Lużne rozważania o istocie wszelkiego zaangażowania

 

Decyzja o położeniu kresu jakiemuś zaangażowaniu lub kontraktowi należy wyłącznie do tego, który ją podejmuje. We francuskim kodeksie pracy np. każdemu pracownikowi zapewnione jest prawo do podania się do dymisji. Może on odjeść nawet bez wypowiedzenia, jeżeli tylko poniesie koszty strat, na które w ten sposób naraża swoją firmę. Straty te nie są nie do odrobienia, ponieważ firma tak czy inaczej zatrudni innego pracownika. Wspomniane dymisje, które jeszcze świeżo są w mojej pamięci, nie były spowodowane różnicami poglądów w kwestiach zasadniczych, np. w kwestii dogmatów wiary lub twierdzeń filozofii, lecz różnicami co do problemów, które podlegają dyskusji, takimi jak charakter Ruchu Autonomii Śląska czy stosunek postawy narodowo-radykalnej do myśli i postawy konserwatywnej. Artykuł mój nie jest poświęcony tym dymisjom, tylko trudności, którą one ujawniają.

 

Otóż ujawniły one, że nawet najbardziej intensywne zaangażowanie ma charakter czysto fakultatywny, aż się ciśnie na usta słowo „przygodny”. I tak jest w rzeczywistości. Bytem koniecznym jest tylko Bóg i konieczne na Ziemi są wyłącznie te działania i postawy, które nas prowadza do Niego – konieczne jest więc tylko zbawienie duszy. Tyle tylko, że zbawienia duszy nie można osiągnąć ot tak. Świecki katolik osiąga je przez wykonywanie swoich obowiązków stanu. Chodzi więc przede wszystkim o obowiązek stanu chrześcijanina (modlitwa, rozmyślanie prawd wiary, życie sakramentalne, regularne zamknięte rekolekcje), o obowiązek stanu rodzinny, zawodowy, o równowagę w wypoczynku, o wystarczająco długi sen; każdy, ogólnie rzecz biorąc, wie, co do niego należy.

Dodałbym też, że do obowiązku stanu wydaje się należeć w obecnych czasach choćby minimalna doza aktywności fizycznej, zwana popularnie sportem, a to ze względu na to, że obecna apokaliptyczna rzeczywistość nas otaczająca powoduje często melancholię, a ta jest dla duszy ogromnym zagrożeniem. Sport może być skutecznym lekarstwem na melancholię. Niektórym potrzebny jest również jakby „koszarowy” tryb życia, ciągłe przekraczanie siebie samego, zimne prysznice itd. Myślę, że bardziej niż kiedykolwiek potrzebna jest również obecnie przyjaźń, choć ta ostatnia bardzo utrudnia pluralizm światopoglądowy i poszukiwanie przez wielu skuteczności za wszelką cenę, co zresztą na ogól prowadzi do klęski.

 

Z powyższego inwentarza wyraźnie wynika, że zaangażowanie polityczne czy społeczne, sztuka, pisarstwo czy inne formy zaangażowania są, no właśnie, przygodne. Działalność publicystyczna dla portalu, który nie płaci za teksty, może być więc uznana za ekstrawagancję. Taka działalność wymaga również posiadania „poglądów” politycznych lub społecznych (czy ekonomicznych), samo zaś posiadanie takich „poglądów” lub zabieganie o ich wypracowanie świadczy o istnieniu nienormalnej sytuacji osobistej („wariaci” z niedawnego artykułu prof. Wielomskiego).

 

Aż do wystąpienia Jana Kalwina przynajmniej we Francji „poglądy” nie istniały, bo jak zauważył Emmanuel Le Roy-Ladurie w opublikowanym około 1998 roku artykule w dzienniku „Le Monde” (niestety, nie pamiętam już dokładnej daty ukazania się tego artykułu ani jego tytułu), podział na „prawicę” i „lewicę” datuje się we Francji od czasów Kalwina, choć same słowa „prawica” i „lewica” zostały utworzone później. To zaś podział na „lewicę” i „prawicę” decyduje o istnieniu poglądów politycznych. W XVI wieku „lewicą” mogli być protestanci, zaś „prawica” – katolicy. Istotnie, „poglądy” polityczne i rozdarcie Francji na trzy obozy widać już bardzo wyraźnie choćby w poezji François de Malherbe (1555-1628). Można o nim powiedzieć, że był on zadeklarowanym monarchistą.

 

Do wystąpienia Kalwina istniały we Francji opcje praktyczne, często personalne. W czasie Wojny Stuletniej po obu przeciwnych stronach walczyli katolicy, a generałowie i żołnierze Św. Joanny D’Arc nie mieli pojęcia, że walczą o uchronienie Francji od mającego niebawem zapanować w Anglii protestantyzmu i że Pan Bóg wzbudzając Dziewicę Orleańską, uprzedza wydarzenia, które dopiero będą miały miejsce. Z drugiej zaś strony brak poglądów politycznych we współczesnym świecie może być bardzo niebezpieczny, ponieważ prowadzić może do naiwności politycznej i do nieświadomego służenia systemowi („wariaci” prof. Wielomskiego nagle otrzymuje więc swe titres de noblesse).

 

W tym momencie należy postawić zasadnicze pytanie. Dlaczego konserwatyści są przeciwko obecnemu systemowi? Czy np. opozycja wobec przynależności Polski do UE lub wobec globalizacji wynika z obawy przed rozmyciem się Polski w jakichś większych strukturach czy też z czego innego? Raczej z czego innego, ponieważ Polska niepodległa nie jest wartością nadrzędną jako taką. Wynikają owe opozycje mianowicie z tego, że obecny system nie jest oparty na cnocie, lecz na wadzie moralnej, jest wynikiem błędu, pomyłki, z wady moralnej się wywodzi i do wady moralnej prowadzi. Jest „intrinsèquement pervers”.

 

Tu dochodzimy do istoty refleksji nad każdym zaangażowaniem politycznym. Jakiekolwiek zaangażowanie ma sens tylko wtedy, jeżeli jest dążeniem do cnoty, do jej ugruntowania. W sytuacji więc gdy wada moralna stała się normą życia państwowego i politycznego, nikomu, kto kocha cnotę, a więc prawdę moralną, nie wolno milczeć, ponieważ istnieje etyczny obowiązek walki z kłamstwem i z błędem. Obowiązek ten nie jest dla każdego równy, ale nie wystarczy być w prawdzie i chować ją dla siebie, trzeba jeszcze z kłamstwem i z wadą moralną walczyć aktywnie według kondycji swojego stanu. Wybór środków zależy od okoliczności i możliwości każdej rodziny (głowy rodziny) i zbiorowości. Środki te musza być moralne.

 

Czy zmienia to fakultatywny charakter zaangażowania? Nie tyle zmienia, co precyzuje i modyfikuje.

 

Aby lepiej to wytłumaczyć, powróćmy do przykładu dotyczącego prawa pracownika do dymisji zagwarantowanej francuskim kodeksem pracy. Prawo istnieje i kto się do dymisji podaje z poszanowaniem wszystkich norm legalnych, nie popełnia żadnego błędu zawodowego. Pozbawia jednak swoje przedsiębiorstwo siebie samego, czyli pozbawia firmę swoich zdolności, do których wykorzystania firma ma pewne prawo przekraczające czysty kontrakt. Każdy, kto się choć raz w życiu podał do dymisji, a do takich się zaliczam, wie o tym, że nawet jeżeli dymisja miała miejsce za obopólną zgodą, interesy firmy zostały narażone na bardzo poważny szwank.

 

Nie jest więc wystarczające ograniczenie się do ścisłego wykonywania swoich obowiązków stanu, bo kto będzie wychodził z założenia, że to jest wystarczające, biorąc pod uwagę tkwiące w nas tendencje wynikające z konsekwencji grzechu pierworodnego, nie wykona nawet połowy swojego tak ściśle pojętego obowiązku stanu. Potrzebny jest więc doping w postaci zaangażowania. Dla tych, którzy mają odpowiednie przygotowanie intelektualne, którzy nie zaniedbują w ten sposób rodziny i pracy, może być ono zaangażowaniem politycznym.

 

Przed Polską stoją dziś bardzo duże wyzwania. Nieuchronny upadek UE w bliższej lub dalszej przyszłości może doprowadzić nas do różnego typu konfrontacji wewnętrznych i do konfrontacji z naszymi sąsiadami, którzy zawsze będą od nas silniejsi z tej przyczyny, że są strukturami bardzo prostymi w porównaniu z kompleksową i złożoną Polską i jako podmioty stosunkowo prostolinijne są napełnione pewnym stopniem agresji i witalności, zaś Polska nie ma ochoty na młodzieńcze wybryki z racji swojej skomplikowanej struktury. Musimy być na ten moment przygotowani. Nie jest w ogóle istotne, że nie posiadamy obecnie broni ani armii. Jeżeli będzie trzeba, to broń się znajdzie i znajdą się żołnierze, tak jak to już wielokrotnie bywało. Potrzebna nam jest myśl, a te można wypracować tylko w trakcie debaty i tu leży właśnie sens zaangażowania politycznego i publicystycznego. Tak osobiście pojmuję sprawę tego typu zaangażowania.

 

Co zaś do zaangażowania jako takiego, pozostając fakultatywne, jest ono roztropne i możliwe dla każdego, byleby tylko nie miało charakteru tego, co Św. Ignacy Loyola nazywa „bogactwem”, i byleby nie miało charakteru chimerycznego, lecz pozostawało w łączności z obowiązkiem stanu. Przykłady: fryzjer, który swój salon fryzjerski ozdabia obiektami muzealnymi i obok salonu tworzy muzeum fryzjerstwa, lub student, który działa w studenckiej korporacji. Dziwolągiem byłby np. student pragnący wstąpić do związku zawodowego metalowców lub ojciec siedmiorga dzieci marzący o życiu zakonnym za życia swojej małżonki. „Bogactwo” zaś, tak jak je określa Św. Ignacy Loyola, poznać można po tym, że zaczyna ono wypełniać całe życie i spycha na bok inne zajęcia. Takim bogactwem może być np. nadmiar sportu lub przesadzona działalność w jakimś stowarzyszeniu charytatywnym.

 
Antoine Ratnik

A. ME.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Lużne rozważania o istocie wszelkiego zaangażowania”

  1. Antoine Ratnik. Od miłości do ojczyzny i obowiązków względem niej uważa pan za ważniejsze dbanie o równowagę w wypoczynku, długi sen i aktywność sportową? Pan się winem francuskim opił?

  2. @Piotr Balcer O, jakie wszystko jest prosciutkie dla niektorych. Wlasnie slucham audycji, w ktorej pewien bardzo znany gaullista broni dorobku Vichy podpierajac sie cytatami ze wspomnien De Gaulle’a.Tez sie wnia opil?

  3. Piekny tekst. Moze Pan cos napisze na temat tomistycznej koncepcji cnoty? W koncu to serce tomistycznej etyki. To powinno tez byc serce konserwatywnej koncepcji spoleczenstwa i polityki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.