Zamiast nowych konsulatów – nowe posadki

Do konsulatu jak do mięsnego

Na prośbę miejscowej Polonii zapytanie o możliwość usprawnienia pracy służb konsularnych w Wielkiej Brytania, a w Szkocji w szczególności, złożył poseł Artur Soboń wskazując na liczne problemy, opóźnienia i nieprawidłowości, z jakimi borykają się mieszkający tu Polacy. Chodzi o wielomiesięczne już kolejki, trudności w wyrobieniu polskich dokumentów (zwłaszcza dla urodzonych na emigracji dzieci), a co za tym idzie także utrudnienia w przemieszczania się Polaków, czy załatwianiu najprostszych spraw urzędowych. Desperacja miejscowych jest na tyle duża, że dochodzi już do handlowania miejscami kolejkowymi, zaś polskie fora internetowe pełne są skarg i żalów na organy państwa, które wydaje się nie pamiętać o swoich obywatelach zagranicą i na polityków, przypominających sobie o Polonii niemal wyłącznie przy kolejnych kampaniach wyborczych.

Teoretycznie Konsulat Generalny RP w Edynburgu organizuje dyżury w odleglejszych szkockich miastach stanowiących większe skupiska Polaków (jak Inverness i Aberdeen) jednak odbywają się one z częstotliwością… raz na rok, zaś „numerki” na takie spotkania rozchodzą się w ciągu kilku godzin. Przyjęcia w Belfaście odbywają się częściej (co miesiąc), ciesząc się nie mniejszym zainteresowaniem – i wywołując nie mniejszą frustrację wypadających z kolejki. Generalnie obsługa świadczona przez Konsulat Generalny rzeszy Polaków (220 tysiącom wg danych nieoficjalnych, co najmniej 120 tys. w mocno już nieaktualnych wykazach MSZ) jest pod psem, mimo zresztą najszczerszych chęci samych pracowników przepracowanej polskiej placówki. Innego rozwiązania, niż zwiększenie sieci konsulatów (i to w całym Zjednoczonym Królestwie) po prostu nie można nawet brać pod uwagę.

Problemu nie było, rozwiązaliśmy go, a w ogóle to się poprawimy

To znaczy nie można by było biorąc pod uwagę interesy obywateli. Niestety, w Polsce jak to w Polsce (a w polskiej pożal się Boże polityce w szczególności…) decydujące okazują się przeważnie inne czynniki niż rozsądek, sens, czy pożytek publiczny. Zdaniem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP problemy może się i pojawiły, miały jednak charakter przejściowy i w sumie już zostały rozwiązane (sic!). „(…) wspomniany w zapytaniu długi okres oczekiwania na przyjęcie interesanta dotyczy spraw związanych ze złożeniem wniosku o wydanie biometrycznego paszportu ważnego na okres 10 lat. Począwszy od stycznia 2016 r. polskie placówki konsularne w Wielkiej Brytanii odnotowały poważny wzrost zainteresowania sprawami paszportowymi, co skutkuje wydłużeniem się oczekiwania na wizytę. Aby sprostać zwiększonemu zapotrzebowaniu konsulowie dokonali niezbędnych zamian w sposobie realizacji spraw paszportowych. Pracownicy konsulatu każdego dnia weryfikują w systemie e-konsulat liczbę dostępnych terminów oraz w razie potrzeby udostępniają dodatkowe, jak również przyjmują ponadprogramowo osoby, które z uwagi na zaistnienie szczególnych okoliczności (np. zdarzenia losowe) muszą otrzymać paszport w trybie przyspieszonym” – napisał wiceminister Jan Dziedziczak [wytłuszczenia redakcji]. Nadal też w resorcie dominuje niezmącony optymizm i samozadowolenie: „Pragnę zaznaczyć, że wyżej wymienione przejściowe problemy w zakresie realizacji spraw paszportowych nie mają wpływu na działalność polskich placówek konsularnych związaną z udzielaniem obywatelom RP pomocy konsularnej oraz sposobem świadczenia pomocy konsularnej” – dodał wiceminister.

Tyle mydlenia oczu i zapewnień, że byczo jest. Potem jednak w odpowiedzi idą konkrety – zupełnie niewesołe. „Odnosząc się do pytania Pana Posła pragnę poinformować, że z uwagi na sezonowy charakter zwiększonego zainteresowania sprawami paszportowymi, Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie widzi w chwili obecnej potrzeby utworzenia kolejnych urzędów konsularnych na terenie Wielkiej Brytanii” – ucina Dziedziczak. Co ciekawe jednak, chociaż jest przecież tak dobrze – to jednak rządząca partia uznaje, że to co dobre można jeszcze poprawić! Byle zatrudnić swoich… Wiceminister Dziedziczak dodaje bowiem prędziutko, że „Planowane jest jednak jeszcze w tym roku zwiększenie liczby etatów w działających tam polskich urzędach konsularnych. W Konsulacie Generalnym RP w Edynburgu zatrudnione zostaną dwie dodatkowe osoby (w tym jedna na stanowisku konsula). Czyli niby nic się nie dzieje, ale nowy stołek dyplomatyczny dla prominenta zawsze się przyda!

Zapamiętajmy tę olewkę…

Cień nadziei, choćby na niewielką poprawę faktycznie jednak zostaje, bowiem wiceminister przyznaje łaskawie, że „Zwiększenie liczby etatów z pewnością przyczyni się do poprawy realizacji czynności konsularnych, zarówno w zakresie pomocy konsularnej, jak i z zakresu spraw paszportowych obywateli RP. Umożliwi to też zwiększenie częstotliwości dyżurów konsularnych poza urzędem” – wydusił z siebie Dziedziczak. Cóż, dobre i to, podobnie jak i zapewnienie, że „Ewentualne dalsze zwiększanie obsady kadrowej uzależnione będzie od przeznaczenia na to środków w kolejnej Ustawie budżetowej uchwalanej przez Parlament” – dorzucił wiceszef MSZ. Cóż, pożyjemy (w Szkocji) i zobaczymy, warto jednak, żeby rządzący (i dostający tu głosy…) brali pod uwagę, że niezależnie od wszelkich okoliczności i wymówek, którymi się zasłaniają PÓŁNOC (za)PAMIĘTA.

Konrad Rękas

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *