Bomby w imię „praw człowieka”

W obchodach wzięła udział także delegacja z Rosji, która złożyła wieniec pod pomnikiem ofiar nalotów. Skutki bombardowań widoczne są w Serbii nadal, a przez Serbów będą odczuwalne zapewne jeszcze przez wiele, wiele lat.

„Pierwsza w historii wojna o prawa człowieka”

Akcja „Allied Force” była pierwszą akcją zbrojną sojuszu, uzasadnianą propagandowo „obroną praw człowieka i mniejszości narodowej” – czyli Albańczyków w serbskim wówczas Kosowie. W medialnej nowomowie brak było też informacji o wojnie czy agresji – powszechnie używane były za to takie sformułowania, jak „interwencja”, mająca powstrzymać rzekome „czystki etniczne” na Albańczykach w Kosowie. W rzeczywistości NATOwskie bomby wcale nie spadały na cele wojskowe, lecz na domy cywilne, szpitale, szkoły, fabryki, cerkwie prawosławne, mosty i linie kolejowe. Była to też pierwsza w historii akcja NATO bez autoryzacji ONZ – wiadomo bowiem było, że w Radzie Bezpieczeństwa nie będzie jednogłośnej zgody na atak. Standardy były, jak zwykle w przypadku polityki Zachodu, podwójne: nic z tego, co deklarowało NATO, nie miało zastosowania do Serbów.

Dla kosowskich Albańczyków rozpoczęcie nalotów to początek „drogi do niepodległości” od Serbii, dla Albanii – początek „wyzwolenia kosowskich Albańczyków”, a dla Serbii – bezprawna, międzynarodowa agresja zbrojna pod przywództwem USA i UE z Niemcami na czele. Naloty trwały 3 miesiące, do 20 czerwca 1999; w ich wyniku śmierć poniosło 2500 osób cywilnych, 1002 policjantów, a 12,5 tys. ludzi zostało rannych. Serbia konsekwentnie nie uznaje niepodległości Kosowa, jednakże 15 lat po dramatycznych przeżyciach związanych z bezpośrednią przemocą i brutalną agresją Zachodu najwyraźniej zapomniała o wnioskach płynących z marca 1999. Zarówno Serbia, jak i Kosowo, ubiegają się o członkostwo w Unii, a w kwietniu 2013 podpisały pod jej auspicjami porozumienie o normalizacji wzajemnych stosunków.

„Humanitarna interwencja” w obronie terrorystów

Choć cały świat mówił wówczas o „humanitarnej interwencji” i „obronie mniejszości przed czystkami etnicznymi”, 10-milionowa Serbia odczuła całą siłę i brutalność amerykańsko-NATOwskiej machiny wojennej, której nie była w stanie się skutecznie przeciwstawić. Zachód dysponował najnowocześniejszą bronią i najnowocześniejszymi technologiami; Serbia mogła jedynie minimalizować własne straty. Bomby i rakiety sypały się na Serbię z powietrza i z morza, z myśliwców i okrętów, z bezpiecznej dla atakujących wysokości i odległości. Dlaczego Zachód zdecydował się na atak? Bo uznał, że działania serbskich sił bezpieczeństwa i wojska przeciwko terrorystycznej, przestępczej, radykalnie islamskiej Wyzwoleńczej Armii Kosowa (UÇK) są zagrożeniem dla pokoju w regionie i mają charakter czystek etnicznych czy wręcz ludobójstwa. W rzeczywistości UÇK w Kosowie prowadziła akcje terrorystyczne, zamachy bombowe, wymierzone w ludność serbską oraz nie popierających jej cywilnych Albańczyków. Była mocno powiązana z albańską mafią, zajmowała się przemytem i handlem narkotykami, bronią, ludźmi oraz organami wewnętrznymi porywanych osób. Tylko w 1998 albańscy separatyści zUÇK dokonali 1884 akcji terrorystycznych, w których zginęło 115 jugosłowiańskich policjantów i 173 cywilów, a porwane zostały 292 osoby cywilne. Do zabicia 31 z nich Albańczycy się przyznali, lecz los dalszych 142 „nie jest znany”. 

UÇK była zresztą zachęcana do eskalacji terroru przez Waszyngton, Berlin czy Zagrzeb – Serbia stała bowiem niemalże osamotniona wobec wspólnego frontu najpotężniejszych krajów świata: USA i Niemiec, a także krajów islamskich, Turcji czy Arabii Saudyjskiej, islamskiej Albanii i katolickiej, lecz zdecydowanie prozachodniej wrogo wobec Serbii nastawionej Chorwacji.UÇK wspierali też finansowo (mniej lub bardziej dobrowolnie) liczni albańscy emigranci zarobkowi w Europie Zachodniej. Prawosławna Rosja, wprawdzie tradycyjnie zaprzyjaźniona z Jugosławią/Serbią, pod koniec lat 90-tych była jednak zbyt słaba, by skutecznie powstrzymać Zachód przed agresją. W ciągu niecałych 2,5 roku do rozpoczęcia NATO-wskiego ataku kosowscy Albańczycy zamordowali 462 osoby, a o dalszych 151 zaginął wszelki ślad.

Albańczycy z UÇK, mając takie poparcie międzynarodowe, czuli się bezkarnie. Gdy w październiku 1998 USA wymusiły na Serbii zawieszenie broni w Kosowie i wycofanie swych oddziałów, UÇK wznowiła walkę i zajmowała opuszczane przez Serbów tereny. Niezależnie od wszystkich tych faktów i tego, że UÇK przez jakiś czas zaliczana była przez amerykańskie instytucje rządowe do islamskich organizacji terrorystycznych, i istniały dowody na jej powiązania z Al-Kaidą i Osamą Bin Ladenem, to właśnie Serbia i prezydent Miloszević uznane zostały przez Zachód za wroga numer jeden, którego trzeba bezwzględnie zniszczyć.

Choć europejska opinia publiczna od kilku już miesięcy „przygotowywana” była przez media, by uznać napaść na Jugosławię za słuszny i sprawiedliwy akt w obronie bezbronnej, cywilnej ludności albańskiej, pojawił się jeszcze jeden pretekst, perfidnie i obłudnie wykorzystany przez amerykańsko-europejską propagandę: 15 stycznia 1999 serbska policja przeprowadziła akcję przeciwko bazie uzbrojonych separatystów i terrorystów we wsi Raczak, którzy od dłuższego czasu przeprowadzali swoje akcje w okolicy. Serbowie zaprosili przedstawicieli misji OBWE do nadzoru nad akcją, a niezależne ekipy telewizyjne Reutersa i Assiciated Press udokumentowały, że we wsi kryli się uzbrojeni bojownicy. Ale zachodnie media z wydarzenia uczyniły „masakrę we wsi Raczak”, w której Serbowie bestialsko wymordowali albańską ludność cywilną.

„Chirurgiczne” naloty

Naloty NATO rozpoczęły się 23 marca 1999 o godzinie 19.45. Udział w nich brało 1200 do 1600 samolotów Wielkiej Brytanii, USA, Francji, Niemiec, Włoch, Belgii, Holandii, Turcji i kilku innych państw, które zrzuciły kilkadziesiąt ton materiałów wybuchowych. Były to pierwsze bomby od II wojny światowej, które poleciały na jedno z europejskich państw.Mimo zachodniej propagandy medialnej, bynajmniej nie były to „chirurgiczne bombardowania” wybranych strategicznych i wojskowych celów. Pociski trafiały w domy zwykłych mieszkańców zwykłych miast i miasteczek, trafiały w pociągi pełne ludzi, w autobusy, szpitale, więzienia oraz w kolumny uchodźców – także Albańczyków, uciekających zarówno przed siłami serbskimi, jak i przed UÇK i atakami NATO.

„Przypadkowo” Amerykanie zbombardowali ambasadę ChRL w Belgradzie – „przypadkiem” trafiając w nią 5-oma bombami, zabijając 3 i raniąc 27 ludzi. Pakt zbombardował też siedzibę serbskiej telewizji RTS w centrum Belgradu, która przekazywała informacje o skutkach NATOwskich bombardowań i pokazywała, że Amerykanie używają bomb kasetowych, szczególnie niebezpiecznych dla ludności cywilnej i dzieci w gęsto zabudowanych i zaludnionych obszarach. W każdym NATOwskim nalocie ginęło od kilkunastu do stu ludzi, zdecydowaną większość stanowili cywile. Rok po zakończeniu nalotów, w czerwcu 2000, Amnesty International oskarżyło NATO o popełnienie w tym ostatnim przypadku zbrodni wojennej.

NATO używało różnej broni, szczególnie niebezpieczne dla ludności cywilnej nie tylko podczas nalotów, ale i na wiele lat po ich zakończeniu. Przykładowo amunicji z zubożonym uranem, promieniotwórczym materiałem, który na wiele lat zatruwa glebę, wodę i powietrze. Na Serbię spadło ponad 100 ton zubożonego uranu; według oficjalnych danych liczba osób z chorobami nowotworowymi po 1999 wzrosła w Serbii aż o 44%, ale o tym zjawisku nie informowały tylko źródła serbskie. Także niezależni naukowcy włoscy stwierdzili zwiększoną zachorowalność na różne nowotwory u swoich żołnierzy, którzy w ramach sił międzynarodowych przebywali w Bośni oraz w Kosowie – a w 1995 w tych regionach NATO używało amunicji ze zubożonym uranem do bombardowania terenów bośniackich i kosowskich Serbów.

Żołnierze wielonarodowej Brygady Zachód, stacjonujący w Kosowie w 1999 roku, otrzymywali specjalny podręcznik z instrukcjami, by unikać wraków czołgów czy ruin domów, trafionych amunicją z zubożonym uranem, ponieważ samo wdychanie nierozpuszczonych cząsteczek uranu może powodować poważne, długofalowe konsekwencje zdrowotne z deformacjami potomstwa włącznie.NATOwska radioaktywna amunicja spowodowała skażenie ziem i wód na kilka pokoleń – nie tylko w regionach stacjonowania sił serbskich, lecz także na należącym wówczas do Jugosławii czarnogórskim wybrzeżu Adriatyku: na wybrzeżu, na którym nie było zupełnie żadnego wojska. Były tylko góry, las, morze, i bardzo czyste plaże.

Za szczególnie niehumanitarny rodzaj uzbrojenia uważa się jednak bomby kasetowe, które wybuchają jeszcze w powietrzu (nad celem), rozsypując się na wiele mniejszych, pojedynczych ładunków wybuchowych, z których wiele nie eksploduje przy zetknięciu z ziemią, a dopiero potem, przy poruszeniu – są więc niebezpieczne zwłaszcza dla dzieci. Nad Serbią NATO zrzuciła ponad 1000 bomb kasetowych, zawierających ponad 37 tys. pojedynczych ładunków. Całkowite wyczyszczenie Serbii z pozostałości bomb kasetowych kosztowało ponad 30 mln euro.

Poza tym zrzucano też bomby grafitowe, niszczące system energetyczny. Z premedytacją niszczono infrastrukturę zaopatrującą ludność cywilną w wodę, prąd, gaz. Bombardowano rafinerie, ciepłownie i stacje wodociągowe. Skutki nalotów dotknęły nie tylko setki tysięcy cywilnych mieszkańców Serbii, ale i liczne szpitale. NATO zburzyło 60 mostów, kilkadziesiąt km dróg i trakcji kolejowych, a także 5 lotnisk. W gruzach legło 7,5 tys. domów mieszkalnych. Uszkodzono ponad 200 szkół, kilkadziesiąt szpitali i tyleż samo cerkwi. Z ziemią zrównano kilkaset fabryk, nie mających nic wspólnego z produkcją zbrojeniową, w jednej chwili pozbawiając pracy kilkaset tysięcy Serbów i rujnując całe gałęzie serbskiej gospodarki. Bezpośrednie szkody materialne wskutek bombardowań szacowane były na 30 mld dolarów, a wraz z stratami pośrednimi – ponad 100 mld.

„Niepodległe” Kosowo

Po zakończeniu bombardowań NATO, zgodnie z porozumieniem pokojowym i rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ, serbskie siły bezpieczeństwa musiały opuścić Kosowo i Metochię. A wraz za nimi – od czerwca 1999 do marca 2004 – 287 tys. Serbów i Czarnogórców zmuszonych było do ucieczki przed albańskim terrorem. Kosowscy Albańczycy po wycofaniu policji i wojsk Jugosławii dalej mordowali i porywali (ok. 2,5 tys. osób), palili i burzyli domy (ok. 80 tys.) i cerkwie prawosławne (ok. 150). Dzisiaj Kosowo jest de facto albańskie, kult zbrodniczej UÇK i agresji USA-NATO-UE jest wszechobecny, a pozostała na miejscu mniejszość serbska żyje w zamkniętych enklawach, gettach, na wschodzie i północy Kosowa. A władzę sprawują ludzie, mający częstokroć krew na rękach, dawni terroryści i bojownicy, wciąż uwikłani w system klanów rodzinnych i ich okrucieństwa i przestępstwa.

15 lat po nalotach były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder publicznie przyznał, że działania NATO – bez zgody ONZ – były agresją. Zdaniem niektórych analityków, akcja NATO-USA była pierwszą w historii wojną, uzasadnianą nie jednoznacznymi i konkretnymi prawami międzynarodowymi, lecz tzw. „prawami człowieka”, które interpretować można na bardzo różne, subiektywne sposoby, i które bardzo łatwo jest dostosowywać do własnych interesów. Świat zachodni, niestety, wykazał pełną obłudę i fałsz w argumentacji swych działań, a w swej propagandzie medialnej dał wyraz skrajnej jednostronności i zakłamania. Przeciwko osamotnionemu, targanemu wewnętrznymi konfliktami i osłabionym latami wojen słowiańskiemu państwu stanęła absurdalna koalicja najbogatszych i najsilniejszych państw zachodniej demokracji oraz albańskich terrorystów i wspierających ich państw islamskich. Serbia stała od początku na straconej pozycji. I dzisiaj – kiedy Serbowie naiwnie wierzą, że integracja z UE przyniesie poprawę ich życia – powinna pamiętać o tym, jak potraktował ją Zachód.

Michał Soska

Myśl Polska, nr 15-16 (13-20.04.2014)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *