Antykomunizm TFP: tradycjonalistyczny, czy demoliberalny?

Założone w 1960 r. przez brazylijskiego publicystę i myśliciela katolickiego, prof. Plinio Corrêa de Oliveira (1908-1995) Stowarzyszenie Obrony Tradycji, Rodziny i Własności (Sociedade da Tradiçao, Familia, Propriedade, w skrócie TFP) przedstawia się jako prężna i dynamiczna katolicka organizacja antykomunistyczna. Sam jego założyciel, w eseju Komunizm i antykomunizm u progu ostatniej dekady tysiąclecia (1990) charakteryzuje je jako „obecnie największą na świecie sieć otwarcie antykomunistycznych stowarzyszeń zainspirowanych Magisterium Kościoła, istniejącą na sześciu kontynentach”. Na polskich i zagranicznych stronach związanych z tą organizacją znaleźć można rzeczywiście mnóstwo wypowiedzi, bądź to samego prof. Corrêa de Oliveira, bądź to oświadczeń wydanych na ogół przez amerykańskie TFP, w których czytelnik znajdzie czy to postulaty zaostrzenia polityki USA wobec Kuby (NIE dla obecności Fidela Castro na spotkaniu głów państw w Meksyku, 1991; Telegram amerykańskiego TFP do prezydenta Cartera w sprawie Kuby, 1980), czy gratulacje złożone władzom USA w związku z dokonaną przez to państwo agresją wobec Grenady (Grenada: TFP gratuluje prezydentowi Reaganowi, 1983) , czy ostrzeżenia władz USA, by nie przekazywały strefy kanału panamskiego pod kontrolę władz Panamy, gdyż rzekomo miałoby to grozić ekspansją komunizmu (Kanał Panamski lub „śliwka” Fidela, 1977), i wiele podobnych wypowiedzi. Sam Plinio Corrêa de Oliveira jest autorem kilku esejów, w których zaprzecza możliwości współistnienia na jakichkolwiek warunkach Kościoła katolickiego i rządów komunistycznych. Najsłynniejszy z nich to oczywiście Kościół i państwo komunistyczne: niemożliwa koegzystencja (1963), gdzie autor wykłada swoje argumenty za wskazaną w tytule tezą. Poza tym, z dłuższych wypowiedzi warto odnotować jeszcze Watykańską politykę odprężenia wobec rządów komunistycznych (1974), będącą deklaracją „lojalnego oporu” ze strony TFP wobec Stolicy Apostolskiej, od czasów pontyfikatu Jana XXIII (1958-1963) dążącej do wygładzenia stosunków z rządami państw komunistycznych, oraz wspomnianą pracę Komunizm i antykomunizm u progu ostatniej dekady tysiąclecia, wskazującą środowiska, które należałoby po upadku Związku Sowieckiego rozliczyć z popierania komunizmu, i warunki pod jakimi partie postkomunistyczne mogłyby zostać zaakceptowane jako uczestnicy systemu politycznego.

Choć nie jest to głównym tematem naszego wywodu, zaznaczmy w tym miejscu, że antykomunizm w postulowanej przez założyciela TFP formie, rodzi szereg wątpliwości.

Przede wszystkim, należałoby zadać sobie pytanie, czy warunki postawione w Kościele i państwie komunistycznym… rzeczywiście były kwestią znaczącą dla stosunków państwo-Kościół w kraju choćby takim jak Polska, do której przypadku zresztą tekst ten w głównej mierze się odnosił? Corrêa de Oliveira wymienia jako warunki niemożliwe do spełnienia ze strony Kościoła, zaniechanie przez niego krytyki materializmu i pozostałych błędów tkwiących w filozofii marksistowskiej, milczenie na temat swojego własnego nauczania w przedmiocie rodziny i własności prywatnej, oraz zaniechanie wzywania wiernych do obalenia władzy komunistycznej i przywrócenia instytucji rodziny i własności prywatnej opartych na prawie naturalnym. Za wyjątkiem dążenia do obalenia władzy, słuszność postulatów nie podlega wątpliwości, aczkolwiek sam ich dobór i odniesienie do wszystkich państw komunistycznych na każdym etapie ich ewolucji już tak. Odmienny był przecież stosunek do rodziny w Rosji i na Węgrzech w latach 20-tych XX wieku, inny natomiast był w Związku Sowieckim w latach 40-tych i w Polsce w latach 60-tych. Odmiennie wyglądała polityka własnościowa w Jugosławii, odmiennie na Ukrainie, jeszcze zaś inaczej na Syberii. Do samego Kościoła komuniści inny mieli stosunek w Czechach, inny zaś w Nikaragui. Corrêa de Oliveira argumentuje niemożność współistnienia Kościoła i państwa komunistycznego, sugerując że trzy wymienione przez niego warunki takiego współistnienia nie zostają spełnione, co wynika z samej treści filozofii marksistowskiej i doktryny komunistycznej. Przykłada zatem do rzeczywistości politycznej miarę doktrynerską. Nie bierze pod uwagę, że praktyka rządów komunistycznych musiała liczyć się z zastanymi realiami i znacząco w związku z tym niekiedy odbiegała od założeń marksizmu-leninizmu. Nie bierze pod uwagę, że reżymy komunistyczne ulegały doktrynalnej ewolucji i dekompozycji. Nie bierze wreszcie pod uwagę, że sama doktryna komunistyczna, do pewnego stopnia zaś również filozofia marksistowska, występowały w rozlicznych narodowych wariantach, a ponadto były i są uzupełniane, modyfikowane i reinterpretowane. Podejście proponowane przez Corrêa de Oliveira centralną rolę przypisuje odczytywanemu literalnie marksizmowi, co czyni je doktrynerskim, to znaczy ślepym na realnie istniejącą rzeczywistość polityczną. Matryca przedstawiona w Kościele i państwie komunistycznym… i stosowana do dziś przez TFP jest narzędziem zbyt mało precyzyjnym, by móc być poznawczo przydatną przy ocenie historycznie istniejących reżymów komunistycznych. O ile posłużenie się nią przez samego Corrêa de Oliveira na początku lat 60-tych XX w. miało pewien sens przez przyłożenie jej do ówczesnej sytuacji w Polsce, o tyle stosowanie jej w odniesieniu do innych okoliczności nie ma już sensu żadnego.

Z ogólnością i brakiem precyzji idzie w doktrynie TFP dość duża kategoryczność sądów i zaleceń. We wspomnianej publikacji, Corrêa de Oliveira piszę między innymi „Jest ważnym i naglącym, by poinformować opinię publiczną o (…) niemożliwości pokojowego współistnienia reżymu komunistycznego – nawet umiarkowanego – z Kościołem katolickim”. Z kolei w tekście Czym w rzeczywistości jest antykomunizm?, sam sytuując się w obozie antykomunistycznym, pisze: „Tak więc (wobec imperialistycznej polityki komunistycznego ZSRS) antykomuniści doszli do wniosku, z większym niż kiedykolwiek przekonaniem, nie żywiąc wątpliwości, że nie istnieje możliwość współistnienia z komunizmem. Możliwe są wobec niego tylko dwie postawy: walczyć, lub poddać się. I walczono bardziej wytrwale, niż kiedykolwiek”. Zwróćmy uwagę, że postulat taki stawia w dość niebezpiecznej pozycji lokalne kościoły katolickie działające w państwach komunistycznych. Podejmując walkę, nie dysponując zaś siłą, musiałyby skazać się na porażkę. Społeczności katolickie w krajach takich jak Białoruś (1,7 mln), Ukraina (3,7 mln), Rosja (0,76 mln), Litwa (2,8 mln), Polska (34,6 mln), Słowacja (4 mln), Czechy i Morawy (2,7 mln), Chorwacja (3,9 mln), Słowenia (1,6 mln), Kuba (9,6 mln), Mozambik (4,6 mln), Angola (9,6 mln) i w innych krajach zostałyby narażone na wytępienie, bądź w najlepszym razie na wzmożone w takiej sytuacji represje. Łatwo jest być nieprzejednanym i „walczącym” katolikiem mieszkając w São Paulo, trudniej jednak podobne recepty formułować i wprowadzać w życie z perspektywy osoby mieszkającej w państwie o reżymie komunistycznym. Po raz kolejny widzimy zatem w myśli prof. Corrêa de Oliveira przejawy doktrynerstwa i oderwania od rzeczywistości.

Zaznaczmy w tym miejscu jeszcze jedno zastrzeżenie wobec wniosków brazylijskiego autora: pisze on mianowicie, że rezultatem współistnienia państwa komunistycznego i Kościoła katolickiego na opisanych przez niego warunkach, będzie redukcja katolicyzmu do form czysto powierzchownych. „Jeśli (porozumienie to) zostałoby dokładnie wypełnione, pojawiłyby się nowe pokolenia źle przygotowanych i religijnie obojętnych katolików, prawdopodobnie powtarzających ustami Credo, ale mających umysły i serca wypełnione błędami komunizmu. Ujmując rzecz w skrócie, byliby oni katolikami tylko powierzchownymi i tylko z wyglądu, ale komunistami w najgłębszych i najbardziej autentycznych warstwach ich mentalności.” W innych częściach swojego wywodu, „Doktor Plinio” słusznie podkreśla wpływ instytucji na mentalność zarówno poszczególnych osób, jak i ludów. Jest prawdą, że sposób myślenia i zachowania się ludzi kształtuje się pod wpływem środowiska w jakim oni żyją, zaś środowisko to kształtowane jest przez władze kierujące się określoną filozofią polityczną, wyprowadzaną z określonej metafizyki. Zwróćmy jednak uwagę, że kondycja Kościoła katolickiego w społeczeństwach wyzwolonych na początku lat 90-tych XX wieku od rządów komunistycznych była nieporównanie lepsza, niż w tym samym czasie miało to miejsce w państwach demoliberalnych. Zgodnie z logiką myślenia Corrêa de Oliveira, sytuacja w Europie Środkowej i Wschodniej powinna przedstawiać się tymczasem znacznie gorzej, bo przecież reżymy komunistyczne były bardziej antychrześcijańskie, niż są reżymy demoliberalne. Stało się jednak inaczej i potrzeba było kilkunastu lat demoliberalizmu, żeby społeczeństwa postkomunistyczne wyrównały dystans do zachodnich pod względem religijnego zobojętnienia, obyczajowego permisywizmu, rozkładu małżeństwa i rodziny, wykorzenienia, czy komercjalizacji. Naszym zdaniem, stało się tak ze względu na polityczny monizm reżymów komunistycznych i – by posłużyć się kategorią wprowadzoną przez Karola Poppera (1902-1994) – „zamknięty”charakter istniejących w takich warunkach społeczeństw. Corrêa de Oliveira znaczenia tego faktu dostrzec nie chce, i dlatego – jak za chwilę zobaczymy – on i jego epigoni przedkładają reżymy pluralistyczne i poliarchiczne, w tym także demoliberalne. Warto tu jeszcze raz podkreślić, że pomimo współistnienia reżymów komunistycznych i społeczeństw katolickich w wielu krajach przez dwa lub trzy pokolenia, katolicyzm nie uległ tam zagładzie, niekiedy zaś przetrwał w kondycji lepszej, niż w bronionym przez założyciela TFP „Wolnym Świecie”. Gdyby jednak katolicy za radą Corrêa de Oliveira zdecydowali się na frontalną i bezwarunkową konfrontację z rządami państw komunistycznych, los ich – przynajmniej w krajach komunistycznych – mógłby być dużo gorszy, i w przynajmniej niektórych przypadkach, moglibyśmy rzeczywiście mówić dziś o obecności tam Kościoła jedynie w czasie przeszłym. Historia, którą Corrêa de Oliveira w swym doktrynerstwie zlekceważył, sfalsyfikowała jego teorię i prognozy.

Na koniec wreszcie warto zauważyć, że podobnie jak każde doktrynerstwo, tak również monotematycznie antykomunistyczne podejście założyciela TFP prowadzi go do wniosków niekiedy absurdalnych.

We wspomnianym już felietonie Czym w rzeczywistości jest antykomunizm? przypisuje na przykład przeniesienie akcentów w zachodniej retoryce antykomunistycznej ze sprzeciwu wobec komunizmu wyprowadzanego z występowania przez komunistów przeciw tradycji, rodzinie i własności, na sprzeciw wyprowadzany z niedemokratycznego charakteru komunizmu… intrygom i machinacjom samych komunistów. „Chociaż nie mam w swoich rękach absolutnie nieodpartych dowodów, że wynikło to w jakiś sposób jako rezultat polityki komunistycznej, na ile się nad tym zastanawiam, nie mam wątpliwości, że komunizm znajduje się u korzeni tej transformacji, skoro poczynił dzięki temu tak cudowne postępy.” – pisze Corrêa de Oliveira. Okazuje się zatem, że za berlińskim przemówieniem Kennedy’ego w 1963 r. stał wpływ komunizmu, podobnie jak za całą późniejszą geoideologiczną ofensywą USA, które narzucając światu demoliberalny konsens ideologiczny, moralnie zdelegitymizowały dyktatury komunistyczne (a przy okazji i prawicowe) w oczach zarówno ich przywódców jak i społeczeństw, uruchamiając procesy, które ostatecznie doprowadziły do upadku tych dyktatur. To, co okazało się głównym czynnikiem zwycięstwa USA nad Sowietami w „zimnej wojnie” i osiągnięcia przez Waszyngton globalnej preponderancji, w oczach brazylijskiego publicysty było kolejną postacią „komunizmu przeobrażonego”.

W innym swoim felietonie zatytułowanym Irańska gra (1979) Corrêa de Oliveira stwierdza z kolei, że „za Iranem stoi sowiecki Lewiatan” i że „Rosja jest tą, która podsyca agresję irańską”, zaś podżegając do zaostrzenia polityki USA wobec Iranu (pozbawienie władzy szacha i żądanie jego przekazania uznaje za „bezczelność, agresję, lub nawet casus belli”) tłumaczy, że byłyby to działania w rzeczywistości wymierzone w ZSRS. Tymczasem oczywiście, rewolucja islamska w Iranie nie miała nic wspólnego z ekspansją międzynarodowego komunizmu, a komunizm identyfikowała jako jednego ze swych wrogów, przez co stosunki Islamskiej Republiki Iranu i ZSRS miały charakter nieprzyjazny. Rewolucja islamska 1979 r. była pierwszą w świecie powojennym pełną polityczną materializacją rewolucyjnego tradycjonalizmu, równocześnie zaś jako wyłamująca się z logiki dwublokowej, zapowiadała swym powstaniem koniec porządku jałtańskiego. Z perspektywy współczesnej prof. Corrêa de Oliveira mógł oczywiście nie wiedzieć tego, co my wiemy dziś z perspektywy czasu. Ale przedstawiona przez niego ta i podobne interpretacje, zdradzają sposób myślenia charakterystyczny dla monomanii jednego tematu. Antykomunizm w takim wydaniu przypomina spiskologię; identyfikuje zagrożenie w postaci globalnego, wszechogarniającego, sterowanego z jednego centrum (Moskwa) spisku komunistycznego. Historycznie oczywiście nic takiego nie istniało, a zarówno blok komunistyczny i blok zachodni, jak i cały ówczesny system stosunków międzynarodowych we wszystkich jego warstwach, składały się z wielu różnych podmiotów, powiązanych ze sobą różnorodnymi zależnościami. Nie jest tajemnicą, że w obrębie świata komunistycznego współwystępowało wiele wzajemnie skonfliktowanych i rozwijających się odrębnie nurtów komunistycznych, podobnie jak nie jest tajemnicą, że blok zachodni także był wewnętrznie zróżnicowany (odrębnym zjawiskiem był w jego obrębie choćby gaullizm, południowoafrykański apartheid, iberyjskie autorytaryzmy etc.). Corrêa de Oliveira przez swój obsesyjny antykomunizm takich subtelności nie dostrzega, co też prowadzi go do rozlicznych absurdów i obniża wartość jego wywodu. Potwierdza to szereg jego innych wypowiedzi, choćby ta wyrażona w felietonie Czy tylko o Essequibo? (1982), w którym z kolei stwierdza, że za wojną o Falklandy i wzrostem napięcia w stosunkach Argentyny i Chile oraz Wenezueli i Gujany także stoi Moskwa (!).

Dużo ważniejsze jednak dla naszego wywodu od tego, co jest w pismach „Doktora Plinio”, jest to, czego w nich nie ma. A stosunkowo trudno w nich znaleźć jakiekolwiek pozytywne odwołania do licznych przecież w czasie „zimnej wojny” antykomunistycznych autorytaryzmów. My znaleźliśmy jedynie pośrednio odnoszący się do Republiki Chin na Tajwanie niedatowany tekst Oaza na Saharze, który w większej swej części jest jednak cytowaniem z listu wydanego przez katolickich hierarchów z wyspy, sprzeciwiających się wycofaniu międzynarodowego uznania dla rządu w Tajpej. Nie znaleźliśmy żadnych wypowiedzi autora Rewolucji i Kontrrewolucji, w których chwalił by on współczesne sobie reżymy rzeczywiście kontrrewolucyjne, tak więc choćby hiszpański frankizm (1939-1975), portugalski salazaryzm (1932-1974), paragwajski system autorytarny stworzony przez gen. Alfredo Stroessnera (1954-1989), czy jakąkolwiek inną prawicową i antykomunistyczną dyktaturę. Symptomatyczne też jest, że wspominając w tekście Watykańska polityka odprężenia wobec rządów komunistycznych o dyktaturze Pinocheta (1973-1990), Corrêa de Oliveira nie wymienia jej z nazwy, wyraźnie starając się ominąć słowa „zamach stanu” i „dyktatura”, pisze zaś w to miejsce o „tragicznym momencie, gdy ten ateistyczny przywódca (tzn. Allende – R.L.) popełnił samobójstwo”, oraz o „stanie rzeczy, który zaistniał później”. Zastanawiające jest to staranne unikanie wszelkich pozytywnych wypowiedzi na temat reżymów autorytarnych, dyktatorskich, czy w ogóle niedemokratycznych. Zwłaszcza, że w sztandarowym dziele tego autora, wspomnianej Rewolucji i Kontrrewolucji (1959) znajduje się fragment poświęcony znaczeniu dyktatury dla Kontrrewolucji, gdzie autor stwierdza, że choć dyktatura nie jest konieczna dla pokonania Rewolucji, to jednak „w pewnych okolicznościach może tak(ą) być”. Wymienione wyżej autorytaryzmy, spełniają tymczasem warunki postawione przez Corrêa de Oliveira dyktaturze prawowitej: porządek prawny został w nich zawieszony czasowo, zaś władza swobodnie dysponowała wszystkimi prawami dla ochrony porządku rozumianego jako „ułożenie rzeczy według ich celu i zgodnie z odpowiednią skalą wartości”, dyktatury owe miały charakter komisaryczny, tak więc przejściowy, ponadto zaś, cele ich miały charakter zdecydowanie kontrrewolucyjny. Z pewnością, w mniejszym lub większym stopniu, przybliżały one porządek rozumiany jako „pokój Chrystusa pod panowaniem Chrystusa, a więc cywilizację chrześcijańską, surową i hierarchiczną, sakralną od podstaw, antyegalitarną i antyliberalną”.

Brak odwołań do dyktatur kontrrewolucyjnych, będących najpełniejszą z zaistniałych historycznie w XX wieku form zaprzeczenia komunizmu nie jest jedynym co zastanawia w pisarstwie prof. Corrêa de Oliveira. W wymienionych tutaj tekstach, w tym szczególnie wyraźnie w Komunizmie i antykomunizmie u progu ostatniej dekady tysiąclecia, roi się od terminów czysto demoliberalnych. Aż do wzbudzenia w czytelniku zniesmaczenia powtarza się niezliczoną ilość razy wyrażenie „Wolny Świat”, stosowane wówczas przez amerykańską propagandę na oznaczenie podporządkowanych lub uzależnionych od USA państw demoliberalnych. Co i rusz pojawiają się też „wolne narody”, raz „krucjata na rzecz wyzwolenia”, wciąż podkreśla się „ubóstwo”, „niewolę”, „niewolnictwo”, „biedę” narodów i ludów żyjących w państwach komunistycznych. Zarzuty te są oczywiście na ogół prawdziwe, ale czy tradycjonalistyczna krytyka komunizmu powinna akurat swoją osią czynić jego ekonomiczną niewydolność? Tylko na początku wymienionego tekstu wspomniane są działania komunistów skierowane przeciw religii, rodzinie, tradycji, w całości wywodu jednak ten argument odgrywa rolę stosunkowo niewielką. Podobnie jest w Watykańskiej polityce odprężenia…, gdzie jedną z głównych linii krytyki wobec watykańskiego sekretarza stanu abp. Casaroli jest rozbieżność zdań z nim na temat kondycji materialnej w jakiej żyją katolicy na Kubie.

W duchu czysto już demoliberalnej propagandy utrzymane są artykuły i materiały publikowane przez współczesnych autorów związanych z TFP. Wystarczy otworzyć dowolny numer wydawanego przez nich w Polsce miesięcznika „Polonia Christiana” (przez złośliwych nazywanego „Polonia Americana”); jak wyraził się trafnie jeden z czytelników, jest to „katolicki komiks” wypełniony kolorowymi obrazkami, krzykliwymi tytułami zajmującymi pół strony, płytkimi jak woda w kałuży i aż do mdłości przesiąkniętymi propagandą artykułami, do tego zaś z dołączanymi wszelkiego rodzaju wisiorkami i podobnym szmelcem, upodabniającym ten tytuł nie tyle nawet do komiksu, co do brukowego czasopisma dla nastolatek w rodzaju „Bravo Girl”. Czytelnik „Polonia Christiana” raczony jest oczywiście artykułami na temat łamania tzw. „praw człowieka” w Chinach, Wietnamie i kilku podobnych państwach naznaczonych przez USA jako „niedemokratyczne” i w związku z tym piętnowanych również przez TFP, na temat muzułmańskich „dzikusów” i dzielnych „American Boys” okupujących Irak czy bombardujących Libię, którzy wedle autorów mają stanowić współczesne wcielenie krzyżowców i chrześcijańskich rycerzy (sic!), na temat czyhających za każdym rogiem na chrześcijańskie dzieci „ewolucjonistów”, „ekonazistów” itd. Innymi słowy, jest to poziom anglosaskich „konserwatywnych” (tzn. popierających tamtejsze reżymowe partie prawicowe) brukowców jak „The Sun”, obrażający inteligencje polskiego czytelnika prasy katolickiej i wobec tego nie zasługujący by się nad nim dłużej pochylać.„Polonia Christiana” nie jest tu jednak wyjątkiem którego niedostatki mogłyby wynikać być może ze słabości lub specyfiki kadrowej polskiego TFP; wystarczy zajrzeć na strony internetowe amerykańskiego oddziału tej organizacji, by znaleźć tam najbardziej odstręczającą propagandę jaką można sobie wyobrazić, rozsianą w zasadzie po wszystkich zakątkach strony i we wszystkich materiałach tego środowiska, najbardziej skondensowaną jednak w dziale pod wymownym tytułem „Only in America…”.

Warto zatrzymać się natomiast na dłużej nad pojawiającą się na należącym do TFP portalu PCh24 publicystyką pani Agnieszki Stelmach, osoby niewątpliwie mającej niejakie intelektualne obycie, i wobec tego zasługującej na polemikę. Pani Stelmach poświęciła co najmniej dwa teksty na krytykę polityki Benedykta XVI wobec Kuby. Jest to jednak krytyka prowadzona z dość niecodziennych dla katolickiego tradycjonalisty, a nawet dla konserwatysty, pozycji. W artykule tej autorki Kubańska „Ostpolitik” w charakterze autorytetu służącego uwiarygodnieniu krytyki zaangażowany zostaje amerykański dziennikarz Victor Gaetan i jego artykuł opublikowany na łamach kwartalnika „Foreign Affairs”. Periodyk ten jest półoficjalnym komunikatorem elit odpowiedzialnych za kształtowanie polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych i to właśnie na jego łamach przedstawiane były najważniejsze jej koncepcje, od „doktryny powstrzymywania” George’a Kennana w 1947 r. począwszy, na prezentacji programów wyborczych w dziedzinie polityki zagranicznej przez poszczególnych kandydatów do urzędu prezydenckiego skończywszy. Powoływanie tymczasem przez katolickich konserwatystów autorów sztandarowego pisma demoliberalnych globalistów wydaje się nieco kompromitujące dla tych pierwszych. I rzeczywiście, pani Stelmach bez żadnego dystansującego się komentarza przytacza krytykę amerykańskiego pismaka wobec jednego z kubańskich kardynałów, za to że tamten „przyczynił się do osłabienia opozycji” i nie wstawił się za tzw. „więźniami sumienia”. W innym tekście tej samej autorki, Pielgrzymka do Meksyku i na Kubę – jakie będą owoce? autorytetem epistemicznym w kwestii kubańskiej staje się z kolei jedno z amerykańskich pism wydawanych na Florydzie i recypujących stanowisko „kubańskich uchodźców”, oraz sami owi „dysydenci”, w tym również osiadła w USA córka Fidela Castro. Nie trzeba być oczywiście specjalistą w zakresie nauk o polityce ani stosunków międzynarodowych, żeby rozumieć że „kubańscy uchodźcy” w USA to środowiska w znacznej mierze zinfiltrowane i sterowane przez amerykańskie służby specjalne, w przeszłości zaś powiązane wprost z podziemiem kryminalnym i oligarchią mafijną usuniętymi z wyspy przez Castro po rewolucji. Środowiska te skompromitowały się nieudaną tzw. inwazją w Zatoce Świń w 1961 r. a córka Fidela Castro bezceremonialnym popieraniem jankeskiego demoliberalizmu. Równie dobrze pani Stelmach mogłaby cytować w sprawach Ukrainy banderowców zbiegłych po 1945 r. do Niemiec, USA i Kanady. To jednak niestety nie wszystko, co można zarzucić wywodowi publicystki, bo w kolejnych akapitach czytelnik otrzymuje porcję wywołujących mdłości żalów nad „łamaniem praw obywatelskich”, „brutalnym pobiciem dysydentów i zabraniem ich na posterunek” i tym podobnych prawoczłowieczo-demoliberalnych bludrów, które autorka cytuje za… jedną z agencji prasowych USA. Wreszcie na koniec otrzymujemy prawdziwy „rarytas”, czyli cytowanie z niejakiego Claudio Grossmana, „dziekana American School, byłego szefa Między-Amerykańskiej Komisji Praw Człowieka”. Czy to są opiniotwórcze autorytety i wiarygodne źródła informacji dla katolickiej prawicy? Sięgnijmy po jeszcze jeden zamieszczony na PCh24, tym razem niepodpisany tekst Dlaczego Watykan łagodzi politykę wobec reżimów komunistycznych? Nie podano pod nim nazwiska autora, ale ze względu na charakter wyraźnie korzystnie wyróżniający pod względem merytorycznym tekst na tle dosyć miałkiej zazwyczaj pisaniny na rzeczonym portalu, podejrzewamy że autorką i tego komentarza mogła być pani Stelmach. Czegóż to w tym tekście nie znajdziemy! W wyrobieniu sobie opinii pomagają nam tam zatem kolejno między innymi: republikański kongresman, redaktor neokonserwatywnego pisma „National Review”, redaktor określającego się jako „lewicowo-liberalny” amerykańskiego dwutygodnika „The National Catholic Reporter”, oraz „organizacje międzynarodowe monitorujące przestrzeganie praw człowieka”. Nie dziwi zatem, że podstawowymi identyfikowanymi w tekście problemami jest, że „Benedykt XVI odmówił spotkania z członkami opozycji. (…) Odmówił zdecydowanego potępienia łamania praw człowieka.”, oraz że podczas papieskiej wizyty na Kubie „Nie zrobiono za dużo dla sprawy wolności narodu”.

Gdzieś pomiędzy uwagami odnoszącymi się do pisarstwa samego prof. Corrêa de Oliveira a uwagami tyczącymi się aktywności jego mniej udanych epigonów należy poczynić jeszcze jedną obserwację: otóż na stronach internetowych „Tradition in Action”, zdającego się być organem publicystycznym czegoś na kształt grupki „de-oliveirystów-sedewakantystów”, znaleźć można wiele bardzo interesujących tekstów poświęconych różnym aspektom społeczeństwa organicznego, podpisanych zaś nazwiskiem założyciela TFP (dla równowagi dodajmy, że są tam też teksty tak „odkrywcze”, jak ten wskazujący że kaczka jest tylko zwierzęciem i można wobec tego przyrządzać z niej posiłki, oraz tak groteskowe jak ten, gdzie dowodzi się iż zezwalania małym dzieciom na siadanie na podłodze jest „rewolucyjne”). Są tam między innymi artykuły opisujące formowanie się społeczeństwa feudalnego, znaczenie powiązań klanowych i ich rozpad, powstawanie średniowiecznych miast, prowincji, organizację średniowiecznego regnum, przedstawiające konserwatywną krytykę kapitalizmu, kredytu, chciwości i opartej na wirtualnym kapitale współczesnej gospodarki konsumpcyjnej, a nawet krytykę wykorzenionego, nomadycznego społeczeństwa amerykańskiego. Felietony te napisane są naprawdę bardzo dobrze, czyta się je zaś może nie z wypiekami na twarzy, ale „lekko, łatwo i przyjemnie”. Na (dość swobodnie, przyznajmy) traktowanym historycznym przykładzie europejskiego Średniowiecza, przedstawiają one model organicznego i katolickiego społeczeństwa, gospodarki i osoby ludzkiej, pod którymi mógłby się podpisać każdy prawdziwy tradycjonalista. Z pewnością, teksty są jednym z najbardziej wartościowych materiałów podpisanych nazwiskiem Corrêa de Oliveira, udostępnionych szerszemu odbiorcy w powszechnie znanych językach. Problem polega jedynie na tym, że… poza jednym i to bodaj najmniej wartościowym wyjątkiem, tekstów tych nie da się znaleźć nigdzie indziej poza stronami „Tradition in Action”. Nie ma ich na pliniocorreadeoliveira.info, nie ma na stronach amerykańskiego TFP, nie ma na stronach TFP polskiego, nie tłumaczy ich i nie zamieszcza „Polonia Christiana”, ani żaden podobny tytuł. Po wpisaniu tytułów tekstów do internetowej wyszukiwarki po angielsku i po samodzielnym przetłumaczeniu na polski i francuski również nie znaleźliśmy nic, poza wspomnianą stroną „Tradition in Action”.

Widzimy dwojakie możliwe wyjaśnienie tej sytuacji. Pod każdym ze wspomnianych tekstów znajduje się redakcyjna notatka następującej treści: „(…) Atila S. Guimarăes przygotował wyciągi z tych (tzn. autorstwa prof. Corrêa de Oliveira) wykładów i dyskusji, na podstawie nagrań magnetofonowych i swoich własnych notatek. Przetłumaczył je i zaadoptował do postaci artykułów na potrzeby strony TIA. Wierność oryginalnym ideom i słowom została w tych tekstach zachowana w tak dużym stopniu, jak było to możliwe.” Inaczej ujmując, pierwszym możliwym wyjaśnieniem może być to, że mamy do czynienia z „apokryfami” i źródłami wątpliwej wiarygodności, których wobec tego TFP nie zdecydowała się upowszechniać. Jeśli tak by było rzeczywiście, a dostępne w języku angielskim teksty, o których wiadomo że na pewno ich autorem jest Corrêa de Oliveira byłyby miarodajne dla poziomu i tematyki napisanych przez niego podobno 2500 artykułów, to byłby to publicysta niezwykle płytki, niewiele odbiegający i różniący się poziomem od współczesnych sobie autorów zachodniej prasy głównego nurtu. Zaliczanie go wówczas w poczet „Doktorów Kontrrewolucji” jak robi to chociażby w Polsce prof. Jacek Bartyzel, należałoby uznać za nieporozumienie.

Być może jednak jest inaczej i teksty na temat społeczeństwa organicznego są autentyczne, lub są zapisami rzeczywistych wypowiedzi „Doktora Plinio”, a tylko jego współcześni uczniowie uznali je za „niewygodne” i postanowili w związku z tym pomijać je milczeniem? Jak wspomnieliśmy, zaprezentowany w nich model porządku społecznego i kulturalnego stanowi swoistą idealizację europejskiego Średniowiecza, tak więc opiera się na zasadach fundamentalnie przeciwnych liberalizmowi, amerykanizmowi i „wolnorynkowizmowi”. Apologia instytucji klanu i zakorzenienia w prowincji zapewne nie pasowałaby do zamieszczenia na stronie choćby amerykańskiego TFP, gdzie czytelnik raczony jest na ogół przesłodzoną propagandą „amerykańskich wartości”. Krytyka konsumpcjonizmu i kapitalizmu gryzłaby się z zaśmiecającymi stronę polskiego TFP elukubracjami na temat rzekomych przewag tzw. „Austriackiej Szkoły Ekonomii”, i w ogóle wciskaną tam na każdym kroku propagandą „wolnorynkowizmu”, pisaną zresztą na ogół piórami polskich libertarian i tzw. „konserwatywnych liberałów”. Drugą zatem możliwością jest, że uczniowie „Doktora Plinio” postanowili „poprawić” nauczanie swojego mistrza i wybrać z niego tylko to, co pasuje im do własnego demoliberalnego światopoglądu. Nie jest to wcale ewentualność aż tak mało prawdopodobna: czytelnika odwiedzającego strony właściwego TFP i „Tradition in Action” uderza bowiem, że na tej ostatniej nie tylko nie ma w zasadzie propagandy cepeliowego „amerykańskiego patriotyzmu”, wciskanego czytelnikowi na stronach TFP, ale też znajdują się wręcz materiały krytykujące ideologia americana i „amerykański mit”. Czytelnik-tradycjonalista, z zainteresowaniem może na przykład zatrzymać się w dziale „amerykańska historia”, gdzie znajdzie między innymi dwuczęściowy tekst Mariana Horvatha Protestancki terror przeciwko katolicyzmowi; demaskujący założyciela Stanów Zjednoczonych jako masona i antykatolika tekst tego samego autora Czy Jerzy Waszyngton konwertował się na katolicyzm?; jeszcze jeden – tym razem poświęcony purytańskim prześladowaniom katolików w Ameryce Północnej – tekst Horvatha Niech nikt nie śmie nazywać tego wolnością: Kościół katolicki w kolonialnej Ameryce, a także cały blok ekscytujących tekstów na temat Cristeros, katolicyzmu meksykańskiego, katolickiego życia zakonnego w Europie przedstawionego jako antyteza American Way of Life, katolicyzmu hispanoamerykańskiego na ziemiach, jak Teksas, zagrabionych przez Stany Zjednoczone, czy niezwykle zajmujących tekstów na temat katolickich męczenników spośród autochtonicznej ludności Ameryki. W samym doborze tematów widać wyraźną niechęć do założycielskich mitów ideologicznych USA, z taką gorliwością pielęgnowanych przez TFP (także polskie!). Brak jest też tej odrażającej pogardy dla ludów niezachodnich, które w nomenklaturze właściwego TFP rzadko kiedy opatrywane są epitetem odmiennym niż „dzikusy”. Lektura (niektórych) materiałów „Tradition in Action” może być dla rzeczywistego tradycjonalisty zajmująca i przyjemna, podczas gdy lekturze materiałów właściwego TFP towarzyszy w najlepszym razie znudzenie, a w najgorszym wywołuje ona odruch wymiotny. W tych dwu przypadkach widzimy zatem zupełnie inną orientację ideologiczno-polityczną: „Tradition in Action” jest sedewakantystyczne, antyamerykańskie, antyliberalne i tradycjonalistyczne. TFP pod nomenklaturą tradycjonalistyczną przemyca za to ideologię czysto modernistyczną i amerykańsko-zachodnią, stąd być może właśnie nie znajdziemy na jego stronach informacji na temat tych wypowiedzi autora Rewolucji i Kontrrewolucji, które z owym „konserwatywnym amerykanizmem” są niekompatybilne.

Dla pełniejszego naświetlenia naszych tez odnośnie demoliberalnego charakteru antykomunizmu TFP, a być może też antykomunizmu samego prof. Corrêa de Oliveira, zacytujmy dłuższy fragment wypowiedzi tego ostatniego:

„Istnieli antykomuniści demokratyczni i niedemokratyczni. Ta głęboka różnica pomiędzy nimi, nie powstrzymywała pierwszych ani drugich od bycia antykomunistami.

Oczywiście, dla demokratycznych antykomunistów, despotyczny charakter reżymu sowieckiego dostarczał preferowanego przez nich w polemice przeciw Czerwonym argumentu. Rozumie się doskonale, że tego rodzaju argument powinien osiągnąć wielki taktyczny sukces wśród narodów Zachodu, głęboko przepojonych duchem demokratycznym.

Sukces odniesiony dzięki zastosowaniu tego podejścia, przyprowadził wiele osobistości na Zachodzie do powtarzania z rosnącą częstotliwością demokratycznych oskarżeń wobec komunizmu w wywiadach i deklaracjach składanych w prasie, w radio i w telewizji. Ta sama procedura została zastosowana przez ważne organizacje antykomunistyczne. W ten sposób, powolutku szeroko rozlegający się po całym świecie antykomunistyczny pomruk zmienił swój „leitmotif”. Obrona rodziny, tradycji i własności (trzech wartości niszczonych przez komunizm) była coraz bardziej spychana na dalszy plan. I głównym powodem sprzeciwu wobec komunizmu – który stał się stopniowo jedynym argumentem w wielkiej antykomunistycznej ofensywie – stało się to, iż reżym komunistyczny jest antydemokratyczny.

Ten podział pomiędzy dwoma liniami argumentacji antykomunistycznej, tak więc starszą opierającą się na tradycji, rodzinie i własności, oraz nową, która opiera się głównie na zasadach demokratycznych, był nawzajem sprzeczny i zupełnie nienaturalny.

(…)

polityczna mentalność wielu antykomunistów uległa stopniowej modyfikacji, uległa zmianie która następnie pogłębiła się i poszerzyła”.

Wydaje nam się, że zacytowane tu słowa z felietonu prof. Corrêa de Oliveira Czym w rzeczywistości jest antykomunizm? wskazują na przyczynę zaistnienia zaznaczonego tu przez nas zjawiska demoliberalnego antykomunizmu TFP. Rozpoczynało ono swoją działalność w latach 60-tych, tak więc w okresie największego natężenia „zimnej wojny”. Główna linia globalnej konfrontacji ideologicznej przebiegała już wówczas pomiędzy demoliberalnymi Stanami Zjednoczonymi i podporządkowanymi im państwami satelickimi tworzącymi obóz zachodni, a komunistycznym Związkiem Sowieckim i jego państwami satelickimi tworzącymi obóz wschodni. TFP działało w demoliberalnych państwach zachodnich, jedną z najszerszych baz członkowskich i finansowych zyskując w Stanach Zjednoczonych. Organizacja ta stała się też wkrótce, pomimo działania w środowisku tak bardzo nieprzyjaznym tradycjonalizmowi, dość liczna, zamożna i niepozbawiona wpływów (tak przynajmniej twierdzą w swoich publikacjach sami działacze TFP, wśród nich zaś prof. Corrêa de Oliveira). Musiało zatem w jego przypadku dojść do dwóch równocześnie procesów: po pierwsze, do przesunięcia akcentów w retoryce ze stricte tradycjonalistycznych na łatwiejsze do przyswojenia przez otoczenie, tak więc na demoliberalne; po drugie zaś, do nasiąkania organizacji obywatelami państw zachodnich, ukształtowanych w demoliberalnej kulturze politycznej i demoliberalnym środowisku ideowym. Swoistym chichotem historii okazało się, że poczynione w 1974 r. obserwacje Corrêa de Oliveira odnośnie ewolucji antykomunizmu ku demoliberalizmowi, dotknęły jego własne środowisko, a być może też jego samego. Bo oczywiście sposób argumentacji stosowany przez autora Rewolucji i Kontrrewolucji w roku 1959 i choćby w roku 1990 różni się bardzo wyraźnie. Nie byłby to oczywiście pierwszy ani jedyny przypadek myśliciela konserwatywnego, który ideologicznie ewoluował wraz ze zmieniającym się międzynarodowym krajobrazem ideologicznym. Podobna degeneracja dotknęła też wielu innych autorów i całych ruchów prawicowych.

W przypadku TFP mamy zapewne do czynienia z modyfikowaniem argumentacji przez samego założyciela tej organizacji, co czyniło jego wywody mającymi coraz mniej wspólnego z tradycjonalizmem, a coraz więcej amerykańskim konserwatyzmem głównego nurtu, jak i z nasiąkaniem szeregów TFP demoliberalnymi katolickimi konserwatystami i liberałami, charakterystycznymi dla ideologicznego krajobrazu państw XX-wiecznego Zachodu. Być może dokonują oni nawet celowej selekcji materiałów pozostałych po „Doktorze Plinio”, by usunąć w cień te jego wypowiedzi, które mogłyby się okazać niezgodne z obecną proamerykańską, atlantycką i neokonserwatywną linią tej organizacji. Dość jednak na koniec podsumować, że antykomunizm tego środowiska, z perspektywy europejskiego tradycjonalisty i katolika, jest co najmniej problematyczny, znacznie więcej niż czy to z tą tradycją, czy z podejściem realistycznym, mając wspólnego z ideologiczną agitką „neokonserwatywnego” atlantyzmu i demoliberalnego amerykanizmu.

Ronald Lasecki

xportal.pl

prawica.net

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Antykomunizm TFP: tradycjonalistyczny, czy demoliberalny?”

  1. „Wystarczy otworzyć dowolny numer wydawanego przez nich w Polsce miesięcznika „Polonia Christiana”; (…) płytkimi jak woda w kałuży i aż do mdłości przesiąkniętymi propagandą artykułami” Proszę podać przykład artykułów „płytkich jak woda w kałuży” i zawierających demoliberalną „propagandę” – ale konkretnie, nie ogólnie. Proszę wejść na poniższą stronę – tam znajdzie Pan wszystkie wydania PCh w wersji on-line (oprócz płatnych 3 ostatnich numerów): http://www.epch.poloniachristiana.pl „do tego zaś z dołączanymi wszelkiego rodzaju wisiorkami i podobnym szmelcem, upodabniającym ten tytuł nie tyle nawet do komiksu, co do brukowego czasopisma dla nastolatek w rodzaju „Bravo Girl”.” To teraz z kolei proszę mi podać nr czasopisma, do którego dołączane były „wisiorki” i „podobny szmelc”, które to rzekomo zrównują to pismo z poziomem „Bravo Girl”. „Czytelnik „Polonia Christiana” raczony jest oczywiście artykułami na temat łamania tzw. „praw człowieka” w Chinach, Wietnamie i kilku podobnych państwach naznaczonych przez USA jako „niedemokratyczne” i w związku z tym piętnowanych również przez TFP” Tutaj nie ma nic do znaczenia, że mówi się o tych państwach jako „niedemokratyczne”, bo ja także bardzo nie lubię tego określenia i w ogóle podziału państw na „demokratyczne” (te OK) i „niedemokratyczne” (te nie OK). Uważa Pan, że sytuacja mająca miejsce w Chinach czy Wietnamie jest jak najbardziej „OK”? Rozumiem, że głos sprzeciwu środowiska TFP wobec praktyk tamtejszej władzy to zwykły przejaw „demoliberalnej propagandy”? No tak, zapomniałem że na Xportalu znaleźć można artykuły gloryfikujące północnokoreański reżim. „Na temat muzułmańskich „dzikusów” i dzielnych „American Boys” okupujących Irak czy bombardujących Libię, którzy wedle autorów mają stanowić współczesne wcielenie krzyżowców i chrześcijańskich rycerzy (sic!)” Konkrety proszę – w którym artykule gloryfikuje się amerykańskich żołnierzy, jako współczesnych krzyżowców i rycerzy. Nie rozumiem także Pańskiej fobii odnośnie kapitalizmu i tzw. wolnego rynku. Te pojęcia na prawdę nie są tożsame z chciwością, wyzyskiem, życiem na kredyt i konsumpcjonizmem. Proszę także nie twierdzić, że w środowisku TFP nie znajdziemy krytyki „kredytu, chciwości i opartej na wirtualnym kapitale współczesnej gospodarki konsumpcyjnej”, bo zwyczajnie mija się Pan z prawdą. Pierwszym z brzegu dowodem na to jest chociażby relatywnie niedawny artykuł z PCh nr 23 – znajdzie Pan go tutaj, na stronie 17: http://www.epch.poloniachristiana.pl/czytaj,25

  2. Niestety słaby tekst. Ciągle babaranie się antykomunizmem i obrabianie ile się go da a przy okazji skrytykować takich i owakich antykomunistów. Kiedyś też o antykomunizmie pisał Trojanowski na nacjonaliście.pl i też się za bardzo „pofatygował” i stworzył swoistą publicystyczną papkę. A żeby się nie rozpisywać, antykomunistą jest ten co jest zagorzałym przeciwnikiem tej zbrodniczej ideologii. Dla mnie to jest proste ale widać dla niektórych chyba nie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.