Węgierski Dawid przeciw Goliatowi

Dla Węgier gaz ziemny jest ważnym surowcem importowanym z Rosji, zapewniającym prawie 40% energii (dla porównania w Polsce – 13%). Problemem jest przesył całości dostaw gazu przez Ukrainę. Związki gospodarcze między Węgrami i Rosją są mocne – Moskwa to drugi największy partner handlowy Budapesztu.

Początkowo priorytetem dla Węgrów był rurociąg Nabucco, w którym uczestniczył węgierski MOL. Jednak już w styczniu 2008 r. premier Ferenc Gyurcsány, w rozmowie z W. Putinem, stwierdził, że „Nabucco to dawne marzenie i stary plan. A my nie chcemy marzeń, my potrzebujemy projektów. Jesteście szybsi niż Nabucco”. W lutym tego roku uzgodniono umowę międzyrządową, a w miesiąc później szefowie Gazpromu i MOL-a, w obecności władz, podpisali porozumienie (MoU) dotyczące prac przy rurociągu i magazynie gazu. Jednak we wspólnym przedsięwzięciu (udziały 50/50) stronę węgierską reprezentował nie sprywatyzowany MOL, lecz państwowy bank rozwoju (HDB).

Działania Węgier były dużo bardziej konsekwentne niż Bułgarii. Gdy władzę przejął Viktor Orbán, spodziewano się zwrotu w sojuszach – przecież gdy premier Gyurcsány podpisywał pierwsze porozumienie o budowie gazociągu, będąc w opozycji Orbán rzucał oskarżenia o „konstytucyjnym zamachu stanu”. Jednak jego rząd, wręcz przeciwnie, rozwinął współpracę energetyczną z Rosją na dużą skalę, a jej uwieńczeniem było podpisanie 31 stycznia 2014 r. porozumienia z RosAtomem o budowie dwóch nowych bloków elektrowni jądrowej Paks, zaspokajającej 40% węgierskiego zapotrzebowania na energię elektryczną.

Dzięki temu Węgry zdołają utrzymać niskie ceny energii, co jest istotne przy niskiej sile nabywczej społeczeństwa i konieczne jest dla zachowania konkurencyjności węgierskiego przemysłu. Kluczową zaletą kontraktu jest długoterminowe finansowanie przez Rosjan kwotą 10 miliardów Euro na znacznie korzystniejszych warunkach niż rynkowe.

Rurociąg, elektrownia atomowa i dobre stosunki z Rosją przyczyniły się do powszechnej na Zachodzie krytyki Wiktora Orbána, próbującego poprawić sytuację negocjacyjną Węgier w sieci unijnych i globalnych zależności. Węgrzy odbierali zachodnim bankom i koncernom kolejne źródła zysków, stawiając na gospodarkę narodową i zwiększając dochody państwa. Współpraca z Rosją była także związana z nacjonalizacją sektora energetycznego i rynku mediów poprzez wykup przedsiębiorstw, sprzedanych wcześniej zagranicznym inwestorom. Premier Orban postawił sobie za zadanie zapewnienie Węgrom jak najtańszej energii, gazu i wody.

W tym czasie Amerykanie zaczęli oskarżać węgierskiego premiera o bycie „koniem trojańskim Putina”, przekształcanie Węgier w kraj autorytarny. Senator McCain posunął się do twierdzenia, że Orban jest „neo-faszystowskim dyktatorem, sypiającym z Putinem”. Ataki słowne i kuluarowe zabiegi zawiodły, więc USA posunęły się do kroku wyjątkowego wśród NATO-wskich sojuszników – nałożyły sankcje personalne na 6 węgierskich polityków, którym zarzucono korupcję, lecz bez przedstawienia dowodów.

Zastrzeżenia do współpracy energetycznej z Rosją Amerykanie wyłożyli jednak klarownie, protestując szczególnie przeciw sprzedaży Gazpromowi przez MOL 49% akcji chorwackiej spółki naftowej INA, a tym samym oddaniu rosyjskiemu koncernowi kolejnego przyczółki w Unii.

Węgierski premier otwarcie mówił o działaniach Waszyngtonu, który „wywierał na Węgry ogromną presję, obawiając się ich zbliżenia z Rosją”. Na oskarżenia i sankcje odpowiadał wprost: „Nie prowadzimy polityki pro-rosyjskiej, ale politykę pro-węgierską”. Dla Węgier liczyły się przede wszystkim interesy – zmniejszenie zależności od zewnętrznych źródeł energii, dzięki elektrowni jądrowej oraz dywersyfikacja dróg dostaw gazu przez South Stream.

Próbując ratować projekt przed blokadą Brukseli, Węgierski parlament uchwalił w listopadzie 2014 r. ustawę, wyjmującą przedsięwzięcie spod jurysdykcji Unii. Premier Orban powoływał się na fakt, że „Niemcy zbudowali Nord Stream, co sprawia, że mogą ominąć Ukrainę jako źródło potencjalnego zagrożenia. Nie chcemy większych korzyści niż te, których pragną Niemcy”.

Jednak siła głosu tych krajów ma w Brukseli różną moc. Komisja Europejska wezwała Budapeszt do złożenia wyjaśnień. Péter Szijjártó, minister spraw zagranicznych i handlu, odpowiedział wówczas zdecydowanie, że „Unia nie powinna nam mówić, jaką mamy prowadzić politykę energetyczną”. Przypomniał, że polityka energetyczna należy do kompetencji państw członkowskich, a nie Komisji.

Po upadku projektu premier Viktor Orbán oskarżył Brukselę o ciągłe blokowanie rurociągu i porównał starania Węgier o energetyczną samodzielność w Unii do walki węgierskiego Dawida z Goliatem Zachodu.

Andrzej Szczęśniak

Fragment większej całości dostępnej na: szczesniak.pl

Na zdjęciu: Viktor Orbán i szef Gazpromu Aleksiej Miller.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *