Stulecie bez Boga. Tęsknota za jednością Ducha

Często oskarżamy się, że w dzisiejszych czasach nie jesteśmy w stanie zaoferować ludziom, a w szczególności młodzieży, żadnej idei, której moglibyśmy być jednocześnie lojalni, że nasza epoka jest duchowo sterylna i cierpi na brak wielkich osobistości.

Jeśli kryje się za tym życzenie znalezienia kolejnego surogatu wiary dla mas, to tak naprawdę nikt nie jest w stanie spełnić tego marzenia. Trzeźwa surowość i pozbawianie siebie takiej iluzji są obecnie, zdaje się, zdrowszymi postawami i równowagą historyczną. Ale duch nie jest środkiem odurzającym – jest zobowiązaniem, aby głosić rzeczy dobre i prawdziwe w sposób jasny i otwarty i jest gotowością, aby sięgać najgłębszych pokładów (…).

Będąc przeciw większości pesymistycznych stanowisk, my staramy się odkryć nowego uwalniającego ducha. Ten duch nie jest obietnicą na przyszłość, tylko rzeczywistością rozwoju, który przebiegał przez więcej niż parę ostatnich stuleci i kawałek po kawałku dawał impuls nowym prądom myślowym.

Nie będziemy w stanie, jak sądzę, właściwie określić naszego miejsca w historii, jeśli nie wskażemy na tą dualność w istocie rzeczy naszego czasu. W innym miejscu wyłożyłem w sposób wyczerpujący, że zewnętrzna socjologiczna konstelacja naszej teraźniejszości tkwi genetycznie głęboko w wyobrażeniach i idolach XIX wieku, ale duchowa forma zdecydowanie od nich odbiega. W urzeczywistnianiu się ducha we wszystkich epokach można stwierdzić, że socjologiczne relacje są bardziej wyrazem duchowych pozycji przeszłości niż tychże teraźniejszości. Także dzisiaj żyjemy w czasach wielkiej interferencji. Struktura socjologiczna, która wytworzyła się wskutek XIX-wiecznych wyobrażeń jest już dawno przeciwieństwem naszej prawdziwej duchowej pozycji.

Nasz czas osiągnął nową pozycję poza dotychczasowymi formami myślenia. Taka zmiana znaczy coś więcej niż chęci wydostania się z nieszczęścia. Tak jak bardzo podkreślamy wewnętrzną wolność teraźniejszości, zdobywającej nowe przyczółki, to jednak ta zmiana pociąga za sobą przymusowo nie tylko wolę, ale wymaga pomysłu, sukcesu i last but not least łaski. Tak jak jesteśmy przekonani o tym, że każda epoka może zadecydować o wydaniu sądu nad swoją przeszłością, to jednak każda będzie musiała czynić to kontynuując to, co zostało jej z przeszłości przekazane. Każda teraźniejszość jest określona przez swoją przeszłość i niesie jej ślady oraz przeżycia. Wyrazem pychy jest sądzić, że możemy naszą duchową pozycją dowolnie żonglować. Czas nie może dowolnie zmieniać swojego miejsca. Jest zaledwie radą wynikającą z dobrych chęci proponować powrót do czasów Goethego. Jak jakikolwiek okres może to spowodować? Żyć w naszej teraźniejszości jest wystarczająco ciężko, ale skreślić całą przeszłość poprzedniego stulecia i wkroczyć do jakiejś obcej teraźniejszości jest po prostu niemożliwe. Kto jeszcze zaprzecza temu, że tkwimy głęboko w czasach Goethego, bo był to czas stwarzania idoli z powodu sekularyzacji, [że była to] epoka, która zapoczątkowała późniejsze zagrożenia? Duchowe kształcenie tylko wtedy może pozostać prawdziwym, jeśli wynika z wymagań czasu. Zatem nawet jeśli tendencje przeszłości wydają się nam wątpliwymi, to nie pozostaje nam nic innego, jak wyciągnąć wnioski z tych tendencji i poprzez nieustanną konfrontację z nimi uzyskać duchową pozycję, która będzie właściwa we wszystkich aspektach kształtowi tego, co dzisiejsze, tj. taką pozycję, która niezafałszowanie przerobi w sobie doświadczenia i wydarzenia ostatniego stulecia.

(…) Najbardziej zaawansowane pozycje naszego czasu tak bardzo różnią się od tych XIX-wiecznych, że przenoszą się one na grunt radykalnych teorii, powodując, że Duch epoki jest coraz bardziej chaotyczny niż sama rzeczywistość, która posiada spokojne i dobre tradycje na polu polityki i gospodarki. Wydaje się, że ten rewolucyjno-niszczycielski duch nihilizmu wreszcie zostaje zamknięty. Jakkolwiek zostaje on nadal socjologicznym niebezpieczeństwem, to jednak nie on jest nowym duchem (…). Rzeczywistość tych nowych duchowych pozycji wzmacnia wyobrażenia tych, którzy szukają zaprzeczenia obecnej duchowej tyranii. Daje im wyobrażenie aby występować w imieniu duchowej prawdy przeciwko ciemnościom i czyni ich odpornych na wybuchy politycznego nihilizmu (…).

Decydującym starciem będzie zakończenie tego duchowo-krytykującego rozkładu, jakim odznaczało się XIX stulecie w nieustannej autorefleksji na temat wszystkich wartości, postaw, wyobrażeń o wierze i tradycji, aż wreszcie końcowy punkt – katastrofa – nie zostanie osiągnięty. Nowa pozycja to przede wszystkim odwrót od tej drogi pt. „nie-można-zajść-dalej”, którą ciągnięto aż do smutnego końca. Musi ona określić przede wszystkim całkowicie nowy punkt wyjścia, którego znakiem jest gruntowna zmiana w czuciu i funkcji ducha działającym pozytywnie [bo] zachowująco, porządkująco i spajająco.

Ten duch to przede wszystkim zrozumienie [ale] nie wola. Rzeczywistość nowej duchowej pozycji nie może być stworzona ze swoich chęci odwracania fatum, tylko ze zrozumień (wglądów), które tej pozycji dadzą najmocniejsze siły przekonywania. I one nie będą na początku jednością, to my musimy je uformować w jedność. Nakreślenie tego celu oczywiście jednocześnie wyznacza „zaryzykowanie sukcesu”. Nie możemy jednak bezczynnie czekać na przyszłość, która zawsze skrywa w sobie jedną odpowiedź, musimy podjąć próbę, teraźniejszość poznać w samym jej duchowym centrum.

Skąd bierze się potrzeba naszej teraźniejszości na jej unikalną duchową pozycję? Także w przeszłości nie brakowało prądów myślowych, które wszystko chciały wyprowadzić z jakiejś nowej zasady. Tak, to było charakterystyczne w pewnym sensie dla wszystkich irracjonalnych, nacjonalistycznych, historycznych ruchów, które widziały siebie jako przezwyciężenie wszystkich zasad przeszłego myślenia. W szczególności pociągające to było dla ruchów młodzieżowych, którzy gwałtowną empatię chciały przeciwstawić tradycji zdyscyplinowanego ratio. (…) Tym wszystkim przedsięwzięciom, których i dzisiaj nie brakuje, wspólny jest przede wszystkim ten irracjonalizm, który rozrywa jedność ludzkiej natury lub kulturowego świata i wyprowadzają jakąś dominują część, niech to będą stosunki produkcji, biologiczne genotypy, narodowe siły czy ciąg do władzy, myśląc, że w ten sposób można zrekonstruować całość.

Należy podkreślić, że wzrastające nowe pozycje wynikają z dobrze ukierunkowanych dalszych prac pojedynczych dziedzin nauki. Nie pochodzą one z protestu przeciwko rozsądnemu myśleniu, ale są wynikiem dobrze ukierunkowanej i racjonalnie uzasadnionej pracy tychże. Od dziesiątków lat widzimy naukę na drodze do obalenia XIX-wiecznych tez i zneutralizowania ich socjologicznych oddziaływań, w ten sposób torując drogę nowej duchowej pozycji. Być może naukowa ostrożność zdaje się ten proces opóźniać, aby w końcu móc zsumować pojedyncze wyniki w całość, ale jesteśmy przekonani, że przyniesie to trudne do wyobrażenia, gruntowne przewartościowanie. Jako punkt ciężkości tych wszystkich wysiłków lat 20. (XX wieku) możemy uważać wykształconą, filozoficzną antropologię. Ona to podnosi kwestię jedności życiowej ludzi i boruje się w kierunku synoptycznego zjednoczenia wszystkich ludzkich sfer, daje nam podstawę nowego (jednolitego) obrazu ludzkiego. Ona przezwycięża poprzez dowód dialektycznej jedności człowieka i nierozerwalności jego istoty wszystkie partykularne teorie o człowieku, które potrafią tylko w wypaczony sposób dotknąć jakiegoś częściowego obszaru. Nauka o jedności człowieka ukazała błędy, które wiążą się z ograniczeniem człowieka do jakiegoś odseparowanego obszaru. W ten sposób wszystkie żądania XIX-wieku, aby człowieka rozpatrywać, dajmy na to, z historycznego, biologicznego, ekonomicznego czy politycznego punktu widzenia i lawirowanie pomiędzy wyborem pomiędzy tymi alternatywami, stają się bezzasadne, ponieważ wszystkie te tezy bazują na fałszywym myśleniu.

Ten przełom spowodowany przez filozoficzną antropologię został potwierdzony przez wyniki licznych naukowo-fachowych badań, które w ten sposób poprzez problematykę jedności natury ludzkiej zbliżyli się jedności wszystkich dziedzin życia. Mechanistyczna psychologia asocjacyjna została przezwyciężona przez psychologię kształtującą Wertheimera, Koffki i Köhlera. W naukach historycznych do pierwszego szeregu wyszło uniwersalistyczno-historyczne rozpatrywanie kwestii jedności kulturowej. Dzięki Maxowi Weberowi, Troeltschowi i Karlowi Hollowi na najwyższe wyżyny osiągnięć została wyniesiona socjologia religii ukazując nam przeoczone wcześniej połączenie uważanych wcześniej za samodzielne obszarów religii i ekonomii. Dzięki badaniom i pracom Herberta Schöfflersa zapoczątkowane zostało konsekwentne obalanie kolektywnych wyjaśnień historii (…). Ekonomia i historia gospodarcza ukończyły wzajemne przeciwdziałanie w nauce o porządkach gospodarczych i systemach ekonomicznych, dając obraz historycznej jedności. Od refleksji nt. stylów gospodarczych wykształciły się ogóle badania nt. stylów w kulturze, w której jedność obszarów życiowych nareszcie może znaleźć swój wyraz.  Historia sztuki, a wraz z nią cały szereg innych nauk, w szczególności socjologia, nareszcie dojrzały do pracy interdyscyplinarnej i mogą na nowo odkryć jedność życia.

(…) Przezwyciężenie przekazanych nam immanentnych nauk o człowieku przyniosły przełom w postawie człowieka i nauki wobec transcendencji. W swoim położeniu wystawiony na ciągłe niebezpieczeństwo człowiek jest istotą nieubłaganie skierowaną ku transcendencji, która ten nieoderwalny aspekt życia nosi w sobie bez względu na krytyczną uwagę, jaką jest wyłączna irracjonalność źródła. Jest to przyznanie transcendencji należytego miejsca przez nauki społeczne i wymaga konsekwentnej zmiany naukowego rozpoznania, które do tej pory wierzyło w sterylny rozdział tego, co nadprzyrodzone od nauki, w konsekwencji przydając tej drugiej immanencję.

Także nasza postawa do problemu wartościowania musi być na nowo przedefiniowana. Wyjście z nauki i udowadnianie jej jako subiektywna i dlatego też będąca nie do udowodnienia, osobista opcja, stanowisko Webera, za którym jeszcze w 1919 konsekwentnie optował, traci dramatycznie swoje podłoże, przede wszystkim poprzez możliwość zaprezentowaną przez Schelera i Mikołaja Hartmanna, która pokazuje, że dopiero poprzez wartości można filozoficznie dokonać materialnego uporządkowania. Teologiczna antropologia zgłębiła się mocno w egzystencjalną obecność winy i grzechu i pokazała, że zrozumienie człowieka może być możliwe dopiero w tym miejscu.

To wszystko nie jest wynikiem jakiegoś entuzjastycznego ruchu, tylko jest dziełem poważnego i rzeczowego pomyślunku. Entuzjaści nauki, którzy może jeszcze są gdzieś tu obecni, którzy hołdują niejasnemu witalizmowi bądź irracjonalizmowi, mogą tylko niewiele wnieść do sprawy. Z ostatnią powagą i uczuciem (…) także i w nauce powoli zbliżamy się o końca tego, co jest możliwe do wypowiedzenia. Analiza istoty człowieka zmusza do używania form pojęciowych, które nie są możliwe do całkowicie logicznego zdefiniowania, tak jak pojęcie dialektycznej jedności człowieka i nie można jej całkiem formować w empirii. Filozofia egzystencjalna Jaspera i Heideggera porusza się w granicach tego, co można pomyśleć, i jest ostatnią pozycją ducha w próbie egzystencjalnej autodefinicji.

Z pewnością wszystkie te myśli nie są całością, którą można łatwo od razu pojąć, one wymagają najpierw podsumowania i uwypuklenia, aby zataczać coraz większy krąg. Dzisiaj są one może jeszcze w posiadaniu tych, którzy w jakimś miejscu tego prądu myślowego pracują jeszcze oddzielnie. Ale nie podlega wątpliwości, że tutaj powstała nowa pozycja, tutaj zapadają decyzje, które obalają przeszłą formę myślenia, i każdy, który chce mieć wgląd w nasz czas, musi od tego punktu zacząć. Wygląda na to, jakby poglądy filozoficznej antropologii wbiły się już głęboko w publiczną świadomość. (…)

Nigdy tak jak dzisiaj nie udało się wyrobić takiej jasności na temat tego, czego nie można po prostu wymyślić, i że taki zamiar został obalony już w tezach. Być może opinia publiczna jeszcze głęboko w tym tkwi, ale wyrok został wydany i jest nieodwołalny.

Jeśli się nie mylimy, to znaczenie ducha nigdy nie było tak wyraźnie na pierwszym planie jak dzisiaj. Poprzez penetrację zagrożenia, jakim była skepsis i relatywizacja poprzedniego stulecia, możemy dzisiaj zrozumieć zagadnienie ducha bardziej elementarnie niż kiedykolwiek. To nie jest już więcej gwarancja wysokości kultury ludzkiej, ozdóbka jego bytu. Nie chodzi więcej o to, aby wczuwać się w interesujące podniety duszy, tak jak robiła to sztuka burżuazyjnej epoki z pewną dozą subtelności. [W duchu] realizuje się człowiek w swoim bycie. Ta duchowa pozycja jest wszystkim innym niż [nihilizmem], który jest wiarą w nic albo zadeklarowaną nie-wiarą i który był konsekwencją ducha negacyjności XIX wieku, kiedy to ową nicość rekompensowano doczesną „resztą”, jak klasa, rasa czy postęp. Z pewnością duchowe pozycje naszego czasu są, jeśli przeżyją wszelkie konsekwencje tego rozwoju w sobie, wystawione na przyszłą konfrontację z tą możliwością. Ale wraz ze schyłkiem tej epoki także ta duchowa pozycja zamieni się w formę ducha, która przejrzy destruktywne siły i przy przejściu poprzez możliwości minionych stuleci stanie się odporna na ich siły żrące i rozkładające. Możemy narzekać na los, ale trudna sytuacja zewnętrzna ofiarowuje nam dar nowego ducha: jak mamy nie skorzystać z naszego rozpoznania, które po przejściu przez zróżnicowaną formę kultury dostała nieporównywalne możliwości wglądu i porównania? Zapewne młodzież tęskni za tym, co stałe i radosne, co zresztą sprowadziło ducha niemieckiego idealizmu po 1800. Ale czy mamy zagłuszać przez jego niebezpieczeństwa ostatnie wołanie o wielkość i odwagę? Czy w czasie, w którym duch jest zagrożony jak nigdy wcześniej, może być postawione jedynie pytanie, jak to mamy się zadowolić prostymi pociechami dla jednostki, gdzie, jak dzisiaj rozumiemy bardziej głęboko niż kiedykolwiek, chodzi o odpowiedzialność ducha za siebie i za świat? Także tutaj [mamy] zadanie do spełnienia, nie oczekiwać żadnej przyszłości i przyszłość kształtować i „na niej” zaciążyć. Nic się nie przedawniło: Pozycje są gotowe, ale najpierw musimy pojąć tego ducha i napełnić się nim, aby stać się działającą teraźniejszością.

Alfred Müller-Armack – „Diagnoza naszej teraźniejszości” [1949]
Tłumaczył: Kamil Kisiel

Przedruk zaa: 

http://prokapitalizm.pl/stulecie-bez-boga-tesknota-za-jednoscia-ducha.html

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *