PiS a sprawa białoruska

W PiS bez zmian – czyli idiotycznie. Jak wyczytałem na stronie www.tvn24.pl, ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego wycofało swoje poparcie dla kandydatury p. Janusza Sanockiego w wyborach do Senatu w okręgu opolskim. Nie mam pojęcia, kim jest p. Sanocki i jaka jest wartość jego kandydatury. Domniemywam, że niewielka – ludzie przyzwoici i rozumni dawno bowiem z głównego nurtu polskiej polityki zrejterowali, a pamiętać trzeba, że mówimy o PiS – czyli o partii, której przedstawiciele moralnie nie różnią się swoich konkurentów z PO, SLD i PSL ani na plus, ani na minus, ale za to cnotą rozumu obdarzył ich Pan Bóg w stopniu, jak się zdaje, najmniejszym. Nie w tym jednak rzecz. Rozchodzi się o to, jakie przesłanki skłoniły wierchuszkę Prawa i Sprawiedliwości do rezygnacji z popierania kandydatury p. Sanockiego. Otóż chodziło o to, iż kandydat nieopatrznie wygadał się w obecności gawiedzi, że darzy sympatią reżym oraz osobę p. Aleksandra Łukaszenki. I to go zgubiło.

Jak widać: pisowska oszołomia nic a nic nie zmądrzała. Z jednej strony – kult „polityki jagiellońskiej” vel „testamentu Lecha Kaczyńskiego” alias „międzymorza” trwa w najlepsze. Nic to, że znakiem całej prezydentury JE Baraka Obamy jest wycofywanie się rakiem z walki o wpływy w Europie – przez co pomysł oparcia ambitnej polityki zagranicznej na sojuszu z zamorskim gigantem ipso facto staje się nieaktualny. Nic to, że próby objęcia politycznego przywództwa nad wschodnią częścią kontynentu spaliły na panewce – i zamiast przywództwa są pomniki Bandery na Ukrainie, wynaradawianie polskiej mniejszości na Litwie i osadzanie jej przedstawicieli w więzieniach na Białorusi. Politycy PiS nie odebrali, jak się okazuje, elementarnej lekcji stosunków międzynarodowych – która uczy, że stosunków tych nie kształtuje się według wskazówek ideologicznych, ale pragmatycznych – dostosowując reguły działania do bieżących warunków.

Z drugiej zaś strony: mało kto zauważa, że w geopolitycznej doktrynie PiS od zawsze istnieje pewien wyłom – Białoruś. PiSmani, wbrew faktom, rozumowi i własnej wizji budowania międzynarodowej pozycji Polski, nigdy nie zrobili nic w celu normalizacji stosunków polsko-białoruskich. A przecież dla zjednania sobie innych wschodnich sąsiadów Rzeczpospolitej gotowi byli poświęcić wiele – o czym świadczy ich fascynacja tzw. pomarańczową rewolucją oraz bezwstydne fraternizowanie się z neobanderowcem Juszczenką. Ale Białoruś – no, to co innego. Tutaj nie ma miejsca na kompromis – tu mamy do czynienia z bezwzględną wiernością ideałom postępowej ludzkości. Krwawy dyktator musi odejść, demokracja musi nastać. Pal licho, że PiS ukazuje w ten sposób swoje prawdziwe – lewacko-demoliberalne oblicze w pełnej okazałości. Problem w tym, że taki ostry kurs anty-łukaszenkowski nawet na gumie do żucia nie trzyma się pozostałych założeń geopolitycznej doktryny PiS. Trudno o większą hipokryzję: pusta paplanina o przywództwie w regionie skrywa pchanie ościennego państwa wprost w ramiona Rosji – definiowanej w tym paradygmacie jako główny wróg i zagrożenie dla niepodległości kraju.

Co więcej: nie trzeba być omnibusem by wykoncypować, że dobre relacje z Białorusią są dla Polski – tak w kontekście doktryny PiS, jak i w ogóle – o wiele ważniejsze od stosunków z Ukrainą! Niepodległy byt państwa ukraińskiego nigdy bowiem w ciągu ostatnich lat nie był poważnie zagrożony: prezydent Wiktor Janukowycz, któremu przez lata inkryminowano prorosyjskość, okazuje się nawet bardziej prozachodni od swojego poprzednika. Białoruś: przeciwnie – zniknie wraz z Aleksandrem Łukaszenką. W kraju, gdzie większość obywateli otwarcie opowiada się za inkorporacją do Federacji Rosyjskiej, gwarantem zachowania suwerenności może być jedynie autokrata – który, zasmakowawszy w pełni władzy, nie zechce raczej zostać zdegradowany do roli rosyjskiego kacyka. Tego jednak Jarosław Kaczyński i jego akolici – ludzie, którzy usiłują budować etos patriotyczny na fundamencie rusofobii – pod uwagę nie biorą. W tym punkcie w ich rozumowaniu pojawia się swego rodzaju, podszyty lewackim demoliberalizmem – error. P. Janusz Sanocki, kimkolwiek nie jest, padł ofiarą właśnie tego erroru.

Norbert Slenzok
[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “PiS a sprawa białoruska”

  1. Generalnie zgadzam się z konkluzją tekstu, nie mniej jakoś dziwnie dla mnie brzmi, gdy ktoś analizuje sytuację polityczną i nie tylko nie wie kim jest Janusz Sanocki (tzn., że mało interesował się polityką, fakt, że niszową, ostatnich 30, no powiedzmy 20 lat), ale i nie klepał go sobie choćby w Wikipedię. Ignorancja to niby nie grzech, ale szczególny powód do chwały również nie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.