Nie ma europeizmu bez atlantyzmu

Niedawną wizytę Baracka Obamy w Wielkiej Brytanii, odebraną przez wielu obserwatorów jako próba nacisku ze strony Waszyngtonu na brytyjską opinią publiczną, należy odczytać jako kontynuację polityki amerykańskiej, zainicjowanej w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku, zmierzającej do federalistycznej konsolidacji zachodniej Europy. Jak pisze redaktor gospodarczy brytyjskiego „The Daily Telegraph”, Ambrose Evans-Pritchard: Zwolennicy BREXIT-u powinni byli być przygotowani na amerykańską interwencję. Unia Europejska zawsze była amerykańskim projektem.[1] Choć rolę gospodarczego hegemona w UE odgrywają Niemcy, warto zwrócić jednak uwagę na szersze polityczne tło i na nieformalną rolę odgrywaną po dziś dzień przez Stany Zjednoczone w promowaniu eurofederalizmu.

Odtajnione w 2000 roku dokumenty rządowe jednoznacznie ukazują, że amerykańskie kręgi wywiadowcze prowadziły w pierwszych dekadach zimnej wojny intensywną kampanię na rzecz „zjednoczonej Europy”. Treść dokumentów wskazuje rownież na to, że Waszyngtonowi zależało na brytyjskiej obecności w projektowanej strukturze federalnej. Paradoksalnie, jak pisze prof. Richard J. Aldrich, (…) w czasie, gdy niektórzy brytyjscy antyfederaliści postrzegali dalszą ‘specjalną relację’ ze Stanami Zjednoczonymi jako alternatywę (być może nawet schronienie) dla europejskiego federalizmu, czymś ironicznym jest to, że niektóre federalistyczne inicjatywy były podtrzymywane dzięki amerykańskiemu wsparciu.[2]

Główną amerykańską instytucją promującą agendę europejskiego federalizmu był Amerykański Komitet na rzecz Zjednoczonej Europy (American Committee for a United Europe, skr. ACUE). ACUE został założony w 1948 r. przez Allan Dulles’a, późniejszego dyrektora Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA). Współzałożycielem był William „Dziki Bill” Donovan, który kierował instytucjonalnym prekursorem CIA, tj. OSS. Członkiem zarządu był pierwszy dyrektor CIA, Walter Bedel Smith, jak również inni prominentni weterani OSS, związani w różnych okresach z CIA. Pieniądze dla „europejskiego projektu” były przekazywane za pośrednictwem m.in Fundacji Forda i Fundacji Rockefellera.

ACUE powstało na życzenie Winstona Churchilla, który postrzegał europejską jedność jako formę skutecznej przeciwwagi (obok NATO) dla ZSRR i jej dywersyjnej polityki.

Już wówczas brak transparentności i tajny charakter ustaleń były istotnym elementem strategii implementowania ideologii eurofederalizmu. Jedna notatka, datowana 26 lipca 1950 r.,  stanowi instrukcję Donovana zalecającą rozpoczęcie szerokiej kampanii na rzecz powołania europejskiego parlamentu. Z kolei inna, nosząca datę 11 czerwca 1956 r., zaleca wiceprezydentowi Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, Robertowi Marjolinowi, dążenie ukradkiem do powołania unii monetarnej. Rekomenduje tłumienie dyskusji aż do czasu ‘gdy przyjęcie takich propozycji byłoby już czymś właściwie nieuniknionym’.[3] Według Evansa-Pritcharda, liderzy ruchu europejskiego, wśród których był Józef Retinger, byli traktowani przez swoich amerykańskich sponsorów jak najemnicy. Rola Stanów Zjednoczonych miała charakter tajnej operacji.[4]

I choć historia tego aliansu europejskich antysowieckich, socjaldemokratycznych i liberalnych rzeczników europejskiego superpaństwa ze Stanami Zjednoczonymi jest obszerna i ciekawa sama w sobie (odsyłam w szczególności do artykułu cytowanego prof. Aldricha), jej przywołanie powinno nakłonić nas do widzenia ostatnich tumultów na linii wschód-zachód w nowym świetle.

Nie ma wątpliwości, że choć istniały na różnych etapach spory i punkty napięcia, dla Waszyngtonu, obok komponentu militarnego w postaci NATO, Unia Europejska pełniła i wydaje się nadal pełnić funkcję instytucjonalnego gwaranta politycznego, kulturowego i gospodarczego zmajoryzowania Starego Kontynentu. Zasada divide et impera nigdy nie była stosowana przez amerykańskie rządy wobec NATO i UE i stanowi raczej wytwór wyobraźni proamerykańskich eurosceptyków, jakich mamy w Europie, w tym i w Polsce, wielu. Jak pisze Evans-Pritchard: Obóz eurosceptyczny, o dziwo, wydaje się być ślepy wobec tej rzeczywistości, w jakiś sposób przypuszczając, że potężne siły po drugiej stronie Atlantyku będą agitowały za brytyjską secesją (…) Ruch antybrukselski we Francji, w mniejszej zaś mierze we Włoszech, Niemczech i wśród nordyckiej lewicy, działa na podstawie odwrotnego założenia, a mianowicie, że UE jest głównie instrumentem anglosaskiego władztwa i ‘capitalisme sauvage’. Marine Le Pen jest wyraźnie antyamerykańska. Krytykuje amerykańską dominację dolara. Jej Front Narodowy jest finansowany przez banki powiązane z Władimirem Putinem. Czy nam się to podoba czy nie, jest to przynajmniej spójna strategia.

Redaktor „Telegraphu” zauważa, że chwilowa frustracja z powodu pacyfistycznych tendencji dających o sobie znać w UE w ostatniej dekadzie zimnej wojny i na początku lat dziewięćdziesiątych, zniknęła, gdy Polska i pierwsza fala państw Europy Wschodniej dołączyły do Unii w 2004, wnosząc ze sobą ansambl proatlantystowskich rządów.[5]

W tym kontekście lepiej jesteśmy w stanie pojąć trwający kryzys ukraiński. Inkorporacja Ukrainy do Unii Europejskiej była nierozerwalnie połączona z atlantyzmem. Justin Raimondo celnie ujął sedno sprawy: Gdy tysiące demonstrantów pojawiło się na ulicach Kijowa z flagami Unii Europejskiej, domagając się usunięcia prezydenta Wiktora Janukowycza, nie było w tym żadnej spontaniczności. (…) Choć Związek Radziecki dawno nie istnieje, a rosyjskie ‘zagrożenie’dla Europy jest w dużej mierze wytworem neokonserwatywnej wyobraźni, funkcja Unii Europejskiej jako politycznego uzupełnienia NATO jest dzisiaj bardziej widoczna niż kiedykolwiek. Faktem jest, że łatwiej przychodzi Waszyngtonowi kontrolowanie Europy mając do czynienia z jedną centralą władzy, niż z dziesiątkami oddzielnymi, suwerennym państwami.[6]

Dlatego nie powinno nikogo dziwić, że Carl Gershman, przewodniczący Narodowego Funduszu na rzecz Demokracji (National Endowment for Democracy, skr. NED), w przededniu wybuchu rozruchów na Majdanie, na łamach „Washington Post” orędował za podpisaniem umowy stowarzyszeniowej z UE przez Ukrainę, uzasadniając swoją argumentację w iście atlantystowski sposób: Rosyjska demokracja również może  skorzystać na tym procesie. Europejski wybór Ukrainy przyśpieszy zgon ideologii rosyjskiego imperializmu, którą reprezentuje Putin.[7] Jest to o tyle istotne, ponieważ Gershman stoi na czele organizacji finansowanej przez rząd amerykański, powstałej w 1983 r. po to, aby mogła działać bardziej otwarcie w tym obszarze, gdzie poprzednio działała CIA: finansowanie organizacji dysydenckich w obcych krajach i, jeśli zaszłaby taka potrzeba, doprowadzenie do „zmiany reżimu” (regime change). I nie są to wcale insynuacje ani moje, ani rosyjskiej propagandy, lecz łatwo weryfikowalne fakty mówiące chociażby o roli Williama Casey’a, byłego dyrektora CIA, w powołaniu NED.

Wniosek dla europejskich ruchów narodowych jest prosty: pokładanie wiary w Stany Zjednoczone, jako przeciwwagi dla europejskiego federalizmu, zawsze było i pozostaje złudzeniem. Popularna w Polsce koncepcja wbicia klina między Rosję a Niemcy, w postaci znaczącej amerykańskiej obecności gospodarczo-wojskowej w naszym kraju, tym samym rzekomo wzmacniając naszą pozycję vis- a- vis Brukseli, jest wyrazem historycznej ignorancji. Europeizm unijnych elit nie jest esencjonalnie antyatlantystowski. Jest jedynie jego uzupełnieniem. Wysiłek skierowany przeciwko Unii Europejskiej naturalnie musi łączyć się z wysiłkiem na rzecz uwolnienia Europy od amerykańskiej hegemonii. Tym bardziej, że jak ukazują trendy tegorocznego sezonu wyborczego w Stanach Zjednoczonych, większość Amerykanów również nie widzi potrzeby dalszego monitorowania Europy przez Waszyngton.

Naturalnie, zakłada to również chęć kibicowania złotowłosemu miliarderowi z Nowego Jorku, który już zdołał ukazać się jako burzyciel atlantystyczno-europeistycznego świętego spokoju swoimi tyradami przeciwko globalizmowi, masowej i niekontrolowanej imigracji z krajów trzeciego świata, politycznej poprawności oraz, co już zdążyło poruszyć niejednego  reprezentanta ponadpartyjnego polskiego stronnictwa atlantystów (Neokonserwatyzm.pl?), koncyliacyjnemu podejściu do Rosji.

Michał Krupa


[1] http://www.telegraph.co.uk/business/2016/04/27/the-european-union-always-was-a-cia-project-as-brexiteers-discov/

[2] R.J. Aldrich, OSS, CIA and European Unity: The American Committe on United Europe, 1948-1960, w: „Diplomacy and Statecraft” vol.8, nr. 9 (March 1997), s. 186. (dostępny: https://www2.warwick.ac.uk/fac/soc/pais/people/aldrich/publications/oss_cia_united_europe_eec_eu.pdf)

[3] http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/1356047/Euro-federalists-financed-by-US-spy-chiefs.html

[4] Tamże.

[5] Tamże.

[6] http://original.antiwar.com/justin/2016/05/01/eu-cia-covert-operation/

[7] https://www.washingtonpost.com/opinions/former-soviet-states-stand-up-to-russia-will-the-us/2013/09/26/b5ad2be4-246a-11e3-b75d-5b7f66349852_story.html

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *