Wipler poza PiS – to szansa dla PiS

Żaden parlamentarzysta, porzucający dotychczasowe barwy klubowe, nie dostał w ostatnim czasie takie promocji medialnej, jak Przemysław Wipler. Jak skończy ambitny wolnorynkowiec?

Choć dla wielu wyjście Wiplera z PiS mogło być zaskoczeniem to, co bardziej wnikliwy obserwatorzy rodzimej sceny politycznej spodziewali się takiego ruchu. Pytaniem pozostawało nie „czy”, tylko „kiedy”, uosabiany z wolnorynkowym skrzydłem formacji Jarosława Kaczyńskiego warszawski parlamentarzysta, zdecyduje się na pójście inną ścieżką. Wolną od chrześcijańskiej socjaldemokracji, w której tkwią po uszy jego – do wczoraj – partyjni kompani.

Kilka tygodni temu o „tajnych” rozmowach na linii Wipler – Gowin donosiło „Uważam rze”. Tematu nie podchwyciły wiodące media, a zaprezentowany we wspomnianym tygodniku scenariusz materializuje się na naszych oczach.

Ostatnie propozycje państwowych manewrów na rynku pracy, autorstwa Prawa i Sprawiedliwości, uświadomiły wielu zmęczonym i zawiedzionym rządami koalicji PO-PSL, że tą oczekiwaną nieetatystyczną, daleką od aprobaty na dalsze wchodzenie niewydolnych i drogich struktur biurokratycznych w kolejne dziedziny życia alternatywą, nie jest główna partia opozycyjna. Ruch Wiplera rozpoczął proces zbierania elektoratu konserwatywno-liberalnego, który w świetle dostępnych mi wyników badań i analiz, stanowi od 7 do 15 proc. aktywnych wyborców. W 2011 roku jego głosy podzieliły się na Platformę, PiS, PJN i Kongres Nowej Prawicy.

Wspomniany zawód wszechobecnym wirusem socjalizmu w PiS, zbiegł się w czasie z kłopotami „grupy Gowina” w PO, początkiem końca sojuszu PSL z PJN oraz wzrostem popularności w sondażach KNP Korwina-Mikke. Tyle tylko, że wspomniane środowiska konserwatywnych wolnorynkowców, to bardziej zbiór indywidualności, z wysokim „ego”, którym pomimo sprzyjających czynników zewnętrznych, nie będzie łatwo usiąść i rozmawiać o zacieśnieniu współpracy.

Trzeba pamiętać, że nie jedna próba jednoczenia prawicy nieetatystycznej po 1989 roku kończyła się fiaskiem właśnie z powodu konfliktów personalnych liderów. I tym razem trudno sobie wyobrazić sytuację, w której uskrzydlony „5 proc.” szef KNP, ustąpi nieco miejsca nieodległemu programowo Kowalowi, Wiplerowi, czy Gowinowi. A to właśnie łagodniejsza wersja korwinizmu, z nieco schowanym taktycznie JKM, jest gwarancją na liczący się w przyszłym Sejmie, konserwatywno-liberalny klub sejmowy.

Pierwszy ruch w scalaniu umiarkowanej prawicy musiałby polegać na powołaniu instytucjonalnej współpracy, na przykład w formie instytutu. Tu Wipler rozmowy powinien zacząć od PJN i Gowina. Sukces tego przedsięwzięcia, w tym personalno-programowe dotarcie się, byłoby podstawą do otwarcia się na inne środowiska, które poszukują formuły poza duopolem PO-PiS. Mam tu na myśli: zmielonych Pawła Kukiza, Unię Polityki Realnej, zniecierpliwionych słabością, a zarazem nieskażonych „socjałem” działaczy Solidarnej Polski, samorządowców, grup i stowarzyszeń, a nawet dużej części Ruchu Narodowego.

Wszyscy oni w pojedynkę nie stanowią zagrożenia dla rozdających karty od 2005 roku Tuska i Kaczyńskiego. Ale „en bloc” już w wyborach do Parlamentu Europejskiego, dawaliby szansę na dwucyfrowe skruszenie POPiS-owej Polski. A to byłaby pokaźna zaliczka przed kolejnymi, czekającymi nas wyborami. Zwłaszcza sejmowymi, które pomimo oczekiwania „Budapesztu nad Wisłą”, przez prowadzącego w sondażach PiS-u, raczej nie dałyby temu ugrupowaniu bezwzględnej większości.

Badania Instytutu Homo Homini dla najnowszego wydania ”Uważam rze” pokazują, że „duży PIS”, między innymi z PJN i Gowinem, mógłby liczyć na 37 proc. głosów i 215 mandatów. Oznacza to tylko arytmetyczną sumę wskazań na podmioty tworzące takie duże porozumienie. Bez efektu skali. Ale nie można zapominać, że umiarkowana prawica Wiplera, Kowala i Gowina, wzbogacona o pulchniejący, twardy elektorat KNP, zabierałaby także kilka pkt. proc. Platformie. W ten sposób konserwatywni-liberałowie, czy umiarkowani centryści, nie mieliby dylematu czy zostać przy coraz mniej lubianej PO, czy iść ku chadeckiemu etatyzmowi z PiS. Mieliby swoją „trzecią drogę”. Co w ostatecznym rozrachunku dawałoby większość dla koalicji PiS i „wiplerowców”.

Ta konstrukcja, niebędąca statystycznym science fiction, wydaje się być zrozumiała dla tych, którzy oczekują zmian i chcą mieć kontrolę nad – nie zawsze przewidywalnym, a zapewne najsilniejszym po następnych wyborach, PiS. Dobrze, żeby zrozumieli to też politycy tej partii, którzy zdążyli już wczoraj wylać na Wiplera kubeł pomyj, choć jeszcze nie nazwali go „ruskim agentem”. Po co strzelać do kogoś, kto swoim ruchem może zapoczątkować odzyskanie po latach kruchej, ale jednak, zdolności koalicyjnej partii Jarosława Kaczyńskiego?

Marcin Palade

– – –
felieton napisany dla prawy.pl

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Wipler poza PiS – to szansa dla PiS”

  1. Bardzo interesująca wizja Panie Marcinie. Pojawia się tutaj jeden problem. Czy PiS (a konkretnie J. Kaczyński) jest zdolny do jakiejkolwiek koalicji? Ewentualny obóz KoLiberalny powinien pamiętać jak skończyły LPR i SO.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *