Monarchia dla Ameryki?

Myszkując w internecie widzę pewne odważne dusze próbujące ponownie zorganizować rojalistyczną partię polityczną w Stanach Zjednoczonych.  Zainteresowanych tym kieruję do „Monarchistycznej Partii Ameryki”, która ma nadzieje ustanowić w Stanach Zjednoczonych monarchię pod wodzą własnej dynastii.  Wierzcie lub nie, ale nie jest to pierwszy raz, gdy taka próba zostaje podjęta. Istniało kiedyś „Towarzystwo Stałości” (The Constantian Society), założone w 1970 roku, które starało się informować Amerykanów o zaletach monarchii za granicą i zachęcać do niesienia im pomocy.  Jak sobie przypominam, powstało niegdyś także „Amerykańskie Monarchistyczne Stowarzyszenie”, zorganizowane przez członka dawnej perskiej dynastii „Qajar”, które działało w oparciu o te same zasady, lecz opowiadające się nie za ustanowieniem monarchii w Stanach Zjednoczonych, ale za granicą. Wygląda jednak na to, że odeszło ono już w internetowe zapomnienie, ponieważ nie potrafiłem znaleźć żadnych danych na jego temat w trakcie swoich krótkich poszukiwań przed napisaniem tego tekstu.  Gdybym miał zaryzykować zgadywanie, rzekłbym iż rozwiązało się ono z powodu braku powszechnego zainteresowania.

Pozostając przy temacie, w 1998 roku powstała „Rojalistyczna Partia Ameryki” (barwne „Purpurowe Koszule”), która opowiadała się za uczynieniem Stanów Zjednoczonych królestwem.  W swym pierwotnym wcieleniu RPA opracowała plany zmian w konstytucji, które należałoby wprowadzić, aby wykreować monarchię.  Partia ta zalecała również obrać drogę, którą podążały niegdyś inne kraje potrzebujące monarchy, lecz nie posiadające go: zaproszenie członka zagranicznej rodziny królewskiej, spoza kolejki do tronu, do objęcia tej pozycji.  Odbył się nawet sondaż, a powszechną faworytką została szwedzka księżniczka Magdalena (która, tak się złożyło, mieszka obecnie w Stanach Zjednoczonych… hmmm… być może jest w tym coś więcej, niż widać na pierwszy rzut oka). Jednakże po kilku latach aktywności  partia zanikła, aby następnie wznowić działalność pod nowym kierownictwem, począwszy od wydawania biuletynu, wysyłania zaproszeń do członkostwa, drukowania broszur i dystrybucji reklamowych plakietek; niestety, została ostatecznie rozwiązana ze względu na brak zainteresowania. Kilka lat później proces reaktywacji powtórzono z identycznym  skutkiem końcowym.

Dlatego też, gdy jestem pytany o to, jaką radę mógłbym dać komuś, kto chce założyć rojalistyczną lub monarchistyczną partię polityczną w Stanach Zjednoczonych, moja smutna, ale trzeźwa odpowiedź brzmi: "nie trać czasu".  Nie cierpię podawać takiej odpowiedzi, ponieważ nie chcę stłumić czyjegoś entuzjazmu, poza tym – zanim przyjąłem ścisłą zasadę, by nigdy nie być formalnym członkiem jakiegokolwiek ruchu, w którego działanie się włączyłem, sam byłem młodym i entuzjastycznym rojalistą w latach spędzonych na uczelni. Jednakże mimo znacznych  osiągnięć tych grup na poziomie liczby członków, raz po raz widziałem ten sam ciąg wydarzeń.  Ludzie najpierw tam wstępują, potem wstępują, a następnie tracą zainteresowanie i pozostaje tylko garstka wiernych partii i starających się robić dla niej wszystko, aż wreszcie i ci rezygnują w wyniku kompletnego wyczerpania, widząc brak chęci kogokolwiek innego do przejęcia przywództwa. Występuje tu również fakt, że choć obecność monarchistów w Stanach Zjednoczonych jest liczebnie bardzo mała, to ci nieliczni nie potrafią się porozumieć w sprawie czegokolwiek. Na podstawie mego doświadczenia mogę także stwierdzić, że większość z nich nigdy nie pójdzie na kompromis w jakiejkolwiek sprawie, z jakiegokolwiek powodu, kiedykolwiek.

Na przykład: niektórzy monarchiści, którzy mocno popierają monarchie w obcych państwach, tak czy inaczej nie zrobią tego samego dla monarchii w Stanach Zjednoczonych.  Jestem w stanie to zrozumieć, gdyż monarchia dotyczy całościowo Tradycji, a nie jest i nigdy nie będzie częścią tradycji „Stanów Zjednoczonych Ameryki".  Istnieje wszakże tradycja i dziedzictwo monarchii w Ameryce Północnej, jednakże podmiot polityczny znany jako „Stany Zjednoczone Ameryki" nigdy nie miał monarchy i nigdy nie była to monarchia.  W związku z tym istnieje dodatkowy problem braku pretendenta.   Nie ma żadnego rodowitego amerykańskiego obywatela (pomijając terytorium stanu Hawaje), który ma jakiekolwiek prawo krwi do potencjalnego amerykańskiego tronu.  Obszar obejmujący USA zawiera regiony, które znajdowały się pod panowaniem króla Wielkiej Brytanii, króla Francji, króla Hiszpanii i cara Rosji, ale żaden dom królewski nie miał nigdy uzasadnionych roszczeń do całego tego obszaru.  Zatem już sam brak „prawowitego" kandydata do tronu odstraszy od tego rozwiązania wielu ludzi.

Następnie pojawiają się opcje „importowania” królewskiego pretendenta lub wywyższenie obywatela amerykańskiego do statusu monarchy. I ponownie, ponieważ Amerykanie nie mają ani wspólnego pochodzenia, ani wspólnej religii, to jakiegokolwiek pretendenta do tronu by nie wybrano,  i tak nie zadowoli on wszystkich;  nawet jeśli Amerykanie osiągnęliby zgodę co do idei króla.  Można by także odwołać się do procesu demokratycznego, ale jak już raz przeczytałem, gdyby problem miał być kwestią popularności, to Ameryka powinna przygotować się do panowania "Queen Oprah I".  Osobiście uważam, jak zawsze mówiłem, że jeśli Ameryka miałaby się stać kiedykolwiek monarchią, to tylko w sposób podobny do wydarzeń w starożytnym Rzymie: wszystko rozpadnie się do tego stopnia, że ratunek dla kraju będzie mogła przynieść tylko autorytarna postać, która ustanowi model monarchistyczny przy zachowaniu nienaruszonych struktur republikańskich, tak aby nie wzburzyć tłumu.  W chwili obecnej "król" pozostaje tylko “nieprzyzwoitym” wyrazem w Stanach Zjednoczonych, i ten sposób myślenia z pewnością nie zmieni się w najbliższym czasie.

Nic z tego, co napisałem wyżej, nie powinno być traktowane jako atak na amerykańskich monarchistów. Życzę im wyłącznie wszystkiego najlepszego w zapędach rojalistycznych, a jeśli odwrócą panujący trend, będę im klaskał. Przemawiam zaś tylko jako osoba, która miała z tym sporo do czynienia, i jak to zwykle bywa, doświadczenie czyni człowieka nieco sceptycznym i steranym. Jeśli są tacy, którzy chcą spróbować takiego doświadczenia, to życzę im powodzenia. Ech, do czarta, czasami w dniu wyborów nadal noszę jedną z moich plakietek „Partii Rojalistycznej” do lokalu wyborczego, po prostu po to, aby cieszyć się tym skonfundowanym wyrazem na twarzach ludzi.

Związane z tekstem:
http://www.angelfire.com/ex2/royalisttn/aboutus.html
http://monarchistamerica.webs.com/aboutus.html

Źródło: http://madmonarchist.blogspot.com/

Tłum.: Krzysztof Adam Rybak

a. Me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Monarchia dla Ameryki?”

  1. Monarchia może powstać, ale co najwyżej w niektórych stanach lub „województwa” (jak to tam zwą).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.