Przeciw złudzeniom

Nie będę ukrywał, że zaliczam się do drugiej grupy, bezpośrednią zaś przyczyną napisania niniejszego tekstu jest ostatni artykuł red. Jana Engelgarda zatytułowany „Duda i Rosja”. Ogólna wymowa artykułu red. naczelnego „Myśli Polskiej” jest następująca: nie atakujmy Dudy, gdyż pomimo wielu znaków zapytania istnieje cień szansy na korektę (nie radykalną zmianę) polskiej polityki zagranicznej, ze stosunkiem do Rosji i Ukrainy na czele. Red. Engelgard dużą rolę przypisuje tu naciskowi, jaki na Dudę wywierać winny środowiska narodowe i patriotyczne (w tym i kresowe), którym zdaje się zalecać w stosunku do nowej głowy państwa przynajmniej życzliwą neutralność. Po raz kolejny pozwolę sobie nie zgodzić się ze swoim redaktorem naczelnym.

Generalny błąd, jaki popełnia redaktor Engelgard polega, moim zdaniem, na fakcie wystawiania PiS-owi „weksli in blanco”. Na jakiej podstawie to czyni? Czyż cała dotychczasowa praktyka polityczna partii Jarosława Kaczyńskiego, jej rodowód i tradycje, do których się odwołuje, skłaniają do obdarzania jej podobnym zaufaniem? Czy nie byłoby działaniem właściwszym warunkowe poparcie jej działań w przypadku podjęcia przez liderów PiS-u oraz nowego Prezydenta konkretnych działań świadczących o realnej zmianie? Przecież w przypadku działań zgodnych z prezentowanym przez nas kierunkiem nic nie stoi na przeszkodzie, aby je poprzeć (tak jak udzieliliśmy Kaczyńskiemu poparcia, gdy zajął słuszne stanowisko w odniesieniu do autonomistów z RAŚ). Można było poprzeć działania rządu PO-PSL w sprawie OFE? Tak, i tak samo będzie można to uczynić w odniesieniu do działań PiS-u w odniesieniu do Rosji. Tylko muszą one zaistnieć…

Redaktor „Myśli Polskiej” dwukrotnie powołuje się na historyczną analogię, opisującą stosunek Narodowej Demokracji do sanacji, w okresie gdy ta ostatnia zawierała porozumienie z Rosją radziecką w roku 1932. Zachodzi tu jednak pewna istotna różnica. Obóz pomajowy politykę czasowego zbliżenia z ZSRR faktycznie podjął, obecnie zaś ewentualne „pragmatyczne” porozumienie PiS-u z Rosją Putina nie wychodzi póki co poza sferę pobożnych życzeń wąskiej grupy narodowych i konserwatywnych publicystów. Żeby kogoś popierać, trzeba mieć za co.

Za jeden z symptomów potencjalnej szansy na „nowe otwarcie” relacji z Rosją red. Engelgard postrzega fakt przesłania na ręce Prezydenta elekta gratulacji ze strony władz Federacji. I ten argument uważam za nietrafiony. Podobne gesty, poza faktem, że mieszczą się one w dobrym międzynarodowym zwyczaju, świadczą raczej o pragmatyzmie rosyjskiej dyplomacji, nie zaś Dudy i PiS-u. Nie przeceniałbym także możliwości nacisku, jaki środowiska narodowe i kresowe mogłyby wywierać na nowego Prezydenta.

Obawiam się, że jakakolwiek szansa wpływania na PiS, po jesiennych wyborach parlamentarnych, stanie się czysto iluzoryczna. Patrząc wstecz, warto pamiętać o nadziejach, jakie z dojściem do władzy koalicji PiS – LPR – Samoobrona wiązał elektorat narodowy i patriotyczny. Co natomiast otrzymał? Lustracyjno-rozliczeniowy obłęd harcowników Macierewicza, brutalną walkę wewnątrz koalicji, której skutkiem był upadek partii współrządzących (z tragicznym końcem lidera jednej z nich), prowadzący w efekcie do upadku rządu i oddania władzy w ręce PO. Co zaś dała prezydentura Lecha Kaczyńskiego, zdobyta w dużej mierze dzięki głosom środowisk narodowo-konserwatywnych i elektoratu patriotycznego uwiedzionego niczym szczury muzyką czarodziejskiego fletu? Kontynuację prounijnego kursu oraz początek otwartej walki z Rosją.

Środowisko PiS do perfekcji opanowało sztukę łapania elektoratu niczym ryb niewodem. Gdy trzeba, można napisać „List do przyjaciół Rosjan”, innym zaś razem można wspomnieć coś o Wołyniu (podczas gdy codzienna praktyka sprowadza się do torpedowania inicjatyw środowisk kresowych, przypomnijmy sobie na przykład destrukcyjną rolę PiS-u w czasie ostatniego Marszu Wołyńskiego), użyteczne może być nawet wykorzystanie resentymentu do PRL-u (pamiętne wtręty J. Kaczyńskiego o E. Gierku). Celowo nie skupiam się tu na problemie rzekomej zachowawczości obyczajowej PiS-u, jest to bowiem temat na odrębny artykuł. Wszystko są to przykłady dość cynicznie wykorzystywanych haseł, które po krótkim czasie kampanii wyborczej są radykalnie negowane przez realną politykę tej partii.

„Myśl Polska” i szerzej środowiska narodowo-konserwatywne są paradoksalnie w tej uprzywilejowanej sytuacji, że nie mają wpływu na obecne rządy. Pozbawia je to realnego wpływu na prowadzoną przez państwo politykę, pozwala jednak na komfort niezależności głoszonych poglądów. Trochę tak jak z Januszem Korwin-Mikke – ponieważ nie ma wpływu na nic, może mówić co myśli. Środowiska narodowe stać jest na to, aby być niezależnym, poważnym ośrodkiem komentującym bieżącą politykę. Jedynym kryterium winien być tu interes narodowy i państwowy. Właśnie w imię tego ostatniego uważam, że dawanie dobrej wiary deklaracjom partii, która wielokrotnie dawała jednoznaczne dowody swoich prawdziwych intencji, za rzecz wysoce nieodpowiedzialną i opartą na złudzeniach.

Maciej Motas
fot. duda.pl

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *