Nie oceniajmy pochopnie Kim Jeong Una – komentarz do wydarzeń na Półwyspie Koreańskim

Od kilku miesięcy społeczność międzynarodowa odnosi się ze wzmożoną uwagą do napięć na Półwyspie Koreańskim. W związku z tymi wydarzeniami rosną obawy o stabilność polityczną Półwyspu, a biorąc pod uwagę uwikłanie obu państw koreańskich w różne militarne sojusze –  nawet świata.

Z trudnej sytuacji korzystają media na całym świecie. Starają utrzymywać w swych odbiorcach napięcie. Wieszczą rychły wybuch wojny, który ma spowodować „szaleniec” rządzący Koreą Północną – Kim Jeong Un. Natomiast problematyka sporu na Półwyspie Koreańskim wymaga spokojnego i racjonalnego spojrzenia.

W pierwszej kolejności należy stwierdzić, że raczej żadnego konfliktu zbrojnego na Półwyspie Koreańskim nie będzie. Wynika to z tego, iż wszyscy aktorzy dramatu nie posiadają w jej wybuchu interesu. Kim Jeong Un i elity Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej (dalej: KRLD) zapewne zdają sobie sprawę, że inwazja Północy na Południe najpewniej zakończyłaby się dla nich porażką. Korea Południowa dysponuje znacznymi i dobrze uzbrojonymi siłami zbrojnymi. Ponadto Seul może liczyć na stacjonujące u siebie oraz na wyspach japońskich wojska amerykańskie. Można także przypuszczać, że w ewentualny konflikt po stronie Seulu i Waszyngtonu stanęłoby również Tokio. Korea Północna nie byłaby w stanie pokonać koalicji tych trzech bardzo silnych państw.

Militarne szanse Pyongyangu wzrosłyby, gdyby po jego stronie stanął Pekin. Chiny popierają Koreę Północną z przynajmniej trzech powodów. Po pierwsze, KRLD służy Chinom jako bufor przed wpływami USA i ich sojuszników na półwyspie. Po drugie, Korea Północna wykonuje niekiedy na arenie międzynarodowej sprzyjające Chinom posunięcia, których samym Chinom wykonywać nie wypada. Po trzecie, Korea Północna swoimi jądrowymi próbami i groźbami wobec sąsiadów odciąga uwagę światowej opinii publicznej od Chin. Dlatego Chiny będą bronić KRLD przed działaniami jej wrogów. Niemniej to nie oznacza jeszcze, że ChRL pragnie wojny. Wręcz przeciwnie – Chiny chcąc się nadal dynamicznie rozwijać i potrzebują stabilnej sytuacji politycznej u swych granic. Chociaż Waszyngton jest głównym geopolitycznym rywalem Pekinu, to w tym momencie scenariusz rozwiązania wzajemnych sporów obu mocarstw na drodze militarnej wydaje się bardzo dyskusyjny. Chiny energicznie rozwijają swoje siły zbrojne, ale nadal pozostają pod tym względem zacofane względem USA czy Japonii. Wojna byłaby dla Pekinu wielkim ryzykiem. Ponadto w interesie Chin leży utrzymywanie przynajmniej dobrych relacji z Koreą Południową i Japonią, sąsiadami i bardzo istotnymi partnerami gospodarczymi. Timothy Mo, brytyjski pisarz pochodzenia chińskiego, twierdzi, że napięcia na Półwyspie służą głównie Chinom do wywierania dyplomatycznych nacisków na Japonię w sprawie złóż ropy z archipelagu Senkaku/Diaoyu[1]. W zamian za uspokojenie Korei Północnej Chiny mogą zażądać dostępu do tych złóż[2]. Wojna na Półwyspie się ChRL nie opłaca i chińska reakcja na teoretyczną inwazję Północy na Południe mogłaby być bardzo interesująca. Prawdopodobnie Chiny włączyłyby się do działań militarnych, ale niekoniecznie w sposób, który odpowiadałby Korei Północnej. W sytuacji, w której wojska aliantów zbliżałyby się do przekroczenia 38 równoleżnika, Chiny najpewniej dokonałyby inwazji na KRLD. Starałyby się zagarnąć jak najwięcej terytorium Północy i powołać na nim państwo całkowicie od siebie zależne. Kim Jeong Un najprawdopodobniej zdaje sobie sprawę z wymienionych powyżej niebezpieczeństw i nie będzie dążył do sytuacji, w której Chiny zostaną zmuszone do powołania zupełnie serwilistycznego wobec siebie państwa koreańskiego.

Militarne rozwiązanie sporu na Półwyspie niesie ze sobą również różnorakie zagrożenia dla aliantów. Ewentualna wojna z Koreą Północną – abstrahując od jej wyniku – zapewne przyczyniłaby się do pogorszenia sytuacji gospodarczej Korei Południowej. Już same tylko groźby północy mają negatywny wpływ na gospodarkę Południa, ponieważ zniechęcają potencjalnych inwestorów do lokowania swych pieniędzy w tym kraju[3]. Ponadto konflikt zbrojny z KRLD niesie ze sobą niebezpieczeństwo gwałtownego pogorszenia relacji Seulu z Pekinem. Takie okoliczności implikują nawet ryzyko wystąpienia konfliktu militarnego pomiędzy Seulem i Pekinem. Dla Korei Południowej Chiny są bardzo ważnym partnerem na wielu obszarach i państwo to pragnie, aby sytuacja taka utrzymywała się nadal. Warto także pamiętać, że nawet w razie zwycięskiej dla aliantów wojny i militarnego zjednoczenia Półwyspu pod egidą Seulu, skutki konfliktu mogą być dla Korei Południowej problematyczne. Chociaż zjednoczona Korea będzie znacznie bardziej liczącym się mocarstwem, to koszty unifikacji będą ogromne. Najpewniej przewyższą analogiczną cenę zjednoczenia Niemiec. Elity Korei Południowej zdają sobie z tych faktów sprawę i nie dążą do zbrojnego konfliktu.

Militarne rozwiązanie sporu na Półwyspie nie opłaca się obecnie także Stanom Zjednoczonym. Administracja Baracka Obamy ma w tej chwili inne, poważniejsze problemy. Przede wszystkim stara się ona przeciwdziałać skutkom trwającego od kilku lat kryzysu gospodarczego. Ponadto Waszyngton wciąż boryka się z pewnymi ograniczeniami  na arenie międzynarodowej, jakie pozostały mu w spadku po rządach Republikanów. Wojska amerykańskie wciąż pozostają zaangażowane w Afganistanie. W takiej sytuacji rozpoczynanie nowego konfliktu byłoby krokiem nierozważnym. Tym bardziej, że może on poskutkować starciem z Chinami – przeciwnikiem wielokrotnie poważniejszym niż talibowie i wojska saddamowskiego Iraku.

Podobny stosunek do wydarzeń ma Japonia. Tokio obawia się atomowych prób Pyongyangu. Jeszcze większy respekt Japończyków wzbudzają Chiny, czyli główny sojusznik Korei Północnej. Sytuację zaognia dodatkowo fakt sporu obu mocarstw wokół wysp Senkaku/Diaoyu. Mimo wszystko Japonia nie jest skora do popierania militarnego rozwiązania problemu. Konflikt zbrojny z Koreą Północną najpewniej poskutkuje dla Japonii gwałtownym pogorszeniem relacji z Chinami, które może zaowocować nawet wojną chińsko-japońską. Japończycy chcą takiej sytuacji uniknąć, ponieważ zależy im na możliwości prowadzenia możliwie jak najbardziej elastycznej polityki zagranicznej[4]. Pekin jest dla Tokio głównym rywalem, ale również bardzo ważnym partnerem gospodarczym.

Skoro nikomu – a Korei Północnej w szczególności – wybuch wojny na Półwyspie Koreańskim się nie opłaca, to nasuwa się następujące pytanie: po co Pyongyang przeprowadza w ostatnich miesiącach tak radykalną manifestację siły? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy przyjrzeć się politycznym zawiłością Korei Północnej oraz specyficznemu położeniu Półwyspu na geopolitycznej mapie Dalekiego Wschodu.

Jedną z przyczyn jest raczkująca legitymizacja władzy obecnego przywódcy KRLD. Kim Jeong Un przejął władzę nad Koreą Północną zaledwie rok temu. Szacuje się, że ma 29 albo 30 lat[5]. Biorąc pod uwagę realia polityczne państw przynależących do cywilizacji konfucjańskiej, jest to bardzo młody wiek. Dla porównania przywódca Chin Xi Jinping ma 60 lat. Pani prezydent Korei Południowej Park Geun Hye 61. Abe Shinzo, premier Japonii, ma 59 lat. Wiek prezydenta Tajwanu, Ma Yingjiu, wynosi 63 lata. Jak widać, wszyscy ci politycy mogą pochwalić się słusznym wiekiem. Przywódca Korei Północnej obawia się, że z powodu młodego wieku nie będzie traktowany poważnie zarówno przez własne elity polityczne, jak i swoich sąsiadów.

Drugą przyczyna ma pochodzenie geopolityczne. Położenie geograficzne Korei Północnej nie jest sprzyjające. Z tego powodu dzieje Korei miały często bardzo tragiczny charakter.  Koreańczycy od wieków graniczyli z silniejszymi państwami: od zachodu z Chinami, zaś od wschodu z Japonią. Będące przez wieki hegemonem w Azji Wschodniej Państwo Środka wielokrotnie kontrolowało Koreę. Od XVI stulecia wpływy na Półwyspie starała się zdobyć także Japonia. Japończykom udało się to ostatecznie na początku XX wieku – w 1910 r. włączyli Półwysep do swego imperium. Trwająca do 1945 r. okupacja odbiła się traumatycznie na narodzie koreańskim. Niekorzystna sytuacja geopolityczna Półwyspu wciąż jest faktem. Można zaryzykować nawet stwierdzenie, że w ciągu ostatniego półwiecza nawet pogorszyła się. Znajdują się tutaj dwa skonfliktowane państwa koreańskie. Liczba mocarstw zainteresowanych Półwyspem powiększyła się: do grona Chin i Japonii dołączyły również Stany Zjednoczone i w mniejszym stopniu Rosja.

Z wymienionych powyżej powodów Korea Północna jest poniekąd zmuszona do prowadzenia twardej polityki zagranicznej. Przejawia się ona m.in. dążeniem do uzyskania broni nuklearnej. Kim Jeong Un pragnie dzięki takiej postawie ugruntować władzę władze wewnątrz, a także umocnić pozycję KRLD na arenie międzynarodowej. Wielu koreanistów uważa również, że Kim Jeong Un pragnie swoją ojczyznę zreformować.

Mówienie o reformach w Korei Północnej wielu ludzi w Polsce przyjmie z niedowierzaniem. Dzieje się tak, gdyż  – jak zauważa znawca Korei, Mateusz Małek – w Polsce nadal pokutuje obraz Korei Północnej z filmu Andrzeja Fidyka Defilada. Produkcja ta przedstawia rzeczywistość KRLD sprzed ok. 20 lat. Natomiast państwo to ewoluuje, chociaż w porównaniu z Chinami i Wietnamem są to zmiany dość powolne. Wręcz część znawców Korei ma wątpliwości, czy model gospodarczy funkcjonujący pomiędzy Yalu a 38 równoleżnikiem można jeszcze nazwać gospodarką planową[6]. Pochodzący z Korei Południowej Kim Pyong Yon (specjalista od gospodarki KRLD) uważa, iż już 75-80% PKB Korei Północnej wypracowuje sektor prywatny[7]. Prywatna działalność ekonomiczna nie jest co prawda legalna w świetle miejscowego prawa, ale w praktyce państwo ją toleruje. W konsekwencji Koreańczycy prowadzą prywatne przedsiębiorstwa, handlują na targach oraz uprawiają prywatne poletka[8]. Partia zaczyna też stopniowo sankcjonować prawnie realnie istniejącą sytuację w życiu gospodarczym. Wprowadzone na początku roku przepisy zezwalają koreańskim rolnikom na zachowanie 30% nadwyżki tego, co wyprodukują[9]. Są to zmiany bardzo skromne, ale należy pamiętać, że reform ekipy Deng Xiaopinga w Chinach także zostały zapoczątkowane przez transformację w rolnictwie. Niektórzy Koreańczycy decydujący się na prywatną inicjatywę w gospodarce zdobywają znaczne majątki[10].  Takich ludzi nazywa się donju, czyli panami pieniądza[11]. Stopniowo rosną  w tym kraju inwestycje zagraniczne – głównymi inwestorami się przedsiębiorstwa z Korei Południowej i Chin, ale pojawiają się już także firmy europejskie. Rozwijają się one szczególnie w regionach przygranicznych oraz w stolicy. Kapitał zagraniczny przyciągają specjalne strefy ekonomiczne. Strefa Rajin-Sonbong funkcjonuje przy granicy z Chinami i Rosją, zaś strefa Kaesong przy granicy z Koreą Południową[12]. Zagraniczne koncerny wytwarzają na terenie Korei Północnej m.in. aplikacje i oprogramowania na iPhone’y[13]. W styczniu KRLD została odwiedzona przez szefa korporacji Google, Erica Schmidta[14].

Reasumując, sytuacja gospodarcza Korei Północnej nie jest tak zła, jak często twierdzi międzynarodowa opinia publiczna. Kraj ten jest państwem biednym, aczkolwiek należy pamiętać, że znaczna część krajów globu może być określona w ten sposób. Państwa które osiągnęły tzw. powszechny dobrobyt, stanowią na świecie mniejszość.  W ich skład wchodzą głównie kraje Ameryki Północnej (USA, Kanada, ale już nie Meksyk), Europy (nie całej), kilka krajów Bliskiego Wschodu, kilka krajów Dalekiego Wschodu oraz Australia i Nowa Zelandia. Do tej kategorii nie można również zaliczyć państw należących do ekskluzywnego klubu BRICS, chociaż jej członkowie – poza RPA – znajdują się w pierwszej dziesiątce gospodarek globu. Na terenie każdego z członków klubu można zaobserwować obrazy charakterystyczne dla pierwszego, ale również trzeciego, czwartego, a może nawet piątego świata. Autor niniejszego tekstu przebywając ostatnio w Pekinie mieszkał w dzielnicy tzw. hutongów. Wiele domów na ulicy, gdzie znajdował się hostel autora, nie posiada własnych łazienek i mieszkańcy muszą korzystać z położonych w okolicy publicznych łaźni. Niemniej wystarczyło pójść kilka ulic dalej, aby zobaczyć pełen chińskich klientów salon samochodów marki Maserati. Miasto Bangalore, nazywane indyjską doliną krzemową, stanowi chlubę modernizujących się Indii. Z drugiej strony np. nierzadkim obrazem indyjskich ulic są uliczni dentyści – nie posiadający medycznego wykształcenia ludzie wykonujący zabiegi dentystyczne dla uboższych mieszkańców trzeciej potęgi gospodarczej świata.  Zwracając uwagę na wymienione wyżej kwestie, można bardziej obiektywnie ocenić sytuacje gospodarczą KRLD.

Kim Jeong Un najwyraźniej zdaje sobie sprawę z potrzeby kontynuowania zmian w swoim kraju. W kwietniu mianował na stanowisko premiera Pak Pong Ju[15]. Polityk ten sprawował już wcześniej godność szefa rządu – w latach 2003-2007 – i dał się wówczas poznać jako zwolennik reform gospodarczych[16]. Uczynienie Pak Pong Ju szefem rządu można odczytać jako proreformatorską deklaracje. Cześć znawców Korei uważa, że nie można traktować przeprowadzenia reform gospodarczych w Korei za coś pewnego. Andrzej Bober, ekspert ds. Korei, stwierdza, że trudno mówić o reformach w kraju, w którym nie ma własności prywatnej, swobodnego dostępu do telefonów, czy Internetu[17]. Sprzeciwia się on porównaniom Kim Jeong Una do Deng Xiaopinga[18]. W tym momencie warto zauważyć, iż reformy gospodarcze w ChRL odbywały się długo i miały charakter stopniowy. Stosowne zmiany były najpierw sprawdzane na małym obszarze, zaś dopiero później wprowadzano je na terenie całego kraju. Często pewne przekształcenia w gospodarce chińskiej zachodziły w rzeczywistości zanim państwo je oficjalnie legalizowało. Państwo chińskie miało jeszcze na początku lat 90. XX wieku – trwały wówczas represje będące skutkiem pekińskiej wiosny – charakter, który można w jakimś stopniu określić mianem totalitarnego. Po dzień dzisiejszy w Chinach istnieją różne elementy będące spuścizną maoizmu-leninizmu. Państwo ma bardzo silny wpływ na gospodarkę, co jednak, biorąc pod uwagę realia Dalekiego Wschodu, nie jest niczym osobliwym. Ziemia w ChRL należy do państwa, zaś ludzie posiadają ją jedynie w formie dzierżawy. Nadal funkcjonuje w tym kraju maoistowski system meldunkowy zwany hukou. Ostatecznie państwo chińskie stosuje politykę kontroli urodzin, która, chociaż została wprowadzona już po śmierci Mao Zedonga, swym charakterem pasuje raczej do czasów maoizmu niż do okresu reform. Przyglądając się Korei Północnej w roku 2013, można porównać ją do Chin z początku lat 80. ubiegłego stulecia. Kraj ten dopiero rozpoczyna reformy i będą one trwały długo. Władze KRLD raczej już ich nie cofną. Przywódca Korei Północnej zna skomplikowane i często tragiczne dzieje Półwyspu Koreańskiego. Istniejące w latach 1897-1910 Cesarstwo Korei nie potrafiło zbudować trwałych podstaw własnej suwerenność i w konsekwencji stało się ofiarą imperialistycznej Japonii. Brak reform może poskutkować tym, że Korea Północna podzieli los cesarstwa – upadnie pod naciskiem wewnętrznych buntów, bądź stanie się ofiarą silniejszych sąsiadów.

Podsumowując, warto zastanowić się jeszcze nad polskim aspektem problemu koreańskiego. Echa sporów pomiędzy dwoma państwami koreańskimi dotarły również do Polski. Wywołały one liczne komentarze wśród środowisk politycznych oraz prasowych. Szef polskiej dyplomacji, Radosław Sikorski wyraził na początku kwietnia solidarność z Koreą Południową i Stanami Zjednoczonymi, skrytykował Koreę Północną oraz wezwał Chiny do większej stanowczości wobec Pyongyangu[19]. Bartosz Kownacki, przedstawiciel PiSu w Komitecie Obrony Narodowej, także popiera Stany Zjednoczone[20]. Dziennik „Rzeczpospolita” w artykule Flota Tuska i Kim Jeong Una w nieco sensacyjnym stylu opisuje funkcjonowanie polsko-koreańskiej międzyrządowej spółki żeglugowej Chopol[21]. Pod koniec marca w „Naszym Dzienniku” ukazał artykuł Sprawa Zachodu. Autor artykułu, Filip Frąckowiak, całkowicie i bezrefleksyjnie popiera ewentualne zaangażowanie militarne Polski w konflikcie na Półwyspie, nawet jeśli oznacza ono stan wojny z drugą potęgą ekonomiczną świata, Chinami[22]

O czym świadczą przytoczone powyżej przykłady? Świadczą o niemal totalnym przyjęciu przez polskie elity polityczne i intelektualne amerykańskiej perspektywy w patrzeniu na relacje międzynarodowe. Stosują one tę perspektywę nawet wówczas, gdy zupełnie mija się ona z interesem państwa polskiego. Chyba nikt z powyżej wymienionych osób nie zastanowił się, jak wyrażone publicznie przez Polskę poparcie dla USA wpłynie na relacje RP z ChRL. Przez ostatnie kilka lat Polska zabiegała o poprawę stosunków z Chinami. Udało się to zrealizować – podpisano z Chinami dokument o strategicznym partnerstwie. Wypowiedzi szefa polskiej dyplomacji są zaprzeczeniem prochińskiej polityki. Nie po to ustanawia się strategiczne partnerstwo z ChRL, aby później krytykować politykę zagraniczną tego państwa. Po drugie, Polska prowadząc otwarcie wrogą wobec KRLD politykę, zamyka swojej gospodarce drogę do międzynarodowej ekspansji. Korea Północna powoli otwiera się na świat i będzie to robić dalej, gdyż nie bardzo ma inne wyjście. Jest to szansa dla polskiego kapitału. Polska gospodarka nie powinna zmarnować szansy, jaką stwarza otwierająca swój rynek Korea Północna. Już raz popełniliśmy znacznie większy błąd. Gdy w latach 90. XX w. oraz na początku XXI w. Chiny kontynuowały przemiany gospodarcze, Polska bojkotowała ten kraj. W tym samym czasie Amerykanie, Brytyjczycy, Francuzi, Włosi, Niemcy, Rosjanie, Japończycy czy Koreańczycy robili z Pekinem intratne interesy. Od 2008 r. Polska usiłuje cofnąć zmarnowany czas, ale jest to bardzo trudne. Chiny posiadają już dobrze rozwinięte przedsiębiorstwa rodzime w niemal wszystkich gałęziach gospodarki, a ponadto w tym kraju obecne są właściwie wszystkie najważniejsze koncerny międzynarodowe. Polskim firmom jest trudno zająć satysfakcjonującą pozycję na chińskim rynku. Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja w Korei Północnej. To państwo pozostaje wciąż na peryferiach globalizacji. Rynek tego państwa może okazać się korzystnym miejscem dla polskich przedsiębiorstw. Niemniej trzeba się powoli spieszyć. Do Korei Północnej wkraczają przedsiębiorcy z Chin, Korei Południowej, a także z Niemiec – grupa Kempinski tej wiosny rozpocznie prowadzenie największego hotelu w Pyongyangu[23].

Reasumując, wojny na Półwyspie Koreańskim nie będzie. Zamiast poszukiwać sensacji należy spojrzeć na cały problem realnie oraz z myślą, jak Polska mogłaby w tym regionie coś uzyskać.

Stanisław A. Niewiński

Przypisy:

[1] T. Mo, Pies na łańcuchu Pekinu, „Guardian News&Media”, 10 IV 2013 (przedruk w „Forum” 2013, nr 15 z 15-25 IV) s. 6-7.

[2] Tamże.

[3] D. Walewska, Korea – straty jak po tsunami, www.rp.pl, 21 IV 2013.

[4] J. Black, Wojna od 1990 roku, Warszawa 2011, s. 165.

[5] J. Pawlicki, Gangnam kontra gangster, „Newsweek” 2013, nr 16 z 15-21 IV, s. 66-68.

[6] Por. M. Małek, Koreański węzeł gordyjski – kilka słów o przyszłości Półwyspu Koreańskiego, www.polska-azja.pl, 21 IV 2013.

[7] A. Łańkow, Wielki wódz i wielka kasa, „The New Times”, 14 III 2011 (przedruk w „Forum” 2011, nr 21 z 23-29 V) s. 14-15.

[8] Tamże.

[9] A. Bober, Google w państwie Kima, „Przegląd” 2013, nr 4 z 21-27 I, s. 30-32.

[10] A. Łańkow, dz. cyt., s. 14-15.

[11] M. Małek, dz. cyt., www.polska-azja.pl, 21 IV 2013.

[12] A. Bober, dz. cyt., s. 30-32.

[13] Uważaj o Kim mówisz, „The Atlantic” (przedruk w „Forum” 2013, nr 14 z 8-14 IV), s. 10-11.

[14] A. Bober, dz. cyt., s. 30-32.

[15] O. Pietrewicz, Nowy premier Korei Północnej, www.polska-azja.pl, 21 IV 2013.

[16] Tamże.

[17] A. Bober, dz. cyt., s. 30-32.

[18] Tamże.

[19] Sikorski: wzywam Koreę Płn. do zaprzestania prowokacyjnego działania, www.rp.pl. 21 IV 2013.

[20] J. Demcio, Wodzu, prowadź na Pyongyang!, „Uważam Rze” 2013, nr 14 z 8-14 IV, s. 68-69.

[21] M. Stankiewicz, A. Stankiewicz, Flota Tuska i Kim Dzong Una, www.rp.pl, 21 IV 2013.

[22] F. Frąckowiak, Sprawa Zachodu, www.naszdziennik.pl, 21 IV 2013.

[23] Uważaj o…, s. 10-11.

Dodał Stanisław A. Niewiński

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *