami oraz nie wolno zapominać, że ponad 40% wszystkich bezrobotnych to mieszkańcy wsi. Na samej wsi zas mieszka 40% ogółu spoleczeństwa wliczając to faktyczne przedmieścia, na które wyprowadzają się młode bogatsze małżeństwa. Gdyby je odliczyć można by zobaczyć obarz nędzy. Najlpiej byłoby pomóc tym ludziom na miejscu ale bez dzieci się nie da na dłuzszą metę a depopulacja wsi zachodzi najszybciej.
Co do: „Dzieci rodzi się coraz mniej i szkoły są zamykane, ale zawsze znajdzie się jakaś szkoła w promieniu kilkunastu czy dwudziestu paru kilometrów, do której dziecko można dowieźć samochodem (jeśli nie ma autobusu).”
To już niebawem nie będzie wchodzić w grę ponieważ władza już w tej chwili planuje wykluczyć możliwość budowania się tak daleko od szkół: https://next.gazeta.pl/pieniadz/7,188932,31700735,w-tych-miejscach-mozesz-juz-nie-zbudowac-domu-wchodza-nowe.html
Co jest dodatkowym argumentem za UŁATWIENIEM ludziom przenoszenia się do większych ośrodków.
Dlaczego nie podatek od nieruchomości kolejnych nieruchomości tylko kataster od kolejnych? Doładnie z tego powodu, który Pan napisał: „Większość tych pustostanów, to rudery niezdatne do zamieszkania.”
Czyli jak ktoś będzie mieć ruderę po prababci w Pana propozycji zapłaci tyle samo co człowiek, który trzyma mieszkanie w doskonałej lokalizacji. Kataster od kolejnych nieruchomości nie wprowadzi takich absurów.
Dodakowo w nisprzedawalnych lokalizcjach (na dalekiej wsi) ułatwi konsolidację majątków rolników: ci którzy będą chcieli wyjechać będą mieli mniejszy problem ze sprzedarzą swoich pól ze względu na to, że ci, którzy będą chciali kupić nie będą bali się katastra a podatku od kolejnej nieruchomości już by się bali.
Oczywiście co do nieruchomości w rękach skarbu państwa, to przypomnę lub poinformuję, że: „Opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości nie podlegają również nieruchomości stanowiące własność Skarbu Państwa” nie widzę powodu dlaczego kataster miałby je objąć. Rozumiem jednak, że chodzi Panu o to, że po prostu nieruchomości w rękach skarbu państwa nie będą wystawione na rynek po wprowadzeniu katastra od kolejnej nieruchomości. Owszem nie będą i tymi nieruchomosciami trzeba (lub nie) zająć w inny sposób. Niewiele rzeczy da się załatwić jedną decyzją, niewiele problemów rozwiązać jedną ustawą. To są złożone rzeczy i tu podnoszę tylko kwestię rozwiazania problemu częściowo w konkretnym aspekcie. To wszystko.
Wiele kobiet już wyjechało ze wsi przez co mężczyźni nie mają szans na znalezienie żon:
https://www.money.pl/gospodarka/gdzie-sa-te-kobiety-wyjechaly-do-miasta-a-mezczyzni-zostali-na-wsi-dysproporcja-w-liczbie-rosnie-6535537994995841a.html
https://www.salon24.pl/u/stop-masowej-imigracji/1329737,jezeli-chcemy-w-polsce-dzieci-to-mlode-kobiety-musza-wrocic-na-wies
I co Pan powie tym meżczyznom między 20 a 40 rokiem życia, którzy nie mają szans na zanlezienie żon ani na przeniesienie się do miast. Przecież nie zagna Pan kobiet spowrotem na wieś. Konskwencje obyczajowo moralne przy nadwyżce młodych kobiet w wi ększych metropoliach są doskonale znane – Kraków jest stolicą s*xturystyki na tę część świata:
https://www.salon24.pl/u/glos-pokolenia-90/1289250,polska-tajlandia-europy-masowa-seksturystyka-nad-wisla
I jest to głównie związane z wyrwaniem młodych kobiet ze wsi, dla których nie ma mężczyzn, z którymi mogłyby stowrzyć związki bo jest ich za dużo. To powoduje, że muszą obniżać oczekiwania, żeby w ogóle mieć szanse na jakąś relację z drugim człowiekiem (a dodatkowo w ostatnich latach doszła do tego wielka emigracja młodych kobiet Ukrainy co już w ogóle czyni sytuacje dramatyczną). Spodziewam się, że drugą stroną medalu będzie alkoholizm u mężczyzn na wsi ale tu badań nie znam.
Co do: „Są podstawy, żeby tak sądzić, bo III RP jest państwem z agenturalną elitą służącą NWO i jak coś złego ma się stać, to się stanie.”
Polecam świetną książkę: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5096576/psychologia-teorii-spiskowych
Na koniec raz jeszcze napiszę: nikt nie chce nikogo zmuszać do niczego w tej materii (no może rząd trochę chce ale władza zasadniczo jest od tego, żeby zmuszać ludzi do różnych rzeczy) chodzi o zwiększenie możliwości dla tych ludzi, którzy jednak nie chcą w ciemności i samotności przeżyć ostatnich 30lat swojego życia. To są bardzo złożone problemy, które Pan trochę za bardzo upraszcza a propozycja za którą się opowiadam rozwiazauje je tylko częściowo. No ale jak już wspominałem trudno jednym pomysłem rozwiązać jakikolwiek złożony problem w całości. Można jednak zrobić cokolwiek w dobrą stronę. Zawsze komuś się pomoże.
Dwie moje odpowiedzi się nie pojawiły, dlaczrgo?
Wpadły do spamu. Nie wiem dlaczego.
Proszę zostawić tylko pierwszy a resztę skasować jeżeli to nie problem 🙂 To powielanie tego samego.
Z jakiegoś powodu moja długa odpowiedź dwa razy nie weszła. Odniosę się taraz krócej to niektórych tylko rzeczy, może ta wejdzie?
Pisze Pan:
“Jeszcze raz potwierdza Pan, że celem wprowadzenia podatku katastralnego ma być przygotowanie na wędrówkę ludów z prowincji do miast. A czy pytał Pan ludzi tam żyjących, czy chcą zamienić swoje domy choćby i w takich Ząbkowicach Śl. na jakieś klitki w dużych miastach?
Wszystkie wsie i miasteczka w Polsce nie wymrą, tak jak wspomniane Ząbkowice, a jeśli mają wymierać, to niech to się stanie naturalnie, a nie za pomocą sztucznego wyrywania tych ludzi z ich lokalnych społeczności.”
oraz
“To samo tyczy się dojeżdżania do lekarzy czy sklepów (zresztą teraz wszystko można zamówić przez neta). Dzieci rodzi się coraz mniej i szkoły są zamykane, ale zawsze znajdzie się jakaś szkoła w promieniu kilkunastu czy dwudziestu paru kilometrów, do której dziecko można dowieźć samochodem (jeśli nie ma autobusu). “
Odpowiadam:
Zdaje sie Pan sugerować, że ja chcę tych ludzi jakoś przymuszać do przeprowadzki. Nigdzie tego nie napisałem. Pisałem, że kataster nie powinien dotyczyć pierwszej nieruchomości – więc pytam skąd Pan wziął ten zarzut? Chcę tylko zwiększyć liczbę dostępnych nieruchomości w dużych miastach by uczynić możliwym przezs zminiejszenie cen I większenie liczy dostępnych nieruchomości. Wioski które są de facto przedmieściami powinny funkcjonować dalej I rozrastać się by zapewnieć możliwość mieszkania nie w klitce. Proszę więc nie stawaić fałszywej tezy o tym, że kogoś do czegoś chcę przymuszać w tej materii – akuret w tej materii ze nie chcę, chcę tylko zwiekszyć możliwości ludzi ze wsi.
Mam dla Pana złą wiadomość, uniemożliwianie mieszkania w takich lokalizacjach już się zaczęło:
https://www.infor.pl/prawo/nowosci-prawne/6863819,nowelizacja-strata-wartosci-dzialki-przez-zakaz-budowy-domu-plan-ogolny-blisko-szkola-blisko-las.html
Co do okazjonalnych wypadów lekarza to zrozumiałe – ale co z regularną rechabilitacją, która czasem jest potrzebna? Co z innymi usługami? Planowanie z dwutygodniwym wyprzedzeniem wizyty do fryzjera może I nie jest końcem świata ale jak się doda do tego konieczność przejechania kiludziesięciu kilometrów to już nie musi być tak wesoło. Nie mam problemu, jeżeli ktoś chce tak żyć ale! Nie chcę utrudniać zmiany lokalizacji, tym którzy chcialiby żyć inaczej.
Może poprzednia odpowiedź wejdzie więc odpowiadam dalej cząstkowo (dwie dłuższe nie wesły):
Pisze Pan:
“Nie ma żadnej przesłanki za tym, że prowincjusze w większości i dobrowolnie zostawią swoje domy z ogrodami, a następnie będą walili do dużych miast, żeby mieszkać w klitkach i mieć usługi publiczne, które w dzisiejszych czasach (przy dzisiejszej technice) na prowincji też da się zorganizować (tu największą przeszkodą może być UE).”
Odpowiadam:
Część powodów już podałem. Kolejnym jest samotność. Zwłaszcza mężyzn. Kobiety znacznie cześciej migrują do większych ośrodków w celu znalezienia lepszego życia. Powoduje to dwie patologie za jenym zamachem: niedobór kobiet na wsiach, przz co wielu mężczyn nie ma nawet szansy poznać jakiejkolwiek kobiety, żeby znaleźć sobie żonę. Druga patologia to nadmir kobiet w miastach, gdzie zwłaszcza te z prowincji nie mając punktów odniesienia doświadczają wykorzystania przez ludzi pokroju pasuta a Kraków stał się Tajlandią tej części Europy zwłaszcza dla Anglików. Szansa na przeniesienie się mężczyzn do miast to szansa dla nich I dla młodych meżczyzn. No chyba, że chce Pan zapędzić kobiety na wieś, żeby rozwiązać ten problem.
“Są podstawy, żeby tak sądzić, bo III RP jest państwem z agenturalną elitą służącą NWO i jak coś złego ma się stać, to się stanie.”
Polecam książkę: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5096576/psychologia-teorii-spiskowych
Pisze Pan:
“A dlaczego musi to być koniecznie podatek katastralny? Można to zrobić jak w Berlinie, albo opodatkować bez katastru. Ale w Polsce i zagranicą (MFW) są środowiska, które koniecznie grzeją temat katastru. I to od lat 90. Tylko, że teraz znalazły sobie nowy pretekst do jego wprowadzenia – niedostępność mieszkań w miastach i ściąganie ludzi z prowincji (dla ich „dobra”, oczywiście, żeby „mieli dostęp do usług publicznych” i „nie umierali w samotności”).”
Dlaczego kataster? Żeby Pan, gdy odziedziczy pan po prababci 35metrowe mieszkanie, na które zostanie nałożony podatek płacił jednak mniej niż właściciel 150 metrowego apartamentu w centrum Warszawy.
@Colbert
„Dlaczego kataster? Żeby Pan, gdy odziedziczy pan po prababci 35metrowe mieszkanie, na które zostanie nałożony podatek płacił jednak mniej niż właściciel 150 metrowego apartamentu w centrum Warszawy.”
Ale ja nie miałbym z tego powodu żadnych frustracji, ani żadnej zawiści. Za to co do podatku katastralnego mam mnóstwo obaw i nadal obstaję przy swoim, że jego wprowadzenie – najpierw dla posiadaczy wielu mieszkań – w III RP prędzej czy później zostałoby rozszerzone na wszystkich Polaków. Więc skoro da się zbić ceny mieszkań innymi formami opodatkowania lub/i wywłaszczeniami firm nimi spekulujących, jak w Berlinie, to należy tak właśnie postąpić.
A poddaństwo względem globalistów i namiestnicze oblicze elity III RP nie jest żadną teorią spiskową, tylko faktem (podpartym przerażającymi skutkami widocznymi prawie we wszystkich dziedzinach życia narodowego, poczynając od wymierania, o którym Pan pisze).
III RP, ten pokraczny bękart zrodzony z żydomasońskiej spermy, to od samego swego powstania maszynka do mielenia narodu polskiego. Osobiście uważam, że jeśli nasz naród będzie istniał za 150 lat, to ówcześni polscy historycy uznają datę 1989 za straszniejszą, niż daty 1655, 1795 i 1939 razem wzięte.
@Colbert
„Tak więc wprowadzenie katastra od kolejnych nieruchomości, w celu zwiększenia liczby tychże dostępnych na rynku, żeby zabezpieczyć potrzeby mieszkaniowe ludzi nie doprowadzi to wprowadzenia katastra na podastwową nieruchomość. Nie ma podstaw, żeby tak sądzić.”
Na Litwie właśnie to zastosowali. Miał być podatek katastralny tylko dla najbogatszych, a teraz będzie dla wszystkich. Nie ma powodu, by sądzić, że nasi demoliberalni okupanci, którzy nas gnoją od 36 lat i nam czegoś takiego nie zafundują.
https://x.com/KoronaWarszawa/status/1987479184319426590
Ale zaskoczenie że wielkich starają się bronić, że wielkich się boją. Choćby np polskiego KGHM, gdzie teoretycznie istnieje tzw zwarta grupa wyborcza którą łatwo zmobilizować np podczas wyborów – ilość związków zawodowych tam chyba bije rekordy
Dlatego patologie które tam występują też biją wszelkie rekordy światowe. Tego po prostu nie da się opisać
Panie Colbert, jakie problemy chce pan rozwiązywać metodami administracyjnymi? Alkoholizmu, samotności na wsi? To już było…to jakaś zabawa w bodziec prawno-finansowy?
Państwo nie gwarantuje już „strefy usług publicznych” nigdzie, równię pochyłą tej „strefy” obserwuję od środka od lat.
A powinno gdyż na organizację takowej pobiera daniny od każdego „luda pracujacego miast i wsi” i każdy niezależnie gdzie mieszka powinien mieć do niej dostęp.
Nie wyręczajmy tych gogusi (tzn. „polityków”) jak chcą iść po najlżejszej linii oporu.
Nie zapędzimy ludzi na wieś bo pomijając jest, że jest to trudne jest to również bez sensu. Natomiast faktycznie pomóc bezrobotnym i samotnym alkoholikom przenieść się do miast do pracy można spróbować. Można też ich zostawić. Nadmiar kobiet w miastach (ten nadmiar spowodowany jest przez te kobiety co już ucieły ze wsi oraz tych co przyjechały z Ukrainy) będzie uniemożliwiać kobietom stworzenie rodziny. Oczywiście ten nadmiar kobiet będzie również demoralizujący dla mężczyzn, którzy nie muszą już zabiegać o kobiety ponieważ zdesperowanych jest wystarczająco dłużo.
Duża dysproporcja w liczbie kobiet i mężczyzn w każdą stronę powoduje patologie.
Oczywiście możemy z tym nic nie robić i nie zastanawiać się jak rozwiązać ten problem ale nie jestem pewien kto jest wtedy „gogusiem”.
Swoją drogą najzabawniejsze w tym wszysktim jest to, że wszyscy w tych dyskusjach zawsze walą w kataster ale równocześnie nie proponują nawet rozwiązania problemu, którego rozwiazanie proponuję przez kataster. Ok może jest to pomysł o umiarkowanej skuteczności ale akurat w omawianej sprawie brak działania jest kontrskuteczny i patologia będzie się tylko pogłębiać.
Więcej alko na wsiach oraz więcej łatwego s*xu w miastach. Piękny świat po prostu.
Alkoholizm, tyle że ukryty jest wiekszy w miastach. Wieś to już dawno nie jest gospodarstwo rodzinne tylko „przedsiębiorstwa” rolne, tu nikt nie ma czasu na chlanie. Sam mieszkam na wsi, mam 5 km do Biedronki, 1 km do paczkomatu, już nie wspomnę o dostępności usług typu fizjoterapeuta.
PRL był w stanie zapewnić obsługę „usług publicznych” dla ludniejszej niż teraz prowincji, 3 RP zwala na „demografię”, mogliby jeszcze na Putina
Nie w tym rzecz- w podatku katastralnym nawet pośrednio nie chodzi o rozwiązywanie problemów o których mówisz. Polskie elity polityczne nie myślą takimi kategoriami w ogóle, wierz mi.
Pisząc komentarz zaradczy upadkowi prowincji też nic z tym nie robisz, tylko uspokajasz swoją „społeczną wrażliwość”.
Bowiem Twoja sprawczość (tak jak moja) w tym zakresie jest zerowa.
„Alkoholizm, tyle że ukryty jest wiekszy w miastach. ” Mieszkańcy wsi w Polsce częściej borykają się z problemami związanymi z nadużywaniem alkoholu, choć statystyki dotyczące chorób alkoholowych nie zawsze jednoznacznie wskazują na wyższy wskaźnik w porównaniu z mieszkańcami miast. Badania pokazują, że na terenach wiejskich niebezpiecznie pije ponad 85% dorosłych mężczyzn, a alkohol jest często postrzegany jako remedium na problemy psychiczne, co prowadzi do jego nadużywania. Statystyki dotyczące choroby afektywnej dwubiegunowej wskazują, że niemal 30% pacjentów wybiera alkohol zamiast leczenia.
Z drugiej strony, analizy dotyczące alkoholowej choroby wątroby wykazują, że częstość hospitalizacji z powodu tej choroby była wyższa w miastach niż na wsiach, choć w obu środowiskach odnotowano wzrost liczby przypadków w ostatnich latach.
Dodatkowo, mieszkańcy wsi rzadziej korzystają z badań profilaktycznych i porad lekarskich, co może wpływać na niedoszacowanie rzeczywistej skali problemu.
https://ppm.edu.pl/docstore/download/UMB78b996b63ced46669f0615fbeb816748/0000060528-wcag.pdf?entityType=article
https://radioolsztyn.pl/alkoholizm-na-wsi-i-w-mniejszych-miejscowosciach-posluchaj-audycji-porozmawiajmy-o-zyciu/01529070
Podsumowując, choć mieszkańcy wsi częściej nadużywają alkoholu, to statystyki dotyczące chorób alkoholowych nie zawsze jednoznacznie wskazują na wyższy wskaźnik w porównaniu z mieszkańcami miast.
Sprawczość nigdy nie jest zerowa chyba, że ktoś jest w śpiączce (a i tu nie jestem pewien ponieważ nasze przeszłe działania mają teraźniejsze skutki). Codziennie podejmujemy decyzje i w rozmowach oddziałujemy na innych, którzy mogą ustosunkować się do tego co mówimu.
Nie sądze by to Pan miał na myśli ale stwierdzenie, że ma się „zerową sprawczość” to ucieczka od odpowiedzialności za wspólnotę w której się żyje typowe dla postsowieckich zdemoralizowanych społeczeństw.
Niestety również teksty w stylu „Polskie elity polityczne nie myślą takimi kategoriami w ogóle, wierz mi” sugerują jakąś ekskluzywną wiedzę lub przeciwnie (to będzie linia oborny) wiedzę powszechną, której głupi rozmówca nie rozumie. To oczywiście ten sam profil osobowościowy co „zerowa sprawczość”.
Inna sprawa, że zanim uda się zrobić cokolwiek, żeby ludzi ze wsi uratować oni już zwyczajnie wymrą:
https://forsal.pl/kraj/artykuly/9765839,demografia-polska-wies-wymiera-najszybciej-w-europie-rekordowy-spade.html
I może tak musi być.
Na koniec jeszcze do sprawczości, Panie Suchar, nasz tu wojowniczy nihilisto. Jeżeli moje wpisy nic nie znaczą, to Twoje również i skoro jesteś tego świadom to po co piszesz? Przecież to bez sensu. Jak coś jest bez sensu to tego nie rób tego! No chyba, że Pan wierzy, że napisanie ma jednak jakiś sens, bo może np. Pan mnie do czegoś przekonać, ale jeżeli tak, to i ja mogę kogoś przekonać a wtedy pisanie ma sens. Oj wpadł Pan w stary jak myśl ludzka problem, jeżeli ma Pan racje, to jej Pan nie ma. Gratuluję, biorąc pod uwagę dostępność wiedzy i ewidentne przekonanie o własnej mądrości to dość spektakularne.
Panie Colbert, nieładnie tak imputować homo sovieticus. Ja Pana sylwetki nie charakteryzowałem.
Polskie elity polityczne przypadkowo trochę znam (zawodowo) od środka, mają mentalność baby z magla.
Obserwuję ten portal od jakichś dwudziestu lat (z małymi przerwami), wcześniej poszerzałem swoją wiedzę dzięki niemu, od dawna już jednak korzystam z niego rozrywkowo, jako taka nieco odskocznia od codziennosci. Wpisy zamieszczam z nudów po prostu.
Pozdrawiam Pana
Proszę więc o pisanie artykułów na ten portal, to podniesiemy poziom dyskusji. Zachęcam już kolejną osobę ale zwykle kończy się na krytyce.
Czy nie jest jednak tak, że sam fakt, że jeden artykuł wywołał wielką serie komentarzy i dyskusji nie świadczy o dobrej jakości artykułu albo chociaż o umiejętnym ujęciu ważkich spraw?
Panie Suchar, akurat co do homo soviticus to zastrzegłem, że nie sądzę, żeby o to codziło. Co do nihilizmy gotów jestem tego bronić. Oczywiście nie mówię tego ze złej woli i mam nadzieję, że nie dojdzie między nami w poźniejszych dyskusjach do pozameryturycznych uwag.
Z pełnym szacunkiem,
Colbert
Panie Colbert, proszę bronić nihilizmu, nieco Panu ułatwię: jestem tylko byłym patriotą.
Polacy to dla mnie już raczej naród historyczny, jak Jaćwingowie. Był i znikł.
Co do wspólnoty: żadnej takiej w Polsce nie ma, jedynie wirtualna polegajaca na oglądaniu tego samego kanału tv (seniorzy) lub śledzeniu tych samych kanałów YT (pozostali). A poza tym- Ameryka pełną gebą, dla jednych ma to być Teksas (z „wartościami”) a dla innych- Kalifornia (też ze swoimi „wartościami”). Realnie wyszły Hawaje: też mają swoje różne ludowe tradycje a nawet mieli swoich królów jak Polacy. Inny klimat jedynie („sorry, taki mamy klimat” jak prawiła „polska elita polityczna”).
Pozdrawiam Pana
Panie Suchar, dziękuję za „auto-da-fe „. Proszę pamiętać, że własny pogląd wyznacza perspektywe a to pociąga za sobą określone wartościowania.
Z tezą o tym, że Polacy to „naród historyczny” polemizować nie będę bo jest za dużo przekonujących argumentów, że tak jest. Pytanie co z tej masy ludzkiej może powastać o ile cokolwiek bo depopulacja zachodzi u nas wyjątkowo szybko. Ludzie bez celu i tożsamości nawet nie chcą mieć dzieci udając tylko, że o coś im w życiu chodzi. Robią kariery, piszą książki, wygłaszają wykłady, gromadzą majątki… tylko dają również jasny przekaz światu, że nie warto jest by ludzkość w ogóle istniała dalej. Nawet tytuły profesorskiej tego lambadziarskiego tłumu nic nie znaczą. Wszystkie te kariery, osiągnięcia i odznaczenia to tylko inne formy konsumpcji zaspokająjące wielkie ego małych ludzi.
Może musimy wymrzeć? Tylko z tego powodu, że nie chcemy żyć.
Europę zawsze dziesiątkowały jakieś zarazy ale Czarna Śmierć Głupoty- tego jeszcze nie grali.
„Ale jaja ale jaja” jak mawiał klasyk „polskiej elity politycznej”.
Przynajmniej obserwujemy coś bezprecedensowego, żadna tęga starożytna głowa nie mogła przewidzieć, że Europa tak zidiocieje.
Czyli jest widowisko: trochę śmiesznie, trochę straszno
To jest więcej niż zidiocenie. To zanik woli życia. Ameby udające inteligentnych ludzi nie mający nic interesującego do powiedzenia, niezdolni do poświęceń ani nawet jakichkolwiek ważniejszych czynów, wykastrowani, słabi i nudni.
Banda bezpłodnych konserwatystów pouczająca w przekonaniu o własnej moralnej wyższości bandę nienawidzących samego istniania lewicowców lub niezdolnych w ogóle do silniejszych uczuć liberałów. Oto nasza rzeczywistość.
Interesujące jest to czy mieliśmy kiedyś podobny przypadek zaniku woli trwania. Może Rzym po Konstantynie? Sprawę trzeba by zbadać. Co prawda oni nie znaleźli lekarstwa ale przynajmniej został jakiś mit po nim. Na grobie Juliusza Cezara ludzie do dziś kładą kwiaty.
Także Pani Suchar myślę, że wrażliwość i diagnozy mamy podobne ale ja jeszcze chciałbym zawalczyć. Kupić trochę czasu bo może ktoś znajdzie coś co nas jako cywilizacje uratuje. A ostatecznie jeżeli jedyną godnością jaką możemy osiągnąć jest odejść nie poddając się mimo nieuniknionej klęski to niech to o ile szczątki woli życia czy, mówić bardziej brutalnym filozofem, woli mocy jeszcze jakieś w nas są trzeba zawalczyć. Odchodzić będzie lżej.
Oj memento.
Zidiocenie jest bezprecedensowe, nie przypominam sobie żeby nawet w schyłkowym Imperium systemowo wtłaczano „adopcję” psiunciów zamiast licznego (najlepiej męskiego) potomstwa.
Pozdrawiam Pana
To trudniejsza sprawa, ale Oktawian Agust wywłaszczał wlaścicieli ziemskich co odbijało się na dzietności (musiał osadzić wiernych wteranów na tych ziemiach) a taki Neron to był bydlak jakich mało, wziął nawet ślub z kastratem.
I koń mógl zostać senatorem za cesarstwa.
Także nie wydaje mi się właściwe romantyzowanie tamtego czasu, miał on wiele patologii ale fakt swoich własnych. My mamy swoje, być może na tyle duże, że to już ostatnie patologie w historii ludzkości.
Pozdrawiam serdecznie!