Szlachta wobec chłopstwa

Motta:

“Dzieci, prośta Boga, ażebyśta Polski nie doczekały, bo nam w Polsce źle było.”

Pradziadek Teofila Kurczaka, współtwórcy polskiej lewicy ludowej

“Ojczyzna nasza, to jest lud polski, zawsze była odłączona od ojczyzny szlachty; i jeżeli było jakie zetknięcie między krajem szlachty polskiej a krajem ludu polskiego, miało ono niezaprzeczone podobieństwo styczności, jaka zachodzi pomiędzy zabójcą a ofiarą. Morze krwi na całym świecie rozgranicza szlachtę od ludu.”

Fragment “Odezwy Gromady Grudziąż do Emigracji Polskiej” z 30 października 1835 roku

“Chłop nie zapomniał ani na chwilę, że szlachta polska trzymała go w niewoli pańszczyźnianej przez setki lat, a dopiero cesarz zniósł pańszczyznę i obdarzył go prawami i wolnością. Był też przekonany, że gdyby Polska nie upadła, to by i pańszczyzna została na zawsze.”

Wincenty Witos

Tematem mojego artykułu jest stosunek szlachty do stanu chłopskiego. Temat ten jest bardzo obszerny i mógłby być tematem dla niejednej książki, więc  chciałbym w nim poruszyć tylko pięć najistotniejszych kwestii: 1) pańszczyzny; 2) sądów patrymonialnych; 3) znaczenia reformacji dla relacji szlachcic-chłop; 4) czy stosunek jaki zachodził między szlachtą a chłopstwem miał charakter kolonialny; 5) stosunek elit intelektualnych do wyzysku chłopstwa. Jako datę początkową chronologii w której zamierzam się poruszać uznaję rok 1496, czyli wydanie statutu piotrkowskiego, który zapoczątkował proces stopniowego pogarszania się sytuacji polskiego chłopa. Koniec wieku XVII jest dla mnie datą końcową dla chronologii artykułu. Dla ujednolicenia struktury pracy, jako obszar, będący bohaterem mojego tekstu uznaję część polską Rzeczypospolitej Obojga Narodów, jest to spowodowane tym, że na obszarach litewskich, pruskich, czy też księstw śląskich oddziaływała inna tradycja, czyli zarazem sytuacja tamtejszych chłopów była zupełnie inna niż na terenach polskich. W trosce o to, by artykuł nie był skażony naleciałościami ideologicznymi, starałem się korzystać z książek powstałych w czterech różnych okresach istnienia państwowości polskiej: I Rzeczpospolitej, II Rzeczpospolitej, Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, III Rzeczpospolitej.

1)      Pańszczyzna

U schyłku XV wieku pańszczyzna zaczęła wypierać czynsze, było to spowodowane  wieloma czynnikami, postaram się wymienić te najważniejsze. W 1466 roku Rzeczpospolita zyskuje tereny krzyżackie, na których znajduje się ujście Wisły, dzięki czemu nawiązano kontakty z kupcami holenderskimi, którzy skupywali polskie zboże i sprzedawali je w Europie Zachodniej, kupowali oni nieograniczoną ilość produktów rolnych, więc szlachcie, która liczyła na duży i szybki zysk zależało na dużej ilości zboża, a pańszczyzna to gwarantowała.[1] Nie bez znaczenie jest tu trwająca wówczas rewolucja cen, w wyniku której zboże drożało szybciej niż inne towary, czyli szlachcie opłacało się sprzedawać towary rolnicze i sprowadzać towary luksusowe, więc czynsz był mniej korzystny od pańszczyzny[2].

Za początek nowożytnej niewoli chłopskiej należy uznać rok 1496, a dokładniej wydanie w tym roku statutu piotrkowskiego. Statut ten, wydany przez króla Jana Olbrachta był ceną jaką król musiał zapłacić, by szlachta zechciała wziąć udział w organizowanej przez niego wyprawie mołdawskiej, drastycznie pogorszył sytuacje chłopstwa (pocieszające jest jednak to, że w wyprawie tej wyginęła większość szlachty). Statuty te drastycznie zmniejszały nie tylko wolność chłopów, ale także szanse na lepszą przyszłość, na wyrwanie się ze wsi i zasmakowanie lepszego życia. W konsekwencji tego statutu, do innej wsi mógł się przenieść tylko jeden (najwyżej dwóch chłopów)  chłop w ciągu jednego roku, a przenieść się do miasta tylko jeden syn w rodzinie (jeżeli rodzina posiadała tylko jednego syna, nie mógł on opuszczać wsi), jednak żeby opuścić wieś, trzeba było mieć zgodę właściciela ziemskiego, więc nie zdarzało się to zbyt często.[3] Niepokornym chłopom, którzy nie godzili się na taki stan rzeczy i na własną ręka opuszczali wieś, by udać się do miasta, czy też szukać schronieniu u bardziej przychylnego chłopom właściciela ziemskiego, poświęcony był punkt statutów, który zezwalał na karanie zbiegów śmiercią. By chłopi nie mieli zbyt dużych marzeń, Jan Olbracht na życzenie szlachty w Piotrkowie zabronił mieszczanom dawania chłopstwu pożyczek na zbyteczne rzeczy, na przykład na ładne ubranie. Dla szlachty prawa ustanowione w Piotrkowie były tak ważne, że po śmierci Jana Olbrachta, żądano od każdego jego następcy potwierdzenia statutów. Mimo to szlachta chciała większej kontroli nad swymi poddanymi. Od roku 1496 sytuacja chłopów stale się pogarszała, szlachta dzięki swej silnej pozycji zmuszała króla do ustanowienia coraz to nowszych praw, które zwiększały jej hegemonie i pętały w coraz to większą niewolę chłopstwo.  Kolejnym krokiem do totalnej władzy szlachty nad chłopstwem były statutu toruńskie ogłoszone w 1520 roku.[4] Od tej pory ustanowiono prawnie, że chłop musiał na folwarku swego pana odrabiać minimalnie jeden dzień pańszczyzny. Zostało to ustalone, by ograniczyć ucieczkę ludności do folwarków, w których pańszczyzny nie odrabiano (głównie były to posiadłości królewskie i biskupie). Jednak dla szlachty to znów było mało, i z czasem minimalną ilość dni pańszczyzny stopniowo zwiększano (już dziesięć lat po przyjęciu statutów liczbę tę zwiększono do 2 dni, a w 1572 roku do 3 dni). Prawo to było bardzo problematyczne, gdyż w niektórych regionach chłopi mieli zagwarantowane dzięki pradawnym prawom, określoną liczbę dni  pańszczyzny do odrobienia, zazwyczaj była to liczba mniejsza, niż nawet jeden dzień w tygodniu. W takim wypadku, stare prawa się nie liczyły i w całym kraju ustanowiono jedną miarę. Gdy ziemie polskie powiększyły się o niezagospodarowane ziemie wschodnie, które dostały się w ręce wielkich magnatów, drobniejsza szlachta polska miała kolejny problem  z utrzymaniem przy ziemi swoich chłopów. Wschodni magnaci zachęcali chłopów do ucieczki do ich wschodnich posiadłości bardzo długim okresem wolnizny. Przekonani tym chłopi zaczęli masowo opuszczać swe dotychczasowe gospodarstwa i udawać się na wschodnie kresy Rzeczpospolitej. Zdesperowani tym zjawiskiem szlachcice zaczęli wymuszać na królu coraz to cięższe kary za bezprawną ucieczkę z folwarku. Skalę tego zjawiska pokazuje fakt, że w ciągu niespełna 100 lat (od roku 1503 do 1596 roku) ustanowiono dwadzieścia cztery ustawy przeciwko zbiegom![5] Do przykrych procesów, które wydarzyły się w XVI wieku należy również zmniejszanie się ziemi należącej do chłopów, a zwiększanie się posiadłości możnych.  Koniec dynastii Jagiellonów nie polepszył sytuacji chłopów. W wyniku wojen prowadzonych przez królów elekcyjnych wiele gospodarstw wiejskich zostało zniszczonych, a szlachta popadła w biedę, by odbić sobie straty spowodowane przez wojnę  zaczęto podwyższać pańszczyznę, która nierzadko sięgała 8, a nawet 16 dni w tygodniu. W XVII wieku jedynymi ustawami dotyczącymi kmieci jakie wydano w XVII wieku były ustawy dotyczące uciekinierów, o ile w XVI wieku wydano ich 24, to w XVII wieku wydano ich aż 38[6]! Zastraszony i odizolowany od innych ludzi, lud chłopski, gdy na dalekiej Ukrainie Chmielnicki walczył z niesprawiedliwością polskich panów, nie zdołał podnieść ręki i zerwać nałożone przez szlachtę kajdany niewoli.[7]

Szlachta również rościła sobie pretensję do regulowania każdej dziedziny życia swych poddanych. Szlachcic nie tylko decydował o tym, kto mógł opuścić wieś, a kto nie, ale również decydował o tym z kim danych chłop miał się ożenić! Właściciel folwarku również wyznaczał minimalną ilość alkoholu i soli jaką chłop musiał kupić w gospodzie, która należała oczywiście do szlachcica.[8] Chłop polski żył w kompletnej izolacji, nie mógł się kontaktować z urzędnikami państwowymi, a nawet pożyczać i sprzedawać narzędzi, czy też żywego inwentarza chłopom z innych wsi bez zgody pana. A gdy chłop zebrał swoje plony, szlachcic miał prawo pierwokupu. Tak więc jak widać, szlachta dążyła do jak największej kontroli nad życiem swych poddanych, żaden szczegół z życia jej nie umknął. Współczesna filozofia tego typu zależności nazywa biowładzą.[9] Wymienione powyżej zależności między szlachtą, a chłopstwem wydarzały się na linii chłop – szlachta folwarczna. Inaczej wyglądała sytuacji w wypadku szlachty zagrodowej. Biedniejsze szlachcianki żeniły się z chłopami, a chłopki z biedniejszymi szlachcicami. Zazwyczaj takie „mezalianse” nie powodowały jakiegoś oburzenia wśród rodziny strony szlachetnej.[10]

2)      Sądy patrymonialne

Teoretycznie przed niesprawiedliwością panów chłopa miały bronić różnego rodzaju sądy, tak jednak w praktyce nie było. We folwarkach będących własnością prywatną, prawo wymierzania sprawiedliwości należało całkowicie do szlachty. W ciągu XVI wieku tradycyjne formy sądowości, gwarantowane przez lokację na prawie niemieckim zostały wymazane. Królowie polscy w przejmowaniu przez warstwę uprzywilejowaną praw sądowniczych nie przeszkadzali, znamienne tu są słowa króla Zygmunta z 1546 roku: „Nie jest zamiarem naszym wtrącać się między poddanych naszych a ich kmieci”.[11] Do sądów publicznych sprawy były kierowane tylko przy szczególnych wykroczeniach, dotyczących bezpośrednio szlachty. W przypadku, gdy Pan zdecydował się ukarać swego poddanego śmiercią, chłop był kierowany do urzędników państwowych. Na tych dwóch przypadkach kończy się ingerencja państwa w sprawy sądowe na terenach prywatnych folwarków. Gdy jeszcze dodamy do tej sytuacji chłopstwa fakt, że szlachcic posiadał władzę nad życiem i śmiercią swych poddanych, sytuacja chłopa nie należała do najlepszych.  Przyjrzyjmy się bliżej temu jak ta sprawiedliwość wyglądała. Powszechną rzeczą było wymuszanie zeznań przez najrozmaitsze tortury, polegające na przykład na wkręcaniu palców do kurków strzelby, czy też wieszaniu za ręce lub nogi. Za najmniejsze choćby przewinienia kary były bardzo surowe, na porządku dziennym było karanie śmiercią chłopa za niedbalstwo. Zbiegostwo i kradzież było karane mniej surowo, bo tylko poprzez obcięcie uszu i/lub połowy nosa (w II połowie XVI wieku kara to została już zaostrzona). Zbrodnie przeciw moralności również podlegały osądowi szlachty, na przykład za cudzołóstwo było dla mężczyzn karane śmiercią, kobiecie groziło obcięcie uszu i nosa, a mąż za to, że nie pilnował należycie żony karany był kijami. W niektórych folwarkach, na przykład na folwarku należącym do Anny Wielopolskiej karanie było surowsze. Kanclerzycowa Wielopolska w specjalnie przez nią ułożonym kodeksie karnym przewidywała karę śmierci za takie przewinienia jak: za łowienie ryb w rzekach i sadzawkach do niej należących, kupowanie rzeczy skradziony, czy nawet za nieprzybycie z pomocą w nagłych wypadkach, za inne przewinienia przewidziane były grzywny.[12] Gdy chłop skarżył się na jawną niesprawiedliwość był bity i zastraszany. Lepiej się powodziło chłopom, którzy należeli do królewszczyzn, posiadali oni bowiem Sąd Referendarski Koronny (który powstał w 1507 roku i przetrwał do 1764 roku, kiedy to jego kompetencję przejął Sąd Asesorski, jednak  już w 1766 został powołany ponownie), który był dla nich najwyższą instancją, do której mogli się odwoływać w przypadku niesprawiedliwych sądów dzierżawców królewszczyzn. Niestety często nie pomagało to chłopom, składanie skarg było chłopom na wszystkie możliwe sposoby utrudniane, a nawet jeśli udało im się odwołać i Sąd Referendarski rozpatrzył dla chłopa sprawę pozytywnie, to jego wyrok był bardzo często ignorowany przez dzierżawce.[13]

3)      Wpływ reformacji na relację szlachcic – chłop.

Podejście chłopów do religii katolickiej miało dwa oblicza: pierwsze, pozytywne, przeróżne święta religijne były dla prostych chłopów wielkim wydarzeniem, a samo przeżycie religijne, daje mu wytchnienia od ciężkiej pracy i nadzieję na lepszą przyszłość (w niebie). Drugie oblicze polega na tym, że religia katolicka konserwowała zastany porządek, dawała pozwolenie szlachcie na wyzysk chłopów, no i Kościół sam wyzyskiwał pracę chłopów na swych folwarkach. Sprawa zaczyna się zmieniać dzięki wystąpieniom Marcina Lutra, pod wpływem idei głoszonych przez kaznodzieję w latach 20 XVI wieku, przez Rzeczpospolitą przechodzi fala buntów. Wydaje się, że rozruchy te są reakcją chłopstwa na słuchy o toczącej się wówczas wojnie chłopskiej w Niemczech (ale nie tylko, gdyż podobne bunty wybuchały na Węgrzech, Czechach i Prusach), wieści te docierały najpierw do Gdańska, (gdy w 1525 roku wybuchł w mieście bunt, sam Luter wzywa mieszczan do zachowania spokoju) z Gdańska wieści rozchodziły się po całym państwie, a tam gdzie docierały wywoływały bunt biednego mieszczaństwa i chłopstwa[14]  Przestraszona szlachta wymusza na władcy szereg praw, które mają ją uchronić przed żądnym sprawiedliwości chłopstwem. Przede wszystkim są to takie prawa jak: odsunięcie w 1526 roku chłopstwa od wojska, prawo z 1532 roku, według którego karą za zabicie szlachcica jest śmierć, czy też pochodzący z 1582 roku zakaz noszenia przez chłopów broni.[15] Warto wspomnieć, że bunty te wybuchały, nie pod wpływem „ortodoksyjnej” nauki Lutra, lecz pod wpływem nauczania anabaptystów, sam Luter nie miał nic przeciwko pańszczyźnie i potępił Wojny Chłopskie. Wydaję się, że chłopstwo nie było zainteresowane kwestią teologiczną anabaptystów, lecz rewolucją społeczną, którą głosili, było to spowodowane tym, że pod wpływem niewoli jaka im była narzucona chłopi nie mieli czasu myśleć o Bogu: Aleksander Świętochowski w swej książce cytuje wypowiedź chłopa, która to tłumaczy „Azać się nam czego chcę w tej niewoli? Nie mamyż my czasu i o Bodze myśleć. Najdą panowie i w niedzielę czem nas zabawić. Już nas z tej ciężkiej niewoli ani Bóg, ani diabeł nie wybawi. W gorszemeśmy u państwa poważaniu, niż bydło. Psią krwią nas nazywają, a jeszcze bardziej swoje psy, niż nas, poważają.”[16] Z czasem, gdy w Polsce protestantyzm przyjął się i okrzepł, tylko jeden odłam tego ruchu podał chłopom dłoń, byli to arianie. Podczas soboru w Węgrowie w 1565 roku, minister ariański, Paweł z Wizny ogłasza: „Ja tak rozumiem i tak wierzę, iż się wiernemu nie godzi mieć poddanych a daleko mniej niewolników i niewolnic, gdyż to jest rzecz pogańska panować nad swoim bratem, potu jego albo raczej krwie używać. Ano „Pismo Święte” jasnie świadczy, że Bóg z jednej krwi uczynił wszytek rodzaj człowieczy, wedle czego wszytcy jesteśmy sobie równi, bo jeśli bracia, jakoż może brat nad bratem panować? Jako może jego potu używać”. To nie były czcze słowa, za słowami szły czyny, duża część szlachty zwalniała chłopów z pańszczyzny, pozbywali się majątków i pracowała własnymi rękami. W wyniku tych wydarzeń szlachta zaczęła się bać o swe prawa, a król bał się, że bunt zamieni się w bunt antykrólewski.[17] Trzeba zaznaczyć, że arianie oczywiście  występowali przeciwko mordowaniu szlachty i przelewaniu jakiejkolwiek ludzkiej krwi. Idee głoszone przez braci polskich były tak radykalne, że ściągnęły gniew polskiej szlachty, czy to katolickiej, czy protestanckiej, tym bardziej powinniśmy być pewni podziwu dla ludzi, którzy pomimo represji rodaków i wbrew swej epoce zdołali trwać przy prawdzie i sprawiedliwości społecznej, dlatego nie ma co się dziwić, że Świętochowski nazywa ich „najszlachetniejszą sektą”[18]

4) Rzeczpospolita Biopolityczną republiką zbożową?

W tej części mego referatu chciałbym przedstawić spostrzeżenia Jana Sowy. Sowa jest autorem książki pod tytułem „Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą”, w której za pomocą narzędzi danych  mu przez (post)nowoczesną filozofię i psychoanalizę (głównie Jacquesa Lacana) stara się przepisać na nowo nowożytną historię Polski. Stawia w swej książce dwie tezy: państwo polskie od 1572 roku (do 1918 r.) nie istnieje, oraz Rzeczpospolita była państwem kolonialnym. O ile pierwsze zagadnienie jest bardzo ciekawe, nie dotyczy ono jednak tego referatu, więc chciałbym skupić się na zagadnieniu drugim. Sowa  zauważył (nie jako pierwszy, już profesor Janusz Tazbir stwierdził w jednej ze swych książek, że Rzeczpospolitej panował swojego rodzaju apartheid)[19], że stosunki jakie zachodziły na linii: kupcy holenderscy-szlachta polska-chłop polski, były stosunkami typowymi dla państw kolonialnych. Sowa w swej książce zauważa, że w wyniku szerszego procesu historycznego w XVI-XVII w. w całej Europie Środkowo-Wschodniej zachodzi proces kolonizacji. Europa zachodnia w zamian za produkty hodowlane lub rolnicze sprowadza do Europy Środkowo-Wschodniej produkty luksusowe. Przy czym warto zauważyć, że doprowadzono tutaj do pewnego rodzaju specjalizacji kolonialnej podobnej do tej, jaką w XIX wieku będą wprowadzać kolonialiści w Afryce i Ameryce. Z Polski eksportowano zboże, z Węgier bydło, z Czech różnego rodzaju kruszce, państwa kolonialne w XIX wieku eksportowały: z Ugandy eksportowano głównie bawełnę, z Ghany kakao, a z Gambii orzeszki ziemne.[20] Żeby ten proces dobrze zrozumieć, trzeba przyjrzeć się temu bliżej. Sowa powołując się na badania Fernanda Braudela twierdzi, że jeżeli w obcy kupiec w państwie do którego przybywa ma wyższa pozycję od kupca miejscowego i może dyktować warunki, to pochodzi on z kraju wyższej pozycji międzynarodowej. Tak więc kupcy reprezentowali w Polsce metropolię. Dzięki temu, że przy każdej sprzedaży zboża kupiec dawał zaliczkę na poczet następnej dostawy zboża, kupcy holenderscy zdominowali cały handel polskim zbożem. Szlachta, dzięki przywilejom zdobytym na królu były swojego rodzaju elitą kompradorską, która organizowała i trzymała w porządku całe to przedsięwzięcie. Nie świadczy to oczywiście o tym, że robiła to celowo, całe te zależności mogły wynikać nie świadomie, Holandia pewnie nie traktowała Rzeczpospolitej jako swej kolonii, jednak nie zmienia ta faktu, że zależności kolonialne w Rzeczypospolitej zachodziły.

5) Elita intelektualna Rzeczpospolitej a problem wyzysku chłopstwa.

Nie każdy szlachcic zgadzał się z zastanym porządkiem. Polscy poeci bardzo często podnosili problem krzywd chłopskich, nie byli obojętni na ich krzywdy. Część z nich poświęcała nawet kwestii chłopskiej całe utwory, przykładem tego jest Krzysztof Opaliński, który napisał utwór o tytule: „Na ciężary i opresję chłopską w Polszcze”. W utworze tym poeta, porusza wiele kwestii chłopskich, między innymi problem zwiększania się pańszczyzny: „Gdzie przedtem wychodziło ludzi po jednemu./ Z domu, potem i po dwu, po trzech i po czterech./ Gdzie dwa dni, albo i trzy robili w tygodniu,/ Teraz nie mają czasem wolnego żadnego.” lub biedy szlachty: „Płaczą chudziny, ojciec, matka, dzieci, wszyscy,/ Do nieba tylko krwawe skargi posyłając.”. Kolejnym utworem literackim poświęconym kwestii chłopskiej jest „Lament chłopski na pany” anonimowego autora, w którym poeta charakteryzuje relacje zachodzące na pańskim folwarku: „Tak też to właśnie, ma miło gromado,/ Pan jest jako wilk, my jako owiec stado./ Niech kmiecie, co chcą, sobie panu ganią,/ Myśmy wróblami, a pan prawie kanią.”. Jednak nie tylko poeci stawali w obronie chłopów, przykładem jest tego Aleksander Olizarowski, profesor prawa w akademii wileńskiej. Olizarowski, w swym dziele o tytule „De politica hominum societate” przypomina, że chłopi byli kiedyś płacącymi czynsz ludźmi wolnymi, a ich niewola jest czymś stosunkowo nowym. Tak oto ten profesor opisywał współczesny mu stan chłopstwa: „Ludzie ci muszą znosić najgorsze traktowanie, gdyż przez każdego mogą być zabici, mając głowę ocenioną nie drożej niż 10 czerwonych złotych, a przez panów nawet bezkarnie… Są oni nieszczęśliwsi od psów szlacheckich, często bowiem śmierć jednego psa kosztowała wiele głów ludzkich.” Innym przykładem szlachcica, który bronił chłopów przed uciskiem chłopów był Andrzej Frycz Modrzewski. Modrzewski w swym najsłynniejszym dziele o tytule „O poprawie Rzeczypospolitej” (pierwsze wydanie zostało opublikowane w 1553 roku) poświęcił kwestii chłopskiej  parę fragmentów. Pisarz bardzo ubolewa nad nierównością w państwie polskim, nie jest w stanie zrozumieć jak to może być, że jeżeli chłop zabije szlachcica, to grozi mu kara śmierci, a karą dla szlachcica, który zabił chłopa ma być grzywna w wysokości 10 grzywien.[21]Autor również narzeka na to, że ludność chłopska w wypadku niesprawiedliwego postępowania swego pana nie ma możliwość gdzie poskarżyć się na jawną niesprawiedliwość, a przecież jest to ważna rzeczy, gdyż: „(…) są niektórzy panowie tak okrutni, że nie inaczej używają kmieci swych, jedno jako bydła.”[22] Kolejnym powodem do narzekanie na stan szlachecki jest przywiązanie chłopstwa do ziemi, przypomnijmy, że Modrzewski napisał swe dzieło w roku 1553, czyli jest to dopiero początek procesu przywiązywania chłopa do ziemi.[23]Andrzej Frycz Modrzewskim w swym dziele jeszcze wiele razy pisze o niesprawiedliwym traktowaniu chłopstwa przez szlachtę, wydaję się, że jedno zdanie z jego dzieła najtrafniej charakteryzuje współczesną mu sytuacje na polskiej wsi: “A kmiecie co inszego są, jedno wiecznie niewolnicy z dziećmi i z czeladzią swą?”[24]

Podsumowując, sytuacja chłopa na folwarku szlacheckim była tragiczna, a z czasem sytuacja ta się pogarszała. Gdy ktoś starał się chłopu pomóc, to albo był krytykowany, i w wyniku krytyki nie był w stanie pomóc (arianie), albo w wyniku izolacji chłopstwa od świata zewnętrznego, chłop polski nie mógł chwycić pomocnej dłoni (powstanie Chmielnickiego). Los chłopstwa polepszył się dopiero po upadku państwowości polskiej, dzięki działaniom zaborców, więc nie dziwi fakt, że w czasach powstań tzw. narodowych, chłop polski często stawał w obronie swego oswobodziciela: cesarza austriackiego, króla pruskiego lub cara rosyjskiego (a potem króla Polski). Mimo tego problem chłopski nawet w II RP nie został w pełni rozwiązany (W II RP w niektórych częściach polski chłopi odrabiali jeszcze pańszczyznę) sytuację rozwiązał dopiero manifest PKWN z 1944 roku.[25]  

Bibliografia:

Monografie:

Jan Rutkowski, Historia gospodarcza polski (do 1864 r.), Warszawa 1953

Jan Sowa, Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą, Kraków 2011

Aleksander Świętochowski, Historia chłopów polskich w zarysie. Tom I: w Polsce niepodległej, Lwów-Poznań 1925

Janusz Tazbir, Reformacja a problem chłopski w Polsce XVI wieku. Oddziaływanie walki klasowej na wsi polskiej na kształtowanie się ideologii religijnej w okresie reformacji, Wrocław 1953

Andrzej Wyczański, Wieś polskiego odrodzenia, Warszawa 1969

Artykuły:

Leonid Żytkowicz, Okres gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej (XVI-XVIII w.), [w:] Historia chłopów polskich. Tom I: Do upadku Rzeczypospolitej szlacheckiej, red. Stefan Inglot, Warszawa 1970

Źródła: Andrzej Frycz Modrzewski, O poprawie Rzeczypospolitej; jako że książka jest dostępna w domenie publicznej, korzystałem z wersji udostępnionej przez serwis „Wolne lektury” dostępnej pod linkiem: http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/o-poprawie-rzeczypospolitej/ (dostępny 11.01.2014)


[1] Jan Rutkowski, Historia gospodarcza polski (do 1864 r.), Warszawa 1953, s. 91

[2] L. Żytkowicz, Okres gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej (XVI-XVIII w.), [w:] Historia chłopów polskich. Tom I: Do upadku Rzeczypospolitej szlacheckiej, red. Stefan Inglot, Warszawa 1970, s. 248

 

[3] A. Świętochowski, Historia chłopów polskich w zarysie. Tom I: w Polsce niepodległej, Lwów-Poznań 1925, s. 178;  L. Żytkowicz, Okres gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej (XVI-XVIII w.), [w:] Historia chłopów polskich. Tom I: Do upadku Rzeczypospolitej szlacheckiej…, s. 248

[4] A. Świętochowski, Historia chłopów polskich w zarysie. Tom I: w Polsce niepodległej, Lwów-Poznań 1925, s. 186

[5] A. Świętochowski, Historia chłopów polskich w zarysie. Tom I: w Polsce niepodległej, Lwów-Poznań 1925, s. 210-214

[6] Ibidem s. 245-250

[7] Jan Sowa, Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą, Kraków 2011, s. 149-150

[8] L. Żytkowicz, Okres gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej (XVI-XVIII w.), [w:] Historia chłopów polskich. Tom I: Do upadku Rzeczypospolitej szlacheckiej…, s. 253

[9] Jan Sowa, Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą…, s. 129

[10] Andrzej Wyczański, Wieś polskiego odrodzenia, Warszawa 1969, s. 174-175

[11] A. Świętochowski, Historia chłopów polskich w zarysie. Tom I: w Polsce niepodległej, Lwów-Poznań 1925, s. 196

[12] A. Świętochowski, Historia chłopów polskich w zarysie. Tom I: w Polsce niepodległej…, s. 252-253

[13] L. Żytkowicz, Okres gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej (XVI-XVIII w.), [w:] Historia chłopów polskich. Tom I: Do upadku Rzeczypospolitej szlacheckiej…, s. 347-348

[14] Janusz Tazbir, Reformacja a problem chłopski w Polsce XVI wieku. Oddziaływanie walki klasowej na wsi polskiej na kształtowanie się ideologii religijnej w okresie reformacji, Wrocław 1953, s. 40-42

[15] Ibidem, s. 49

[16] A. Świętochowski, Historia chłopów polskich w zarysie. Tom I: w Polsce niepodległej…, s. 228

[17] Janusz Tazbir, Reformacja a problem chłopski w Polsce XVI wieku. Oddziaływanie walki klasowej na wsi polskiej na kształtowanie się ideologii religijnej w okresie reformacji.., s. 67-69

[18] A. Świętochowski, Historia chłopów polskich w zarysie. Tom I: w Polsce niepodległej…, s. 227

[19] Niestety nie udało mi się dotrzeć do tytułu książki, w której Janusz Tazbir udowadnia tę tezę, usłyszałem to na nagraniu video spotkania autorskiego poświęconemu dwóm książkom: „Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą” Jana Sowy i „Resztki nowoczesności. Dwa studia o literaturze i życiu”. Na słowa Janusza Tazbira powoływał się Przemysław Czapliński. Odnośnik do zapisu video spotkania: http://www.youtube.com/watch?v=cKnFGwMjQAc (Dostęp: 11.01.2014).

[20] J. Sowa, Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą…, s 189-190

[21] A. F. Modrzewski, O poprawie Rzeczypospolitej, http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/o-poprawie-rzeczypospolitej/ s. 38

[22] Ibidem s. 61; s.116

[23] Ibidem s. 64

[24] Ibidem s. 159

[25] J. Sowa, Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą…, s. 132

Kamil Piętak

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Szlachta wobec chłopstwa”

  1. Pytanie do zawodowych teologów/apologetów: W jaki sposób udowodnić całkowitą zgodność Statutów Piotrkowskich z tzw. Niemomylnym-Niezmiennym-i-Prawdziwym-Magisterium?

  2. A propos Powstania Chmielnickiego: Uważam je za wspaniały przykład heroizmu wymierzonego w skurwysynów-krzywdzicieli.

  3. Autor myli skutki z przyczynami. To nie popyt na zboże w Holandii i jednoczesne pożądanie towarów luksusowych przez polską szlachtę zniszczyły byt i godność chłopstwa. To słabość i postępująca stopniowa erozja władzy królewskiej od czasu śmierci Kazimierza Wielkiego stopniowo wyniosły stan szlachecki do władzy, a król stał się bezwolnym figurantem szlachty. Zamiast zdrowej monarchii absolutnej wykształciła się w Polsce rzeczpospolita szlachecka. Aha, mówiąc o 8 a nawet 16 dni w tygodniu pańszczyzny autor wyraźnie przesadza lub wkradł się chochlik 🙂

  4. Treść artykułu odpowiada temu co mi zawsze mówił mój śp. Dziadek. Nawet II RP nie rozwiązała “kwestii chłopskiej”, co z premedytacją wykorzystali komuniści. Ale w szkole kazali nam czytać Sienkiewicza, który kanonizował szlachtę na rycerzy chrześcijańskich a sam ustrój I RP na tarczę i przedmurze chrześcijaństwa. Fatalny ten mit poszedł w lud (konsekwencja: Śluby Jasnogórskie kard. Wyszyńskiego) a Polacy są jedynym obok Japonii narodem, w którym masy przejęły ideały elit (fałszywie rozumiane lub nie). Czy ustrój I RP odpowiadał Magisterium? Piotr Skarga prorokował w “Kazaniach sejmowych”, że karą za upodlenie chłopów będzie upadek państwa. No i był. Niestety Piotr Skarga nie został kanonizowany. Po otwarciu trumny okazało się, że był żywy w trumnie po pogrzebie (są ślady usiłowania wydostania się) i dlatego nie wiadomo jak umarł. “Zdrowa monarchia absolutna” tak samo jak republika szlachecka odwoływała się do idei elitarnych dla swej legitymizacji ale w przeciwieństwie do niej miała bardzo wąską bazę społeczną. Dlatego “stan trzeci” wszczął rewolucję francuską a chłopstwo w Rosji pozostało do końca bez praw politycznych. W ogóle myślenie historyczne w kategoriach liniowych jest nic nie warte i prowadzi do z góry założonych wniosków. A do myślenia nieliniowego humanistyka wcale nie jest zdolna.

  5. Panie siemko – pańszczyzna mogła wynosić 16 dni w tygodniu. Dziecko pracujące robiło pół dniówki – więc chłop z rodziną mógł zrobić 16 dni pańszczyzny (dniówek) w 7 dni.

  6. @ Włodzimierz Kowalik – użyłem skrótu myślowego dla skrócenia wypowiedzi i podkreślenia wad rzeczpospolitej szlacheckiej, nie zaś by idealizować monarchię absolutną. Gdy się przyjrzymy ówczesnym monarchiom absolutnym jak Francja, Prusy i Austria , ich cywilizacyjna przewaga nad polskim modelem jest wyraźna: pod względem spoistości społecznej, możliwości władcy odwołania się do interesów wszystkich stanów a nie jednego, potęgi wojennej, rozwoju gospodarczego, położenia chłopstwa i mieszczaństwa, zażydzenia miast itd. Natomiast jeszcze lepsza postać monarchii wykształciła się w takich krajach jak Anglia czy Holandia i opierała się w większym stopniu na kupiectwie niż arystokracji. Może dlatego te dwie monarchie przetrwały do dzisiaj.

  7. Po co wspomniane wyżej państwa uwłaszczyły ludność wiejską? Czy ze względu na wielką swoją własną dobroć? Nie, tu chodziło jedynie o opodatkowanie nowych właścicieli.

  8. Powiedzą Panu na to, że monarchie Anglii i Holandii (obydwie heretyckie) są czysto fasadowe (można odpowiedzieć, że innych nie ma, ale Korea Północna, czy Rosja to przecież quasi monarchie bynajmniej nie fasadowe). Być może przetrwały dzięki handlowi i imperiom kolonialnym w równej mierze jak szerokiej i rozwojowej bazie społecznej. Podobnie na handlu zbudowana jest kultura islamu, czy żydowska. Z drugiej strony kupiectwo i handel w tradycji katolickiej były ledwo tolerowane (późna scholastyka hiszpańska wyjątkiem). A i dziś nie brakuje wśród katolików upatrywania w wymianie handlowej przyczyn degeneracji społecznej, upadku obyczajów, atomizacji społecznej, indywidualizmu (zob. http://www.fronda.pl/blogi/czasami-warto-pomyslec,1096.html ).

  9. @Włodzimierz Kowalik: Miewam czasem wrażenie, że jedną, być może główną przyczyną małej popularności i wyjatkowej nieskuteczności tzw. “mysli prawicowej” jest fałszywy ogląd swiata, bioracy się m. in. z zafałszowanej historii. Prowadzić to, moim zdaniem, do niezrozumienia mechanizmów działania społeczeństwa, gospoodarki etc. etc. Prowadzi to też do paradoksalnych sformułowań, typu “demoliberalizm gnije/zdycha/kończy się”, które to sformułowania uzasadnia się w ten sposób, że demoliberalizm nie realizuje celów, jakie, zdaniem tzw. prawicy powinno realizować państwo/społeczeństwo/gospodarka. Nie zauważa natomiast tzw. prawica, że być może cele państwa/społeczeństwa/gospodarki są, przynajmniej dziś (a może o d dawna, ew. od zawsze) zupełnie inne. Obawiam sie, że lewica, ale i tzw. “mozni tego swiata” lepiej rozumieja “o co w tym wszystkim chodzi”, i potrafia byc po prostu skuteczniejsi niz zyjaca kłamstwem tzw. “prawica”. Powyzsze nie oznacza oczywiście, że cele demolibarelizmu są jakieś cudowne-i-górnolotne. Bynajmniej. Oznacza tylko tyle, że są skutecznie realizowane (nawet, jeśli nie są nagłaśniane i nawet, jeśli są obrzydliwe), bo system TRWA.

  10. siemko Autor ma rację. Na Śląsku, przynajmniej Górnym, zachodziły wtedy podobne procesy rugowania chłopstwa z ziemi i powiększania folwarków, a Śląsk był poza obszarem Królestwa Polskiego.

  11. Włodzimierz Kowalik Może to nie jest złe, że masy przejęły wzorce szlacheckie. Degeneracja cywilizacji zachodzniej wynika właśnie z jej plebejuskiego charakteru – zjeść, wypić, pokopulować. Czy to nie właśnie szlacheckie elementy kultury polskiej, jak szarmanckość wobec kobiet, źle czy dobrze rozumiana miłość własna (godność), towarzyskość itp., chronią ją jeszcze przed całkowita dezintegracją.

  12. Piotr Kozaczewski Oczywiście, że ma Pan rację. Prawica funkcjonuje w ramach tzw. fundacjonizmu, czyli przekonania, że posiada jakiś niepowątpiewalny punkt wyjścia a w konsekwencji system myślowy, generujący wszelkie możliwe wyjaśnienia. I rzeczywiście ma taki system(my) ale one generują tylko te wyjaśnienia, które zostały założone u podstaw systemu. I logicznie inaczej być nie może, co jest dość banalną konstatacją w dzisiejszej logice. Prawdziwy kontakt z rzeczywistością wymaga wymiany informacyjnej i energetycznej z otoczeniem. Inaczej umysł ludzki niczego nie poznaje, poza własnymi wytworami (co dziś też jest banalną konstatacją). Dla ideologii prawicowej jest to rodzaj cudzołóstwa ze “schizmą prawdziwego bytu”. W konsekwencji ideologie prawicowe nie wyjaśniają niczego poza własnym systemem. Dziś dominującym paradygmatem jest ewolucjonizm. Jest skuteczny od kosmologii po ekonomię (czyli coś musi być na rzeczy) a prawica zajmuję się głównie zwalczaniem go w imię tradycji w której go nie było. Nawet w Bogu jest aktywność. Chyba jasne jest, ze w świecie jest zmiana. Sam byłem fundacjonistą jakieś 15 lat, zanim się nie przekonałem, że to jest nonsens, to mniej więcej wiem, jak to funkcjonuje od środka. Za to mnie zresztą wyrzucili z portalu.

  13. PiotrZW. Może. Choć skłaniam się do poglądu, że przed degeneracją chroni moralność a nie kultura sarmacka. Moralność to jest ewolucyjny sposób na przetrwanie. “Zjeść, wypić, pokopulować” to również zasady kultury szlacheckiej. Są to zresztą uniwersalne zasady i żadna cywilizacja nie może ich gwałcić bez negatywnych konsekwencji. Sarmackość to jest raczej przekonanie, że właśnie “nasza” zakąska, wypitka i kopulacja jest godniejsza niż inne.

  14. Włodzimierz Kowalik. Niech będzie, że moralność to “sposób na przetrwanie”. Dla mnie jednak o moralności stnowią formy narzucone na “zjeść, pić itd.”, wymagania, ograniczenia, a nie samo zaspokajanie potrzeb fizycznych.

  15. To tylko znaczy, że wyznaje Pan fałszywą teorię fasady wg której moralność jest pętaniem natury (przez co?). Katolicyzm tego nie uznaje. Samobójstwo jest grzechem, więc życie jest obowiązkiem moralnym. A to znaczy, że zaspokajanie potrzeb fizycznych też jest obowiązkiem moralnym nie sprawą obojętną, skoro inaczej żyć niepodobna. Natomiast zaspokajanie potrzeb w nadmiarze ani nie jest moralne ani nie służy naturze. Przecież ten sam mózg steruje zarówno zaspokajaniem potrzeb fizycznych i wykonaniem norm moralnych. Czemu jedno ma być narzucone a drugie nie? Teoria fasady jest nonsensem wymyślonym w XIV wieku przez nominalistów a ugruntowanym przez oświeceniowy projekt “wolności poza naturą”, dziś kontynuowany przez kulturowy marksizm, gender itp. Teorię fasady popierają czasem filozofowie ale jest sprzeczna z danymi przyrodniczymi. Franz de Waal zrobił z tym porządek w “Małpy i filozofowie” gdzie pokazał, że już u naczelnych obserwujemy zaczątki moralności. Absurdem jest twierdzić, że małpy narzucają sobie jakieś zachowania. Moralność jest zawarta w naturze (koncepcja matrioszki). Patrycja Churchland rozwija podstawy neuromoralności w pracy “Moralność mózgu”. Zasady moralne są dla gatunku ludzkiego tak samo naturalne jak jedzenie czy picie, choć homeostaza moralna jest bardziej złożona i delikatniejsza niż homeostaza biologiczna, co też jest naturalnie uzasadnione (np. teoria gier tłumaczy skuteczność zasady odpłaty/kary, która jest społecznie najkorzystniejsza). Co ciekawe ludzka moralność jest zakorzeniona w starej ewolucyjnie, emocjonalnej części mózgu i nie jest tak mocno związana z rozumem, jak lubią twierdzić filozofowie. Stąd jawi się refleksyjnej świadomości jako “imperatyw”. Życie też jawi nam się jako imperatyw z tą samą emocjonalną siłą. Nie można uzasadnić, że powinniśmy żyć. Nie jest zatem tak, że jesteśmy z natury niemoralni (źli) czy a-moralni (ani dobrzy ani źli), jak twierdzili nominaliści i Kant. Z natury jesteśmy właśnie moralni, bo inaczej już by nas nie było (nie znamy innego mechanizmu przetrwania w środowisku). Co więcej moralność wyprzedza religię. Religia bywa uzasadnieniem odczuwanego imperatywu moralności. U św. Tomasza z Akwinu religia to tylko cnota z gatunku sprawiedliwości. Cała zresztą koncepcja w niczym nie odbiega od doktryny wyłożonej w “Summie teologicznej”, czy u Arystotelesa. Autorom klasycznym w ogóle nie przychodziło do głowy, że moralność ma służyć czemu innemu jak szczęściu. Eudaimonizm byłby niezrozumiały na gruncie teorii fasady.

  16. Panie Włodzimierzu, nie znam teorii fasady. Piszę o tych sprawach z doswiadczenia. W dzieciństwie zabrałem sobie od najbliższego kolegi, syna sąsiadów kilka ksiązek – bo mi się podobały. Moich rodziców nie było stać na takie. Dziwiłem się, kiedy matka kazała mi je odnieść. Nie rozumiałem – dlaczego? Pamiętam do dzisiaj, ile mnie kosztowało zwrócenie tych ksiązeczek. Nie mogłem się przełamać. W końcu weszłem do domu sąsiadów, do izby, bez słowa położyłem książki na stole i uciekłem. Od tego czasu nie zabieram czyichś rzeczy, nawet jak mi się podobają. Nie chcę już przeżywać upokorzenia, związanego ze zwrotem.

  17. @ Włodzimierz Kowalik “Dziś dominującym paradygmatem jest ewolucjonizm. Jest skuteczny od kosmologii po ekonomię (czyli coś musi być na rzeczy) a prawica zajmuję się głównie zwalczaniem go w imię tradycji w której go nie było.” Pan mały ułamek utożsamił z całością. Nie dostrzegam zbytnio w realnym świecie istotności prawicy walczącej z paradygmatem ewolucyjnym w imię tradycji. Prawica jest bliższa prawom natury niż lewica. Kapitalizm vs socjalizm, docenianie motywacji vs wiara w urzędy i instytucje, produktywna seksualność vs LGBTQ, więzy w obrębie mniejszych struktur społecznych (rodzina, naród) vs zatomizowany kosmopolityzm itd. @ Włodzimierz Kowalik: “Za to mnie zresztą wyrzucili z portalu.” Mógłby Pan wskazać teksty, za które Pana wyrzucili?

  18. Piotr ZW: Doskonały przykład. ” Nie chcę już przeżywać upokorzenia, związanego ze zwrotem”. Co Panu pozwalało na odczuwanie tego upokorzenia? Gdyby nie ewolucyjnie ukształtowany mózg, niczego by Pan nie zwrócił i żadnego upokorzenia po tym nie odczuwał. Gdyby nie musiał się Pan “przełamywać” skutek byłby żaden: brak emocjonalnych śladów pamięciowych, brak “mocnego postanowienia poprawy”, brak norm i brak moralności. Nawet małpy upokarzają się nawzajem, przez co tworzy się hierarchia w małpim stadzie. Arbitralnie jest twierdzić, że to jest “narzucone naturze”. Swoją drogą, gdyby Pan tego kolegę lubił, to by mu nic nie zabrał. To też jest możliwe dzięki naturze a konkretnie dzięki neuronom lustrzanym. Empatię można jednak zabić utylitarnym wychowaniem (co bywało typowe w “tradycyjnym” katolicyzmie). Alek: Bardziej papieska od papieża Benedykta XVI Redakcja w obszernie wyjaśniała za co mnie wyrzuciła. Trzeba użyć wyszukiwarki.

  19. @ Włodzimierz Kowalik: Jeśli, co chwilę w komentarzach stęka Pan, jak to (w domyśle krzywdząco) Pana wyrzucili (a czytam to biadolenie kolejny raz), to wypadałoby podać link w przypisie, a nie odsyłać do wyszukiwarki (to Pan zna słowa kluczowe dla tamtej sprawy). Tym niemniej proszę już nie odpowiadać – znalazłem.

  20. Może i słusznie, że mnie wyrzucili. Nie dlatego stękam, lecz dlatego, że mi Pan zarzuca pars pro toto a “nie dostrzega zbytnio w realnym świecie istotności prawicy walczącej z paradygmatem ewolucyjnym w imię tradycji”. Może teraz Pan dostrzeże.

  21. @ Włodzimierz Kowalik: No i słusznie zarzucam. Dziękuję za wyjaśnienie, iż odpowiedź na pytanie o link źródłowy była fochem do tego zarzutu. Z argumentem z focha jednak nie podyskutuję.

  22. @ Włodzimierz Kowalik 1. To nie „ewolucyjnie ukształtowany mózg” kazał mi odnieść książki (m. in. chyba „Przygody Koziołka Matołka”), ale moja św. pamięci matka. Nie pamiętam dokładnie, chyba kazała mi również przeprosić, ale na to nie było już mnie stać – zostawiłem książki (mama kolegi była wtedy w izbie) i wziąłem nogi za pas. Nie pamiętam dokładnie – prawdopodobnie dlatego, że ten moment niezdobycia się na przeprosiny wypieram z pamięci. 2. Był to mój najlepszy wtedy kolega. Innego nie miałem. Bez niego wtedy nie miałem z kim się bawić. Nie żyje już i dzisiaj odczuwam dotkliwie jego brak.

  23. @PiotrZW.Ad.1. Miał Pan szczęście. Mózgi kształtujące się bez matek nie wychodzą na tym najlepiej. Ad.2 Nie rozumiem argumentu. Niech Pan sobie narzuci normę, żeby się nie smucić, bo wygląda na to, że jest Pan niemoralny w myśl swoich własnych przekonań. @Alek Sam Pan widzi, jak konserwatyści reagują na termin “ewolucja”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *