Richard Holmes — Żołnierze

(tłumaczenie fragmentu książki Soldiers: a history autorstwa Richarda Holmesa)

Wojska są hierarchicznymi strukturami, których prestiż opiera się na odpowiednich zasadach ubioru i zachowania. Nawet ci, którzy w ogniu rewolucyjnego uniesienia pozbywają się odznaczeń i tytułów decydujących o pozycji w wojskowej hierarchii, przywracają je, jak tylko kurz nad polem bitwy opadnie.

Armia Czerwona, która z radością obywała się bez naramienników – znienawidzonego symbolu carskich oficerów – przywróciła je na nowo w 1943 roku, aby wzmocnić swoją narodową tożsamość w decydujących fazach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Oficerowie chińscy, którzy przez długie lata odziani byli w proste, niezdradzające rangi drelichy wojskowe armii Mao, obecnie paradują w mundurach z opasłymi pagonami, które wzorowane są – takie trendy paradoksalnie wyznacza wojskowa moda – na rosyjskich naramiennikach. Choć wizualne atrybuty poszczególnych stopni wojskowych różnią się w zależności od państwa i danego okresu w historii, najistotniejsze i najbardziej zauważalne różnice dostrzec można między tymi oficerami, których status został potwierdzony komisyjnie przez głowę państwa, a tymi, którzy nie posiadają tego kluczowego atrybutu.

Przez długi czas istnienia brytyjskiej armii zauważalna była zgodność między pozycją społeczną a stopniem wojskowym. Owa zależność nie stała jednak nigdy na przeszkodzie poborowym szlachcicom, którzy stawali się szeregowcami na przekór własnej proweniencji, ani utalentowanym żołnierzom skromnego pochodzenia. Uderzającym przykładem tego pierwszego był Michael Francis Howard, hrabia Carlisle, porucznik Gwardii szkockiej i Osiemnastej Dywizji Królewskich Husarzy, który poległ jako szeregowiec w trzeciej bitwie pod Ypres w 1917 roku. Z drugiej strony William Cobbett, zaprzysiężony wróg przywileju, przyznał się:

Kiedy byłem w armii, generał adiutant Sir William Fawcett był szeregowcem. Podobnież generał Slater, który niedawno dowodził Gwardią królewską. Pułkownik Patton, którego widziałem na czele znakomitego dwunastego pułku w Chetham, zaczynał jako szeregowiec. Kapitan Green, który był moim pierwszym dowódcą, także był szeregowcem. W garnizonie w Halifax było nie mniej niż siedemnastu oficerów, którzy byli szeregowcami. W moim pułku kwatermistrz i adiutant, który był równocześnie pułkownikiem, zaczynali jako szeregowcy.

Samuel Begshaw, którego teksty są wartościowym źródłem informacji o wojsku króla Jerzego II, swym postępowaniem także zamazywał konwenanse. Był młodym, świetnie zapowiadającym się człowiekiem z dobrego domu, który uciekł od swojego nauczyciela w 1731 roku po otrzymaniu nagany za ekstrawaganckie zachowanie. Zapisał się jako szeregowiec do pułku pieszego Philipa Anstruthera. Spędził siedem lat w garnizonie na Gibraltarze, awansując do rangi sierżanta kwatermistrza. Begshaw w końcu zaskarbił sobie na nowo łaski swojej rodziny, gdy zwrócił się listownie do swojego wuja i opiekuna:

Wyobraź sobie młodzieńca, który z powodu swej frustracji wyskakuje za burtę. Rozumie szaleństwo swych poczynań, ale dostrzegając nieszczęścia, które go otaczają – rozsądek czerpiąc nie tylko ze współczucia zrodzonego w obliczu swej zguby – z całych swych sił próbuje wspiąć się z powrotem na statek. Możesz z łatwością zrozumieć moją szczerą chęć odzyskania radości… o której im więcej myślę, tym bardziej jestem nią skonfundowany i tym bardziej pragnę ją odzyskać.

Jego wujek wykupił go ze służby. Dwa lata później rodzinne koneksje pozwoliły mu uzyskać rangę podporucznika, a zmarł jako pułkownik wcześniej tworząc regiment na własny koszt.

Mimo wszystko tego typu wyjątki potwierdzają regułę. Generał broni Sir John Keir, pisząc w 1919 roku, podkreślił, iż Brytyjczycy byli wtedy narodem powołanym do walki z perspektywą, po raz pierwszy w historii, stworzenia prawdziwej armii narodowej. Tym samym argumentował:

Regularne wojsko składało się z dwóch głównych grup: patrycjuszy i proletariatu. Oficerowie byli patrycjuszami, zaś szeregowi żołnierze proletariuszami. Pomiędzy tymi dwoma warstwami systemu społecznego brakowało jakichkolwiek elementów pośrednich. Obie klasy dzielił mur.

Wielu moich przyjaciół z wojska i liczni jego krytycy zauważają podobną zależność obecnie: irlandzki pisarz Tom Paulin potępił brytyjskich żołnierzy jako „bandytów wynajętych przez uczniów szkół publicznych do zabijania niewinnych Irlandczyków”.

Brytyjczycy nigdy nie korzystali z amerykańskiej terminologii wojskowej i takich tytułów jak „oficer” czy „poborowy”, wcześniej optując za podziałem na oficerów znajdujących się poza głównym ciałem formacji i pospolitych szeregowców. Później preferowali podział na oficerów i „inne rangi”. Ten drugi tytuł, budzący wiele obraźliwych skojarzeń, roztropnie zastąpiono w 1960 roku określeniem „żołnierze”. Linia podziału była widoczna już od pierwszych dni istnienia brytyjskiej armii. Sierżant Nehemiah Warton był przykładnym purytaninem i londyńskim czeladnikiem, który służył w pułku pieszym Denzila Hollesa, walczącym dla sił parlamentarnych podczas angielskiej wojny domowej. Swój ostatni list napisał przed tym, jak jego oddział został zdziesiątkowany w bitwie pod Brentford 12 listopada 1642 roku. Kiedy pisał o oficerach, miał na myśli oficerów i sierżantów – odzianych w charakterystyczne szarfy i uzbrojonych w halabardy – grubą kreską oddzielając ich od kaprali, którzy byli uzbrojeni tak samo jak szeregowi żołnierze. Od 1660 roku zarysował się w wojsku brytyjskim wyraźny podział w szeregach oficerów komisyjnych, który utrzymał się aż do dziewiętnastego wieku. Rangi otwierała kawaleria i piechota, oraz niekomisyjni sierżanci i kaprale.

W czasach Królowej Elżbiety kapitan – zarówno szpakowaty dżentelmen stojący na czele oddziału milicji, jak i zuchwały i krzykliwy dowódca z czasów wojny z Hiszpanią – był bardzo ważną osobą. Nazwa kapitan (ang. „captain”) pochodzi od łacińskich słów „caput” – głowa; i odrobinę późniejszego „captaneus” – szef. Jego zastępcą był porucznik, gotowy przejąć jego obowiązki gdy wymagała tego sytuacja. Nazwa porucznik (ang. „lieutenant) pochodziła od francuskiego słowa oznaczającego „zabierającego miejsce”, a to z kolei od łacińskiego „locum tenens”, które obecnie służy jako zwrot określający zastępcę generała. Podporucznik (ang. „ensign”), który w dramacie szekspirowskim został ukazany pod postacią pyszałkowatego „Starożytnego pistoletu”, był najmłodszym oficerem piechoty, a jego znakiem rozpoznawczym i zarazem obowiązkiem było dzierżenie chorągwi, podobnie jak odpowiednicy jego rangi z szeregów kawalerii nosili kornet albo proporczyk.

Dumna piechota hiszpańska aż do klęski poniesionej w bitwie z Francuzami pod Recroi w 1643 roku była wzorem dla wojsk europejskich. Jej kolumny, składające się z kilku kompanii, były dowodzone przez oficerów, których tytuły nadawał sam generał. Mieli oni swoich zastępców i podpułkowników, gotowych zająć ich miejsce. Nazwa majora pochodziła od łacińskiego słowa „magnus” – wielki; i włoskiego „maggiore” i rzeczywiście była to postać bardzo ważna, zajmująca rangę między kapitanem a pułkownikiem. Aż do 1680 roku jego odpowiednika w Wielkiej Brytanii nazywano mianem majora sierżanta – nie pomylić z późniejszym niekomisyjnym majorem sierżantem. Kapitanowie i ich podwładni tworzyli struktury „oficerów kompanii”, zaś majorów, podpułkowników i pułkowników wkrótce nazwano „oficerami terenowymi”.

Nad nimi górowali oficerowie cieszący się większym autorytetem. Wśród nich wstępnie najwyżej w hierarchii stał generał kapitan – najwyższa ranga Marlborougha. Ten tytuł jednak wyszedł z użycia na początku osiemnastego wieku. W wielu mesach kanonierskich, na przykład Honorowej Kompanii Artyleryjskiej, wciąż pije się za zdrowie Królowej i generała kapitana. Marszałek, najwyższa ranga w brytyjskim wojsku, obecnie zawieszona, pojawiła się stosunkowo późno. Nie było o niej wzmianki aż do 1736 roku, a w 1744 roku John Darlymple, hrabia Stair, był pierwszym zwierzchnikiem sił zbrojnych, który piastował tę funkcję. We wczesnej historii brytyjskiej armii był to tytuł nadawany rzadko i nie było żadnych marszałków między 1773 a 1792 rokiem, pomimo częstych walk. Niżej w hierarchii usytuowany jest generał, zwany kolokwialnie „pełnym generałem”, tak samo jak pułkownicy określani są mianem „pełnych pułkowników”, aby odróżnić ich od „pół pułkowników”. Następnym stopniem, obecnym z podobnego powodu dla którego istnieją sierżanci podpułkownicy, jest generał broni. Była to, paradoksalnie, ranga wyższa niż generał dywizji (ta ostatnia będąca generałem sierżantem dywizji w okresie wojny domowej). Pod koniec dziewiętnastego wieku jednym z najistotniejszych elementów odzienia generałów była odznaka w kształcie liścia dębu przyczepiona do krawędzi ich furażerek. Podczas I wojny nazywani byli z tego powodu „mosiężnymi beretami”. Obecnie nierzadko spotyka się opisy dyskusji dotyczących strategii wojskowych, w których dywagujące strony określane są mianem mosiężnych beretów i „fraków” (politycy w czarnych płaszczach). Jeden z wojennych pamiętników napisanych przez generała brygady Franka Groziera nosi tytuł „Mosiężny beret na obcej ziemi”.

(tłum. z Richard Holmes, Soldiers: a history, Londyn, 2011, roz. “Brass and tapes”, s. 48–51)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *