Ukraińskie wybory: „demokrata”, neonazista, czy oligarcha?

Zwycięstwo sił prounijnych i prozachodnich, ale przy najniższej w historii frekwencji i w sumie kilkunastu procent poparcia dla sił skrajnie nacjonalistycznych i neobanderowskich; syn kata Polaków Szuchewycza i „Ukraiński Führer” w parlamencie, a przede wszystkim zdecydowane zwycięstwo oligarchów – tak w skrócie można by podsumować nieoficjalne jeszcze wyniki wyborów parlamentarnych na Ukrainie z 26 października.

            W sumie głos oddało nieco ponad 52% uprawnionych obywateli kraju. Frekwencja najwyższa była, zgodnie z przewidywaniami, w zachodnich obwodach – tam wynosiła od 60 do 70%. W centrum i na wschodzie Ukrainy głosowało od 47 do 60% obywateli, najniższa frekwencja była natomiast na południowym wschodzie, gdzie do urn poszło od 30 do 45% obywateli Ukrainy. Wybory w ogóle nie odbyły się na rosyjskim Krymie i w niektórych rejonach przygranicznych w obwodzie Ługańskim i Donieckim.

            Media na ogół podkreślają, że zwyciężyła opcja prozachodnia i prounijna. To fakt – partia prezydencka zdobyła 23% głosów, a ugrupowanie premiera Jaceniuka ponad 21%. Sęk w tym, że trzon tej opcji stanowią oligarchowie, którzy nie raz do ostatnich chwil przed wyborami kupowali sobie miejsca na listach bloku prezydenta Poroszenki. Tego, że oligarchowie odpowiedzialni są za afery prywatyzacyjne, za rozkradanie majątku narodowego i korumpowanie władzy – przeciwko czemu demonstrował między innymi Majdan – najwyraźniej nikt już nie dostrzega. Do parlamentu dostali się biznesmeni, którzy jeszcze za rządów Janukowycza znani byli z korupcji i kupowania mandatów – przykładowo Wadim Stolar, przedsiębiorca budowlany. Zresztą sam Poroszenko przecież jest oligarchą, który po objęciu urzędu głowy państwa bynajmniej nie rozstał się z swym majątkiem, swoimi fabrykami i zakładami – nawet, jeśli formalnie już biznesmenem nie jest.

            Banderowcy i skrajni nacjonaliści podobno wybory przegrali, niektóre media twierdzą nawet, że osiągnęli zaledwie 2% poparcia. Niestety, takie tezy zbyt gwałtownie mijają się z rzeczywistością. Choć zarówno Prawy Sektor (partia najbardziej radykalna, trzecia siła Majdanu i główna siła zorganizowanego oporu i przemocy), jak i bardziej stonowana Swoboda nie pokonały 5-procentowego progu wyborczego – to wszystkie siły neobanderowskie i odwołujące się do „tradycji” (w cudzysłowie – bo to określenie zbyt wzniosłe dla kultu kolaboracji z Hitlerem i ludobójstwa na Polakach) OUN-UPA czy ukraińskiej dywizji SS zgarnęły łącznie ok. 12%. A to już poważny wynik. Poza tym pomija się na ogół w komentarzach powyborczych fakt, że skrajni nacjonaliści kandydowali (i zdobywali mandaty) też z innych list partyjnych: z „Batkiwszczyny” Julii Tymoszenko oraz „Samoobrony” mera Lwowa, Andreja Sadowego (znanego z wrogiego stosunku do lwowskich Polaków).

Do Wierchownej Rady wszedł przykładowo 81-letni syn zbrodniarza, Romana Szuchewycza – Jurij, „Główny Komendant” skrajnie nacjonalistycznej, czy wręcz neonazistowskiej UNA-UNSO. I niewiele brakowało, a Szuchewycz „junior” otwierałby pierwsze obrady nowego parlamentu. Szuchewycz znany jest nie tylko z antypolskich poglądów (chciał odbierać Polsce „etnicznie ukraińskie” ziemie, przenieść do Polski cmentarz Orląt Lwowskich. Mandat poselski zdobył też szef nacjonalistycznego Prawego Sektora, Dmitrij Jarosz – to ten człowiek głośno zapowiadał, że „Polakom zrobi drugi Katyń”, pomstował na Rosjan i Żydów, i potocznie zwany jest „Ukraińskim Führerem”. Najprawdopodobniej posłem zostanie też Andrij Biłecki, dowódca neonazistowskiego batalionu „Azow”. I wreszcie fakt, że sam prezydent Poroszenko swymi ostatnimi, poprzedzającymi wybory decyzjami, pod względem promowania kultu Bandery i UPA wkracza w ślady byłego „pomarańczowego” prezydenta Juszczenki.

Ponieważ oficjalne wyniki podane zostaną dopiero około tygodnia po wyborach, nie znamy jeszcze potwierdzonych i dokładnych danych. Ale pierwsze wrażenie jest następujące: wybory wygrała opcja prozachodnia i „demokratyczna” – tylko w tej opcji jakoś prawdziwych demokratów nie widać. Wyraźnie za to widać: oligarchów, skorumpowanych biznesmenów i właścicieli wyprzedanego przez państwo majątku, którzy dogadywali się i z Juszczenką, i z Janukowyczem, i teraz dogadują się z Poroszenką i Jacyniukiem – oraz może nie tak licznych, za to tym bardziej wyrazistych i skrajnych w swych poglądach nacjonalistów, neonazistów i neobanderowców. Czy coś się na ukraińskiej scenie politycznej zmieniło? Raczej nie. Poparcie dla po-majdanowych władz zostało potwierdzone, potwierdzone zostały też wpływy radykałów i oligarchów. Potwierdzone zostało też, że ponad 10% głosujących nadal jawnie popiera dawną Partię Regionów (już pod zmienioną nazwą – oficjalnie jako Blok Opozycyjny) i jej sojuszników (komunistów). I przede wszystkim: że Ukraina musi i najwyraźniej już pogodziła się z utratą nie tylko Krymu, ale i południowego wschodu, na którym i tak nowe władze nie mają co liczyć na poparcie.    

Michał Soska

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Ukraińskie wybory: „demokrata”, neonazista, czy oligarcha?”

  1. Wygrali oczywiście ci, którzy chcą poddać Ukrainę UE i NATO. Mieszanka miłośników Zachodu, piewców UPA i łamiących prawo oligarchów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *