Braun: Jędrzej, Maciej i Roman…

Co prawda nie ma takiej potrzeby, żeby każdy następca takiej osoby, jaką był Jędrzej Giertych, podzielał jego wszystkie poglądy i próbował je przenieść w czasy współczesne – ale kiedy słyszy się z ust następców twierdzenia jaskrawo przeciwne temu, co głosił Protoplasta – robi się mim o wszystko nieprzyjemnie.

Prof. Maciej Giertych stara się nie odchodzić zbyt daleko od myśli swojego ojca, mimo kilku trochę zdumiewających ocen dotyczących naszego położenia międzynarodowego, jakie sformułował w ostatnich latach, od kiedy Romana Giertych stał się gorącym wyznawcą amerykanizmu. Ojciec idący w sukurs synowi, starający się podążać za jego radykalną ewolucją polityczną, to może zrozumiałe, ale jednak są chyba jakieś granice.

Tym razem, w najnowszym numerze „Opoki w Kraju” (kwiecień 2014) Maciej Giertych odnosi się do kryzysu ukraińskiego i zauważa: „Nie dziwmy się Rosji, że ma swoje narodowe cele i swoje całkiem mocne argumenty. Porównajmy je z argumentami Zachodu. Trzeba przyznać, że Putinowi nie bark mocnych argumentów. Ma swoje racje. Jest to przepychanka między mocarstwami o strefy wpływu. My się angażujemy mocno w uzyskanie reakcji Zachodu. Może się skończyć na tym, że sankcje będą symboliczne, a kontr-sankcje bolesne tylko dla nas. Nie powinniśmy być na szpicy reakcji zachodnich. Trzeba raczej trzymać się środka tych reakcji. Nie ulega wątpliwości, że to nie Polska, ale siły kosmopolityczne stoją za nowymi władzami Ukrainy”.

Widać tu ślad klasycznej, dobrej szkoły Jędrzeja Giertycha, choć opinia wypowiedziana jest nadzwyczaj ostrożnie. Ale niech tam, chodzi o sedno sprawy. Mniej więcej w tym samym czasie na ten sam temat wypowiedział się w „Rzeczpospolitej” Roman Giertych. Gdyby nie wiedzieć kto pisze, można by jego artykuł przypisać dowolnemu rusofobowi spod znaku PO czy PiS, a nawet z „Gazety Polskiej”. Oto odkrycia Romana Giertycha: „Rządzący Rosją wrócili do metod utrzymywania władzy i popularności w społeczeństwie znanych z imperium rosyjskiego XVII–XIX wieku. Zgodnie z tym modelem przywódca rosyjski, który poszerza terytoria i wygrywa wojny, jest popularny bez względu na społeczną cenę tego zwycięstwa, a ten, który traci terytoria, jest niepopularny, nawet gdy gospodarka się rozwija”. W USA rządzi „nieudolny prezydent, który nie zna nawet najświeższej historii Europy”.

I dalej: „Nie powinny więc dziwić kolejne jego porażki w relacjach z bezwzględnym Władimirem Putinem, takie jak w Syrii, gdzie Rosjanom udało się ocalić ludobójczy system prezydenta Asada wbrew oczywistym dowodom popełnianych zbrodni”. Recepta na to jest taka: „Jedyną realną gwarancją bezpieczeństwa Polski wobec zmienionego modelu funkcjonowania władzy w Moskwie jest obecność na naszym terenie amerykańskiej bazy z bronią jądrową. Tak jak ma to miejsce w Niemczech, Holandii, Włoszech i Wielkiej Brytanii. Jeżeli jesteśmy w NATO, to mamy prawo oczekiwać podobnego stopnia bezpieczeństwa jak pozostali członkowie sojuszu”. Po co? „Jeżeli zatem rzeczywiście mamy być forpocztą NATO, to musimy mieć realne gwarancje, że Putinowi nie przyjdzie do głowy wyzwalać nam Śląska czy Podlasia na prośbę jakiegoś agenta, który powoła Republikę Śląską czy Podlaską i zwróci się o pomoc do Rosji”. Jest jeszcze mowa o „agentach rosyjskich, którzy proponują szybkie wejście Polski do strefy euro jako rzekomą obronę przed agresją rosyjską”.

Na tle zalewu w mediach publikacji i wypowiedzi skrajnie histeryczno-rusofobicznych ta nie różni się wiele, może poza „mocnym akcentem” w postaci tej broni jądrowej. Całość robi zdecydowanie przygnębiające wrażenie, a już passus o „ludobójczym reżimie Asada” na odległość pachnie (by nie powiedzieć śmierdzi) izraelsko-neokońską propagandą w ordynarnym stylu. Ta opinia zdumiewa także z innego powodu – jako katolik Roman Giertych powinien dobrze widzieć, że tylko tenże „ludobójczy reżim Asada” broni przed zagładą resztki społeczności chrześcijan w Syrii i ochrania świątynie i bezcenne zabytki przed barbarzyństwem band wspieranych przez USA. 

No cóż, można zrozumieć, że człowiek zmienia poglądy, mniejsza o motywy, ale jest coś takiego jak dobry smak i elementarne poczucie przyzwoitości. W tym przypadku zabrakło i jednego, i drugiego.

Magda Braun
Myśl Polska, nr 17-18 (27.04-4.05.2014)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *