Groby w Smoleńsku

Latem 1942 roku ogłosiłem w „Nowym Świecie” amerykańskim artykuł o obozach jeńców w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. Wskazałem, że oficerowie – jeńcy z tych obozów – zaginęli i że prawdopodobnie zostali wymordowani przez władze sowieckie. Podałem te same cyfry, które teraz dopiero rząd polski ogłosił, już po ogłoszeniu przez Niemców wiadomości o Smoleńsku. Jak wynika z wynurzeń z ostatnich tygodni, rząd polski świadom był tych cyfr już od grudnia 1941 roku, ale je ukrywał i zatajał przed polską, angielską i amerykańską opinią publiczną[1]. Ukrywał je przed rodakami nawet tak starannie, że gdy sprawa Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa została poruszona na pewnym polskim zebraniu w Londynie w lutym 1943 roku to okazało się, że większość zebranych nic dotychczas nie słyszała o tej sprawie.

Ale w początkach marca bieżącego roku rząd pod wpływem opozycji zmienił swą taktykę w polityce sowieckiej. Przestał beneszować, przestał także zatajać. Gdy w styczniu 1942 roku przypadkowo spotkanego ministra zapytałem jakim prawem zataja się przed opinią polską wystąpienia Sowietów w sprawie Lwowa, Brześcia i Stanisławowa, minister ten odpowiedział: „Bądź pan pewny, że nie zrobimy nic takiego, co by wyszło na rękę Niemcom”. Tak rozumując można by było iść oczywiście bardzo daleko w koncesjach robionych Sowietom, aż do poświęcenia całości Polski włącznie. Jeszcze 17 lutego premier Sikorski ogłasza artykuł, w którym twierdzi, że sprawą najważniejszą jest spoistość wielkiej koalicji. Dziś to samo pisze nieprzychylna nam część prasy angielskiej w polemice z rządem tegoż premiera Sikorskiego.

Nasuwa się więc pytanie: dlaczego rząd premiera Sikorskiego wystąpił teraz dopiero ze sprawą grobów, dlaczego pisał dopiero teraz o sprawie grobów, dopiero teraz skarżył się w sprawie grobów? Dlaczego? Czy wcześniej nie było pomiędzy Sowietami a Polską spraw równie ważnych, równie zmuszających rząd polski do przerwania milczenia, zabrania głosu, protestu?

Przede wszystkim sama sprawa grobów zaczyna się już w grudniu 1941 roku. Już wtedy nie wiemy, co się stało z oficerami – jeńcami z Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa. Rząd polski, jak sam teraz zeznaje, zaczyna ich szukać, żąda odpowiedzi od Sowietów – nie otrzymuje jej. Coś musiało się stać z jeńcami z trzech obozów w ilości kilkunastu tysięcy. Dlaczego rząd polski nie pozwala o tym pisać swojej prasie, dlaczego stara się zataić moje wiadomości ogłaszane w prasie amerykańskiej? Dziś prasa angielska pod tym względem jest nam nieprzychylna. Czyż nie jest to częściową winą rządu polskiego? Gdyby prasa angielska była informowana w sprawie zaginięcia jeńców już od dawna, może by nawet o nich nie pisała, ale nasze zaniepokojenie, które powstało na skutek rewelacji niemieckiej byłoby dla niej bardziej zrozumiałe, niż jest obecnie.

Stawiam zarzut rządowi polskiemu, że sprawę zaginionych oficerów podniósł dopiero po rewelacjach niemieckich, a nie wcześniej.

W grudniu 1941 roku i styczniu 1942 roku wynikła sprawa granic. Rząd sowiecki oświadczył, że nie będzie przyjmować korespondencji dyplomatycznej, w której zaliczano by Brześć, Lwów, Stanisławów do miast polskich. Dlaczego rząd polski ten fakt zataił przed opinią brytyjską?

Dlaczego… w tej sprawie nie powołał się na swój pakt, taki… rozumny i doskonały?

Na wiosnę 1942 roku powstała znowu sprawa działalności Polskiej Partii Robotniczej, czyli ruchu pani Wandy Wasilewskiej w Polsce[2]. Rząd jugosłowiański potrafił się jednak odciąć od analogicznego ruchu partyzanckiego w granicach Królestwa, a bohaterski generał Mihailović potrafił z nim postąpić tak, jak na to zasługuje. Dlaczego rząd nasz pominął całkowicie ten problem, pozostawił go w milczeniu? Jugosławia nie ma granicy wspólnej z Sowietami. My pod tym względem w gorszym jesteśmy położeniu.

Wynikła sprawa aresztowania naszych delegatów opieki na terytorium sowieckim. Dlaczego w tym czasie rząd polski angażuje się w sprawie drugiego frontu na równi z p. Majskim i Benešem? Dlaczego! O, pominę kilka artykułów w urzędowym „Dzienniku” ekstra nietaktownych, z których wynikałoby że „Dziennik” bierze stronę wieców na Trafalgar Square przeciw samemu gabinetowi angielskiemu.

Dlaczego rząd polski zataja i ukrywa sprawę zatrzymania obywateli polskich w Sowietach w styczniu 1943 roku, a patriotów, którzy tę sprawę ujawniają, więzi i nazywa złodziejami szyfrów?

Sprawa zaginionych jeńców oficerów jest ważna. Lecz dlaczego rząd polski przystąpił do niej teraz dopiero, a nie wcześniej? Dlaczego pominął sprawy jeszcze ważniejsze, jak granice, delegatów, zatrzymanie obywateli?

Dlaczego?

I oto opozycja wymusiła na rządzie zmianę tego stanowiska.

Opinia emigracji i kraju poparła opozycję. Rząd zrozumiał, że musi się wycofać.

Żadne zaszczyty, które mógłby mi rząd dać nie zastąpią mi radości, że w tym wymuszeniu jest cząstka mojej pracy, atom mojej myśli. Żadne potwarze, obelgi, inwektywy sypane tutaj na mnie i posyłane, o czym wiem, do kraju, nie zmniejszają tej mojej radości. Czuję, że spełniłem swój obowiązek wobec Wilna i Wileńszczyzny.

Kampania prasowa i akcja dyplomatyczna w sprawie grobów, jakkolwiek zasadniczo oczywiście słuszna, była podyktowana rządowi względami polityki wewnętrznej i na tym polegała jej słabość i stąd wypływały niefortunne w niej posunięcia.

Gdyby nie błędna polityka rządu akcja w sprawie zaginionych oficerów nie byłaby związana z rewelacjami niemieckimi, zaczęłaby się dawniej i zupełnie inaczej przemówiłaby do opinii angielskiej.

Zwrócenie się do Czerwonego Krzyża w Genewie nie było zręczne.

Przede wszystkim nie było dyplomatycznie przygotowane, obliczone było na wewnętrzny doraźny efekt i spotkało się z odmową w Genewie.

Rząd polski nie teraz, ale już dawniej powinien był wszcząć jawną i głośną akcję wobec Sowietów w sprawie tych oficerów.

Natomiast do Genewy powinien się zwracać nie rząd a Polski Czerwony Krzyż, instytucja nie polityczna a charytatywna. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby w sprawie ankiety co do grobów w Smoleńsku zwrócił się do Stolicy Apostolskiej episkopat katolicki z Ameryki. W tym celu należało skierować do episkopatu nadradcę politycznego naszego rządu p. Retingera albo skorzystać z propagandowej do Ameryki podróży faktycznego kierownika naszej zewnętrznej propagandy dr. Litauera, a autorytet tych panów byłby dla katolików w Ameryce na pewno miarodajny.

Ale rząd nie skorzystał nawet z tej mocnej pozycji w świecie katolickim, którą mu daje udział p. Retingera we wszystkich ważnych naszych aktach państwowych, no i… prakatolickość całego naszego narodu.

Rząd sowiecki zerwał czy też przerwał z nami stosunki dyplomatyczne.

Premier Churchill nie opuścił jednak Polski w tej chwili. Sowiety przeczytały w prasie londyńskiej, że premier Churchill przyjął dwukrotnie naszego premiera i zrozumieją, że ich chęć rozporządzania się samowolnie w Europie Wschodniej napotka pewne przeszkody.

Rząd polski zechce zapewne stanowisko premiera Churchilla dyskontować jako własną zasługę, jako poparcie, którego premier Churchill udzielił nie sprawie polskiej, lecz temu właśnie rządowi. Przecież opowiada się „poufnie”, że premier Churchill pała tak dużą niechęcią do opozycji polskiej w Londynie, że z tego powodu nie sypia wprost nocami. Śmieszne metody śmiesznych ludzi. Uważam premiera Churchilla za wielkiego, bardzo wielkiego męża stanu. Wypiastowały go tradycje wielkiego narodu i wielkiego rodu, życie uczyło go wśród powodzeń i, co ważniejsze, wśród niepowodzeń. Już dziś stał się on upostaciowaniem największego dramatu historycznego największego na globie narodu. Już dziś stoi na równi z przenikliwością Pitta i zawziętością Clemenceau. Walczy on o to, aby Anglia pozostała wielkim decydującym narodem! Nie! Nie jest to człowiek na którego ktokolwiek mógłby wpłynąć, którego igłę orientacyjną w jakąkolwiek stronę mogłaby odchylić czyjakolwiek inteligencja.

Szukam analogii do sytuacji Polski w dniu 26 kwietnia 1943 roku i znajduję ją w dniu 12 lutego 1938 roku w Berchtesgaden. Przybył tam wtedy kanclerz Schuschnigg, którego polityka była o wiele bardziej proniemiecka niż się zdaje i która niesłychanie przypominała chwiejną politykę premiera Sikorskiego w stosunku do Rosji, i usłyszał twarde żądania.

Hitler żądał wtedy Anschlussu, czy pół-Anschlussu i włączenia ministrów hitlerowskich do gabinetu austriackiego.

Rosja żąda od nas Anschlussu do państwa sowieckiego w formie zbliżenia się do ustroju sowieckiego, a „Daily Worker” stawia nam wyraźne żądanie reorganizacji rządu w kierunku uzupełnienia gabinetu probolszewickimi elementami.

Schuschnigg grał na rywalizacji dwóch sojuszników, Niemiec i Włoch. Wróciwszy z Berchtesgaden rzucił się do telefonu szukając Mussoliniego. Ale Mussolini nie chciał nawet przez telefon rozmawiać z Schuschniggiem. Kanclerz austriacki musiał się cofnąć.

Sytuacja polska jest z dwóch względów niepodobna do sytuacji Schuschnigga w lutym 1938 roku, mianowicie:

Premier Churchill nie tylko nie odmówił nam telefonu jak to uczynił Mussolini, lecz zachował się wobec nas z brytyjską lojalnością.

Gdy Hitler żądał prohitlerowskich ministrów, to Schuschnigg miał na nich kandydatów. U nas kandydatów na probolszewików nie ma. Skrajni zwolennicy porozumienia z Sowietami są przecież właśnie członkami gabinetu.

Stanowisko Churchilla jest dziś wobec nas lepsze niż było za czasów nieszczęsnego paktu lipcowego, ale nie widzimy w tym zasługi ani skutków wpływów rządu polskiego, a tylko skutek własnych premiera Churchilla konsyderacji.

Natomiast nieprzyjemna dla nas postawa prasy angielskiej wynika oczywiście w olbrzymiej części z naszej niezrozumiałej, niepojętej polityki chwalenia Sowietów i zamilczania krzywd.

Komunikat rządu polskiego ogłoszony dnia 28 kwietnia nie jest najgorszy. Ale sprawa integralności Polski została w nim za mało podkreślona, wyrazy „traktat ryski” nie zostały użyte. Dlaczego?

W odpowiedzi na zarzuty sowieckie, że żądamy dla Polski ziem Ukrainy, Białorusi i Litwy sowieckiej, należało odpowiedzieć, że Polska stoi na gruncie art. 3 traktatu ryskiego, w którym zrzekła się swych praw do ukraińskich i białoruskich terytoriów położonych na wschód od linii wykreślonej przez ten traktat, a w zamian od Rosji wymaga, aby stosowała się do swego zobowiązania zrzeczenia się wszelkich terytoriów położonych na zachód od tej linii.

Co do Litwy „sowieckiej” to należało odpowiedzieć, że Polska szanuje niepodległość państwa litewskiego w granicach z września 1939 roku, a czy Litwa zechce być po wojnie „sowiecką”, to jeszcze zobaczymy.

Pomimo braku tych dwóch oświadczeń komunikat polski jest raczej dobry niż zły. Jest tylko fatalnie stylistycznie zredagowany; dopiero wzmianki o dzieciach, które w Sowietach pozostały i żołnierzach, którzy mogliby się tu bić dodają mu trochę świateł, siły i żywotności. Wygląda to jak gdyby jakiś stary, rutynowany, pełny talentu sześćdziesięcioośmioletni dziennikarz poprawił jednym ruchem ołówka wypracowanie mu pokazane.

Stanisław Cat-Mackiewicz

Jest to fragment książki “Albo-albo. Broszury emigracyjne 1943-1944”, która jest dostępna na stronie Wydawnictwa Universitas: http://www.universitas.com.pl/ksiazka/Albo_albo__Broszury_emigracyjne_1943_1944_3221.html

a.me.


[1] Wywiad ZWZ dotarł na miejsce zbrodni pod Smoleńskiem w drugiej połowie 1940. W grudniu 1941 kolejny patrol potwierdził informacje o masakrze.

[2] PPR została utworzona w styczniu 1942 przez Grupę Inicjatywną komunistów polskich, przeszkoloną w ZSRR i przerzuconą do Polski drogą lotniczą.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *