Władimier Putin jest potworem czy katechonem? (II)

Ad. 2 Zarzuca się Putinowi, że prowadzi neo-imperialną politykę zagraniczną i że Rosja pod jego rządami jest zagrożeniem dla polskiej suwerenności. Słownik języka polskiego definiuje imperializm jako “polityka zagraniczna państwa polegająca na podbojach kolonialnych lub dążeniu do podporządkowania sobie innych krajów”. Czy Rosja dąży do podporządkowania sobie Polski? Jakie są niezbędne czynniki, aby prowadzić politykę imperialną? Czy państwo, którego populacja wkrótce trafi na listę gatunków zagrożonych, jest w stanie prowadzić imperialną politykę zagraniczną?

Z mojej perspektywy, wielkie państwa mają wielkie interesy. Putin nie ma ambicji (bo zdaje sobie sprawę z wyraźnych ograniczeń) poprowadzenia Rosji ku imperializmowi. Istnieje zasadnicza różnica między znaczącą i poważną potęgą światową, jaką jest Rosja, a państwem imperialnym. Na dzień dzisiejszy istnieje tylko jeden podmiot, który chcąc nie chcąc, spełnia klasyczne kryteria polityki imperialnej: Stany Zjednoczone.

Twarda i stanowcza gra o interes narodowy na własnym geopolitycznym podwórku to jeszcze nie imperializm.

Czy Rosja jest zagrożeniem dla polskiej suwerenności? Ile aktów prawnych uchwalono w Polsce pod wyraźnym dyktatem Moskwy? Czy Moskwa zabrania nam, czy raczej kontruje, jak każdy normalny polityczny konkurent, gdy idzie o regionalną polityka gospodarczą i energetyczną? Czy istnieje w Polsce wspierane przez rosyjski rząd silne lobby, które jest w stanie w każdej chwili dopiąć swego? Jakie oddziaływanie medialne ma Rosja w Polsce? Czy rosyjskie czołgi grzeją silniki tuż przy polskiej granicy?

Między suwerennośćią a stopniem elastyczności w naszej polityce regionalnej, spowodowanej kolizją, konieczną bądź nie, z rosyjskimi interesami, istnieje również ogromna różnica. Kolizja interesów jest jednak czymś naturalnym w środowisku międzynarodywm. Zamiast narzekać na Putina, powinniśmy myśleć co my robimy źle, czy poprawnie definiujemy interes narodowy, jakie lekcje wyciągamy z poprzednich tarć i czy czasem my nie ponosimy odpowiedzialności za porażki w polityce zagranicznej vis a vis Rosji?

Henry Kissinger napisał kiedyś słowa, które można spokojnie odnieść również do naszych konserwatywnych rusofobów: “My objection to American conservatives is they confuse foreign policy with theology, that they seem more interested in the affirmation of abstract principles than in implementing partial steps toward realizing these principles.”

Poważne państwa w swojej polityce zagranicznej wykorzystują wszystkie dostępne instrumenty obrony interesu narodowego.

Rosja nie jest wyjątkiem od tej reguły, bo niby czemu miałaby być?

Przecież nie wszystkie polskie i rosyjskie interesy współgraja ze sobą.

Pytanie jak my reagujemy na ten fakt polityczny: paniką i paranoją czy spokojną, rzeczową, zimną analizą, która jest w stanie pojąć racje drugiej strony, nie negując je jako wyraz jakiegoś metafizycznego zła, lecz nade wszystko dążąca do rozumnej i możliwej do zrealizowania w danym momencie strategii.

Michał Krupa

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *