Zagozda: Czy Kościół należy egzorcyzmować?

Wiem, że już samym tytułem postawiłem sprawę ostro, dla wielu katolików być może nawet zbyt ostro. W dyskusji wewnątrzkościelnej przyzwyczailiśmy się bowiem do słodko-mdłej ekonomii języka, która jest owocem nie tyle spolegliwej pobożności, co zwykłego oportunizmu i intelektualnego lenistwa u tej większości duchowieństwa i wiernych, która za patrona obrała sobie tzw. „świętego spokoja”. Katolicy, my lubim sielanki – tak oto złowrogo huknąłby dziś wieszcz patrząc na świat zastany. Czarne chmury zgromadziły się nam nad głowami i słychać pierwsze uderzenia piorunów, a my wciąż błogo wpatrujemy się w sielankowy landszaft, namalowany nieznaną ręką na szybach naszych okien.

Nieznaną? Cenną wskazówkę co do jej natury odnajdujemy w – przemilczanej niestety – homilii wygłoszonej przed czterdziestu laty przez Pawła VI: przez jakąś szczelinę, wdarł się do Kościoła Bożego swąd szatana. Mocne to słowa. Nader mocne, by spróbowała je przełknąć idylliczna kościelna narracja, z którą mamy do czynienia na co dzień. Bo jeśli zło rzeczywiście panoszy się po naszej stronie eschatologicznej barykady, to instynkt samozachowawczy nakazuje wiernym postawienie wielu ważnych, choć niewygodnych pytań. Cisną się one na usta pod wpływem natłoku doświadczeń i obserwacji czynionych w instytucjonalnej przestrzeni Kościoła. Dziś postawię jedno: zapytam o świętość.

Szatan to wróg świętości, odebrał ją sobie i tym aniołom, które uwiódł. Czyha też na świętość dusz ludzkich, na które zorientowana jest najważniejsza misja Kościoła: prowadzenie człowieka ku zbawieniu, a więc – świętości. W myśl swojej pedagogii zbawienia Kościół epatował świętością i promował ją słowem żywym, piśmiennictwem, liturgią, wyrazistą symboliką, sztuką, architekturą, a więc całym zagospodarowaniem religijnego uniwersum. Dziś to sacrum znika z tej przestrzeni w tempie zastraszającym, a jego miejsce zajmuje tandetna i często obca chrześcijaństwu popkultura. Profanum czuje się coraz bardziej pewne swego i przestaje bawić się w zbędne ceregiele. Dowód? Proszę bardzo, pierwszy z brzegu: wprowadzenie nowego logotypu przez Towarzystwo Salezjańskie i – co pokazała praktyka – zepchnięcie na dalszy plan dotychczasowego, stupięćdziesięcioletniego herbu zakonnego, nota bene zatwierdzonego przez samego św. ks. Jana Bosco. Nowy piktogram jest wolny od jakiejkolwiek symboliki teologicznej: usunięto krzyż, symbole wiary, nadziei i miłości, wizerunek św. Franciszka Salezego oraz dewizę zakonną. Wszystko to – jak uzasadniono – dla pełniejszego dialogu międzykulturowego. Owoców tego dialogu doświadczyłem na własnej skórze pewnej wrześniowej niedzieli, kiedy wysłuchałem Mszy Świętej celebrowanej przez salezjańskiego misjonarza, paradującego z – jak sam oznajmił –szamańskim amuletem zawieszonym na ornacie! Zaprzeczenie pierwszemu przykazaniu Bożemu, splugawienie świętości wyrażonej w teologii szat liturgicznych, sprowadzenie duchowego zagrożenia na siebie i wiernych, to tylko niektóre z poważnych przewin tego kapłana. Głupota to li tylko czy pełne świadomości działanie złego ducha?

By prostować wiernym drogi ku zbawieniu Kościół instytucjonalny stawiał im za wzór liczne spektrum osób świątobliwych, realizujących zasady życia chrześcijańskiego, a jednocześnie starał się unikać uwiarygodniania osób wywołujących publiczne zgorszenie. A dziś? Programy telewizyjne sygnowane powagą Kościoła oraz występy artystyczne organizowane w świątyniach zdominowane zostały przez celebrytów, którzy swoim życiem osobistym zaprzeczają a zawodowym demolują cały porządek ustanowiony przez Boga. Jaka inteligencja czuwa nad tym, by twarzami audycji katolickich stawali się aktorzy grający główne role w demoralizujących filmach i sztukach teatralnych, bohaterki nagich sesji, czy muzycy odpowiedzialni za robienie młodym ludziom wody z mózgu? Czy to nie ta sama inteligencja, która podczas transmitowanej na żywo Mszy Św. pogrzebowej sprawowanej nad trumną znanej polityk agresywnie walczącej z Kościołem i jego nauczaniem, ujawniła się w słowach kapłana skierowanych do zmarłej: Czekasz na nas tam, dokąd wszyscy trafimy? W niebie czy piekle?

A skoro już o uroczystościach pogrzebowych: kto zasługuje na publiczną modlitwę biskupa na trumną? Czy jest nim literat wsławiony parszywymi słowami wymierzonymi w Kościół i jego wiernych, a hołubiony z tego powodu przez „świat”? Czy może dominikańska tercjarka, która całym życiem publicznie świadczyła o miłości Boga i bliźniego? Ktoś odpowiedział mi, że zmarłemu już wszystko jedno. Być może. Ja jednak pytam w imieniu żywych, którzy mają prawo oczekiwać jednoznacznego przekazu i całkowitej autentyczności postaw od swoich pasterzy. Której z tych dwu przywołanych postaw bliżej świętości dookreślonej przez Objawienie i Tradycję? A może decydowało tu całkiem inne kryterium, nie mieszczące się w chrześcijańskiej egzoteryce, ale umocowane gdzieś daleko poza nią?

Tym wiernym, którym losy Kościoła tu, na ziemi, nie są obojętne, rosną oczy. Ze zdziwienia i strachu. Najwyższy już czas na gruntowne porządki w sferze ducha i materii. 

Krzysztof Zagozda

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Zagozda: Czy Kościół należy egzorcyzmować?”

  1. zgadzam się z treścią artykułu. Brakuje mi tylko jednego chrześcijański9ego wskazania nazwisk tych duchownych aby ich przełożeni jeśli są jeszcze katolikami mogli zareagować a sami błądzący mogli postanowić poprawę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *