Dlaczego należy w kółko dyskutować o Powstaniu Warszawskim?

Pogląd ten uważam za niesłuszny. Oczywiście, są pewne tematy historyczne, które nie mają żadnego odniesienia do rzeczywistości. Są jednak i takie, gdzie historyczne miejsca i osoby stanowią wyłącznie pretekst do rozważań jak najbardziej bieżących. Dzieje się tak wtedy, gdy pewne idee i zachowania polityczne powtarzają się na przestrzeni dziejów, występując pod innymi nazwami i z udziałem innych osób. To przypadek Powstania Warszawskiego, które wpisuje się w długą tradycję myślenia o polityce. Źródła tej tradycji można już znaleźć w Konfederacji Barskiej, ale w całej pełni ujawniła się w XIX stuleciu. To wtedy, wraz z Romantyzmem, ugruntowała się koncepcja patriotyzmu, opierająca się na bezmyślnym i irracjonalnym parciu do walki zbrojnej, do wywoływania powstania gdzie się da, jak się da, bez oglądania się na tak „błahe szczegóły” jak układ sił międzynarodowych czy stosunek sił własnych do zaborców. Powstanie Listopadowe (1830) i Styczniowe (1863) to przejawy tej tradycji, acz najbardziej skrajny jej wyraz to Powstanie Krakowskie (1846), gdy to zbuntowane miasto – dysponujące mniej niż tysiącem uzbrojonych powstańców – wypowiedziało równocześnie wojnę Rosji, Austrii i Prusom. Potem kontynuacją była Rewolucja 1905 roku, gdy to romantyczna metapolityka zmieszała się z czystej krwi socjalizmem. Dalej z tradycji tej wyrosło Powstanie Warszawskie.

Czyli Powstanie Warszawskie wpisuje się w pewien ciąg: romantyczni insurekcjoniści-piłsudczycy-sanacja-powstańcy. Na samym końcu tej tradycji znajdują się Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz. I za każdym razem pojawia się też ten specyficzny ton moralnego terroru: nie chcesz wziąć udział w naszej rewolucji niepodległościowej? A więc nie jesteś prawdziwym patriotą, a więc jesteś kolaborantem, zdrajcą, narodowym zaprzańcem. I prawie za każdym razem ogół dał się sterroryzować tego typu szantażem. I dlatego właśnie, zamiast dać irracjonalnemu wybuchowi zdechnąć, kierownictwo Powstania Listopadowego uchwyciły elity Kongresówki, Powstania Styczniowego obóz „białych”, a do Powstania Warszawskiego poszły tysiące statecznych mieszczan, podświadomie przekonanych, że bój ten nie ma najmniejszego sensu. Na tym właśnie polega wielkość Romana Dmowskiego. To był geniusz polityczny, któremu udało się dwukrotnie zatrzymać naród idący na rzeź: w 1905 i w 1914 roku, gdy Józef Piłsudski zamierzał wywołać dwa powstania, przechodzące w rewolucje. Zdaje się, że do podobnej rzezi Polaków prowadziło w 1981 roku kierownictwo „Solidarności” i uratował nas przed masakrą – broniący komunistycznego państwa – gen. Jaruzelski.

Każdy sukces romantyczno-insurekcyjnej polityki był katastrofą. Powstanie Listopadowe położyło kres niepodległości Królestwa Polskiego, które zostało włączone do Rosji; Powstanie Styczniowe położyło kres marzeniu Aleksandra Wielopolskiego o autonomii; Powstanie Warszawskie unicestwiło stolicę naszego państwa. Co ciekawe, Polacy normalnieją politycznie dopiero wtedy, gdy dostaną straszliwe razy, gdy nie mogą mieć wątpliwości, że klęska była totalna. Po drakońskich represjach po roku 1863 przyszedł Pozytywizm i zaczęły się złote czasy polskiego kapitalizmu. To wtedy jest czas uprzemysłowienia ziem polskich, a Polacy skierowali swoją energię z kolejnych spisków i insurekcji ku czemuś pożytecznemu. Po hekatombie Powstania Warszawskiego przez kilkadziesiąt lat znów był spokój, acz komunistyczny system uniemożliwiał wykorzystanie twórcze energii w kierunku rozwoju gospodarczego. I za każdym razem, gdy odejdzie pokolenie, które oberwało po tylnej części ciała, pojawia się następne – rewolucyjne i radykalne – które koniecznie musi wywołać jakąś bezmyślną rebelię przeciwko istniejącemu porządkowi rzeczy. Nie twierdzę rzecz jasna, że nie należy czasem próbować zmienić świata, ale trzeba to robić z głową i po racjonalnym namyśle. To jest coś, co dla polskich romantyków jest nie do zaakceptowania. Liczy się „czyn”, a nie refleksja nad jego aplikacją.

Jak wspomniałem, dziś ta tradycja insurekcyjno-romantyczno-powstańcza ucieleśnia się w PiS. To jest właśnie ten Testament Lecha Kaczyńskiego, który usiłuje negować Jan Filip Libicki. Niestety, ten Testament istnieje, choć Zmarły Prezydent nie jest jego rzeczywistym autorem. Copyrighty przysługują Adamowi Mickiewiczowi i Juliuszowi Słowackiemu. To w ich patriotycznej poezji została sformułowana wizja bezkompromisowej i bezmyślnej walki do końca, do ostatniego człowieka, bez oglądania się na szanse i okoliczności. Dzisiejsi apologeci Powstania Warszawskiego, świadomie czy nieświadomie, wpisują się w narrację świata głoszoną przez Jarosława Kaczyńskiego. Pamiętacie Państwo słynny wyjazd Lecha Kaczyńskiego do Tbilisi? Całe to „niepodległościowe” wymachiwanie szabelką i lancą zakończoną orzełkiem przed frontem rosyjskich czołgów? To jest właśnie najczystszy romantyzm polityczny. Ci nasi „niepodległościowcy” dalej wierzą, że „Polska jest Chrystusem narodów”, że trzeba „walczyć za wolność naszą i waszą”.

Insurekcjoniści nie uczą się na swoich błędach, bowiem czczą klęski. Gloria victis – oto istota rzeczy. Tu nie chodzi o to, aby wygrać, ale by zginąć w walce. Chodzi o to, żeby przegrać i budować martyrologię. Mówiąc wprost: w Polsce, aby zostać bohaterem, trzeba zginąć, najlepiej bezsensownie i głupio. Nie czci się tu zwycięzców, lecz wiecznie przegranych. Mało kto pamięta o Powstaniu Wielkopolskim. Dlaczego? Bo było zwycięskie. Właśnie dlatego tradycję powstańczą należy zwalczać, gdyż „fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki”.

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w tygodniku Najwyższy Czas!

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Dlaczego należy w kółko dyskutować o Powstaniu Warszawskim?”

  1. @Autor: Gen Patton mówił, że to „oni” (Niemcy) mają umierać, a nie „Yankee boys” – tak mówił dowódca – człowiek sukcesu. Natomiast romantyczne podejsćie w stylu cytowanego „Tu nie chodzi o to, aby wygrać, ale aby zginąć w walce. Chodzi o to, aby przegrać i budować martyrologię. Mówiąc wprost: w Polsce, aby zostać bohaterem, trzeba zginąć, najlepiej bezsensownie i głupio. „, to podejście właściwe dla miernot i nieudaczników – sakralizacja niekompetencji. Jest to prawdziwy jad dla narodowej mentalnosci. Powinno sie to zwalczać z pozycji Pattonowskich, cynicznie i bezczelnie: przegrani swoją przegrana dowodzą niekompetencji i nie są w żadnym razie wzorem do nasladowania. Oczywiscie, nie należy mieszac utraty zycia z przegrana: oddział Leonidasa skutecznie opóźnił marsz Persów, podobnie jak „bunkrowcy” kpt. Raginisa – marsz Niemców. Efekt ich ofiary zycia był realny – wręcz mierzalny, np. e godzina opóźnienia marszy wojsk najeźdźcy. Insurekcjonistów nalezy pytac o realne, materialne miary ichnich tzw. „moralnych zwyciestw”, nie żadne „duchy narodu”, uje-muje-dzikie-węże, ale konkrety materialne. Gwarantuję malownicze wybuchy bezradnej wściekłości, epitety, odsądzanie od czci i wiary. Miłej zabawy.

  2. Jedno zastrzeżenie, co do 1981r: Tak się najwyraźniej zdawało gen. Jaruzelskiemu, który przed natarciem czołgami na opozycję wygrał wojnę psychologiczną strasząc społeczeństwo w telewizji wizją gigantycznego kryzysu wywołanego przez strajki. Mimo to musiał mieć wątpliwości co do powodzenia tego manewru skoro zdecydował się na operację wojskową przeciw społeczeństwu(stąd też pewnie prośby o pomoc od Wielkiego Brata). Z drugiej strony „Solidarność” wciąż miała przed oczami sowiecką interwencję na Węgrzech i Czechosłowacji, wiec gryzła się w język ograniczając postulaty by nie zaogniać sytuacji. Reasumując: panował wtedy istny cyrk we władzy i opozycji, każde z nich bało się społeczeństwa, pogrążonego wtedy w kompletnym marazmie. Jaruzelski zwyciężył zanim wyprowadził czołgi na ulicę, problem w tym, że nie zdawał raczej sobie z tego sprawy…

  3. Niestety, ale z prawidłowego rozumowania Adama wynika jeszcze jedno – że w ’81 Polacy dostali w kość za słabo, żeby zmądrzeć. I oto należy mieć pretensję do Generała.

  4. Szansa powodzenia Powstania Listopadowego byla calkiem realna— przynajmniej nie mniej niz wojny Chrobrego, Krzywoustego, Lokietka, Sobieskiego, czy nawet walk w 1918-20. Ktory to jeszcze kraj mial w Rosji carskiej autonomie, ze nagel niejaki Wielkoplski juz mogl na nia liczyc? Dodam jeszcze ze taka sama ulude zywil ksiaze Czartoryski po zaborach. Jak tez chec ugody z caratem w 1830 zawazyla prawdopodobnie o powstaniu. Te obydwie postawy tez byly przeciez manifestacja polskiego mesjanizmu…. cywilizowania dzikiego wschodniego sasiada. Jaruzel tez zapewne zgotowalby Polakom rzez…. gdyby… wlasnie czy to zasluga Kosciola i papieza, czy tez marazmu w spoleczenstwie? . Ale o Powstaniu Warszawskim trzeba mowic bo to byla glupsza decyzja anizeli Powstanie Styczniowe.

  5. @Konrad Rękas| Nie rozumiem dlaczego przypisuje Pan poglądy insurekcyjne zbiorczo „Polakom”. Z tego co zauważyłem u naszego licznego (za przeproszeniem)”polactwa”, które na punkcie polskości ma kompleksy, nie ma apologii powstań jako kolejnego powodu do wstydu. Stronnictwo insurekcyjne to przede wszystkim rozkrzyczana grupa publicystów, polityków etc. A Jaruzel akurat wybił te marzenia(jeśli w ogóle istniały) skutecznie acz nie tyle za pomocą czołgów co telewizji. Gdyby Polacy przypominali wtedy powstańców nie udało by się wystraszyć ich brakiem ciepłej wody w kranie. Poza tym uważam stwierdzenie, że tow. generał zapobiegł powstaniu za absurd, bo gdyby rzeczywiście wtedy powstanie nam groziło to wybuchło by ono raczej W REAKCJI na stan wojenny tak jak dawniej na brankę Wielopolskiego.@Piotr.Kozaczewski| Szkoda, że nie zacytował Pan Pattona bo to jedno z moich ulubionych powiedzonek ;-D

  6. „Szanse powstania listopadowego”? Przy takiej różnicy potencjałów między Rosją a Polską? W takiej sytuacji zawsze zachodzi ten sam mechanizm – strona słabsza musi wygrywać wszystkie kolejne bitwy, żeby przetrwać, a strona silniejsza wystarczy, że wygra jedną. Nawet zresztą, gdybyśmy zmęczyli Rosjan (na co liczyli kolejni wodzowie polscy) – to realia geopolityczne były jasno określone: niczym podczas insurekcji kościuszkowskiej, mielibyśmy na karku Prusaków.

  7. @Konrad Rekas Mechanizm ktory pan opisal dziala w przypadku kazdego panstwa istniejacego dluzej niz jeden dzien. Pozwole sobie jednak zacytowac Clausewitza ….” istnialy panstewka, ktore mozna bylo przejsc na piechote od switu do zmierzchu, a mimo to zachowywaly niezaleznosc przez setki lat gdyz silniejsi od nich bronili tej niezaleznosci i rownowagi sil; Polska jest jednak wyjatkiem, tam jak w stepie tatarskim wyniki pojedynczej elekcji ( dotyczylo to sejmu powszechnego) niweczyly wysilki pokolen i poswiecenia skarbu sojusznikow”———– a chodzilo mu o to, ze Polska, ze wzgledu na zasade „gdzie dwoch Polakow tam trzy partie”, nie prowadzila jednoznacznie ukierunkowanej polityki od czasu Jagiellonow.

  8. @ Konrad Rękas „Przy takiej różnicy potencjałów między Rosją a Polską?” Jeśli o powstaniach, jak twierdzi prof. Wielomski jest sens „mówić w kółko”, ze względu na odniesienia do współczesności, to bądźmy konsekwentni. Czy dziś Polska z Rosją i Niemcami ma szanse? Czyli, jeśli Niemcy zażądają od nas o ziem na zachód od Wisły, a Rosjanie ziem wschodnich, to powinniśmy je oddać bez walki? Jeśli tak, to po co marnować pieniądze na posiadanie armii? Może lepiej prowadzić politykę saską, czyli wejść w sojusz z sąsiadami, a samemu armii nie mieć 😉 Myślę, że taka jest główna myśl autora, który od lat powtarza, że „obydwa nasze czołgi”, na niewiele się zdadzą. Vive le pacifisme!

  9. @Alek: Jeśli z góry znany jest wynik walki (nie obronimy siebie ani kogoś) – to jaki byłby cel walki? Poprawa naszego samopoczucia? „Nahrhrhród i hononohrhrhr”, 🙂 ?

  10. Oczywiście, że decydująca jest w tym przypadku dyplomacja. Wojsko natomiast jest potrzebne z dwóch powodów – po pierwsze ewentualnych konfliktów lokalnych (granicznych, etnicznych) lub wewnętrznych, a także ze względów propagandowo wychowawczych. Odnośnie pierwszego – od przedwojnia w zasadzie nie potrzebujemy praktycznie Marynarki Wojennej – jeśli za potrzebę uznajemy wielkie bitwy morskie. Ale jeśli chodzi nam o ganianie naruszających naszą strefę kutrów rybackich – to PMW ma praktyczne zastosowanie.

  11. Piotr.Kozaczewski & Konrad Rękas – Jak rozumiem honor jest rzeczą bez większego znaczenia. Czy konserwatysta w takim ujęciu, jakie Panowie proponują nie jest męskim odpowiednikiem kobiety, której nie sposób zgwałcić, bo ona zawsze „jest w stanie się dogadać”?

  12. Widzi Pan, defetyzm to jest straszna choroba, bo on zamyka oczy na możliwości. Defetyści nie dostrzegają tego, co widzą umiarkowani optymiści. Honor nie jest jedynym celem walki z silniejszym (choć w zasadzie powinniśmy mówić o dumie narodowej, która jakąś tam wartość też ma). Są inne względy. Generał Skrzypczak mówi, że skuteczne szturmowanie terenu Polski wymaga 6-krotnej przewagi. Niemcy są od nas liczniejsi 2-krotnie, a Rosja 3,5-krotnie. Nie sądzę więc, byśmy jako naród z takim potencjałem, jaki mamy, nie byli w stanie docelowo wygenerować siły zbrojnej zdolnej do skutecznej wojny obronnej przeciw Niemcom lub Rosji. Poza tym, nawet jeśli przyjmiemy duże ryzyko porażki, to przekonanie przeciwnika o tym, że będziemy walczyć do ostatniego zgliszcza, może ukazać agresję jako nieopłacalną już na etapie koncepcyjnym. Rozsądny drapieżnik nie poluje na to, czego konsumpcja grozi połamaniem zębów. Państwa też nie lubią konfliktów niesymetrycznych, w których stracą masę żołnierzy, a na końcu, co najwyżej zdobędą ruiny. Powinniśmy przynajmniej starać się przekonać naszych sąsiadów, żeby właśnie tak myśleli, a ciągłe sianie defetyzmu temu nie służy.

  13. Piszę ewentualności obrony terytorium, więc o jakie „chcenie” Panu chodzi? To tak jakby zapytać, czy chce Pan być gwałconym kolejno czy zbiorowo. No to jak Pan chce? PS. Znowu szwankuje umiejętność czytania ze zrozumieniem…

  14. Obchody rocznic Powstania Warszawskiego są potrzebne. Należy przecież oddać hołd tym tysiącom ludzi, którzy tam zginęli, bądź co bądź za Ojczyznę i słusznie czy nie słusznie, czy był to bezsensowny bój czy nie, należy czcić ich pamięć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.