Fietkiewicz: “Człowiek jest tylko cieniem kształtu, którym myśli, że sam jest.”

Temat różnorodności etnicznej i rasowej, czyli parę słów o rasizmie i czemu tak naprawdę on nie istnieje, chociaż istnieją różne rasy ludzkie.

Żeby zacząć mówić o rasach i rasizmie trzeba zacząć od fundamentów dyskusji i rozmowy, o tym kim i czym jest człowiek i jaką rolę pełni w środowisku, w którym żyje i jaką rolę tak naprawdę ma w tym ewolucja.

Czym w ogóle jest ewolucja?

Ewolucja to efekt naturalnej adaptowalności organizmów żywych do zmiennych środowiskowych w jakich idzie im funkcjonować. Fundamentalnie można by zadać pytanie czy erozja skał na skutek deszczu/temperatury czy grawitacji, też nie jest formą ewolucji materii martwej, gdyż funkcjonuje ona w środowisku i jest cały czas poddawana przez nie same próbom. Jednakże w porównaniu do materii żywej, skały w tym przypadku, aktywnie nie zmieniają się, by oprzeć się siłom zewnętrznym, a raczej ustępują im i ulegają zniszczeniu. Materia martwa w skali czasu działa pasywnie, podczas gdy materia żywa, dzięki ewolucji jest aktywna.

Pomimo, że zgodnie z entropią wszystko dąży do stanu najniższej energii, na skutek skomplikowania wielu procesów i przemian materii, z perspektywy życia człowieka, tworzy się naturalny chaos, który w niczym nie przypomina ładu (chociaż można polemizować, że absolutny chaos jest absolutnym ładem). Jeśli świat dąży do całkowitego zatrzymania i equlibrium, to w tak powstałym środowisku, to jakiekolwiek życie nie jest możliwe, więc można tu zadać pytanie czy życie jest tylko czkawką istnienia?

Niezależnie, jednak od tego co się przyjmie za finalny stan rzeczy, “Życie” posiada naturalną obronę przed rzeczywistością, które chce go zniszczyć – a obroną tą jest ewolucja, która paradoksalnie też korzysta w pewien sposób z minimalizmu energetycznego (entropii). Co ważne, to to, że ewolucja daje poszczególnym przedstawicielom życia, broń lub obronę na tyle dużą, by przetrwać, ale w żaden sposób nie nadmiarową, czyli niezbędne. Zbędne rzeczy z czasem, jak skała, ulegają degeneracji i zostają odrzucone lub przeinaczone w coś, co może pełnić inną/nową funkcję albo zbliżoną, ale nigdy nie tą samą.

Współczesny człowiek myślący (homo sapiens sapiens) został wykreowany przez środowisko w okresie ok. 250-200 tyś lat temu. Odpowiedzialność za jego powstanie, jak i jego poprzedników, spada oczywiście na chaotyczne (z ludzkiej perspektywy) zmiany klimatu, fauny i flory w otoczeniu jego przodków lub przypadkowe “odkrycie” /” pojawienie się” cech, które pozwoliło zapełnić nową/czy obecnie nie zajmowaną lukę w lokalnym środowisku.

Robiąc małą dygresję, w tym miejscu można poruszyć temat, o tym jak bardzo zmieniła się nasza dieta, a raczej jak zmiana diety wpłynęła, na to, że pojawiła się szansa dla przodków wszystkich gatunków ludzi. Jest to na tyle istotny temat, że w rozmowie o tym kim jest człowiek, trzeba ściśle zdefiniować, jakie ma cechy i jaką ma genezę.

Patrząc się na szympansy i na podobieństwa jakie między nimi, a ludźmi są, jak i na wspólnych przodków, w związku z tym, że genetycznie obydwa gatunki są bardzo zbliżone, widać nieprzypadkowe zbieżności i to nie tylko pod względem zachowań społecznych, psychologicznych czy bazowych anatomicznych różnic, ale również pod względem diety.

Skupiając się w pełni na tym, z badań antropologicznych oraz biologicznych wynika, że dieta ewolucyjnie była, w większości, jak nie w całości, na pewnym etapie tylko wegańska. Można oczywiście polemizować, co jest trudniejsze w przetworzeniu, czy mięso, czy rośliny – ale na pewnym poziomie abstrakcji, jeśli uznamy rośliny i zwierzęta, jako życie, to tkanka roślinna też jest swego rodzaju mięsem rośliny. Oczywiście z tą różnicą, że roślinna tkanka posiada ogromną różnicę w budowie, w stosunku do np. białkowego mięśnia.

Niezależnie, z innych badań i obserwacji wiadomym jest, że w zdecydowanej większości, szczególnie parę milionów lat temu, w obszarach środkowo-południowej Afryki, roślinność była bardzo bogata i pokryta dużą liczbą jezior[1]. Inaczej mówiąc była bardzo sprzyjająca różnorodnemu życiu.

Wśród ssaków najpopularniejszym naturalnym pokarmem wysoko kalorycznym jest i było mleko matki. Mleko to jednak produkowane jest tylko do określonego wieku potomstwa, a w późniejszym okresie całkowicie zostaje zastąpione normalnym pożywieniem. Omawiając to w kontraście do roślinności, trzeba pamiętać, że poza niewieloma wyjątkami, jest ona zdecydowanie mniej kaloryczna (w stosunku do objętości) niż pokarm mięsny czy taki o pochodzeniu zwierzęcym (jak wspomniane mleko matki). Dla większości zwierząt przez większa część ich życia, jest spędzana albo na spaniu, albo na szukaniu pokarmu czy polowaniu. W szczególności roślinożercy spędzają zdecydowaną część dnia na pastwiskach, a w związku z małą kalorycznością traw i liści, muszą spożywać je w dużych ilościach, w dużych okresach czasowych. Kalorycznie roślinnym wyjątkiem stanowią tu dla przykładu owoce i orzechy, ale obydwie te grupy pokarmu pojawiają się tylko sezonowo, zmuszając większość zwierząt roślinożernych do monotonnej mało wydajnej diety traw i liści.

Drapieżniki w kontraście spędzają sporo czasu na polowaniu i udoskonalaniu swoich umiejętności łowieckich – nie każde polowanie jest udane, a dodatkowo każda próba obarczona jest kosztem wartościowych kalorii. Szczególnie jest to widoczne w okresie jesieni i zimy (w umiarkowanych klimatach), tak więc dla nich ważne jest to, by upolowany pokarm to kompensował. W przypadku niektórych drapieżnych zwierząt (niedźwiedzie), czasem mogą one wspomóc się czasowo dietą roślinną, jednakże by być w pełni odżywionym, muszą one regularnie polować, szczególnie przed snem zimowym.

W sytuacji nadwyżki pożywienia i zmniejszenia zagrożenia ze strony innych drapieżników, z perspektywy ewolucji dzieje się bardzo ważna rzecz – następuje wzrost danej populacji, do momentu wyrównania (czasem i przekroczenia) dostępnego pożywienia lub do chwili, gdy innych drapieżników nie pojawi się proporcjonalnie więcej. Z tym wzrostem liczebności silnie związany jest inny efekt (dla uproszczenia modelu, warto przyjąć, że występuje tylko jeden gatunek w danym obszarze). Pojawia się konkurencja pomiędzy przedstawicielami tego samego gatunku o ograniczone zasoby. W wyniku tej rywalizacji i przy pomocy ewolucji (przypadkowej mutacji i adaptacji), u paru osobników pojawią się cechy, które można skategoryzować jako “silniejsze” lub wydajniejsze. Osobniki, u których pojawią się takie cechy, przekażą swoje geny sprawniej, ulepszając gatunek i eliminując tym samym konkurencję.

Jedną z możliwości, jaką mogą przybrać te “wydajniejsze” cechy, jest potencjalny wzrost objętości mózgu. Ważną rzeczą, o której trzeba pamiętać, mówiąc o nim, jest to, że jako organ ma on bardzo ogromne zapotrzebowanie na energię – nieproporcjonalnie większe niż inne. Każdy wzrost objętości mózgu, czy dodatkowych jego funkcji powoduje nieliniowy wzrost zapotrzebowania na pokarm. Jak pokazuje na to biologia, wzrost inteligencji, prawie zawsze przekłada się na lepsze dostosowanie, do dowolnych warunków, ale może się to uwydatnić tylko w przypadku stabilnego źródła pożywienia, w pierwszej kolejności.

Pewnym przykładem pułapki ewolucyjnej (w stosunku do nadmiaru pożywienia i braku naturalnych drapieżników) jest koala. Te niewielkie zwierzę, żyjące w Australii w koronach drzew i żywiące się praktycznie tylko eukaliptusem (który wyjątkowo dla wszystkich innych zwierząt jest trujący), na pierwszy rzut oka może wydawać się doskonale przystosowanym gatunkiem, jednakże w rzeczywistości, jest wiele negatywnych konsekwencji jego stylu życia, chociaż naturalnie nie konkurują z innymi gatunkami o pokarm oraz nie występują w danych obszarze żadni ich naturalni wrogowie.

To co umożliwia im (koalom) egzystencję w danym środowisku, jest fakt posiadania wyjątkowych bakterii trawiących liście eukaliptusa i neutralizujące jego toksyny. Wykształciły one tą odporność przez wiele lat dostosowywania się i przekazywania ich (przez odchody) następnym pokoleniom.

Warto zauważyć, że de facto każda roślina jest trująca bez wyjątku. Tyle że, zarówno ludzie, jak inne zwierząt, również jak koale, z czasem wykształciły odporność na część z nich, umożliwiając tym samym bezpieczne ich trawienie i wyciąganie wartości odżywczych.

Fakt, że koala praktycznie mieszka całe swoje życie w koronach eukaliptusa, nie posiada on żadnej zbliżonej chociażby konkurencji pokarmu z tego drzewa. Dodatkowo wcześniej wspomniany brak drapieżników umacnia je (koale) w danej niszy środowiskowej. Ów brak drapieżników, jest związany silnie z ich dietą, gdyż po strawieniu ogromnych ilości tego drzewa, część z toksyn eukaliptusa przenika do mięsa koali, powodując, że dla drapieżników jest ono niesmaczne i powodujące niestrawności oraz konwulsje.

Przechodząc do sedna, pojawia się tu pewien problem. Mózg koali, jak i jego zdolności motoryczne na tle innych zwierząt wypadają słabiej niż przeciętnie. Jest to związane z tym, że koale nie są wstanie w żaden sposób zwiększyć swoich zdolności kognitywnych, tak by łatwiej zbierać pożywienie, ponieważ liście eukaliptusa są niezwykle małokaloryczne. Nie należy do rzadkości sytuacja w naturze, gdy koala zjadając całe liście w koronie drzewa, na którym żyje umiera z głodu, ponieważ nie potrafi on przenieść się na inne. Jego percepcja rzeczywistości jest często jest niewystarczająca, by ocenić sytuację w jakiej się znajduje.

Tak, więc bez zwiększenia własnej inteligencji (poprzez zwiększenie objętości mózgu) koala nie będzie mógł być wydajniejszy pod względem jedzenia, a bez tej wydajności, też nie jest wstanie się rozwinąć. Jedyna nadzieja dla koali (chociaż nie ucieczka), w tym błędnym kole, jest taka, że niższa ewolucyjna, w której się znalazł, jest bezpieczna – póki taki stan rzeczy się utrzyma, koala będzie mógł przetrwać. Tyle, że przy najdrobniejszej zmianie, dotyczącej czy to drzew na których się rozwija, klimatu czy otoczenia – miś koala będzie zmuszony do brutalnej próby adaptacji, która pewnie skończy się dla niego tragicznie.

Wracając, jednak w dyskusji do naczelnych, w sytuacji zmiany klimatu i cofnięcia się podrównikowych lasów, część z nich, tysiące lat temu, została zmuszona do życia na sawannie wśród dużo niższych drzew i mniej bogatej roślinności. Wymusiło to przystosowanie się do diety bardziej nastawionej na mięso i o ile duża część małp do dziś w swoich dietach spożywa je, to procent jakie stanowi ono współcześnie jest nieznaczne, choć istotne, ale większe niż było to wtedy.

Przechodząc do człowieka, pierwszy krok, jaki został podjęty w etapie wykreowania go, było właśnie zwiększenie przyjmowania pokarmu mięsnego, przez przedstawicieli naczelnych, którzy zostali zmuszeni do zejścia i rezygnacji z życia bezpiecznie wśród koron drzew. Oczywiście, sam fakt przyjmowania większej liczby mięsa nie był wystarczający w tym celu, jednakże stanowił fundament późniejszych zmian i nowych cech, takich jak chociażby wyprostowana postura (które wielce pomogła w dostrzeganiu innych zagrożeń na terenach płaskich, jak i wypatrywaniu ofiary). Ogólny wzrostem kaloryczności pożywienia (połączony ze zmianą diety na bardziej mięsną) umożliwił rozwój kory mózgowej, która w zamian odblokowała dodatkową inteligencję, niezbędną do dalszego rozwoju.

Na tym etapie, dla pewnego uproszczenia możemy zacząć mówić już o człowieku prawie współczesnym. Człowiek ten, dzięki nowo nabytej inteligencji, nauczył się robić narzędzia, które nie dość, że zmniejszyły śmiertelność podczas polowań, to jeszcze zwiększyły ich wydajność, jeszcze bardziej przyśpieszając ogólny cykl rozwoju. Kolejnym ogromnym osiągnięciem, było wynalezienie i kontrola ognia oraz obróbki mięsa.

Surowe mięso, o ile jest też przyzwoicie trawione przez enzymy współczesnego człowieka, to upieczenie go sprawia, że jest zdecydowanie bezpieczniejsze do spożycia i łatwiejsze w trawieniu, co przekłada się na kaloryczność. Chociaż prawdą jest, że dowolna obróbka termiczna niszczy część składników, jednakże te które pozostają, nie są w tak dużej liczbie wydalane.

Podążając dalej tym cyklem zwiększania objętości mózgu i wydajniejszym łowom, a co za tym idzie, większym udziale mięsa w diecie, upraszczając na potrzeby dyskusji tysiące lat adaptacji, człowiek był wstanie rozwinąć się na tyle, że przestał prowadzić koczowniczy tryb życia i zaczął osiadać w bogatych w pożywienie miejscach na stałe przyzwyczajając się do lokalnego pożywienia.

Praktycznie do współczesnych czasów, tym zakresie niewiele się zmieniło, co jest bardzo istotne poruszając temat ludzkich ras czy debaty o tym, czy człowiek jest z natury mięsożercą?

Odpowiadając na to pytanie, można wspierać się poniższymi przykładami.

Po pierwsze część z ludzi, która osiadła w Europie – pomijając i upraszczając fakt, że w międzyczasie gatunek homo sapiens wymieszał się z Neandertalczykiem (tym samym wykorzystał część ich cech do własnego zaadoptowania), na dużo późniejszym etapie wykształcił się trwale jeden z enzymów trawiących mleko i białko będące jego składnikiem. Nawiązując do wcześniejszej wzmianki o mleku matki, każdy ssak posiada zdolność trawienia laktozy, tyle że jest ona w całości zatracana w późniejszym etapie życia. Tylko człowiek z Europy (chociaż także inne ludy, które miały bliski z nim kontakt), nauczył się przez większość, swojego życia utrzymać i wytwarzać ten enzym. Przedstawicie innych grup ludzkich, żyjących głównie na innych kontynentach (dalekiej Azji, Ameryk czy Oceanii) posiadają znaczną nietolerancję laktozy, gdyż przez wieki, jakie przyszło im adaptować się do lokalnej fauny i flory, w skład ich diety nie wchodziły produkty mleczne w tak dużej liczbie. Warto chociaż wspomnieć, że współcześni Europejczycy również zatracili częściowo tę zdolność, chociaż jeszcze nie w takiej skali, jak inne grupy.

W drugim przykładzie można wziąć na stół Azjatów – a dokładniej Azjatów żyjących na krańcu kontynentu oraz wyspach Oceanii. W związku z uwarunkowaniem klimatycznym rośliną, która była najczęściej tam spożywana był i jest ryż, (trawa, która nawet po ugotowaniu, stanowi nie lada wyzwanie dla ludzkiego układu pokarmowego). Grupy żyjące w tym obszarze, w wyniku adaptacji środowiskowej, wykształcili dłuższej miary jelita niż w porównaniu do Europejczyków[2] (w stosunku do wysokości ciała)[3]. Dodatkowa długość tego narządu pozwala im na wydajniejszą absorbcję wartości odżywczych z roślin i jeśli dodatkowo połączy się to z faktem, że liczba czerwonego mięsa spożywanego zarówno w Chinach, Japonii czy Oceanii, na przestrzeni tysięcy lat była zdecydowanie mniejsza, daje to dodatkowe biologiczne uzasadnienie różnic w długości. Ogólnie rzecz biorąc spożywane mięso w trakcie trawienia (w pewnym uproszczeniu), sprawia wrażenie gnicia i rozkładu, w związku z czym, organizm stara się je jak najszybciej wydalić (po drodze, jednak absorbując co może). Patrząc więc, na biologiczne uwarunkowanie, można bezpiecznie stwierdzić, że wschodni Azjaci, są w większym stopniu przystosowani do diety wegetariańskiej/wegańskiej, niż Europejczycy i jeśli spojrzeć na problem nadprodukcji żywności na świecie, pod względem wydajności produkty roślinne, a szczególnie ryż, powinny być wciąż podstawą diety ludzi z genami pochodzącymi z tego rejonu, gdyż są oni wstanie optymalniej z tego pożywienia korzystać.

Jako trzeci przykład, adaptacyjnie odwrotny do drugiego, można spojrzeć na grupę Inuitów żyjących w północnej Ameryce (Kanada, Alaska) czy Grenlandii. Wśród nich, żyje sporo plemion, którzy zdecydowali się zamieszkiwać jedne z najbardziej odludnych i najzimniejszych miejsc na Ziemi. Ich domy, jak i środowisko, w którym żyją potrafią być przez cały rok skute lodem lub przykryte śniegiem. W takim warunkach naturalna roślinność po prostu nie występuje. Ludzie, by przetrwać, musieli przystosować się do diety złożonej tylko i wyłącznie z mięsa: mięsa ryb czy innych ssaków morskich[4]. Dzięki temu przystosowaniu, w stosunku do Europejczyków, nie są oni zagrożeni chorobami związanych z nadmierną ilością spożywanego mięsa – nie posiadają znacznie podwyższonego poziomu cholesterolu, ani też nie potrzebują spożywać pokarmów roślinnych, by utrzymać zbalansowaną dietę. Ich organizmy w pełni zaadoptowały się do prawie stu procentowo mięsnego pożywienia.

Ogólnie rzecz biorąc dieta taka, jest uważana jako czyszcząca organizm z roślinnych toksyn i jest uważana za wartościową, chociaż nie do utrzymania przez dłuższy okres czasu[5].

W związku z tym, że przodkowie ludzi, jak i innych naczelnych posiadali cechy, które umożliwiały im bezpośrednie polowanie czy spożywanie surowego mięsa, tak i współcześni ludzie posiadają pewne pozostałości tych cech – dla przykładu wyraźne kły, które choć za słabo rozwinięte do rozrywania surowego mięsa i obecne przystosowane do trochę innej funkcji, są wciąż dowodem na drapieżną przeszłość gatunku. Ich dalszy zanik może spowodować nieodwracalne skutki i trwałą utratę ewentualnej adaptacji w celu przetrwania na diecie w większości mięsnej. Zakładając, że roślinność byłaby niewystarczająca do spełnienia zapotrzebowania energetycznego dla całej populacji.

Niekwestionowanym fundamentem, tego co czyni człowieka człowiekiem, jest właśnie ta zdolność adaptacji (chociaż nie jest ona tylko jego na wyłączność). Dzięki niej, gatunek ludzki był wstanie zasiedlić prawie cały glob i przystosować się do przeróżnych diet i klimatów. Zaniedbanie tej kluczowej, z perspektywy ewolucji zdolności, czy też próba przejścia w pełni na dietę wegetariańską czy wegańską, w najlepszym wypadku spowoduje spowolnienie przyszłego rozwoju ludzkości, jak nie stworzenie sytuacji, w której gatunek będzie silnie ograniczony brakiem alternatyw żywieniowych.

Prawdą jest jednak, że dzięki współczesnej technologii i globalizacji, człowiek posiada dziś nieporównywalną, z niczym innym z przeszłości, zdolność produkowania pożywienia – czy to mięsnego czy roślinnego. Jednakże, nie może i nie powinno być zakładane, że ta zdolność pozostanie na tym samym poziomie, szczególnie że są dowody na to, że masowa produkcja niektórych tzw. super-roślin, jest jeszcze bardziej szkodliwa dla środowiska[6], niż produkcja zwierząt hodowlanych[7] (pod względem zapotrzebowania na wodę).

Mając na uwadze wszystkie te przytoczone przykłady, można przejść do konsekwentnie do tematu ras i migracji ludzkiej. Jak zostało do tej pory udowodnione, każdy organizm funkcjonuje optymalnie w środowisku, w którym powstał i do którego się zaadoptował. Globalizm w przypadku ludzi, spowodował, że unikatowe cechy poszczególnych grup ludzkich zaczęły się mieszać pomiędzy społecznościami na różnych kontynentach – i o ile człowiek posiada dziś zdolność produkcyjną i mentalną, by kompensować te niewydajności powstałe w wyniku przemieszania, jest pewne ryzyko z tym związane.

Przypominając kluczem dla każdego gatunku jest przetrwanie i zachowanie szerokiego arsenału unikatowych narzędzi. Zmiany adaptacyjnie do nowego środowiska (na skutek ewolucji) uwydatniają się na przestrzeni tysięcy lat. Jakakolwiek próba przystosowania się pojedynczych jednostek w nowym środowisku, jest z krótkiej perspektywy całkowicie nieopłacalna i niemożliwa – wymagałaby ona głębokiej ingerencji w biologię i genetykę osobnika. Kolorową analogią byłoby porównanie, w którym np. do Londyńskiego zoo został sprowadzony wcześniej wspomniany miś koala, którego optymalne pożywienie (w tym wypadku jedyne) byłoby specjalnie sprowadzane z drugiej półkuli globu ziemskiego.

Człowiek, dla celów zachowania różnorodności cech we własnym gatunku, powinien w bardzo ograniczony i odpowiedzialny sposób, pozwalać przemieszczać się na stałe osobnikom niezależnie z jego gatunku czy innego – ludzka historia zna przypadki specjalnego i przypadkowego sprowadzenia bardzo inwazyjnego gatunku, który zdominował nieodwracalnie lokalny ekosystem. Tworząc kolorowe porównanie można spojrzeć na ten problem, jak na skrzynkę z narzędziami. Im większa jest różnorodność, tym dla dowolnej sytuacji znajdzie się optymalne narzędzie, a im mniejsza, tym trudniej i mniej efektywnie (jeśli w ogóle), można wykonywać poszczególne czynności.

Tak, więc odnosząc się do myśli przewodniej jako definicję rasy można założyć, zbiór cech charakteryzujących poszczególne grupy (ludzi w tym przypadku), dla których zostały one ukształtowane w danym środowisku i które służą do optymalnego przetrwania w nim. Przytoczyć tu można naturalne występowanie koloru włosów blond w zimniejszej części Europy, jako metody na radzenie sobie z północnym światłem słonecznym, albo występowanie czarnych kręconych włosów u ludzi zamieszkujących środkową Afrykę jako metody na rozwiązanie problemu gorąca i odprowadzania ciepła z czaszki (Podobnie ma się dyskusja dotycząca koloru skóry – poziomu melatoniny, czy innych charakterystycznych lokalnych cech środowiskowych). Różnorodność ta dotyczy większości cech naukowo przebadanych i skatalogowanych konkretnym grupom, jak choćby też IQ czy wcześniej omówiona dieta.

Rasizm rozumowany współcześnie jako płytka ogólnikowa klasyfikacja rasowa ludzi, jest typowym konstruktem społecznym, który fundamentalnie nie istnieje i nie nadaje się do dyskusji naukowej. Istnieje natomiast silna polemika do klasyfikowania pomiędzy poszczególnymi grupami konkretnych cech. Tyle, że w tym przypadku trzeba dokładnie definiować jakie cechy się generalizuje i upraszcza oraz na jakiej podstawie. Generalizowanie samo w sobie, ma podstawy naukowe i statyczne (krzywa Gaussa doskonale opisuje rozkład występowania cech), chociaż trzeba mieć na uwadze, że dla wyżej wspomnianych przykładów różnic rasowych, nie każdy Azjata będzie miał dłuższe jelita niż Europejczyk (statystycznie jednak, jako grupa/rasa taka zależność będzie występować). Inny przykład, który można tu omówić, dotyczy ludzi mieszkających w Himalajach, którzy posiadają nieznacznie różniące się czerwone krwinki od pozostałych przedstawicieli swojego gatunku[8] – ludzie z innych grup przebywając dłuższy czas w tych samych warunkach, dostosują się również niższej zawartości tlenu, jednakże po powrocie do ojczystych terenów, po paru miesiącach to przystosowanie zaniknie, co nie stanie się (przynajmniej w tak dużej skali) w przypadku rdzennych mieszkańców najwyższych gór Ziemi.

Tak, więc nazywanie rasizmem naukowego podejścia i skatalogowania cech, jest absurdalne i niepoważne, tym bardziej hipokryzyjne, gdy w tym samym momencie, jako rasa ludzie nie mają problemów z katalogowaniem innych gatunków i przypisywania im cech, ze względu na środowisko, dietę, wygląd czy kolor sierści.

Rozmawiając przy okazji, o tym tzw. rasizmie trzeba poruszyć temat Eugeniki i tego, czym ona jest. Eugenika zgodnie z definicją jest celowym działaniem, który na ma celu ukierunkowanie i uporządkowanie losowych zmian ewolucyjnych, w spójny i określony świadomie przez człowieka kierunek rozwoju. Przykładem działań eugenicznych na innych organizmach jest selektywne rozmnażanie np. domowych zwierząt (psów, koni, krów) czy roślin (pszenica, warzywa i owoce). W przypadku ludzi, do momentu, gdy pod wpływem globalizmu ludzki gatunek zaczął przemieszczać się dowolnie po całym globie do różnych środowisk, uciął on tym samym mechanizm ewolucji (czy przynajmniej spowolnił on tysiące lat jej pracy), powodując, że genetycznie ludzie, jako rasa zatracają swoją różnorodność i stają się bardziej pospolici. Doskonałą analogią jest tu wcześniej skrzynka z narzędziami. Ludzie, w całym spectrum swojej populacji są, jak narzędzia, w środowisku ziemi (skrzynki). Każdy z przedstawiciel jest w większości podobny do innego, ale jednocześnie w niewielkim stopniu inny, a w przypadku grup, które mieszkają w dużych odległościach od siebie możemy mówić o różnych narzędziach i różnych zadań, do jakich są optymalne. Globalizacja sprawiła, że w miejscu, gdzie powinny być młotki pojawiły się obcęgi i o ile, obcęgami można wbić gwoździe, to nie jest to wydajny sposób to tej czynności. O ile w lokalnym zakresie mieszanie cech i przekazywanie dodatkowych cech jest pozytywny dla wszystkich (w tej analogii np. lepsza rączka do trzymania wszystkich narzędzi), to zawsze powinno to być robione w ograniczonej i kontrolowanej eugeniką skali, gdyż istnieje duże ryzyko utraty fundamentalnych cech, które czynią młotek, młotkiem, a tym samym zapewniając bezpieczeństwo i funkcję wszystkim innym narzędziom. Pełna globalizacja i ujednolicenie społeczne, jak i kulturowe prowadzi, że człowiek przekształca się, w scyzoryk szwajcarski – niby uniwersalne narzędzie, które zawsze powinno się mieć pod ręką, tym samym całkowicie nieużyteczne narzędzie w przypadku bardziej wyspecjalizowanych zadań.

Celem człowieka jako gatunku powinna być różnorodność, ale nie w obszarze lokalnych grup, a w pełnym spektrum globalnej populacji, jak i wspieranie i rozwijanie tych cech, które globalnie przyczyniają się do postępu cywilizacyjnego i kulturowego w obrębie tych grup. Świadoma kontrola i rozwój w konkretnych zakresach pozwoli ludziom przyśpieszyć, to co ewolucja robi na ślepo i powoli – dzięki planowaniu i trzymaniu żelaznych zasad, potencjalne przetrwanie ludzkości (pewnie w lekko innej formie, ale dziedzicznie powiązanych), na innych planetach naszego układu, a tym samym zapewnienie ciągłości jest osiągalne i wydajniejsze niż pozwolenie na cofnięcie się w rozwoju w wyniku pospolicenia narzędzi.

Podobna rzecz też tyczy się kultury i cywilizacji. Ujednolicona kultura, jak i brak norm społecznych, na bazie których nasz gatunek i nasze cywilizacje się rozwinęły, powoduje regresję mentalną do stanu sprzed wyjścia z jaskini. Psychologicznie jest udowodnione, że człowiek dla własnego zdrowia psychicznego potrzebuje wskaźników ze społeczeństwa, jak ma postępować i jakich zasad ma przestrzegać. Często te normy, też są wynikiem wielotysięcznych zmagań ewolucji kulturowej i ludzie rodzący się w danym środowisku są uwarunkowani psychicznie do tego, by żyć dokładnie w zasad, jakie dane społeczeństwo posiada.

Te różnice kulturowe, jak i fizyczne wynikające ze społeczeństwa są właśnie fundamentem rozróżnienia rasowego, wśród wszystkich przedstawicieli rozwiniętych form życia i na bazie tego nie może funkcjonować pojęcie rasizmu, w kontekście porządku empirycznego.

Rasizm jako zjawisko “wywyższania” jednej grupy nad drugą na bazie ogólnej generalizacji jest fundamentalnie dziecinne i nie powinno być przez nikogo rozważane za poważne. Natomiast porównywanie na bazie pojedynczych konkretnych cech w celu doskonalenia ludzkiej formy i optymalnego działania systemu jest naukową analizą i powinno być zawsze na przedzie każdej dyskusji o tym kim jest i czym powinien być człowiek.

Zbigniew Fietkiewicz

[1] https://losyziemi.pl/afryka-okolo-200-tysiecy-lat-temu-na-terenach-obecnej-botswany-zaczela-sie-kolebka-ludzkosci

[2] https://medium.com/words-escape-us/are-japanese-intestines-longer-8a41ca3e7d89

[3] https://ourworldindata.org/human-height#:~:text=On%20average%2C%20the%20shortest%20men,Central%20Asia%2C%20at%20177%20cm.

[4] https://www.discovermagazine.com/health/the-inuit-paradox

[5] https://legionathletics.com/carnivore-diet/

[6] https://old.danwatch.dk/en/undersogelseskapitel/how-much-water-does-it-take-to-grow-an-avocado/

[7] https://waterfootprint.org/en/water-footprint/product-water-footprint/water-footprint-crop-and-animal-products/

[8] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3049524/

Click to rate this post!
[Total: 6 Average: 4.7]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.