O Germanii raz jeszcze. W odpowiedzi p. Magdalenie Ziętek.

Portal konserwatyzm.pl darzę estymą: to tutaj przez kilka lat publikowałem, przed tym jak postanowiłem zostać pracownikiem naukowo-dydaktycznym i adwokatem. Przez ostatnie lata moja aktywność publicystyczna wygasała, aczkolwiek jeżeli kol. Magdalena Ziętek (pozwalam sobie na takie spoufalanie się, w końcu jesteśmy rówieśnikami i pracownikami uniwersytetów, zajmującymi się dość zbliżonymi problemami badawczymi) wskazuje mnie z imienia i nazwiska, to zmuszony jestem sprostować pewne tezy zawarte w jej polemice „Uderz w stół a nożyce się odezwą”.

Otóż tekst ten został poświęcony wypowiedziom mojego francuskiego kolegi Antoine Ratnik i mojej skromnej osoby. Zostałem w nim przedstawiony jako fanatyczny germanofil, a dowodem na potwierdzenie tej tezy miałby być mój komentarz dotyczący wypowiedzi Autorki, którą żartobliwie skwitowałem jako „prześladowanie mniejszości niemieckiej”. Stąd też spieszę wyjaśnić co poniżej następuje.

1.  Komentarz o którym mowa był oczywiście żartem, taką słowną kalką z propagandy III Rzeszy Niemieckiej, kiedy to drogi Kanclerza Rzeszy Hitlera i Ministra Spraw Zagranicznych RP Becka poczęły się rozchodzić dramatycznie, z skutkiem nam wszystkim znanym. Nie zamierzam w tym miejscu omawiać całej historii stosunków polsko – niemieckich w latach trzydziestych, wystarczy że wskażę na analizy Władysława Gilberta – Studnickiego, które uważam za wyjątkowo trafne, i na fakt, że niezrozumiałym jest dla mnie jak to było możliwe, że minister prowadził politykę zagraniczną samodzielnie, bez jakiegokolwiek realnego nadzoru ze strony Prezydenta RP (mówimy o reżymie prawnym Ustawy konstytucyjnej z 1935 r.!) czy Prezesa Rady Ministrów. Wystarczy przypomnieć osławioną broszurę Juliusza Łukaszewicza pod znamiennym tytułem „Polska jest mocarstwem”, by zrozumieć co ówczesna polska elita, pisząc kolokwialnie, miała w głowie. Efekt tego niezrównoważeni emocjonalnego – bo tak to trzeba określić – znamy. 

2.  Ocena niemieckiej spuścizny Autorki jest mi zupełnie obca i niezrozumiała, szczególnie w ustach osoby korzystającej z dobrodziejstw tak przyzwoicie urządzonego państwa jak Republika Federalna Niemiec (tak! To argument ad personam!). Zarzuty są rozmaite. Począwszy od faktu, że ekumenizm to dzieło niemieckie. Zapewne tak, ale czy np. „polskiemu papieżowi” nie można przypisać największych zasług na polu ekumenizmu? To nie pierwszy raz, kiedy Autorka dobiera argumenty w sposób wybitnie tendencyjny, tylko po to by dowieść z góry założonej tezy. Fach adwokacki zakłada taką praktykę, ale debata naukowa już chyba jednak nie… Kolejny przykład. Fryderyka II Wielkiego łączyła przyjaźń z Wolterem. I cóż z tego? To, rozumiem, powoduje że wszelkie głupoty o jakich czytamy w pismach Woltera, obciążają Niemców, nie Francuzów? Pomijam fakt, że obciążać Francuzów odpowiedzialnością za brednie tego czy owego frankojęzycznego autora to, delikatnie rzecz ujmując, nieporozumienie. Autorka wreszcie pisze: „z Niemiec wyszli Marks, Adorno i Horkheimer”. Odpowiem: a z Francji Wolter, Babeuf i Sartre! I cóż z tego? Czy dla Autorki miarodajnym przedstawicielem Polaków jest np. Ludwik Mierosławski?

3.  Próba uczynienia ze mnie ewangelika augsburskiego jest kuriozalna, na poparcie tego zarzutu Autorka nawet nie przedstawiła śladu dowodu. Ktoś tak chętnie wypowiadający się na temat filozofii powinien przypisywać mi raczej formację intelektualną bliską np. Adamowi Heinrichowi Müllerowi, czyli „sprotestantyzowany” katolicyzm. Autorka takiego zarzutu nie podniosła, więc nawet nie ripostuję. Zresztą mieszanie do tego kwestii wyznaniowej jest pozbawione sensu. 

4.  Nie wiem czy mój sposób bycia jest idealnym przykładem pruskości. Jeżeli pruskość rozumieć jako negację wszelkiej krytyki niemieckości, to niestety muszę zasmucić. Każdy naród i każda kultura ma w sobie coś wartościowego, przynajmniej coś co może się podobać. I w każdej tego typu zbiorowości i w tym sposobie bycia znajdujemy elementy, które ocenić możemy krytycznie. Pruskość rozumiem jako pewnego rodzaju formację mentalną, jako cechy charakteru, ale nie jako bezgraniczne oddanie się wielbieniu Germanii! Bo czy Hohenzollernowie handlujący Nadrenią za kraje czeskie byli takowymi „prusakami”? Pruskość rozumiem jako pewnego rodzaju zespół cech psychicznych, nieco podobnie do rozumienia np. Oswalda Spenglera. Oczywiście może być to naiwne rozumienie, ale trzymajmy się faktów, a nie pewnych wyobrażeń, by nie rzec konfabulacji.   

5. Wyrażam pogląd, że dzisiejsze Niemcy mogą (i są!) siłą modernizującą Polskę, choć modernizacja ta (nie mylić z modernizmem) w wielu aspektach przybiera kierunek kuriozalny. W dzisiejszej Europie, której kondycja jest fatalna i chyba wszyscy to już dostrzegają, program promocji Ordoliberlismus jawi się jako jedyna alternatywa dla chaosu. I mimo niechęci np. Greków, Hiszpanów i Włochów do sąsiadów z północy, to nacje południa właśnie w nich widzą jedyny ratunek. Jeżeli faktycznie tak jest, że Polska może oprzeć się albo o wschodnią, albo o zachodnią ścianę, to opcja niemiecka wydaje mi się bardziej sympatyczna. Ostatnio sporo podróżuję po Polsce i np. Wielkopolska wydaje mi się znacznie lepiej urządzonym miejscem niż choćby Chełmszczyzna. I to ma swoje głębokie uzasadnienie historyczne. Jako człowiek urodzony w miejscu, gdzie ślady niemczyzny są nadal obecne, dostrzegam te subtelności. 

6. I na koniec truizm: choć wszyscy ludzie stanowią jeden gatunek, to jednak są strasznie zróżnicowani, mają różne predyspozycje, różne sympatie, etc. Niektórzy uwielbiają np. Włochy z tamtejszą kulturą i stylem bycia. Ja w tym zróżnicowaniu, które akceptuję, wybieram północny styl życia. Lubię dobre drogi, solidnie wykonane samochody, dyscyplinę pracy – niestety podupadającą, zadbane starówki miast niemieckich. I w tej różnorodności pozostaje się nam różnić pięknie. 

Paweł Bała

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “O Germanii raz jeszcze. W odpowiedzi p. Magdalenie Ziętek.”

  1. Te „zadbane drogi” to leitmotiv publicystyki p. Bały. Dodajmy jeszcze samochody, dyscyplinę pracy – wszystko solidne. Ordnung musi być. Już na tej podstawie mozna przypisac autorowi germanofilię, niekoniecznie fanatyczną, ale jednak. A tak ad rem: gdzie pani Rękas nazywa autora „fanatycznym germanofilem”? Gdzie próbuje uczynić z niego ewangelika augsburskiego? Chyba coś przeoczyłem.

  2. Jeszcze raz przeczytałem i trafiłem na jedną perełkę:”Ocena niemieckiej spuścizny Autorki jest mi zupełnie obca i niezrozumiała, szczególnie w ustach osoby korzystającej z dobrodziejstw tak przyzwoicie urządzonego państwa jak Republika Federalna Niemiec (tak! To argument ad personam!)”. Pomijając, że przyznanie się otwartym tekstem polemicznym do nierozumienia i osobistych wycieczek wymaga odwagi- to zdanie jest esencją wszystkiego co niełacińskie. Brak uniwersalizmu- punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Szczególnie w samochodzie, na autostradzie- praktyczne podejście do życia. Niechęć do filozoficznych dywagacji.Wcześniej: dość siermiężna estetyka- byle było czysto. Autor jest nie tyle germanofilem, co mentalnym Prusakiem.

  3. tabaluga | 2012-03-23 12:10:21 Polska powinna trzymac sie jak najblizej Niemiec, takze mam takie zdanie Niemcy, jak każdy wielki i mały naród, dbają tylko o swoje interesy. Ich celem jest ekspansja. Ta ekspansja ma pruski rodowód. Prusactwo odniosło sukces dzięki nastawieniu na podboje, mordowanie innych ludzi i rabowanie ich majątku. Prusactwo jednocząc siłą Niemcy w XIX wieku narzuciło Niemcom swoją mentalność, swoją militaryzację życia społecznego, podporządkowanie jednostki państwu. Dmowskiemu mogło się to podobać. Ale Polakom nie podobało się i nie podoba. Bo Polacy kochają wolność, nie znoszą zamordyzmu. Człowiek nie żyje po to, by służyć państwu, ale po to, by być szczęśliwym i zapewnić sobie życie wieczne. Najlepsze recepty w tym względzie daje Kościół katolicki, którego Prusacy nienawidzą. Bo Kościół katolicki jest przeciw temu, by człowiek służył państwu, by państwo było bożkiem. Dla Jezusa Chrystusa ważny był człowiek, a nie państwo. Człowiek jest ważniejszy niż dobre drogi, zadbane ogródki, czyste dzieci. Najważniejsza jest miłość. Dzieci mogą być umorusane. Ważne, by były kochane. Witamina M jest ważniejsza niż witamina C. To wiemy my, katolicy. W zasadzie mało jest ważne dla nas, jak żyją w RFN Prusacy i reszta Niemców. To ich kraj, ich sprawa. Istotne jest to, że próbują swoje prawa i zwyczaje nam narzucać za pomocą Unii Europejskiej, że z buciorami inspekcji wchodzą do naszych rodzić, by sprawdzić, czy nie dajemy klapsów dzieciom, czy nie zakazujemy synom onanizować się. Ale najgorsze jest to, że chcą nam odebrać Śląsk, Pomorze, Warmię i Mazury. Ja to rozumiem, że chcą, bo to były ich ziemie przez wieki. Ale to nam, Polakom, nakazuje wielką ostrożność w relacjach z Niemcami. Ich celem jest osłabienie naszego państwa i odebranie utraconych ziem. Od kilkunastu lat Niemcy próbują osłabiać nasz kraj. Na początku lat 90. XX wieku obiecali naszym przywódcą, że Polska szybko wejdzie do UE. Polska zmniejszyła cła na niemieckie towary, które zalały nasz rynek, co doprowadziło do upadku wielu polskich firm, bezrobocia i wielkich strat naszego społeczeństwa i budżetu państwa. Przyjecie Polski do UE zostało zaś znacznie opóźnione. Przed przyjęcie Polski do UE Niemcy nakazali nam utworzyć regiony – dlatego powstały wielkie województwa. Te wielkie województwa są i nadal będą przez Niemcy emancypowane. Otwierają swoje ambasady w Brukseli. Niemcy wspierają ruch autonomii Śląska, bo ten land chcą z Polski wyrwać najszybciej. Narodowość śląską zadeklarowało ponad 800 tysięcy polski obywateli, ale szef RAŚ powiedział dziś, że takich osób jest więcej. Kolejny sposób na osłabienie Polski to wprowadzenie systemu OFE, który rujnuje finanse publiczne, wygenerował już 300 mld zł jawnego długu publicznego i każdego miesiąca generuje kolejne 2-3 mld zł nowych długów. Na tworzenie OFE naciskały nie tylko Niemcy, ale również globalne banki. Efekt jednak jest jasny – wielkie osłabienie Polski. Niemcy wspierają też „walkę z globalnym ociepleniem”, by zaszkodzić polskiej gospodarce. Niemcy chcą zniszczyć w Polsce samodzielne banki spółdzielcze, narzucają przez Komisję Europejską tak wielkie wymagania kapitałowe, że małe, lokalne banki nie będą mogły działać. Niemcy chcą ujednolicić stawki podatku CIT, by Polska nie mogła dzięki niższym stawkom tego podatku konkurować z niemieckimi firmami. Dotacje z UE prowadzą do marnotrawienia naszych pieniędzy z podatku. Dla naszego kraju najkorzystniej byłoby wyjść z UE, spod kurateli Niemiec. I przyłączyć się do Unii Celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu. Tam nie ma durniów, którzy walczą z globalnym ociepleniem. No i nasze towary nie natrafiałyby na bariery celne w dostawach do Rosji, Białorusi, Kazachstanu i … Ukrainy (bo Ukraina prawdopodobnie też wejdzie do Unii Celnej). Gdy zlikwidujemy system OFE, nasz jawny dług publiczny spadnie do 35 proc. Poradzimy więc sobie bez UE. Mamy setki tysięcy dynamicznych przedsiębiorstw, które utrzymają nasze państwo. Jerzy Krajewski

  4. Postawa niektórych osób wobec p.Ziętek w komentarzach przypomina rozchwianych emocjonalnie nastolatków niż konserwatystów. Mało kto dziś myśli kategoriami teistycznymi i nie zauważa, że pierwszych przyczyn należy szukać w duchowym wymiarze. To jest fakt, że na Niemcach spoczywa duża odpowiedzialność za zło, które zrodziło się w Europie. Szukanie przyczyn tego zła nie może być przejawem antyniemieckich fobii, tylko dlatego, że faktem jest, że Niemcy pierwsi pociągali za zły sznurek. Protestantyzm był fundamentem duchowym tej trwającej do dziś cywilizacyjnej destrukcji. Nie rozumiem też zachwytu nad niemiecką gospodarnością jako wzorca do naśladowania. Czy dla katolika solidne drogi, dobre samochody, wycieczki do Turcji i krasnale w ogrodach są celem nadrzędnym ? Ponadto Niemcy są chore i to bardzo, Polską słabością jest to, że idziemy podobną drogą z niższego pułapu.

  5. Panno/Pani M>Ziętek, dlaczego z Żyda robisz Niemca. Mówię tu o Karlu Marksie (synu rabina). Już raz „Gazeta Wyborcza” prowadziła akcję „jestem Żydem, jestem Polakiem”, więc dlaczego pani propaguje „jestem Żydem, jestem Niemcem”? Marks, Heine, Mann byli filozofami ŻYDOWSKIMI. z nich tacy sami „Niemcy” jak „Rosjanie” z Trockiego czy Lenina. Tak więc „jestem Żydem, jestem kimś tam” ma taki sam sens psychiczny jak „jestem człowiekiem, jestem rumakiem”. Po prostu osoby propagowane w GW wysłałbym na leczenie. Może oprócz dwu-narodowej bytności wyjawiła by się klasyczna dwu-osobowa typu „jestem taki i taki, i jestem Napoleon Bonaparte”.

  6. panie krajewski, to co pan napisałeś to stek kompletnych bzdur, powielanie mitów i kolejna porcja bajd. a w tle typowo polskie kompleksy leczone wariacją o wyjątkowości naszego kraju. wbrew faktom i wszystkiemu co nas otacza. „Niemcy (…) ich celem jest ekspansja.” – jasne, niemcy chcą ekspansji bo mogą to robić, polacy również chcą ekspansji, bo ciągle o tym nawijają, ale poza gadaniem o wielkiej polsce od morza do morza na nic więcej nie mogą sobie pozwolić. to właśnie ta jedyna różnica – że tamci chcą i mogą, a tutaj chcą ale mogą sobie tylko pomarzyć. zresztą, gdyby nawet polacy mieli odrobinę siły na ekspansję, to w drodze do granicy państwa mogliby w większości zgniąć w wypadku kolejowym, lotniczym, albo wpaść w szczelinę na jedynej pseudoautostradzie budowanej od 23 lat. „Ale Polakom nie podobało się i nie podoba. Bo Polacy kochają wolność, nie znoszą zamordyzmu.” – kolejna bzdura. kochają pieprzyć o tym jak kochają wolność. ale o wolności nie mają pojęcia. w większości etatyści i zamordyści, przekonani, że człowiek żyje po to, aby płacić podatki. rekordowa ilość podsłuchów w porównaniu z resztą europy, rekordowa ilość zezwoleń, koncesji, rekordowa ilość regulowanych zawodów. w urzędzie załatwisz coś w czasie dziesięciokrotnie dłuższym niż u protestantów. i to wcale nie wina komuny czy eurokomuny – tak było już przed wojną. knąbrność – tak, sprzeciw wobec wszystkiego – tak, zamiłowanie do wolności – nie za bardzo. pan nie myli miłości do wolności z zamiłowaniem do burdelu! „Najlepsze recepty w tym względzie daje Kościół katolicki, którego Prusacy nienawidzą. Bo Kościół katolicki jest przeciw temu, by człowiek służył państwu, by państwo było bożkiem. Dla Jezusa Chrystusa ważny był człowiek, a nie państwo.” – to już szczyt mitomanii. te i kolejne wtrącenia o religii, to jakaś aberracja i nieporozumienie. te ciągłe odwoływanie się do katolicyzmu, podnoszenie jego wyższości nad wszystkim innym i imputowanie jakiegoś szczególnego, wyjątkowego związku pomiędzy kościołem katolickim a tym co się dzieje w polsce. myślenie życzeniowe, konfabulacja tonącego chwytającego się brzytwy. polacy mydlą oczy wyznaniem wiary (a i te mało kto już potrafi wyrecytować) a w praktyce nie przestrzegają żadnego przykazania. ich religijność i oddanie kościołowi katolickiemu to zupełna fikcja. tylko gadają o tym. w praktyce jest gorzej niż o wszystkich przeklinanych protestantów, którzy w porównaniu z polskim pokrętnym pseudokatolicyzmem są prostolinijmymi ludźmi. jeśli ktoś widzi wyższość polskiego praktycznego katolicyzmu nad praktycznym protestantyzmem, to jest wielkim wróżem-szarlatanem albo szajbniętym ekscentrykiem-komikiem. użyłem słowa „praktycznego”, bo o zwykłe życie chodzi – natomiast na konserwatyzm.pl można zamiast odniesień do rzeczywistości poczytać uczonych w piśmie, którzy wypisują jaka to różnia ogromna jest pomiędzy filozofią katolicką a filozofią protestancką. a, że w praktyce jest odwrotnie, kogo to obchodzi. nie mamy sukcesów w polityce, gospodarce, nauce, filozofii etc. to sobie je stwórzmy w rozprawkach o naszej wyjątkowości i wyższości. nikt się nie zastanawiał dlaczego na zachodzie żyje się tak spokojnie i wręcz idyllicznie w porównaniu z polską?? przypadek? jakoś skrzętnie jest to pomijane. „Polska zmniejszyła cła na niemieckie towary, które zalały nasz rynek, co doprowadziło do upadku wielu polskich firm, bezrobocia i wielkich strat naszego społeczeństwa i budżetu państwa.” jest pan ignorantem ekonomicznym. jak wszyscy pisowcy. niskie cła spowodowały zalanie niemickimi towarami nasz rynek i wzrost bezrobocia??? hehhehe, dawno się tak nie uśmiałem. jeśli wg tego co pan pisze obniżono cła, to jednak jakieś tam pozostały. zatem niskie cła, ale jednak jakieś tam cła nakładane na niemieckie towary plus koszt transportu kontra polskie towary bez cła i dużo niższe koszty traksportu spowodowały upadek polskiej gospodarki? pan w to wierzy, czy kłamie z premedytacja? proszę zaakceptować fakt, że nie niskie cła pomagają towarom niemieckim tylko ich jakość, albo pogląd o ich dobrej jakości. niemcy zawsze sprzedawali swoje towary niezależnie od ceł. i na tym przykładzie widać jak na dłoni pańską manipulację. żałosne biadolenie o tym, że to niemcy emancypują polskie regiony, wprowadzają wbrew polakom ofe, i nie śpią kombinując jak tu osłabić polskę, niszczą banki spółdzielcze, nie nadaje się do komentowania. zwalanie całego polskiego syfu na żydów, ruskich i niemców jest poniżające. miej pan trochę godności i przyzwoitości. jedyne z czym się zgadzam, to z twierdzeniem, że poza unią (po jej opuszczeniu) może być dużo lepiej. ale proszę pana – ja w ogóle nie jestem przekonany, że w polsce będzie lepiej. teraz jeszcze bruksela wyzancza jakieś granice dla naszego żarłocznego aparatu państwowego, po ewentualym wystąpieniu z unii nasi polscy niezależni włodarze będą mogli zrobić z nami co tylko im się zachce.

  7. panie malok. opowiadasz głupty sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. niemiecka gospodarność nie może być wzorem do naśladowania? to może polska gospodarność może być wzorem do naśladowania? to przecież śmieszne. a co jest polskim celem nadrzędnym co odróżnia nas od niemców? no proszę nam powiedzieć! może się czegoś dowiemy. „To jest fakt, że na Niemcach spoczywa duża odpowiedzialność za zło, które zrodziło się w Europie.” nie proszę pana, na niemcach nic takiego nie spoczywa. w niemczech proszę pana, głownym filarze europy rodziły się wszelkie nurty filozoficzne jakie pan sobie wymyślisz. możesz pan postudiować autorów ksenofobicznie katolickich, protestanckich, socjalistów, konserwatystów, libertarian etc. na przykład w polsce nic takiego nie miało miejsca, praktycznie pustynia – ewentualnie niej lub lepiej powielano idee. i dlatego odnosisz pan błędne wrażenie, że niemcy za coś ponoszą odpowiedzialność. tam po prostu zawsze była fabryka patentów, wynalazków, idei.

  8. Ad przemyslaw_stokowski Pana komentarz to zwulgaryzowana (jeszcze bardziej zwulgaryzowana?) wersja wywodu p. Bały. Mozna to streścic tak: co sie tych Niemców czepiacie, jak u nich i drogi dobre, i porządek, i czysto… Filozofia? Katolicyzm? Co tam, jak u nich i drogi, i porzadek, i eksport…Wolność? Jaka wolność? Jak u nas syf, a tam :drogi, porządek, czysto… Ochrona naszej gospodarki? W życiu nic nie zrobimy, zawsze bedzie syf a tam: drogi, porządek… I w ogóle, wszyscy to dobrze rozumieja, tylko jacyś pisowcy sie ciągle czepiają. Pani Zietek sie produkuje, doprasza polemiki, zawraca powaznym ludziom głowę, że temat ważny, a to przeciez takie proste: dobre drogi, porządek, czysto, równo, i eksport.

  9. Panie Stokowski, na początek prośba. Proszę nie używać argumentacji wrażeniowej „opowiadasz głupty”,”to przecież śmieszne” ja potrafię odbić piłeczkę na te „górnolotne intelektualnie” argumenty, ale nie mam ochoty na piaskownicę, więc proszę się powstrzymać. „niemiecka gospodarność nie może być wzorem do naśladowania? to może polska gospodarność może być wzorem do naśladowania?” Polska nie , ani żadna inna, która oparta jest na lichwiarskim pustym pieniądzu. Ponadto podatki, idiotyczne przepisy nie są wzorem do naśladowania. Niemcy są tłuste, ale nie znaczy, że warunki dla dalszego rozwoju są dobre. To, że u nas trochę bardziej głupio nie oznacza, że tam jest mądrze. 10 lat normalności i Polska prześciga Niemcy. „co jest polskim celem nadrzędnym co odróżnia nas od niemców” to nie kwestia nacjonalnej cechy, ale światopoglądu. Jeśli jest Pan katolem to powinien Pan kierować się teistycznym poglądem na świat. A ten pogląd mówi, że człowiek jest istotą duchową, której sens, cel bytu należy widzieć w kategoriach duchowych i nadrzędnych. Bóg, Szatan to fakt, który należy brać pod uwagę w fundamentalnym poszukiwaniu bytowych odpowiedzi, jak żyć. Jeśli człowiek z punktu widzenie teistycznego pozbywa się nadrzędności duchowej na rzecz innych bożków to jest to efekt oddziaływania Złego. Walka o utrzymanie duchowej nadrzędności jest celem teistów, dlatego z niepokojem należy patrzeć na wszelkie idee, które np. przekierowują ludzką świadomość na pogoń za materialnym zajączkiem, którego nie można dogonić. „w niemczech proszę pana, głownym filarze europy rodziły się wszelkie nurty filozoficzne jakie pan sobie wymyślisz” i co z tego ? Woli Pan mieć jedną piękną róże, czy hektar chwastów? Te nurty filozoficzne odpowiadają za miliony istnień ludzkich. Więc co tu podziwiać ? ” odnosisz pan błędne wrażenie, że niemcy za coś ponoszą odpowiedzialność” z teistycznego punktu widzenie można przyznać Panu rację, że to nie Niemcy odpowiadają, ale duchowy byt Złego. Dlaczego poprzez Niemcy ? Pycha i brak pokory protestanckiej herezji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Prywatne: O Germanii raz jeszcze. W odpowiedzi p. Magdalenie Ziętek.

Portal konserwatyzm.pl darzę estymą: to tutaj przez kilka lat publikowałem, przed tym jak postanowiłem zostać pracownikiem naukowo-dydaktycznym i adwokatem. Przez ostatnie lata moja aktywność publicystyczna wygasała, aczkolwiek jeżeli kol. Magdalena Ziętek (pozwalam sobie na takie spoufalanie się, w końcu jesteśmy rówieśnikami i pracownikami uniwersytetów, zajmującymi się dość zbliżonymi problemami badawczymi) wskazuje na mnie z imienia i nazwiska, to zmuszony jestem sprostować pewne tezy zawarte w jej polemice „Uderz w stół a nożyce się odezwą”.

Otóż tekst ten został poświęcony wypowiedziom mojego francuskiego kolegi Antoine Ratnik i mojej skromnej osoby. Zostałem w nim przedstawiony jako fanatyczny germanofil, a dowodem na potwierdzenie tej tezy miałby być mój komentarz dotyczący wypowiedzi Autorki, którą żartobliwie skwitowałem jako „prześladowanie mniejszości niemieckiej”. Stąd też spieszę wyjaśnić co poniżej następuje.

1.  Komentarz o którym mowa był oczywiście żartem, taką słowną kalką z propagandy III Rzeszy Niemieckiej, kiedy to drogi Kanclerza Rzeszy Hitlera i Ministra Spraw Zagranicznych RP Becka poczęły się rozchodzić dramatycznie, z skutkiem nam wszystkim znanym. Nie zamierzam w tym miejscu omawiać całej historii stosunków polsko – niemieckich w latach trzydziestych, wystarczy że wskażę na analizy Władysława Gilberta – Studnickiego, które uważam za wyjątkowo trafne, i na fakt, że niezrozumiałym jest dla mnie jak to było możliwe, że minister prowadził politykę zagraniczną samodzielnie, bez jakiegokolwiek realnego nadzoru ze strony Prezydenta RP (mówimy o reżymie prawnym Ustawy konstytucyjnej z 1935 r.!) czy Prezesa Rady Ministrów. Wystarczy przypomnieć osławioną broszurę Juliusza Łukaszewicza pod znamiennym tytułem „Polska jest mocarstwem”, by zrozumieć co ówczesna polska elita, pisząc kolokwialnie, miała w głowie. Efekt tego niezrównoważenia emocjonalnego – bo tak to trzeba określić – znamy. 

2.  Ocena niemieckiej spuścizny Autorki jest mi zupełnie obca i niezrozumiała, szczególnie w ustach osoby korzystającej z dobrodziejstw tak przyzwoicie urządzonego państwa jak Republika Federalna Niemiec (tak! To argument ad personam!). Zarzuty są rozmaite. Począwszy od faktu, że ekumenizm to dzieło niemieckie. Zapewne tak, ale czy np. „polskiemu papieżowi” nie można przypisać największych zasług na polu ekumenizmu? To nie pierwszy raz, kiedy Autorka dobiera argumenty w sposób wybitnie tendencyjny, tylko po to by dowieść z góry założonej tezy. Fach adwokacki zakłada taką praktykę, ale debata naukowa już chyba jednak nie… Kolejny przykład. Fryderyka II Wielkiego łączyła przyjaźń z Wolterem. I cóż z tego? To, rozumiem, powoduje że wszelkie głupoty o jakich czytamy w pismach Woltera, obciążają Niemców, nie Francuzów? Pomijam fakt, że obciążać Francuzów odpowiedzialnością za brednie tego czy owego frankojęzycznego autora to, delikatnie rzecz ujmując, nieporozumienie. Autorka wreszcie pisze: „z Niemiec wyszli Marks, Adorno i Horkheimer”. Odpowiem: a z Francji Wolter, Babeuf i Sartre! I cóż z tego? Czy dla Autorki miarodajnym przedstawicielem Polaków jest np. Ludwik Mierosławski?

3.  Próba uczynienia ze mnie ewangelika augsburskiego jest kuriozalna, na poparcie tego zarzutu Autorka nawet nie przedstawiła śladu dowodu. Ktoś tak chętnie wypowiadający się na temat filozofii powinien przypisywać mi raczej formację intelektualną bliską np. Adamowi Heinrichowi Müllerowi, czyli „sprotestantyzowany” katolicyzm. Autorka takiego zarzutu nie podniosła, więc nawet nie ripostuję. Zresztą mieszanie do tego kwestii wyznaniowej jest pozbawione sensu. 

4.  Nie wiem czy mój sposób bycia jest idealnym przykładem pruskości. Jeżeli pruskość rozumieć jako negację wszelkiej krytyki niemieckości, to niestety muszę zasmucić. Każdy naród i każda kultura ma w sobie coś wartościowego, przynajmniej coś co może się podobać. I w każdej tego typu zbiorowości i w tym sposobie bycia znajdujemy elementy, które ocenić możemy krytycznie. Pruskość rozumiem jako pewnego rodzaju formację mentalną, jako cechy charakteru, ale nie jako bezgraniczne oddanie się wielbieniu Germanii! Bo czy Hohenzollernowie handlujący Nadrenią za kraje czeskie byli takowymi „prusakami”? Pruskość rozumiem jako pewnego rodzaju zespół cech psychicznych, nieco podobnie do rozumienia np. Oswalda Spenglera. Oczywiście może być to naiwne rozumienie, ale trzymajmy się faktów, a nie pewnych wyobrażeń, by nie rzec konfabulacji.   

5. Wyrażam pogląd, że dzisiejsze Niemcy mogą (i są!) siłą modernizującą Polskę, choć modernizacja ta (nie mylić z modernizmem) w wielu aspektach przybiera kierunek kuriozalny. W dzisiejszej Europie, której kondycja jest fatalna i chyba wszyscy to już dostrzegają, program promocji Ordoliberlismus jawi się jako jedyna alternatywa dla chaosu. I mimo niechęci np. Greków, Hiszpanów i Włochów do sąsiadów z północy, to nacje południa właśnie w nich widzą jedyny ratunek. Jeżeli faktycznie tak jest, że Polska może oprzeć się albo o wschodnią, albo o zachodnią ścianę, to opcja niemiecka wydaje mi się bardziej sympatyczna. Ostatnio sporo podróżuję po Polsce i np. Wielkopolska wydaje mi się znacznie lepiej urządzonym miejscem niż choćby Chełmszczyzna. I to ma swoje głębokie uzasadnienie historyczne. Jako człowiek urodzony w miejscu, gdzie ślady niemczyzny są nadal obecne, dostrzegam te subtelności. 

6. I na koniec truizm: choć wszyscy ludzie stanowią jeden gatunek, to jednak są strasznie zróżnicowani, mają różne predyspozycje, różne sympatie, etc. Niektórzy uwielbiają np. Włochy z tamtejszą kulturą i stylem bycia. Ja w tym zróżnicowaniu, które akceptuję, wybieram północny styl życia. Lubię dobre drogi, solidnie wykonane samochody, dyscyplinę pracy – niestety podupadającą, zadbane starówki miast niemieckich. I w tej różnorodności pozostaje się nam różnić pięknie. 

Paweł Bała

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Prywatne: O Germanii raz jeszcze. W odpowiedzi p. Magdalenie Ziętek.

Portal konserwatyzm.pl darzę estymą: to tutaj przez kilka lat publikowałem, przed tym jak postanowiłem zostać pracownikiem naukowo-dydaktycznym i adwokatem. Przez ostatnie lata moja aktywność publicystyczna wygasała, aczkolwiek jeżeli kol. Magdalena Ziętek (pozwalam sobie na takie spoufalanie się, w końcu jesteśmy rówieśnikami i pracownikami uniwersytetów, zajmującymi się dość zbliżonymi problemami badawczymi) wskazuje mnie z imienia i nazwiska, to zmuszony jestem sprostować pewne tezy zawarte w jej polemice „Uderz w stół a nożyce się odezwą”.

Otóż tekst ten został poświęcony wypowiedziom mojego francuskiego kolegi Antoine Ratnik i mojej skromnej osoby. Zostałem w nim przedstawiony jako fanatyczny germanofil, a dowodem na potwierdzenie tej tezy miałby być mój komentarz dotyczący wypowiedzi Autorki, którą żartobliwie skwitowałem jako „prześladowanie mniejszości niemieckiej”. Stąd też spieszę wyjaśnić co poniżej następuje.

1.  Komentarz o którym mowa był oczywiście żartem, taką słowną kalką z propagandy III Rzeszy Niemieckiej, kiedy to drogi Kanclerza Rzeszy Hitlera i Ministra Spraw Zagranicznych RP Becka poczęły się rozchodzić dramatycznie, z skutkiem nam wszystkim znanym. Nie zamierzam w tym miejscu omawiać całej historii stosunków polsko – niemieckich w latach trzydziestych, wystarczy że wskażę na analizy Władysława Gilberta – Studnickiego, które uważam za wyjątkowo trafne, i na fakt, że niezrozumiałym jest dla mnie jak to było możliwe, że minister prowadził politykę zagraniczną samodzielnie, bez jakiegokolwiek realnego nadzoru ze strony Prezydenta RP (mówimy o reżymie prawnym Ustawy konstytucyjnej z 1935 r.!) czy Prezesa Rady Ministrów. Wystarczy przypomnieć osławioną broszurę Juliusza Łukaszewicza pod znamiennym tytułem „Polska jest mocarstwem”, by zrozumieć co ówczesna polska elita, pisząc kolokwialnie, miała w głowie. Efekt tego niezrównoważeni emocjonalnego – bo tak to trzeba określić – znamy. 

2.  Ocena niemieckiej spuścizny Autorki jest mi zupełnie obca i niezrozumiała, szczególnie w ustach osoby korzystającej z dobrodziejstw tak przyzwoicie urządzonego państwa jak Republika Federalna Niemiec (tak! To argument ad personam!). Zarzuty są rozmaite. Począwszy od faktu, że ekumenizm to dzieło niemieckie. Zapewne tak, ale czy np. „polskiemu papieżowi” nie można przypisać największych zasług na polu ekumenizmu? To nie pierwszy raz, kiedy Autorka dobiera argumenty w sposób wybitnie tendencyjny, tylko po to by dowieść z góry założonej tezy. Fach adwokacki zakłada taką praktykę, ale debata naukowa już chyba jednak nie… Kolejny przykład. Fryderyka II Wielkiego łączyła przyjaźń z Wolterem. I cóż z tego? To, rozumiem, powoduje że wszelkie głupoty o jakich czytamy w pismach Woltera, obciążają Niemców, nie Francuzów? Pomijam fakt, że obciążać Francuzów odpowiedzialnością za brednie tego czy owego frankojęzycznego autora to, delikatnie rzecz ujmując, nieporozumienie. Autorka wreszcie pisze: „z Niemiec wyszli Marks, Adorno i Horkheimer”. Odpowiem: a z Francji Wolter, Babeuf i Sartre! I cóż z tego? Czy dla Autorki miarodajnym przedstawicielem Polaków jest np. Ludwik Mierosławski?

3.  Próba uczynienia ze mnie ewangelika augsburskiego jest kuriozalna, na poparcie tego zarzutu Autorka nawet nie przedstawiła śladu dowodu. Ktoś tak chętnie wypowiadający się na temat filozofii powinien przypisywać mi raczej formację intelektualną bliską np. Adamowi Heinrichowi Müllerowi, czyli „sprotestantyzowany” katolicyzm. Autorka takiego zarzutu nie podniosła, więc nawet nie ripostuję. Zresztą mieszanie do tego kwestii wyznaniowej jest pozbawione sensu. 

4.  Nie wiem czy mój sposób bycia jest idealnym przykładem pruskości. Jeżeli pruskość rozumieć jako negację wszelkiej krytyki niemieckości, to niestety muszę zasmucić. Każdy naród i każda kultura ma w sobie coś wartościowego, przynajmniej coś co może się podobać. I w każdej tego typu zbiorowości i w tym sposobie bycia znajdujemy elementy, które ocenić możemy krytycznie. Pruskość rozumiem jako pewnego rodzaju formację mentalną, jako cechy charakteru, ale nie jako bezgraniczne oddanie się wielbieniu Germanii! Bo czy Hohenzollernowie handlujący Nadrenią za kraje czeskie byli takowymi „prusakami”? Pruskość rozumiem jako pewnego rodzaju zespół cech psychicznych, nieco podobnie do rozumienia np. Oswalda Spenglera. Oczywiście może być to naiwne rozumienie, ale trzymajmy się faktów, a nie pewnych wyobrażeń, by nie rzec konfabulacji.   

5. Wyrażam pogląd, że dzisiejsze Niemcy mogą (i są!) siłą modernizującą Polskę, choć modernizacja ta (nie mylić z modernizmem) w wielu aspektach przybiera kierunek kuriozalny. W dzisiejszej Europie, której kondycja jest fatalna i chyba wszyscy to już dostrzegają, program promocji Ordoliberlismus jawi się jako jedyna alternatywa dla chaosu. I mimo niechęci np. Greków, Hiszpanów i Włochów do sąsiadów z północy, to nacje południa właśnie w nich widzą jedyny ratunek. Jeżeli faktycznie tak jest, że Polska może oprzeć się albo o wschodnią, albo o zachodnią ścianę, to opcja niemiecka wydaje mi się bardziej sympatyczna. Ostatnio sporo podróżuję po Polsce i np. Wielkopolska wydaje mi się znacznie lepiej urządzonym miejscem niż choćby Chełmszczyzna. I to ma swoje głębokie uzasadnienie historyczne. Jako człowiek urodzony w miejscu, gdzie ślady niemczyzny są nadal obecne, dostrzegam te subtelności. 

6. I na koniec truizm: choć wszyscy ludzie stanowią jeden gatunek, to jednak są strasznie zróżnicowani, mają różne predyspozycje, różne sympatie, etc. Niektórzy uwielbiają np. Włochy z tamtejszą kulturą i stylem bycia. Ja w tym zróżnicowaniu, które akceptuję, wybieram północny styl życia. Lubię dobre drogi, solidnie wykonane samochody, dyscyplinę pracy – niestety podupadającą, zadbane starówki miast niemieckich. I w tej różnorodności pozostaje się nam różnić pięknie. 

Paweł Bała

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Prywatne: O Germanii raz jeszcze. W odpowiedzi p. Magdalenie Ziętek.

Portal konserwatyzm.pl darzę estymą: to tutaj przez kilka lat publikowałem, przed tym jak postanowiłem zostać pracownikiem naukowo-dydaktycznym i adwokatem. Przez ostatnie lata moja aktywność publicystyczna wygasała, aczkolwiek jeżeli kol. Magdalena Ziętek (pozwalam sobie na takie spoufalanie się, w końcu jesteśmy rówieśnikami i pracownikami uniwersytetów, zajmującymi się dość zbliżonymi problemami badawczymi) wskazuje mnie z imienia i nazwiska, to zmuszony jestem sprostować pewne tezy zawarte w jej polemice „Uderz w stół a nożyce się odezwą”.

Otóż tekst ten został poświęcony wypowiedziom mojego francuskiego kolegi Antoine Ratnik i mojej skromnej osoby. Zostałem w nim przedstawiony jako fanatyczny germanofil, a dowodem na potwierdzenie tej tezy miałby być mój komentarz dotyczący wypowiedzi Autorki, którą żartobliwie skwitowałem jako „prześladowanie mniejszości niemieckiej”. Stąd też spieszę wyjaśnić co poniżej następuje.

1.  Komentarz o którym mowa był oczywiście żartem, taką słowną kalką z propagandy III Rzeszy Niemieckiej, kiedy to drogi Kanclerza Rzeszy Hitlera i Ministra Spraw Zagranicznych RP Becka poczęły się rozchodzić dramatycznie, z skutkiem nam wszystkim znanym. Nie zamierzam w tym miejscu omawiać całej historii stosunków polsko – niemieckich w latach trzydziestych, wystarczy że wskażę na analizy Władysława Gilberta – Studnickiego, które uważam za wyjątkowo trafne, i na fakt, że niezrozumiałym jest dla mnie jak to było możliwe, że minister prowadził politykę zagraniczną samodzielnie, bez jakiegokolwiek realnego nadzoru ze strony Prezydenta RP (mówimy o reżymie prawnym Ustawy konstytucyjnej z 1935 r.!) czy Prezesa Rady Ministrów. Wystarczy przypomnieć osławioną broszurę Juliusza Łukaszewicza pod znamiennym tytułem „Polska jest mocarstwem”, by zrozumieć co ówczesna polska elita, pisząc kolokwialnie, miała w głowie. Efekt tego niezrównoważeni emocjonalnego – bo tak to trzeba określić – znamy. 

2.  Ocena niemieckiej spuścizny Autorki jest mi zupełnie obca i niezrozumiała, szczególnie w ustach osoby korzystającej z dobrodziejstw tak przyzwoicie urządzonego państwa jak Republika Federalna Niemiec (tak! To argument ad personam!). Zarzuty są rozmaite. Począwszy od faktu, że ekumenizm to dzieło niemieckie. Zapewne tak, ale czy np. „polskiemu papieżowi” nie można przypisać największych zasług na polu ekumenizmu? To nie pierwszy raz, kiedy Autorka dobiera argumenty w sposób wybitnie tendencyjny, tylko po to by dowieść z góry założonej tezy. Fach adwokacki zakłada taką praktykę, ale debata naukowa już chyba jednak nie… Kolejny przykład. Fryderyka II Wielkiego łączyła przyjaźń z Wolterem. I cóż z tego? To, rozumiem, powoduje że wszelkie głupoty o jakich czytamy w pismach Woltera, obciążają Niemców, nie Francuzów? Pomijam fakt, że obciążać Francuzów odpowiedzialnością za brednie tego czy owego frankojęzycznego autora to, delikatnie rzecz ujmując, nieporozumienie. Autorka wreszcie pisze: „z Niemiec wyszli Marks, Adorno i Horkheimer”. Odpowiem: a z Francji Wolter, Babeuf i Sartre! I cóż z tego? Czy dla Autorki miarodajnym przedstawicielem Polaków jest np. Ludwik Mierosławski?

3.  Próba uczynienia ze mnie ewangelika augsburskiego jest kuriozalna, na poparcie tego zarzutu Autorka nawet nie przedstawiła śladu dowodu. Ktoś tak chętnie wypowiadający się na temat filozofii powinien przypisywać mi raczej formację intelektualną bliską np. Adamowi Heinrichowi Müllerowi, czyli „sprotestantyzowany” katolicyzm. Autorka takiego zarzutu nie podniosła, więc nawet nie ripostuję. Zresztą mieszanie do tego kwestii wyznaniowej jest pozbawione sensu. 

4.  Nie wiem czy mój sposób bycia jest idealnym przykładem pruskości. Jeżeli pruskość rozumieć jako negację wszelkiej krytyki niemieckości, to niestety muszę zasmucić. Każdy naród i każda kultura ma w sobie coś wartościowego, przynajmniej coś co może się podobać. I w każdej tego typu zbiorowości i w tym sposobie bycia znajdujemy elementy, które ocenić możemy krytycznie. Pruskość rozumiem jako pewnego rodzaju formację mentalną, jako cechy charakteru, ale nie jako bezgraniczne oddanie się wielbieniu Germanii! Bo czy Hohenzollernowie handlujący Nadrenią za kraje czeskie byli takowymi „prusakami”? Pruskość rozumiem jako pewnego rodzaju zespół cech psychicznych, nieco podobnie do rozumienia np. Oswalda Spenglera. Oczywiście może być to naiwne rozumienie, ale trzymajmy się faktów, a nie pewnych wyobrażeń, by nie rzec konfabulacji.   

5. Wyrażam pogląd, że dzisiejsze Niemcy mogą (i są!) siłą modernizującą Polskę, choć modernizacja ta (nie mylić z modernizmem) w wielu aspektach przybiera kierunek kuriozalny. W dzisiejszej Europie, której kondycja jest fatalna i chyba wszyscy to już dostrzegają, program promocji Ordoliberlismus jawi się jako jedyna alternatywa dla chaosu. I mimo niechęci np. Greków, Hiszpanów i Włochów do sąsiadów z północy, to nacje południa właśnie w nich widzą jedyny ratunek. Jeżeli faktycznie tak jest, że Polska może oprzeć się albo o wschodnią, albo o zachodnią ścianę, to opcja niemiecka wydaje mi się bardziej sympatyczna. Ostatnio sporo podróżuję po Polsce i np. Wielkopolska wydaje mi się znacznie lepiej urządzonym miejscem niż choćby Chełmszczyzna. I to ma swoje głębokie uzasadnienie historyczne. Jako człowiek urodzony w miejscu, gdzie ślady niemczyzny są nadal obecne, dostrzegam te subtelności. 

6. I na koniec truizm: choć wszyscy ludzie stanowią jeden gatunek, to jednak są strasznie zróżnicowani, mają różne predyspozycje, różne sympatie, etc. Niektórzy uwielbiają np. Włochy z tamtejszą kulturą i stylem bycia. Ja w tym zróżnicowaniu, które akceptuję, wybieram północny styl życia. Lubię dobre drogi, solidnie wykonane samochody, dyscyplinę pracy – niestety podupadającą, zadbane starówki miast niemieckich. I w tej różnorodności pozostaje się nam różnić pięknie. 

Paweł Bała

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Prywatne: O Germanii raz jeszcze. W odpowiedzi p. Magdalenie Ziętek.”

  1. Nielogiczny tekst i de facto ośmieszający autora. Ale to młody człowiek, ma prawo mieć jakieś kompleksy względem Niemiec. Jak widać trąd kompleksu wobec Niemiec dotknął też ludzi z konserwatyzm.pl Patrząc na promocję filmu „Polskie obozy koncentracyjne” na tym portalu uważam, że powinniście się nazwać konSSerwatyzm.pl.

  2. Ciekawe, p.Bała zakłada, że Wielkopolska jest dobrze zorganizowana, bo tam swoje 3 grosze wtrącali Niemcy. Ja się zetknąłem z zupełnie inną interpretacją, Wlkp. to dzielnica Polski, która pozostawała zawsze przy cyw.łacińskiej, nie popadła w sarmatyzm, stąd panował jako taki porządek. Nie wiem, jak reszta Wielkopolski, ale pas miasteczek/wiosek między Wielkopolską a Dolnym Śląskiem, wywarł na mnie dużo gorsze wrażenie, niż Chełmszczyzna. Różnica zdań pomiędzy p.Bałą a panią Ziętek, bierze się chyba z tego, że p.Paweł jest typowym prawnikiem, i bardzo mu się podoba taki niemiecki ordnung, gdzie wszystko jest szczegółowo rozpisane oraz przewidziane i jeszcze wszyscy się do tego stosują. Prawniczy raj;) No chyba, że p.Ziętek jest również prawnikiem, wtedy już nie wiem co o tym myśleć;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.