Tomczak: Polska i Ukraina – konflikt cywilizacji.

Kilka dni temu nastąpił bestialski atak ukraińskiego zwyrodnialca na polskich księży. Nie będę uderzał w tony „publicystyki z trotylem w długopisie” – ale jeśli już mamy nakreślić analogię to z koliszczyzną i hajdamakami, nie zaś z rzezią wołyńską.
Politycy i publicyści związani z liberalnym mainstreamem głoszą bliskość kulturową Polaków i Ukraińców nie dlatego, że stoją za taką tezą jakieś argumenty. Robią tak w poszukiwaniu racjonalizacji swoich dążeń do przekształcenia jednonarodowego charakteru państwa polskiego. Spotkałem się z argumentem, że bliskość obu narodów wyraża się w tym, iż oba walczą z imperium. Tyle że gdyby przyjmować takie kryterium, bliskość łączyłaby Polaków z plemionami afrykańskimi, które przeciwstawiały się kolonizatorom.
Żeby wypowiadać się na temat możliwości koegzystencji przedstawicieli różnych kultur czy odmiennych cywilizacji należy odrzucić pryzmaty sympatii i doraźności. Perspektywa cywilizacyjna jest po prostu rozsądniejsza i ponadczasowa. Wskutek jej przyjęcia pies przestaje wyprowadzać swojego właściciela na spacer.
Przywykliśmy traktować rzeź wołyńską jako potworną, straszliwą, lecz incydentalną sytuację w dziejach współistnienia Polaków i Ukraińców. A może była ona tylko wyjątkowo jaskrawym, wyniesionym do rozmiarów karykaturalnych wyrazem myślenia w kategoriach plemiennych, tak charakterystycznego dla cywilizacji turańskiej? Znamienny jest właśnie plemienny charakter przemocy, której na przestrzeni wieków dopuszczali się Ukraińcy, ale też stadna jedność, jaką ważni ukraińscy politycy wykazali po odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu. Jest ona równie imponująca z powodu intuicyjnego utożsamienia z własnym państwem, jak oburzająca z powodu zbiorowego i bezkrytycznego bronienia zbrodniarzy, tylko dlatego, że byli to „nasi” zbrodniarze.
Antytezą plemienności jest personalizm – charakterystyczna cecha cywilizacji łacińskiej. Najpełniej wyraża się w nim szacunek dla każdego człowieka, z jego odmiennością. Jednocześnie cywilizacja łacińska wykształciła normy pozwalające zachować odpowiednią relację jednostki do wspólnoty, zupełnie inny niż ten, który proponują zwolennicy poglądów indywidualistycznych, jak też całkowicie odmienny od tego narzucanego przez zbiorowości plemienne. Myślenie w kategoriach zbiorowych cechuje także choćby cywilizację bizantyjską. Koneczny podkreślał związek protestantyzmu z cywilizacją bizantyjską – wierni zwracają się do Pana Boga używając zaimka „my”, nie zaś „ja”.
Obecne wśród Ukraińców są odwołania do tradycji hajdamackiej – zaznaczmy, że skłonność do racjonalizacji przemocy, napaści i brutalności okolicznościami społeczno-politycznymi jest niejako paralelna w przypadku wypraw hajdamackich oraz rzezi wołyńskiej. Hajdamacy, mordujący szlachtę i księży odwoływali się w ograniczonym zakresie do roszczeń narodowościowych, lecz ich podstawowy deklarowany cel stanowiła walka z uciskiem chłopów. Co ciekawe, mogli z tego powodu liczyć na przychylność części polskich chłopów, którzy udzielali im schronienia. Podczas „koliszczyzny”, czyli powstania hajdamaków w 1768 roku pod dowództwem Maksyma Żeleźniaka i Iwana Gonty zamordowano ponad 100 tysięcy ludzi.
Plemienność, furia mordowania, zbiorowe opętanie uwidocznione w trakcie „koliszczyzny” wywołują uzasadnione skojarzenie z wydarzeniami, jakie nastąpiły niecałe 200 lat później. Dodajmy, że mieliśmy do czynienia z dziką, kolektywną nawałnicą, topiącą w morzu krwi wszystkich, którzy z jakichś powodów uznani zostali za wrogów. Jakkolwiek kontekst historyczny jest niezwykle ważny i rodzaj wystąpienia zbrojnego należy brać pod uwagę przy ocenie konkretnych zdarzeń, dla Ukraińców podobny sposób działania jest historycznie typowy charakterystyczny w stopniu równym, jak dla Żydów społeczne wyizolowanie a dla Niemców imperialne dążenia. Feliks Koneczny pomaga nam zrozumieć, że mamy do czynienia z zachowaniem uwarunkowanym cywilizacyjnie. I nie jest to zwyczajna spekulacja z pogranicza historiozofii i kulturoznawstwa.
Hajdamacy zostali uwiecznieni i przedstawieni w tonie romantyzującym w niezwykle istotnym z punktu widzenia ukraińskiej świadomości narodowej poemacie Tarasa Szewczenki pod tytułem ,,Hajdamacy” właśnie. Co ciekawe, pisał o nich także Juliusz Słowacki w ,,Śnie srebrnym Salomei”. Szewczenko wprawdzie nie afirmował kozackich rzezimieszków, nie próbował też jednak dokonać rozrachunku z krwawą przeszłością swojego narodu – jego dzieło jest swego rodzaju próbą zapisu myślenia i emocji uczestników hajdamackich wypraw. Hajdamacy byli takimi Janosikami, niekoniecznie przez wzgląd na wymiar materialny działalności, jednak występowali w imieniu ludu, dokonując grabieży. Tak Szewczenko opisywał atmosferę towarzyszącą hajdamackim rzeziom:
“Syny moje! syny moje!
Czemu wy maleńcy?
Czemu Lacha wy nie rzniecie?…”
— „Będziemy rżnąć, tatku!”
— „Nie będziecie! Nie będziecie!
Przeklęta bądź, matko —
O, przeklęta katoliczko,
Coś ich porodziła!
Lepiej byś przed wschodem słońca
Potopiła była!
Mniej by grzechu: zmarlibyście
Nie katolikami;
A dziś, a dziś… syny moje!
Biadaż mi dziś z wami!
Pocałujcie mnie, dziateczki,
Nie ja was zabiję,
A przysięga.”
Noc świętego Bartłomieja, czyli rzeź hugenotów we Francji w 1572 najpewniej wielu liberałów chciałoby traktować jako symbol przemocy religijnej – z tej prostej przyczyny, że sprawcami byli katolicy. Przeczytajmy zatem krótki fragment Hajdamaków, obrazujący ukraińską przemoc o podłożu antykatolickim:
„Machnął nożem
I dziatki nie żyją.
Popadały krwią oblane:
„Ojcze!” bełkotnęły,
„Ojcze, ojcze… my nie Lachy!
„My…” i zamilczały.
— „Trza pochować?”
— „ Nie potrzeba!
Oni odszczepieńcy.
Syny moje, syny moje!
Czemu wy maleńcy?
Czemu wroga wy nie rznęli?
Matki nie zabili,
Tej przeklętej katoliczki,
Co was porodziła?…
Chodźmy, bracia!”
Jawne, w dodatku mało finezyjne kłamstwa, jak fałszowanie znaczenia rzezi wołyńskiej, oderwane od rzeczywistości wybielanie sprawców ludobójstwa czy absurdalne analogie personalne (Dmowski obok Bandery) sugerują, że dla Ukraińców poczucie „my” wypełnia rolę, jaką dla Polaków pełni poczucie dumy narodowej – dumy opartej o rzeczywiste zdarzenia, tonowanej przez krytycyzm. Koresponduje to z tezą Feliksa Konecznego o nieistnieniu w obrębie cywilizacji turańskiej narodów, w rozumieniu wspólnot powiązanych normami moralnymi.
Krytyczna afirmacja opiera się o swego rodzaju system zabezpieczeń, który uniemożliwia jej przerodzenie się w szowinizm – bezkrytyczna afirmacja nie bardzo dba o to, jaki jest ten „nasz” – bo ważne, że „nasz”.
Jacek Tomczak
Facebook
Click to rate this post!
[Total: 2 Average: 5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *