Orban, Gazprom i sprawa polska

Niewykluczone, że i inne kraje przyjmą część gazociągu na swoje terytorium (np. Chorwacja). Oto, na naszych oczach na śmietnik historii odchodzi szumnie zapowiadany i gorąco popierany przez polskich politycznych indolentów projekt gazociągu Nabucco, który miał niezwykle sprytnie ominąć Rosję i zadać cios jej dążeniom politycznym. Dla ludzi myślących od początku było wiadome, że nic z tego nie będzie. Pomysł okazał się nierentowny, ponadto zakładał permanentne przeciwieństwo Rosji i Azerbejdżanu (pamiętamy te medale nadawane “demokratycznym” władzom Azerbejdżanu przez naszych rządzących). Tymczasem, jak zauważył Głos Rosji:

„Moskwa i Baku rozpatrują prawdopodobieństwo rozszerzenia przez stronę rosyjską skali kupna gazu azerbejdżańskiego – podkreślił w rozmowie z “Głosem Rosji” dyrektor generalny rosyjskiego funduszu Narodowego Bezpieczeństwa Energetycznego Konstantin Simonow: Azerbejdżan w perspektywie potrafi zwiększyć wielkości eksportu swego gazu. Rosja, z kolei, ze swej strony gotowa jest do zaoferowania czynnikom w Baku możliwości tranzytowych dla jego dostaw na rynki europejskie. Trasą o znaczeniu kluczowym pod tym względem jest właśnie “Potok południowy”.

Prawda, że proste i logiczne? Jednak myślenie polityczne i mistyczny bój przeciw Rosji, zwłaszcza w wykonaniu naszych rusofobów różnej maści, to kategorie wzajemnie się wykluczające. Trudno nawet mówić o jakiejś nauce dla Polski, bo nasi wyznawcy aksjomatów antyrosyjskich nie są w stanie nigdy, w żadnych okolicznościach skorygować swego, wielokrotnie negatywnie zweryfikowanego przez rzeczywistość, poglądu. “Walić w Rucha” to ich hasło całkowicie wyłączające choćby atomy zdrowego rozsądku. No, ale przecież zawsze można rozedrzeć szaty i lamentować na cały świat, jak to nas znowu oszukano, pokonano. Nas, wieczną ofiarę przemocy.

Wnioski z całej sytuacji są oczywiste dla ludzi myślących. Polska, rządzona przez prometeistów w białych rękawiczkach i mająca opozycję złożoną z prometeistów szalonych, nie ma żadnych perspektyw, jeżeli trwać będzie przy jakiejkolwiek doktrynie zakładającej taką czy inną walkę z Rosją. I nie ważne, czy to będzie podane w sposób intelektualny i kulturalny, czy prymitywny i wulgarny. Ta droga jest drogą definitywnie i niezaprzeczalnie błędną. Mamy dzisiaj jej namacalne efekty. “Wiara ukrainna”, czyli ślepe kierowanie się interesem pewnej, funkcjonującej tylko w wyobraźni wyznawców, Ukrainy, doprowadziła nas do tego, że Rosja wycofała się z budowy gazociągu Jamal II, gdyż postawiliśmy warunek, żeby nie omijał Ukrainy.

Potem Rosja proponowała nam udział w North Stream (gazociągu północnym) i budowę naszej odnogi, ale ze względu na Ukrainę i państwa bałtyckie, odmówiliśmy. Rosja zrobiła więc gazociąg z Niemcami przy akceptacji państw skandynawskich leżących nad Bałtykiem i już. Możemy sobie pokiwać palcem w bucie. Co więcej, przyszłość wygląda równie nieciekawie. Rosja już kilka razy proponowała nam udział w budowie elektrowni atomowej w okręgu kaliningradzkim. Rząd milczy, zaś rozmaici eksperci – prometeiści, np. z Ośrodka Studiów Wschodnich – są oczywiście przeciwko, bo Litwa, Łotwa, Estonia itd. Kompletne odmóżdżenie. Naturalnie, Rosja proponuje nam budowę, gdyż sprawdza naszą gotowość do podjęcia gry geopolitycznej prowadzącej do wspólnego “zawiadywania” obszarem między Rosją a Polską. Jeżeli my te propozycje odrzucamy, Rosja i tak swoje zrobi, i.e., zbuduje gazociągi i elektrownie, innymi słowy, będzie zawiadywać tym obszarem sama lub np. z Niemcami, a my, sprzeciwiając się i tak nie uzyskamy nic, za to stracimy bardzo wiele.

I jeszcze jedno – sama decyzja Węgier, a więc w istocie decyzja uwielbianego wśród wyznawców sekty smoleńskiej premiera Viktora Orbana. Jest to zapewne cios potężny w rozpalone głowy rusofobów. Jakaś straszliwa zdrada, hańba i skandal. Rzecz ma się naturalnie zgoła inaczej. Jest to bardzo mądra decyzja Orbana, który od jakiegoś czasu próbuje poluźnić więzy łączące Węgry z Unia Europejską. Łącząc interes Węgier z interesem Rosji w aspekcie energetycznym, oczywiście poprawia sytuację swojego kraju. To jest elementarz myślenia politycznego.

Przy tym budzi wielki szacunek zrozumienie przez Orbana skali znaczenia jego Ojczyzny na arenie międzynarodowej, bez rzucania się z motyką na słońce, bez wielkich zadęć, bez realizowania misji mesjanistycznych itp. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że Węgry miały wybór pomiędzy Nabucco a South Streamem, nikt im rozwiązania nie narzucał. I dokonały tego wyboru świadomie. Do tej pory nie wszystkie działania Orbana budziły i budzą moją sympatię, chociaż może powinienem powiedzieć, że przede wszystkim czułem wstręt do powierzchownych, płytkich, czasem niemal prostackich stwierdzeń na temat Węgier Orbana, płynących ze środowisk szalonej prawicy. Jednak człowiek powinien zawsze stosować odpowiednie filtry i sięgać do źródeł…

Rządzący Polską ludzie PO pragną ją “rozpuścić” w Unii Europejskiej, więc do nich taktyka Orbana nie przemówi. Powinna za to przemówić do PiS z przyległościami, ale naturalnie również nie przemówi. Dla nich bowiem walka z Rosją stanowi o sensie istnienia Polski. Bez Rosji straciliby rację bytu jako Polacy. A tu mieliby podejmować decyzje prorosyjskie, dogadywać się, jak kto woli, z synem Wasilowym, bądź ze spadkobiercami KGB, lub z jednymi i drugimi jednocześnie? Niedoczekanie! Zamiast tego, będą brnąć w z góry przegrane projekty, oglądając się na UE i USA. Na UE nie mają co liczyć – to przecież wiele krajów Unii podpisało już z Rosją umowy odnośnie gazociągów. Nie narażą one swych interesów ze względu na polskie miraże.

Rusofobi liczyli oczywiście na zwycięstwo jastrzębi w USA. I te nadzieje okazały się złudne – Obama wygrał zdecydowanie. Należy ponadto wątpić, czy Romney, gdyby wygrał, kontynuowałby politykę osaczania Rosji znaną sprzed kilku lat, mając na głowie problem bliskowschodni i kryzys ekonomiczny. Wątpliwości te nie wykluczają jednak możliwości dalszego używania przez neokonów polskiego straszaka, jako elementu gwarantującego permanentny chaos na wschodzie Europy. Wszystko w myśl jakże słusznego spostrzeżenia Dmowskiego:

„(…) taki patriotyzm, który myśli przede wszystkim o zemście na wrogu, nie zaś o pożytku własnego narodu, jest niesłychanie groźnym niebezpieczeństwem, bo stanowi prostą drogę do narodowego samobójstwa. Kierowana nim polityka przestaje być polityką polską: rozgląda się ona tylko za wrogami swoich wrogów, ażeby się im wysługiwać, kosztem własnej ojczyzny oddać się im za narzędzie…” („Upadek myśli konserwatywnej w Polsce”)

Czy taka rola odpowiada jednak ambicjom “dumnych Polaków”? Pewnie nie, ale Rosja, panie, Rosja…

Adam Śmiech

P.S. Wybory wygrał Barack Obama. Tym samym, ostatnia część powyższych rozważań stała się nieaktualna. Niemniej warto ją zachować , kadencja trwa tylko 4 lata.

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.