Dla piłkarzy – Europa, dla Smoleńskich – Ukraina

Solidarni 2010 postanowili wykorzystać Euro 2012. Wykorzystać do propagowania tezy o smoleńskim zamachu. Do propagowania tych wszystkich obiegowych i najdziwniejszych opinii, wedle których nasze standardy życia publicznego, mechanizmów państwowych i obywatelskich wolności bliższe są stosunkom ukraińskim niż modelom zachodnim. Unijnym. Nie inaczej trzeba bowiem odczytywać akcję ulotową, którą postanowili przeprowadzić na ten temat wśród kibiców (tutaj).

Czy tak jest rzeczywiście? Czy nasze życie polityczne bliższe jest temu ukraińskiemu, w którym była premier została umieszczona w więzieniu pod niezbyt klarownymi zarzutami? Z całą pewnością nie! Czy potrzeba nam na to jakiś dodatkowych dowodów? Nie, chociaż życie dostarcza nam ich samoistnie. Oto bowiem okazuje się, że tylko 3 z 16 startujących w turnieju Euro drużyn zdecydowały się założyć swoje bazy na Ukrainie. Reszta mieszka w Polsce, uznając prawdopodobnie nasze warunki za bardziej cywilizowane. Po prostu nie różniące się od ich własnych. Europejskich. Tak sądzą piłkarze i tak sądzą kibice.

Jest jednak coś jeszcze, co odróżnia stosunki polskie od tych ukraińskich. Otóż w Polsce Ewa Stankiewicz i jej akolici mogą rozdawać sobie ulotki dowolnej treści. Pewnie nawet i takie, sugerujące bezpośredni udział polskiego rządu w smoleńskim „zamachu”. Takie wedle, których Donald Tusk byłby zapewne Leonidem Kuczmą, a śp. Lech Kaczyński – nieszczęsnym Georgijem Gongadze. I jedyną konsekwencją tej działalności będzie pewnie to, że uczestnicy Euro 2012 będą mieli dość jednoznaczną opinię o intelektualnym stanie dystrybutorów tych materiałów. Będzie opinia, nie będzie izolacji, choć może ze względów medycznych takowa by się im przydała. Nie będzie. Bo to Polska, nie Ukraina. Choćby solidarno – smoleńscy nie wiem jak gorąco o tym marzyli.

Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.