Obrona Tradycji na Soborze Watykańskim II

Dlaczego konserwatywni kurialiści, jak kardynałowie Ottaviani czy Ruffini oraz współpracujący z nimi kard. Siri, tak łatwo przegrali batalię z progresistami na Soborze Watykańskim II, stanowiącymi przecież wyraźną mniejszość? Dlaczego najpotężniejsza, zdawać by się mogło, instytucja w Kościele – czyli Kuria Rzymska – była tak „koncertowo” ogrywana przez „przymierze europejskie” przy wszystkich starciach przesądzających o treści i kształcie tego, co będzie debatowane: w kwestii procedury, obsady komisji soborowych, prezydium i moderatorów, wreszcie głosowania o przyjęcie bądź wywrócenie (doskonałych) schematów przygotowanych na Sobór przez tąż Kurię? Późniejsze klęski przy głosowaniu schematów są już tylko prostym przedłużeniem tych pierwszych.

Im więcej o tym czytam i dłużej o tym myślę, utwierdzam się w przekonaniu, że jest tylko jedna, ale decydująca, przyczyna tej klęski: bo grunt spod nóg usunęli im papieże – Jan XXIII, a zwłaszcza Paweł VI. Sens istnienia i wspaniała logika tej instytucji, jaką przez wieki była Kuria Rzymska, zasadzał się na nierozerwalnym połączeniu dwóch rzeczy: niezachwianego posłuszeństwa papieżowi i strzeżeniu czystości doktryny katolickiej, aby nawet na jotę nic z niej nie uronić. Właściwie – skoro to papież jest Tradycją – nie są to nawet dwie różne rzeczy, tylko awers i rewers tego samego medalu. Kiedy więc papież sprzyja nowatorom i rewolucjonistom, pomaga im swoimi posunięciami w przeprowadzeniu ich zamysłów, ba! – nawet wyraża radość (jak Paweł VI, który do trzech liberalnych moderatorów [Döpfnera, Lercaro i Suenensa] powiedział: Zwyciężyliśmy!, gdy 30 listopada 1963 roku przegłosowano punkt o kolegialności), to kurialiści stają przed dylematem, który nie mieścił się w otrzymanej przez nich formacji i całej dotychczasowej praktyce funkcjonowania instytucji: być posłusznym papieżowi, czy doktrynie? To właśnie ich paraliżowało wewnętrznie, powstrzymując także przed zdecydowanym wsparciem dla Międzynarodowej Grupy Ojców tradycjonalistycznych (Sigaud, Meyer, Lefebvre) i koordynacją działań, bo uważali, że nie wypada im występować jako „strona” czy „partia” na Soborze, skoro reprezentują instytucjonalne „centrum”.

Ta tragedia jest w gruncie rzeczy analogiczna do dramatu legitymistów, jak na przykład hiszpańskich karlistów, których fidelitas monarchiczna też wspiera się na dwóch filarach: wierności prawowitemu Księciu i wierności Tradycji. Ale co zrobić, kiedy prawowity Książę jest liberałem albo socjalistą? Podążać za Księciem i zdradzić Tradycję czy trwać przy Tradycji, ale wystąpić przeciwko Księciu? I tak źle, i tak niedobrze.

Jak-em monarchista muszę przyznać otwarcie: najsłabszym punktem monarchii – czy to papieskiej, czy królewskiej – jest ewentualność rewolucjonisty na tronie.

*****

Spotkanie w warszawskiej siedzibie Stowarzyszenia KoLiber odbyło się 18 czerwca 2015 roku. Zapraszamy do zapoznania się z nagraniem:

https://www.youtube.com/watch?v=r8aAanVg_YQ

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Obrona Tradycji na Soborze Watykańskim II”

  1. No cóż, wszelka władza pochodzi od Boga, nawet władza rewolucjonisty na tronie, czy to monarszym, czy papieskim. A powinnością poddanych jest zacisnąć zęby (i pośladki…), i, z należytym obrzydzeniem, wypełniać polecenia władzy, jednocześnie modląc się o tejże władzy nawrócenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *