Modzelewski: Większość potencjalnych nabywców nigdy nie zobaczy faktury ustrukturyzowanej

W istocie najważniejszym przepisem znowelizowanej ustawy o VAT, który uszczęśliwi nas w przyszłym roku obowiązkiem wystawiania faktur ustrukturyzowanych, będzie (jeszcze nie jest uchwalony) nowy ust. 4 art. 106 ust. 4 ustawy. Przypomnę, że przepis ten wprowadza pojęcie „udostępnienie faktury nabywcy w sposób z nim uzgodniony”. Ów sposób będzie mieć statystycznie dominujący charakter, gdyż dotyczyć będzie większości profesjonalnych nabywców. Są to trzy grupy podmiotów:

  • będących nabywcami towarów i usług, gdy miejscem świadczenia nie jest terytorium Polski,
  • nabywcy, którzy nie są podatnikami VAT czynnymi i nie posługują się NIP dla potrzeb tego podatku,
  • będących podatnikami, o których mowa w art. 113a ust. 1 tej ustawy (problem marginalny).

Czyli podmioty zagraniczne, podatnicy VAT zwolnieni (np. rolnicy ryczałtowi) oraz osoby prawne i jednostki organizacyjne nie będące podatnikami, będą mogli zapoznać się z fakturą ustrukturyzowaną tylko wtedy, gdy zostanie im ona jakoś tam „udostępniona” i to w dodatku w sposób z nimi „uzgodniony”.

Już wstępne rozeznania tej sprawy dają wiele do myślenia. Wielu potencjalnych adresatów tego przepisu potwierdziło, że nie jest i nie będzie zainteresowanych owym „udostępnianiem”, ponieważ faktura VAT nie jest im do niczego potrzebna. Podmioty te nie mają prawa do odliczania podatku naliczonego lub faktury te dotyczyć będą czynności niepodlegających opodatkowaniu (ad 1). Po co im ten dokument? Poza tym jego „użycie poza KSeF” wymaga po stronie wystawcy dodatkowych i kosztownych ceregieli, takich jak oznaczanie tych faktur jakimś kodem „umożliwiającym dostęp do KSeF”, trzeba ten kod nabywcy podać (w jaki sposób?), czyli trzeba tworzyć pozafakturowe obiegi informacji, które nie sposób będzie na bieżąco obsłużyć. Przecież np. w przypadku sprzedaży odręcznej w momencie wykazania czynności niewielu zdąży wystawić fakturę ustrukturyzowaną, a przecież trzeba dać nabywcy jakiś dowód dokonania zapłaty w postaci dokumentu handlowego. Nie będzie to „udostępnienie faktury ustrukturyzowanej”, ponieważ jej jeszcze nie będzie. I co dalej? Dostawca w pocie czoła wystawi później fakturę ustrukturyzowaną (ma czas do 15 dnia miesiąca po miesiącu dostawy) i będzie szukać nabywcy, aby uzgodnić z nim „udostępnienie” tego dokumentu. Odpowie on, że go to nie obchodzi, bo ma już dowód poniesienia wydatku i może do zaliczyć w ciężar kosztów. Który z tych dokumentów w sensie prawnym, księgowym i ekonomicznym będzie ważniejszy: ten pierwszy (handlowy), czy też drugi – faktura ustrukturyzowana? Oczywiście ten pierwszy, bo on będzie jedynym dowodem treści czynności prawnej. Jeżeli treść faktury ustrukturyzowanej będzie inna, to będzie to problem jej wystawcy, bo potwierdzi on nieprawdę na fakturę nawet w rozumieniu art. 271a Kodeksu karnego. Fakturą w rozumieniu handlowym będzie dokument wystawiony i doręczony w momencie wykonania czynności w rozumieniu ustawy o VAT. Dla nabywcy „dostęp” do KSeF nie ma żadnego znaczenia, gdyż to nie jego problem.

Skąd więc te pomysły ustawodawcy? Odpowiedź jest banalna i jednocześnie szokująca. Prawdopodobnie twórcy tych przepisów żyją w przekonaniu, że faktura VAT jest ex lege fakturą handlową. Nic bardziej błędnego. To jest tylko nasza tradycja, która powstała przed ponad trzydziestu laty. Do tej roli faktura ustrukturyzowana w ogóle się nie nadaje, co widać „na załączonym obrazku”.

Zresztą po co władzy upychanie do KSeF faktury bez VAT-u lub od których się VAT-u nie odlicza? Chyba tylko do inwigilacji.

Prof. Witold Modzelewski

Facebook
Click to rate this post!
[Total: 6 Average: 4.8]

5 thoughts on “Modzelewski: Większość potencjalnych nabywców nigdy nie zobaczy faktury ustrukturyzowanej”

  1. „Skąd więc te pomysły ustawodawcy?” Można domniemywać, że wrogowie Polski POpierają wszelkie takie POmysły, które utrudniają funkcjonowanie państwa, ograniczają rozwój kraju, zaś samym Polakom obrzydzają własne państwo. Że niby „nie potrafimy się rządzić”. Tak więc POpiera się u nas obowiązkowy ZUS, różne JPK i faktury ustrukturyzowane dlatego, że z tym jest i trudniej, i drożej. Tymczasem prowadzenie własnej DG w Polsce NIE POWINNO domniemywać, że prowadzący będzie umiał obsługiwać komputer i jakieś programy, ba! Że w ogóle jakikolwiek komputer będzie posiadał. Przepisy powinny być tak proste, aby można było prowadzić własną DG w oparciu o co najwyżej „zeszyt i ołówek”. Tego rodzaju „filtr” w naturalny sposób zablokowałby wprowadzanie takich właśnie „faktur ustrukturyzowanych”.
    Jak wiadomo Bismarck (podobno) stwierdził był kiedyś, że to niby „Dajcie Polakom rządzić a sami się wykończą”. Ciekawe, że jednak nigdy nie próbował wcielić w życie tej jakże prostej formuły — nieprawdaż? Tak więc i obecnie różni tacy „przyjaciele” skoro już nie mogą zajmować się Polakami bezpośrednio — to zajmują się pośrednio, POpierając w Polsce wszelkie siły antypaństwowe. Na przykład wciskające do ustawodawstwa kolejne, zbędne papierki — jako obowiązkowe. POd groźbą surowych kar.

    Przypomnę tym, którzy zapomnieli (lub nigdy nie wiedzieli): w CiK Austro-Węgrzech mieli urząd tzw. „głupka koronnego”. Był to taki „prostaczek na posadzie”, któremu dawano do przeczytania każdy nowo tworzony przepis (lub zmieniany). Jego zadaniem było zrozumieć ów przepis. Przepis był tak długo zmieniany i formułowany, dopóki ów „głupek” nie był w stanie, po jednokrotnym przeczytaniu, zrozumieć jego treść i sens.
    Tak się dba o państwo i jego sprawne funkcjonowanie — a nie gmatwając i mnożąc przepisy. To drugie (chyba nie ma innego wyjaśnienia) musi być dziełem wrogów Polski, oczywiście będąc działaniem „nie wprost”, a POprzez POpieranie „odPOwiednich” ludzi (którzy nie muszą być zdeklarowanymi agentami; mogą naprawdę wierzyć, że są „wspaniali”). Stąd biorą się w Sejmie takie dziwolągi, jak jakieś Jachiry, czy Biejaty (o Biedroniach czy Śmiszkach to już nie wsPOminając).

    1. Dysponuje Pan jakąś bibliografią dotyczącą funkcji „głupka koronnego”? Bo przyznam szczerze, że nie spotkałem się z tym.

      1. Czytałem o tym dawno temu — być może było to wręcz w „epoce przed-Internetowej” — i materiały do dziś nie zachowały się. Tu trzeba by było chyba udać się do jakiejś większej biblioteki i poszukać jakiejś monografii „proces legislacyjny na Austro-Węgrzech”, czegoś w tym guście (a może zasięgnąć języka na wydziale prawa jakiejś lepszej uczelni?).
        Oficjalnej nazwy tego stanowiska nie znam, zdaje się, że autor tamtego tekstu jej nie podał (bo ta wspomniana to oczywiście musi być raczej potoczna).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *