80 milionów czyli dyskusja o państwie

Zamiast wypominać sobie wzajemnie niedociągnięcia i błędy rząd i opozycja powinny odpowiedź na pytanie – dlaczego Polska musi płacić karę nałożoną na przez Komisję Europejską w wysokości 80 mln euro za niezgodne z przepisami wydanie środków finansowych na niskoobszarowe gospodarstwa rolne – zmienić na dyskusje o funkcjonowaniu naszego państwa, które pod wpływem norm narzuconych przez UE nasze administracji publicznej, rozsypuje się jak domek z kart. Artykuł niniejszy traktuję jako bardzo niedoskonałą próbę wstępu czy raczej obywatelskiego głosu w takiej dyskusji. Dlatego na wstępie przypomnę fakty  , o których nikt dotychczas (ku mojemu zdumieniu) nie pisał. Punkt pierwszy: w 2002 roku GUS przeprowadził Powszechny Spis Rolny, w którym m.in. zdefiniowano co to są gospodarstwa niskoobszarowe oraz obliczono ich ilość. Punkt drugi: w 2004 roku Polska zostaje członkiem Unii Europejskiej. Punkt trzeci: ARMiR – Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która powstała w 1994 roku – tworzy własny rejestr gospodarstw rolnych, który ma w pierwszym rzędzie zapewnić dopłaty dla rolników, wypłacanych przez UE. . W związku z powyższymi faktami należałoby postawić następujące pytania: : jak definiuje gospodarstwo rolne GUS a jak ARMiR – czy są to definicje identyczne, czy przeciwnie różnią się miedzy sobą. Zwracam uwagę, ze dane z ARMiR przekazywane są do Komisji Europejskiej, natomiast dane z GUS  do EURISTATU instytucji, która przy pomocy skomplikowanych wskaźników wyznacza kształt polityki rolnej w ramach UE. Jak wiadomo dane z ARMiR różnią się od danych z GUS. Dlaczego, co należy zrobić by te dane były identyczne, dlaczego definicja gospodarstwa rolnego jest inna w każdej instytucji zajmującej się rolnictwem? Jednak to nie wszystko, bowiem należałoby również sprawdzić jakimi metodami obliczano wielkość gospodarstw w ramach PSR z roku 2002 i w ARMiR – jeżeli były one różne – a według mojej wiedzy były, to problem jest o wiele bardziej skomplikowany bo dotyczy nie tylko wielkości gospodarstw, ale metody ich obliczania. Innymi słowy w III Rzeczpospolitej zaczyna działać, coś w rodzaju znanego z fizyki paradoksu Heisenberga, wielkość zmienia się w zależności od tego czym i jak ja mierzymy. Punkt czwarty: w 2010 roku GUS przeprowadza Powszechny Spis Rolny. PSR z 2010 roku jest wykonywany radykalnie innymi od tego z 2002, pytania jakie należałoby postawić są następujące: czy w ramach tworzenia bazy danych konfrontowano wielkości gospodarstw rolnych znajdujących się w rejestrach ARMiR, jeżeli tak to czy sklasyfikowano różnice w pomiarach i w wynikach. Punkt piąty: Zarówno GUS jak i ARMiR korzysta z rejestru gospodarstw rolnych Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii – dlaczego od pięciu lat urząd ten nie przedstawił nowej ustawy o geodezji, która definiowałaby w sposób ostateczny czym jest gospodarstwo rolne jak definiuje się i oblicza jego wielkość itd. Pytania można ciągnąć w nieskończoność. Afera z 80 milionami może skłonić zarówno rząd i opozycję do przeanalizowania totalnego bałaganu panującego w rejestrach klasyfikujących gospodarstwa rolne, ale także sklasyfikować te rejestry, które są całkowicie bezużyteczne a na których utrzymanie wydajemy dziesiątki milionów rocznie. Chciałbym zwrócić uwagę, że PSR z 2010 r był pierwszym spisem rolniczym realizowanym od czasu przystąpienia Polski do UE, co obligowało Polskę do przestrzegania w jeszcze większym stopniu niż dotychczas norm informacyjnych i informatycznych obowiązujących w UE. Między innymi PSR z 2010 roku zakładał zmianę dotychczasowego systemu identyfikacji przestrzennej i przejście
z przyporządkowania obszarowego (obwody spisowe) do przyporządkowania punktowego
– punkty adresowe ze tzw. współrzędnymi x, y. Przyporządkowanie punktowe miało  zadanie umożliwić bardziej elastyczne grupowanie danych na potrzeby statystyki na dowolnie małych obszarach oraz prowadzenie bardzo skomplikowanych analiz geostatystycznych. Jeszcze ważniejszy jest fakt, że metoda przeprowadzenia PSR w 2010 roku był – jak na warunki polskie – rewolucyjna: otóż po raz pierwszy w historii polskiej statystyki przyjęto założenie zastosowania metody złożonej z ściągania danych z rejestrów publicznych, badaniu pełnym, t.z.w krótki formularz wypełniany w Internecie, i badaniach reprezentacyjnych. Piszę o tym dlatego, ze w trakcie zbierania danych przez GUS musiano stworzyć protokół rozbieżności między danymi zawartymi w ARMiR a danymi zawartymi w rejestrach GUS –u. Analiza tych rozbieżności powinna pomóc rządowi polskiemu w ewentualnych negocjacjach z KE. Jednak najważniejszym wnioskiem z tej afery, jest próba odpowiedzi na pytanie: dlaczego w Polsce istnieje co najmniej kilkanaście rejestrów w których znajdują się dane o gospodarstwach rolnych i ich wielkościach? Co powoduje, ten stan chronicznej redundancji czyli powtarzalności danych. Przypomnijmy, że po 1989 r. wylansowane hasło liberalizmu streszczające się w sloganie im mniej państwa tym lepiej zostało zaaplikowane do gwałtownej i szybkiej informatyzacji administracji publicznej, która odbywała się w warunkach całkowitej wolności „gospodarczej”. Sektor prywatny wywierał skutecznie presje na  eliminacje funkcji nadzorczych demokratycznego państwa prawa nad jego infrastruktura informacyjną, która -  z uwagi na niekomercyjny charakter – była domeną władz publicznych. Z chwila pojawienia się wielkiego popytu na informatyzacje (czyli automatyczne przetwarzanie informacji), tym segmentem dóbr publicznych zainteresowały się firmy informatyczne podporządkowując  proces informatyzacji swoim interesom. Im więcej rejestrów tym więcej kontraktów dla firm. Teoria „liberalizmu” usprawiedliwiła i sankcjonowała faktyczną kolonizacje informacyjną państwa przez sektor prywatny .Innymi słowy dobro publiczne jakim jest informacja podporządkowano interesom prywatnym. W ten sposób, na poziomie informatycznej struktury państwa, doszło do symbiozy azjatycko-sowieckiego modelu przepływu informacji w administracji publicznej z skrajnie liberalnym dogmatem firm domagających się – skutecznie – aby władze zrezygnowały z funkcji nadzorczych sprawowanych dotychczas przez nią nad infrastruktura informacyjną państwa. Proces opanowywania struktury informatycznej administracji publicznej przez firmy prywatne został wzmocniony także przez reformę samorządową będącą  bezdyskusyjnym ustrojowym sukcesem rządu premiera Mazowieckiego.  Jednak w sferze informacyjnej, krążenia informacji i jej wymiany skutki tej reformy były katastrofalne. W epoce przedkomputerowej, w wielu krajach administracja korzystała z druków i formularzy jednolitych dla wszystkich jednostek organizacyjnych, zwykle drukowanych centralnie i rozsyłanych następnie do poszczególnych komórek. Wprowadzenie nowoczesnych technologii i prawie jednoczesna reforma samorządowa sprawiło, ze każdy urząd mógł sam drukować dowolne formularze. Skoro mógł – robił to. Nieuchronnie pojawiały się różnice w dokumentach i informacjach obsługujących te same procedury administracyjne w różnych jednostkach organizacyjnych. Informatyzacja zamiast wzmocnić integracje państwa, przyspieszyła jego dezintegracje, doprowadzając do tego, że urzędy nie mogły ze sobą normalnie współpracować tylko musiały wynajmować przedsiębiorstwa, które za odpowiednią opłatą budowały skomplikowane urządzenia informatyczne umożliwiające integracje tej samej informacji, która jest jednak  inaczej zapisywana (czy to w formie elektronicznej czy papierowej) w każdym powiecie gminie czy województwie i dlatego wymaga powtórnej obróbki. Azjatycki model informacyjny obowiązujący w III Rzeczpospolitej funkcjonuje także do dzisiaj w centralnych organach państwa. Wiele cech obecnego systemu administracji publicznej powiela rozwiązania systemowe z lat 70-tych ubiegłego wieku. Reforma administracyjna z 1975 roku usankcjonowała w strukturze administracyjnej dominacje interesów resortowych i w efekcie doprowadziła do głębokiej dezorganizacji administracji terenowej.. Nieumiejętność – lub raczej systemowa niemożność – myślenia w kategoriach relacyjnych (poziomych) jest cechą charakterystyczną kultury urzędniczej (szczególnie  centralnej) w Polsce. Musimy także pamiętać, ze wszelki rozwiązania antyresortowe napotkają potężny opór ze strony gremiów centralnej biurokracji rządowej, wśród kierowników branżowych instytucji i jednostek organizacyjnych pragnących pozostać w układach resortowych. Te lobby resortowe ujawniło się podczas reformy administracyjnej – w zamyśle właśnie antyresortowej -  przeprowadzonej za rządów premiera Buzka. N.p środowiska związków zawodowych próbowały odzyskać kontrolę nad wojewódzkimi funduszami pracy i powiatowymi urzędami pracy. Lobbystom udało się wyrwać Ochotnicze Hufce Pracy spod kontroli samorządu wojewódzkiego i oddać je na powrót pod nadzór Ministerstwa Pracy. Jakie są konsekwencje tego swoistego syndromu resortowości ? W trakcie kolejnej polemiki o KRUS, premier Tusk stwierdził – nie zdając sobie sprawy, ze jego słowa definiują jedna z głównych patologii III Rzeczpospolitej – , że „należałoby najpierw zdefiniować czym jest gospodarstwo rolne”. Zgadzam się z premierem, jednak wypada zauważyć, że istnieje wiele definicji pojęcia gospodarstwa rolnego : nieco inne są jego definicje w statystyce, w różnych rejestrach systemu  IACS, systemie podatku rolnego, KRUS, co powoduje że wymiana informacji pomiędzy nimi jest niemożliwa. Definicja gospodarstwa rolnego nie jest problemem intelektualnym, lecz politycznym, bowiem za każda definicja stoją interesy poszczególnych resortowych biurokracji, Ministerstwa Finansów, Rolnictwa, GUS-u. Inną konsekwencją syndromu resortowości jest nadmiar identyfikatorów informacyjnych takich jak PESEL, NiP, REGON, identyfikator ZUS-u i.t.d. Polska jest krajem o największej liczbie identyfikatorów w Europie i co ważniejsze każda reforma, która próbuje ten stan rzeczy zmienić jest zwalczana wspólnymi siłami firm i biurokratów. Zawłaszczenie sfery informacyjnej administracji  – która z definicji jest dobrem publicznym – przez firmy prywatne, azjatycki model relacji pomiędzy państwem i obywatelem, oraz postępująca z każdym rokiem dekompozycja informacyjna państwa doprowadziły do zjawiska nazywanego „spiralą dezintegracji”, które polega na tym, ze niewielkie początkowo niespójności systemów informatycznych utrwalają się i upowszechniają w wyniku braku współdziałania pomiędzy nimi co powoduje rosnące koszty ich eksploatacji i rosnącym z każdym dniem bałaganem za który będziemy płacić coraz więcej

 Piotr Piętak 

M.G. 

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *