Slenzok: Paranoja i Surrealizm, czyli PiS o Powstaniu Warszawskim

Od niemal dwóch dni JE Radosław Sikorski jest obiektem wściekłej nagonki ze strony rozmaitych romantycznych paranoików oraz tych, którzy ze strachu bądź wygody dali się tym arcygeniuszom emocjonalnego szantażu zmanipulować. Wszyscy oni darować „ministru Radosławu” nie mogą, że będąc dygnitarzem najwyższego szczebla, powiedział o Powstaniu Warszawskim kilka słów gorzkiej prawdy. Prym wiodą w tym procederze – a któż by inny? – przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości. Jak przystało na ludzi, którzy w swojej patriotycznej egzaltacji na co dzień kroczą co najmniej przysłowiowe 30 cm ponad chodnikami, adwersarze ministra Sikorskiego, srodze podrażnieni dokonanym przezeń zuchwałym świętokradztwem, wolnym a swobodnym lotem szybują w swej argumentacji w rejony Everestu absurdu, paralogizmu i demagogii.

Najświeższy przykład tego rodzaju odlotu to Mariusz Błaszczak, któremu – pisałem co nieco o zasadniczej homogeniczności obydwu głównych partyj, prawda? – w programie „Rozmowa bardzo polityczna” wtórował, niestety, poseł PO Antoni Mężydło. Otóż obaj posłowie oświadczyli unisono, że minister Sikorski swoją wypowiedzią na temat Powstania stanął w jednym szeregu z komunistyczną propagandą PRL, która – jak wiadomo – także zbytnio „Bora”, „Kobry”, „Montera” et consortes nie admirowała.

Pozwolę sobie przypomnieć, że w komunistycznej szkole (w mojej ocenie znacznie bardziej godnej szacunku niż dzisiejsza!) nauczano na lekcjach historii wielu innych rzeczy, na przykład takich, że Juliusz Cezar zszedł był z tego łez padołu w dniu Id Marcowych 44 roku p. n. e., drugą małżonką Mieszka I była Oda, realna unia polsko-litewska zawarta została w Lublinie w roku 1569, a II wojna światowa wybuchła w roku 1939 i wywołali ją Niemcy. I co? W to pp. posłowie też nie wierzą – bo tak za komuny uczyli?! I potem się jeden z drugim pisiak nadziwić nie może, że go lud ma za oszołoma. Tym bardziej, że posługując się taką strategią argumentacyjną, miłośnicy narodowego auto-holocaustu zrównują z komunistami również gen. Władysława Andersa, Naczelnego Wodza gen. Władysława Sosnkowskiego czy prof. Pawła Wieczorkiewicza lub prof. Wiesława Chrzanowskiego – zadeklarowanych krytyków Powstania.

W porządku – powie ktoś. Wymieniasz, autorze, bezsporne fakty; my tymczasem rozprawiamy tu o interpretacji – a ta zawsze obarczona jest kontrowersjami! Z góry odpowiadam więc: co, jeśli chodzi o genezę i konsekwencje Powstania, jest jeszcze niejasne?

To, że w jego wyniku zginęło 120 – 200 tys. ludzi, a i to można uznać za uśmiech losu, bowiem pierwotny rozkaz Hitlera z 1.VIII. 1944 r. nakazywał wybicie wszystkich warszawiaków co do nogi? Czy to, że jedyna szansa na powodzenie zrywu wiązała się z pomocą Stalina, przeciw któremu Powstanie było politycznie wymierzone? Dla wielu niejasne jest chyba nadal to, że polityką rządzą interesy, a nie sentymenty; zdradzić można zaś sojusznika, nigdy natomiast – wroga.

Idźmy dalej: czy nie jest faktem, że wielu spośród zabitych tworzyło patriotyczną elitę narodu, potrzebną mu w każdych czasach, a szczególności w tych trudnych – takich, jak okres komunizmu? Nie jest nim także to, że ludzi ci nie mieli szans przeżycia, bowiem w najlepszym razie co piętnasty spośród walczących, nie mówiąc już o postronnych cywilach, dysponował bronią długą? Czy wreszcie nie jest prawdą, że na całym świecie dowódcę utrzymującego, że „broń zdobędzie się na przeciwniku” i rozumiejącego przez to – jak kat narodu Okulicki – szarże z siekierami na czołgi, uznano by za szaleńca, którego niezwłocznie należy odizolować od wojska?

Jeśli coś w tej sprawie może jeszcze podlegać jakimkolwiek interpretacjom, to tylko kwalifikacja moralna postępowania dowódców z generałami Komorowskim i Okulickim – głównym inspiratorem rzezi – na czele. Dla mnie – ci ludzie nie są nawet nieudolnymi wojskowymi. Są oni po prostu mordercami. Są nimi w świetle całej tradycji etycznej cywilizacji łacińskiej, jak również w świetle katolickiej religii, którą wyznawali. Nauczaniem Kościoła Rzymskiego rządzi bowiem zasada personalizmu – nakazująca traktować człowieka jako suwerenną jednostkę, byt ontologicznie pierwotny wobec wspólnoty. Co za tym idzie: dla katolika pojęcie zbiorowego podmiotu jest pojęciem pustym. Decyzja KG AK o rozpoczęciu Powstania, zgodnie z wszelkim prawdopodobieństwem i otwarcie artykułowanymi przewidywaniami samego Okulickiego, przyniosła śmierć tysiącom ludzi, którzy w podejmowaniu decyzji udziału nie brali. Ci, którzy sprowadzili na nich zagładę, mają zatem krew na rękach. I nie: nie przekonuje mnie argument, że tezy takie można sobie głosić, byle nie w okolicach 1.VIII. Bo uczucia powstańców, bo pamięć ofiar. Wprost przeciwnie: tylko piętnując głupotę i polityczny obłęd sprawców insurekcji, oddamy należną cześć tysiącom bezimiennych ofiar masakry, którą sprokurowali.

Powtórzę to raz jeszcze, tak abym został dobrze zrozumiany – Powstanie musi nareszcie zostać militarnie i politycznie rozliczone; nie przeciw powstańcom czy też pomimo nich – ale właśnie dla nich. Jeśli rzeczywiście dzisiejsza krytyka wydarzeń z lata 1944 roku ma być przeciw komuś skierowana, to na pewno nie przeciw tysiącom dzielnych patriotów, mężczyzn kobiet i dzieci – lecz przeciw tym fałszywym Leonidasom, którzy pchnęli ich do zguby w nowym wąwozie pod Termopilami, a sami pozostali od niego w bezpiecznej odległości, kontynuując później podziemną walkę (Okulicki) bądź pławiąc się do śmierci w zaszczytach, wypinając pierś po ordery i inkasując grube honoraria za książkowe wspominki (Komorowski).

Norbert Slenzok
[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.