Dlaczego nie czytam „Naszego Dziennika”

Łabędzi śpiew „Naszego Dziennika”. Z tekstu „PJN grozi Radiu Maryja” (18.04.2011) powiało grozą. Okazuje się, że PJN (PiS-bis) chce dokonać zmian w ustawie o radiofonii i telewizji w punktach dotyczących nadawców społecznych, do których zalicza się Radio Maryja, polegających na przykręceniu śruby tym, którzy angażują się w agitację na rzecz konkretnych partii politycznych. PJN wyszła z założenia, że skoro nadawcy społeczni traktowani są w sposób szczególny, chociażby w kwestii opłat za koncesję, powinni tak nadawać, żeby nie budzić politycznego absmaku.

– Tę sprawę trzeba wreszcie uporządkować i my – jako PJN – mamy odwagę to zrobić. Większą niż Episkopat. Większą niż Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Większą niż Platforma Obywatelska i większą niż Jarosław Gowin – zadeklarował poseł PiS-bis Filip Libicki, którego o taką odwagę nikt dotychczas nie podejrzewał. Deklarację posła przyjęto z dość dużym niedowierzaniem, bo pan poseł dotychczas z sympatią wypowiadał się o mediach Ojca Dyrektora, ale być może zadziałał tu klasyczny mechanizm polegający na tym, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia.

Klangor, co oczywiste, podnieśli od razu posłowie PiS-u, co całej sprawie dodało charakterystycznego uroku. – Widać wyraźnie, że wraz ze zmniejszaniem poparcia sondażowego dla PJN jednocześnie wzrasta frustracja członków tego ugrupowania i starają się szukać winnych wszędzie, tylko nie u siebie – zauważył na łamach „Naszego Dziennika” poseł PiS Artur Górski. Pokazał tym samym barwny obraz relacji pomiędzy stronnictwami smoleńskimi, które w niczym się nie różniąc, na gwałt szukają różnicy. Analogia do potyczek bolszewików z mienszewikami narzuca się sama.

Wracając do „Naszego Dziennika”, to przyznam się, że ani mnie on ziębi, ani parzy. Od dawna nie sięgam po jego lekturę, bo nie przepadam za eklektyzmem piłsudczykowsko-chadeckim. Nie potrafię przebrnąć przez smoleńską publicystykę, której nasycenie dawno przekroczyło jakiekolwiek rozsądne proporcje i przyzwoitość. Także ostatnia iluminacja w sprawie śp. Lecha Kaczyńskiego, którego „Nasz Dziennik” do niedawna słusznie krytykował za różne szkodliwe działania, budzi we mnie niesmak.

Od roku „Nasz Dziennik” stał się codziennym dodatkiem do jakobińskiej „Gazety Polskiej”. A jaka „Gazeta Polska” jest – każdy przytomny Polak widzi. Narodowy mesjanizm, geopolityczna fantastyka, metafizyka smoleńsko-katyńska, insurekcyjny amok, groteskowa piłsudczyzna czy syndrom wiecznej ofiary, to tylko pobieżne atrybuty intelektualne tego środowiska. W tym klimacie, o dziwo, odnalazł się „Nasz Dziennik”, którego linia redakcyjna zespoliła się z wizją Prawa i Sprawiedliwości, wizją utylitarną i uzurpatorską, mającą z prawicą niewiele wspólnego. Szkoda.

Maciej Eckardt
www.eckardt.pl

[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Dlaczego nie czytam „Naszego Dziennika””

  1. Wycieczka na Wawelu…. Oto sarkofag Jagielły który rozbił Krzyzaków pod Grunwaldem….. Tu lezy Jan III Sobieski – rozbił Turków pod Wiedniem.. tu proszę wycieczki – wskazuje następny sarkofag – leży Piłsudski który rozbił Bolszewików pod Warszawą… a Tu leży Kaczyński – rozbił Tu145 pod Smoleńskiem….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.