Wyścig zbrojeń w Azji Środkowej?

Ostatnia fala rozważań zaczęła się od… 2,6 ha w miejscowości Kok-Sai w Kirgistanie, którą drogą sprzedaży zmieniły właściciela, przechodząc w ręce obywatela Kazachstanu. I choć nie sposób faktu tego uznać za zmianę przebiegu granicy – to zagadnieniem tym zupełnie na poważnie zajęły się nie tylko media, ale też stał się przedmiotem komentarza premiera, Dżantörö Satybałdijew, który oficjalnie skrytykował sprzedaż kirgiskiej ziemi, podkreślając natomiast, że delimitacja granicy kirgisko-kazachskiej została przeprowadzona w 2008 r.

To jednak nie koniec dyskusji. W sprawie granic zabrał głos także wpływowy uzbecki akademik – dr Rustamżon Abdullajew. W artykule na portalu 12news.uz – ekonomista stwierdził, że „Uzbekistan, w związku ze swą wielowiekową historią ma prawo uważać się nie tylko za następcę ZSSR, ale również wszystkich historycznych państw uzbeckich, z których pierwsze rosyjscy historycy błędnie nazwali i nazywają Złotą Ordą, ale także nazwę Uzbekistanu”. Oznaczać to ma roszczenia terytorialne wobec Federacji Rosyjskiej, Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu i Turkmenistanu. Główne jednak – dotyczą Astany, od której, zdaniem Abdullajewa, należy uzyskać dla Uzbeków dostęp do morza. „Bezpieczne” wobec tak formułowanych żądań nie mogłyby czuć się nawet… Ukraina i Armenia.

Łatwo byłoby określić postulaty akademika mianem naukowego, a nawet politycznego dziwactwa – temat jednak ochoczo podchwycono także Kazachstanie. Znany kazachski komentator Daniar Aszimbajew odwrócił rozumowanie stwierdzając, że nie ma przecież przeszkód, by to… Kirgistan i Uzbekistan zostały wcielone do Kazachstanu na zasadach autonomii. Oczywiście – uzasadnienie jest równie „historyczne” i obejmujące dziedzictwo „pro-Kazachów”, za których autor uznał nawet Hunów i Turkutów. Inny analityk – Marat Szibutow porównuje z kolei granice azjatyckie to tych dzielących niegdyś republiki jugosłowiańskie, co może wymusić korekty w przyszłości, zwłaszcza likwidacje enklaw i dostosowanie do warunków lokalnych. Co ciekawe jednak – za jeszcze ważniejsze już teraz Szibutow uznaje zwiększenie nakładów na kazachską obronność. Astana wydaje na wojsko miliard dolarów mniej niż Taszkent, utrzymując też mniejszą armię kontraktową (49 tys. wobec 67 tys.).

I tu zapewne jest pies pogrzebany. Debata graniczna, choć na pozór może mało (jeszcze?) poważna może służyć za uzasadnienie dla ograniczonego wyścigu zbrojeń w makroregionie. A wówczas faktycznie, w niesprzyjających okolicznościach – żadna linia graniczna w Azji Centralnej nie mogłaby już być uznawana za pewną…

Konrad Rękas

Zapraszam też na Geopolityka.org

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *