Szymerska: Kreacja autorytetu, czyli gdzie zawiedliśmy

W ostatnich czasach Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało raport na temat (cytując tytuł) „Mowy nienawiści, stereotypów i uprzedzenia wobec chrześcijan prezentowanych w memach publikowanych na wybranych stronach internetowych”. O ile nie podlega wątpliwości fakt naruszania dobrego imienia katolików we współczesnej Europie, o tyle należy zwrócić uwagę na treść tego raportu. Składał się on w większości z obrazków ośmieszających Kościół bądź też samych w sobie wiernych, a wśród samych tak zwanych memów dominowały te, które na celowniku miały Jana Pawła 2. Odchodząc od tematu rzeki jakim jest pozycja katolików można skupić się na kwestii samego w sobie Karola Wojtyły. Negatywne lub prześmiewcze podejście stanowi coś, co widzimy już nie tylko w środowiskach skrajnie antyklerykalnych. Pierwsze pytanie jakie pada to „Dlaczego akurat Jan Paweł II a nie na przykład Jerzy Popiełuszko, Stefan Wyszyński (który w Polsce także jest często wspominany) albo chociażby Faustyna Kowalska?”. I tu na myśl od razu przychodzi- kwestia kreacji bohatera narodowego.

 

Zacznijmy może od samego w sobie sposobu stawania się wielkim człowiekiem w oczach społeczeństwa i historyków. Po stwierdzeniu truizmu, jakim jest „żeby być zapamiętanym trzeba zrobić coś wartego zapamiętania” należy przyjrzeć się powstawaniu takiej osoby. Weźmy przykład Napoleona Bonaparte. Był to człowiek na tyle znany, że jego wątki pojawiały się w popkulturze każdego kraju- w polskiej literaturze stanowił on obiekt fascynacji Ignacego Rzeckiego w „Lalce” Prusa a także profesora Pawła Gąsowskiego w „Szatanie z siódmej klasy” Kornela Makuszyńskiego. Chcąc skontrować można by było powiedzieć iż jest to postać ważna dla historii Polski ze względu na x Józefa Poniatowskiego i Księstwo Warszawskie, ale jego motyw to nie tylko polska sztuka. Napoleon przewinął się jako imię postaci u George’a Orwella w Folwarku Zwierzęcym (co ciekawe świnia tak nazwana reprezentowała Józefa Stalina) a życie tego człowieka wpłynęło na język- mówimy o Waterloo, jako synonimie porażki a sama w sobie bitwa została tytułem piosenki szwedzkiego zespołu ABBA zwyciężającego Eurowizję w latach 70 czyli ponad 150 lat po wydarzeniu. W Paryżu mamy stacje metra takie jak Iena czy „Gare d’Austerlitz” (dworzec Austerlitz) a nie widzimy poza stacjami „Stalingrad” i „Alessia” nazw bitew (ta druga notabene miała zasadnicze znaczenie dla historii Francji, gdyż to najsłynniejsze zdarzenie powiązane z personą Wercyngetoryksa i Galami w Starożytności). Owszem, jest metro FD Roosevelt czy Robespierre, ale nie widać nigdzie upamiętnienia chociażby bitwy z Arabami pod Poitiers albo bliższego czasowo Verdun. Należy sobie zadać także pytanie, jak postrzegamy Napoleona. Pierwszym skojarzeniem będzie oczywiście Francja. I to pierwsze skojarzenie już będzie błędne w pewnym sensie, gdyż mały kapral urodził się na Korsyce i początkowo był zapalonym fanem Paoliego, korsykańskiego działacza niepodległościowego. Kolejnym skojarzeniem, które już tu padło będzie jego wzrost, który paradoksalnie wcale nie był aż taki niski- Napoleon miał 168 cm, czyli więcej niż chociażby Winston Churchill (167 cm), Włodzimierz Lenin (165 cm) i współczesny nam były prezydent Francji Nicolas Sarkozy (165cm). Następnie wspomnimy o jego wkładzie dla Polski np. Księstwie Warszawskim zupełnie pomijając jego wyrachowanie i Somosierrę wygraną dzięki polskiej krwi.

Co jednak sprawia, że żyjemy w napoleońskim micie? Dlaczego Francuzi tłumacząc Folwark Zwierzęcy nazwali świnię „Cezar” a nie zostawili oryginalnego imienia? Jakkolwiek zostały mu tu wytknięte czarne karty z jego biografii nie można odmówić Napoleonowi ogólnego dobrego odbioru. Współcześni przeciwnicy Bonapartego to rzadkość- większość zachowuje postawę neutralną, czasem pozytywną. Wynika to z nieznajomości historii a także samej w sobie charyzmatycznej postaci- utalentowany, inteligentny, z niezamożnej rodziny (…). Gdyby podsumować Napoleona mielibyśmy własną wersję American Dream. Dużą rolę odegrała także propaganda stawiająca jedną z istotniejszych postaci w historii jako swego rodzaju zbawcę a z pewnością nowatora- paradoksalnie dość sensownie ze względu na jego wpływ na ówczesną Europę i myślenie ludzi XIX wieku.

Czy sprawa dotyczy jednak jedynie Napoleona? Oczywiście nie. Pod Napoleona służącego tu za przykład można podstawić dowolną istotniejszą w historii świata osobę. Statystyczny Brytyjczyk nie wiedziałby o Gallipoli (albo skojarzyła miejsce z tytułem filmu), głodzie w Indiach czy też stosunku Churchilla do Kurdów. W Polsce Churchill także nie zostanie okrzyknięty zbrodniarzem- w najgorszym wypadku za Jałtę; Tomasz Lis miał jego portret w gabinecie.

Przykłady można wymieniać bez końca. Warto się jednak zastanowić, jak sytuacja wygląda w Polsce. U nas nie ma raczej takiej sytuacji, jak z wyżej wymienionymi a najbliżej do tej rangi są Józef Piłsudski oraz parę postaci z wcześniejszych epok, jak chociażby Królowa Jadwiga, czy Bolesław Chrobry (czyli średniowiecze, gdzie dość trudno o dane inne niż zapiski kilku kronikarzy). „Ziuk” to kolejna osoba na tyle charyzmatyczna, by przykryć swoje wady. Dochodzi też kwestia zawdzięczania mu (oraz Dmowskiemu, Paderewskiemu, Witosowi, Korfantemu i Daszyńskiemu) niepodległości. Przy takiej zasłudze wstyd jest wypominać czarne karty historii a z perspektywy polityki historycznej oraz moralności społecznej jest to zwyczajnie nieopłacalne. Nie ma jednak u nas tej nietykalności, jaką sobie zapewnili wcześniej wspomniani panowie- nawet Józef Piłsudski bywa wyśmiewany w kontekście nazywania obecnego rządu neosanacją.

Dlaczego nie jest tak z Janem Pawłem II? Nie możemy mu przecież odmówić charyzmy i nie powiemy, że winnymi nagonce na niego są zadeklarowani komuniści i członkowie Bractwa Piusa X, którzy mają mu za złe ekskomunikę Marcela Lefebvre’a. Zasadniczym problemem jest nasz sposób kształtowania autorytetu. O ile Francuz powie o Napoleonie iż dał on kodeks, za jego czasów Francja była potęgą w Europie a Anglik wspomni wzruszające słowa Churchilla, o tyle mamy tendencje do oczekiwania bezwarunkowego przyjęcia danej persony jako autorytetu. O ile większość konserwatystów nie lubi twórczości Witolda Gombrowicza, o tyle słowa „Adam Mickiewicz wielkim poetą był” pochodzące z Ferdydurke trafnie opisałyby nasz sposób wychwalania zasłużonych. Mamy narodową tendencję do budowania pomników, nazywania szkół i ulic imionami ważniejszych postaci w historii kraju i ustanawiania lat ich imienia. Jednak wiedza na ich temat nas zawodzi, nazywamy liceum imieniem Edwarda Dembowskiego poświęcając mu kartkę w podręczniku od historii rozszerzonej, stawiamy ulicę Narcyzie Żmichowskiej i nie znamy nawet „Poganki” a wskazany w sondażu Onetu z 2016 przez 11,6 procent autorytet w postaci obecnie urzędującego papieża jest nam znany głównie z imienia (wcześniej nie było Franciszka), argentyńskiego pochodzenia i bycia jezuitą.

Dużo lepiej od postaci historycznych mają się pod tym względem polscy pisarze, którzy z kolei cierpią na schematyczny sposób nauczania o nich. Prędzej skojarzymy Słowackiego z Kordianem niż powiemy coś o kontrowersyjnych poglądach Tadeusza Kościuszki, co nie zmieni faktu, że wieszcz również autorytetem raczej nie będzie. Nasz sposób edukacji poza aksjomatami, które trzeba znać na zasadzie „nowela kojarzy się z pozytywizmem” wychodzi ze szczegółowo rozpisanymi metodami wpajania konkretnej interpretacji- co kończy się czytaniem streszczeń lektur.

Podsumowując, jeżeli chcemy tworzyć wzorce, które nigdy nie będą uniwersalne (chociażby z powodu takich etapów w życiu jak bunt młodzieńczy, czy radykalny, antykulturowy światopogląd), ale będą obejmowały większość powinniśmy porzucić obecną formę czci. Pruski system edukacji zawiódł i zawiodła nasza polityka historyczna niezdolna odeprzeć liberalno-lewicowych mitów. Jeżeli będziemy dalej zrównywać w dół do frazesów zainteresowanych danym tematem, a także przymuszać tych, którzy zdolności nie wykazują nie możemy oburzać się, że- odwołując się do omawianej w dużej części tekstu postaci- młodzież będzie znała lepiej fragment „12 groszy” Kazika „nowa powieść science-fiction Jan Paweł 202” od choćby tytułów dowolnej encykliki Papieża Polaka.

Hanna Szymerska

Click to rate this post!
[Total: 18 Average: 3.7]
Facebook

4 thoughts on “Szymerska: Kreacja autorytetu, czyli gdzie zawiedliśmy”

  1. Wg. mnie moda na tendencję, którą można nazwać modnym u młodzieży słowem, odjaniepawlaniem wzięła, że od jego fetyszyzacji, która wylewa się prawie z każdej strony… sam byłem na takiej modlitwie, gdzie każde rozważanie zaczynało się od frazy (…)Jan Paweł II, Papież Polak, powiedział(…)…

    Zauważcie, że takiego kultu jednostki nie zbudowano nawet wobec Lecha Kaczyńskiego, a trzeba wspomnieć, że na fali tezy zamachowej sporo zrobiono dla stworzenia takowego kultu.

    1. Rzecz w tym, że kult Lecha Kaczyńskiego próbował propagować tylko beton pisowski dla najbardziej betonowego z betonowych elektoratów, czyli pomijalnego w rozważniach marginesu społeczeństwa. LK, wbrew narracji tworzonej przez jego brata, był skrajnie prounijnym liberałem. W szczególności traktat lizboński i „czarownicowanie” jego żony nie dodawały mu wiarygodności w oczach znacznej części elektoratu PiS, a sam fakt przynależności do tej partii czynił go trędowatym dla wyborców PO. Tak więc kult LK upadł pod ciężarem wewnętrznych sprzeczności, zanim w ogóle zdążył się rozwinąć.

      Natomiast w sprawie kultu JPII panował ogólny konsensus ponad wszelkimi podziałami oraz, co szczególnie istotne, wykiełkował w znacznie mniej medialnych czasach. Upadł więc nie tylko w reakcji na potężną promocję tej postaci, ale również z powodu ujawniania kolejnych rys na jej wizerunku. Ostatecznie nawet zaangażowanym katolikom trudno bronić JPII, gdy Kościół w okresie jego pontyfikatu zaczął się sypać także w wyjątkowo religijnej Ameryce Łacińskiej, którą pozwolił błyskawicznie przejąć zielonym protestantom… Na marginesie można wnioskować, że wybór Franciszka miał być próbą odbicia „zielonej” Ameryki Łacińskiej.

    2. „sam byłem na takiej modlitwie, gdzie każde rozważanie zaczynało się od frazy”. Naprawdę JSC był na modlitwie? I sam także się modlił?? Gdzież to było i kiedy???…

  2. „W Paryżu mamy stacje metra takie jak Iena czy „Gare d’Austerlitz” (dworzec Austerlitz) a nie widzimy poza stacjami „Stalingrad” i „Alessia” nazw bitew (ta druga notabene miała zasadnicze znaczenie dla historii Francji, gdyż to najsłynniejsze zdarzenie powiązane z personą Wercyngetoryksa i Galami w Starożytności). Owszem, jest metro FD Roosevelt czy Robespierre, ale nie widać nigdzie upamiętnienia chociażby bitwy z Arabami pod Poitiers albo bliższego czasowo Verdun.” Ależ widzimy w paryskich nazwach stacji metra bitwy poza wymienionymi przez Sz. Autorkę! Tak na szybko bez większego wertowania zawodnej pamięci wymieniam: Wagram, Pyramides, Louvre-Rivoli (te związane akurat z Napoleońską epopeją), ale mamy poza tym także: Solferino, Trocadero, Alma-Marceau czy Tolbiac Chlodwiga… Ba, jest nawet Crimée, czyli cała wojna!… Ale najciekawsze w tym zestawieniu jest to, że nazwy stacji paryskiego metra pochodzą od sąsiadujących z nimi arterii tudzież placów, a tych (zwycięskich) nazw bitewnych w stolicy słodkiej Francji mamy bez liku (nie wiedzieć czemu tej paryskiej mody w Polsce niestety nie „zerżnęliśmy”). Dodam jeszcze, że stacja metra Robespierre znajduje się w podparyskim, komunistycznym Montreuil; w Paryżu ulicy tego zbrodniarza jak na razie nie ma…
    „„Ziuk” to kolejna osoba na tyle charyzmatyczna, by przykryć swoje wady. Dochodzi też kwestia zawdzięczania mu (oraz Dmowskiemu, Paderewskiemu, Witosowi, Korfantemu i Daszyńskiemu) niepodległości. Przy takiej zasłudze wstyd jest wypominać czarne karty historii a z perspektywy polityki historycznej oraz moralności społecznej jest to zwyczajnie nieopłacalne. Nie ma jednak u nas tej nietykalności, jaką sobie zapewnili wcześniej wspomniani panowie- nawet Józef Piłsudski bywa wyśmiewany w kontekście nazywania obecnego rządu neosanacją.” Doprawdy nie wiem, jakie zasługi ma Piłsudski w odzyskaniu przez Polskę niepodległości i szkoda, że p. Szymerska tego nie wyjaśnia…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.