Atak na Syrię i Polska

Uderzenie wojsk Stanów Zjednoczonych na Syrię zdaje się być kwestią kilkunastu dni. Efektem interwencji będzie zapewne, podług sprawdzonego już wielokrotnie scenariusza, doprowadzenie do jeszcze większej destabilizacji regionu oraz wywołanie pełzającej wojny partyzanckiej prowadzonej przez siły koalicji z niedawnymi sojusznikami spod znaku wojującego islamu.

Niewykluczone jest także perspektywiczne porozumienie wszystkich antyamerykańskich i antyzachodnich sił syryjskich, łącznie ze zwolennikami obecnego reżimu, w walce z amerykańskim najeźdźcą. Pretekstem do interwencji jest rzekome użycie przez reżim prezydenta Asada broni chemicznej w tłumieniu wewnętrznego oporu w państwie. Także i w tej sprawie sytuacja w Syrii do złudzenia przypomina tę, którą pamiętamy z Iraku. Czy również i w tym wypadku będzie tak, że w kilka lat po ataku „niezbite dowody” okażą się zwykłym propagandowym chwytem, mającym jedynie dostarczyć niezbędnego uzasadnienia dla wywołania konfliktu? Wszak teraz też słyszymy stare, zgrane slogany o zagrożeniu wolnego świata przez terroryzm, mający mieć tym razem oparcie w syryjskim reżimie.

Stany Zjednoczone atakując Syrię decydują się, niepomne na dotychczasowe doświadczenia, na otwarcie kolejnego frontu na Bliskim Wschodzie. Co leży u źródeł podobnej polityki? Wydaje się, że składają się na nią trzy zasadnicze elementy. Po pierwsze jest nią tradycyjne wsparcie dla geopolitycznych interesów Izraela w regionie. Izraelskie władze od pewnego czasu przyjęły strategię, której widomym przejawem była niedawna fala antyrządowych rozruchów w państwach arabskich, określana mianem „arabskiej wiosny”, mającą na celu destabilizację regionu. Na tle osłabionych zamieszkami oraz lokalnymi wojnami domowymi państw, Izrael byłby jedyną realną siłą na tym obszarze.

Pomoc w realizacji podobnej strategii Izrael otrzymuje od Stanów Zjednoczonych, bez względu na fakt, czy rządzą tam republikanie czy demokraci, oraz Wielkiej Brytanii, która zdegradowana została do roli „psa łańcuchowego” Ameryki. Po drugie wojenna polityka Ameryki jest wynikiem długofalowej strategii ośrodków neokonserwatywnych, które za swoją misję uznają rozszerzanie na cały świat systemu zachodniej demokracji oraz organicznie z nią związanej ideologii praw człowieka. Nic to, że do wartości tych rzekomo zainteresowani przekonywani są zazwyczaj siłą. Trzecim elementem składającym się na strategię polityczną USA są potężne wpływy ośrodków ekonomiczno-gospodarczych, z przemysłem zbrojeniowym na czele, żywotnie zainteresowanych w wywoływaniu kolejnych konfliktów.

Jak na tle tego wszystkiego jawi się dziś pozycja Polski? Można przewrotnie stwierdzić, że sugerowana przez PiS niemiecko-rosyjska zwierzchność nad Polską (kondominium) odgrywa dziś rolę wręcz zbawienną. Oto z różnych przyczyn, ani Rosja, ani Niemcy przewidywanej interwencji amerykańskiej nie chcą poprzeć. Również polskie władze zapowiedziały już, że do koalicji amerykańskiej nasz kraj nie przystąpi. Radykalnie zaś odmienny scenariusz wydaje się niemal pewny, gdyby na czele polskiego rządu stał premier z partii, którą dziś można określić mianem „amerykańskiej”.

Maciej Motas

www.myslpolska.pl

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *