Polityka paradna

Aby działanie na rzecz dobra wspólnego mogło zasługiwać na miano polityki musi ona być skuteczna. Dla zagwarantowania jej skuteczności politycy i ludzie zainteresowani polityką muszą myślami wybiegać w przyszłość. Owszem, pamiętać o tym co się wydarzyło ongiś, dostrzegać to co dzieje się obecnie, ale przede wszystkim przewidywać i planować wydarzenia przyszłe.

Mieliśmy w Polsce pod koniec roku kilka wydarzeń znaczących, mocno osadzonych w naszej rzeczywistości, a przez to wiele mówiących o naszej jako narodu kondycji. Z pewnością takim wydarzeniem był Marsz Niepodległości 11. listopada. Pod względem liczebnego weń zaangażowania był sukcesem. Medialnym już nie, bo przy uzależnieniu mass-mediów od obcych interesów – nie mógł nim być. Nie mniej dał wiele do myślenia, a tendencyjne relacje wielu uzmysłowiły skalę problemów związanych z naszą ponoć suwerennością, wolnością i demokracją. To przykra, ale pożyteczna nauka.

Niestety już w miesiąc po tym pouczającym wydarzeniu można było żywić obawy, że „nauka poszła w las”. PiS zorganizował własny Marsz Solidarności i Niepodległości w dniu 13.go grudnia, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Łączenie niepodległości sprzed lat 93. ze stanem wojennym musiało budzić kontrowersje, choćby tylko z racji wyraźnych w społeczeństwie rozbieżności w ocenach najnowszej naszej historii. Stąd frekwencja nie była już oszałamiająca, ograniczona raczej do wąskiego kręgu twardego elektoratu PiS-u. Marsz jednak musiał się odbyć gdyż jednowładca tej partii zorientował się iż przespał szansę jaką dawał 11. listopada i pozazdrościł sukcesu organizatorom marszu poprzedniego. Chciał mieć swój marsz, bez konieczności podporządkowania się organizatorom obcej mu, narodowej opcji. W ich inicjatywie natomiast dostrzegł rosnącą siłę społecznie wykluczonych i miał nadzieję na przyciągnięcie ich do siebie.

 Obawa przed owymi wykluczonymi ma w politycznych rachubach prezesa Kaczyńskiego już swoją tradycję. 14.lutego 2005 r. prezes wygłosił w Fundacji Batorego wykład pt. „O naprawie Rzeczypospolitej”. Dał w nim wyraz swoim obawom i planom, mówiąc m.in.: jeżeli w Polsce dojdzie do sytuacji, w której połączą swoje siły, nie w wystąpieniach ulicznych, w wielkich strajkach, tylko przy urnie wyborczej, całkowicie wykluczeni z częściowo wykluczonymi, dwie wielkie grupy społeczeństwa, to będziemy mieli rządy Samoobrony, być może LPR-u (to też formacja radykalna) i rozwścieczonych swoim losem postkomunistów.” (…) „Podkreślam raz jeszcze: istnieje w Polsce niebezpieczeństwo zdobycia władzy w Polsce przez radykałów (…)”. Oczywiście wmontowanie w owe strachy postkomunistów miało dodać grozy obrazowi sytuacji choć akurat oni na swój los narzekać nie mogą, jako że zagwarantowany im on został w przyzwoitym wymiarze przy „okrągłym” stole. Konieczność unieszkodliwienia owych wykluczonych, „radykałów” wymusiła na Kaczyńskim doprowadzenie do upadku swego rządu. Lepsze było przekazanie władzy PO niż przyzwolenie na rządy narodowe. Bez obaw o stanowisko części rządu i parlamentu mógł też prezydent podpisać Traktat Lizboński.

            Obecnie lęk przed radykałami nakazał prezesowi podjąć działania dla skanalizowania owych wykluczonych którzy ujawnili się 11.listopada. Przejęcie inicjatywy pod niepodległościową retoryką jednak nie wyszło. Zresztą wyjść nie mogło wobec sprzecznych sygnałów przekazywanych przez Kaczyńskiego. Ton niepodległościowy i artykułowanie troski o suwerenność pozostają w sprzeczności z innymi wypowiedziami prezesa. Np. „Chcę by Europa była supermocarstwem. Jestem eurorealistą i popieram silną Europę, zwłaszcza w aspekcie polityczno-militarnym.” To wypowiedź z Forum Ekonomicznego w Krynicy, ale wcześniej takich hurra europejskich perełek było też nieco. Coraz więcej miłośników PiS-u ma problem – z suwerennością, Europą i swoim prezesem. Takie dysonanse w wypowiedziach nie mogą napędzić tłumów na marsz, ani do urn wyborczych.

Zanim jednak ruszył marsz PiS-owski, dzień wcześniej zorganizowano marsz ku upamiętnieniu wprowadzenia stanu wojennego. Jego organizatorami były stowarzyszenia przeprowadzające uprzednio Marsz Niepodległości, które chciały zaistnieć w walce z komuną, ale nie razem z prezesem Kaczyńskim. Zaskoczenie pomysłem narodowców kolejnego marszu z „nocnym czuwaniem” pod domem gen. Jaruzelskiego było na tyle mocne, że tym razem sukcesu nie było. Ani pod względem nagłośnienia medialnego, ani frekwencji. Nie po raz pierwszy okazało się, że walka z komuną której nie ma (co nie oznacza, że nie ma wrogów niepodległej Polski) mogło jedynie kompromitować pomysł i jego autorów. Szkoda, bo zasiali ziarno nieufności, co w przyszłych akcjach może skutkować negatywnie.

Osiągnięciem obu marszy solidarnościowych było odwrócenie (szczęśliwie na krótko) uwagi społeczeństwa o spraw bieżących w kraju i UE, z czego ewentualne  korzyści mogła odnieść jedynie PO. Czy o to chodziło? Z pewnością solidarnościowcom narodowej proweniencji – nie, ale wyszło, jak wyszło. Znana jest  mądra sentencja marszałka Foche’a (widnieje ona na tablicy u wejścia na Stary Cmentarz zakopiański: „Narody, które tracą pamięć, tracą życie”. My natomiast powinniśmy dodać od siebie, że zapatrzenie jeno w przeszłość, bez wizji jutra bliższego i dalszego pozbawia nas przyszłości. Dlatego jeśli do tego dodać nowe twórcze próby integracyjne na tzw. prawicy, w których brakuje dalekosiężnych wizyj kraju, to przyszłość Polski rysuje się marnie. Tzw. prawica, o ile nie jest zajęta sama sobą, ogranicza się do projektów na dziś, na jakieś dojutrkowanie tak, jak czyni to rząd. Tymczasem problemów bieżących nie brakuje, a przyszłość dalsza pozostaje we mgle. A przecież przyjdzie nam się zmierzyć z problemami takimi z jakimi bezskutecznie boryka się już Zachód. Choćby fala emigracji z ubogiego Południa. Na razie jesteśmy dla „barbarzyńców” zbyt mało atrakcyjni, choć powoli się u nas osiedlają, ale z czasem zadowoli ich nawet nasza chędoga rzeczywistość. Czy jesteśmy na to przygotowani? Czy mamy wizję Polski z nowym typem naporu i osadnictwa? To tylko jeden z problemów przyszłości, pozostającej bez planu w okresie kolejnych dziesięcioleci. Aby zdawać sobie sprawę z konieczności myślenia i pracy nad przyszłością nie trzeba odległych poszukiwań. Powinni o tym wiedzieć narodowcy, w tym radykałowie: „Wobec zmieniających się bezustannie wydarzeń świata zewnętrznego, wobec wciąż nowego materiału doświadczeń, trzeba wciąż na nowo zajmować stanowisko – inaczej grozi nam wpadnięcie w szablon lub dezorientacja. Co dzień jesteśmy inni, a jeśli nie zrobimy wysiłku, aby odbudować się na wyższym poziomie, nie pozostaniemy nawet na poziomie z dnia wczorajszego. Człowiek podobny jest do turysty, wspinającego się po piargach: wysiłkiem swoim pokonywać musi nie tylko własny ciężar, ale i osypujące się kamienie. Dlatego kto nie idzie naprzód, ten się cofa, a kto zaufa swoim wczorajszym wysiłkom, ten zrzeka się możliwości jutra” (Jan Mosdorf).

Póki co mamy parady ku pamięci wydarzeń z przeszłości i w imieniu przyszłych pokoleń zrzekamy się możliwości jutra, ich jutra, bez poczucia bezpieczeństwa i dobrobytu.

                                                                                              Kazimierz Murasiewicz

Źródło: www.onrpodhale.boo.pl

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *