Po której stronie walczyłby dzisiaj Rambo?

Kilka miesięcy temu całe Stany Zjednoczone świętowały zabicie Osamy bin Ladena – człowieka, który był personifikacją światowego terroryzmu. Tak się zupełnie przypadkowo złożyło, że niedawno porządkując swój strych zauważyłem pudełko w którym trzymam kasety video (czy ktoś dzisiaj jeszcze pamięta stare, dobre magnetowidy?). Moją uwagę przykuła okładka filmu „Rambo III” w którym dzielny amerykański komandos John Rambo walczy z armią radziecką w Afganistanie u boku mudżahedinów.

Film w reżyserii Petera MacDonalda z Sylwestrem Stallone w roli głównej powstał w 1988 r. kiedy to USA w globalnych zmaganiach walczyły z ZSRR. Trzecia część przygód Rambo doskonale wówczas wpisywała się w propagandowy przekaz Białego Domu: „siły zła”, czyli ZSRR tłamszą biednych Afgańczyków z wolnościowymi aspiracjami. Bojownikom afgańskim – mudżahedinom pomagają „siły dobra”, czyli USA. W filmie personifikacją USA jest nie kto inny tylko Rambo. Cały zachodni świat wówczas kibicował mudżahedinom nie tylko w filmie.

Paradoks i ironia losu polega na tym, że film „Rambo III” przypomina niewygodną dla Amerykanów prawdę, iż przecież przez całe lata 80. ubiegłego wieku USA via CIA dozbrajały i wspierały logistycznie islamskich fanatyków w Afganistanie. Oprócz dostaw uzbrojenia dla walczących z siłami zbrojnymi ZSRR mudżahedinów, ważną częścią operacji CIA podczas antyradzieckich walk w Afganistanie było prowadzenie działań PSYOPS (psychological operations), które miały wpływać na postrzeganie tej wojny przez światową opinię publiczną. Ich celem było przedstawienie działań wojennych w Afganistanie jako dobrej wojny, w której ruch wyzwoleńczy walczył o niepodległość swego kraju z obcymi, inwazyjnymi wojskami radzieckimi. Wojna w Afganistanie była dla Moskwy propagandową klęską, a dla Waszyngtonu okazała się dogodną okazją, aczkolwiek początkowo niewykorzystaną. W latach 1982 – 1985 w wielkich amerykańskich stacjach telewizyjnych ukazywała się rzadziej niż raz w miesiącu relacja z Afganistanu. NBC na przykład w 1983 r. poświęciła Afganistanowi zaledwie 3-minutową  migawkę. W 1986 r. wszystkie amerykańskie stacje nadawcze poświęciły wojnie afgańskiej mniej niż godzinę. Działo się tak dlatego, że – inaczej niż później podczas wojny w Iraku czy na Bałkanach – alianckim konwojom wojskowym nie towarzyszyli dziennikarze.

Ponieważ jednak w Waszyngtonie uwagę światowej opinii publicznej starano się kierować na Afganistan, CIA przekazała mudżahedinom około tysiąca wideokamer. Jednocześnie w Pakistanie założono szkołę dziennikarską dla Afgańczyków. Działała pod nadzorem Agencji Informacyjnej Stanów Zjednoczonych. W Afgańskim Centrum Środków Przekazu (Afghan Media Resource Center– AMRC) islamscy bojownicy uczyli się medialnego rzemiosła. Waszyngton zapatrywał ich w niezbędne materiały, ale później – tak jak przy dostawach broni – kiedy się usamodzielnili, opowiedzieli się po stronie radykalnych islamistów i dbają dziś o ich wizerunek medialny na świecie.  AMRC w Islamabadzie w ciągu kilku miesięcy po założeniu zdążyło swych uczniów zaprzysiężyć do „świętej wojny” z niewiernymi. Wielu z ówczesnych afgańskich sojuszników USA, których CIA uzbroiła i szkoliła w strategicznych działaniach informacyjnych dzisiaj walczy z nimi.

Sporo już napisano o machinie propagandowej ZSRR w której radziecki film był ważnym elementem. Jednakże obserwując fenomen amerykańskiego kina wojennego można śmiało stwierdzić, że również kinematografia w USA była i nadal jest wprzęgnięta w rydwan propagandy. Jednym z takich jaskrawych przykładów są właśnie filmy z serii Rambo. Nawet dzielny komandos John Rambo w trzeciej części swoich przygód musiał służyć propagandzie.

I kto wie… pomimo tego, że Sylwestrowi Stallone nie ubywa lat, to nie wiadomo czy w niedalekiej przyszłości nie doczekamy się kolejnej części przygód amerykańskiego herosa, w której będzie walczył… przeciw swoim afgańskim towarzyszom broni z lat 80., bo USA nie mają stałych sojuszników, ani stałych wrogów. Stany Zjednoczone mają stały interes polityczny i gospodarczy swojego państwa, a slogany o „walce o prawa człowieka” i „wojnie cywilizacji”, to element strategicznych operacji informacyjnych mających na celu uzyskanie przyzwolenia opinii publicznej na działania militarne. To nie perfidia, ani cynizm ze strony USA. To dbanie o interes swojego kraju i zdroworozsądkowe podejście w pełnym podstępów i nieczystych gier świecie zmagań na geopolitycznej szachownicy świata. Doskonale odzwierciedlają to niektóre hollywoodzkie produkcje.

Marcin Dalbowski

http://diarium.pl/2011/10/po-czyjej-stronie-walczylby-dzisiaj-rambo/

a.me.

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

0 thoughts on “Po której stronie walczyłby dzisiaj Rambo?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *