“Zbrodnia i kara”

Mówiłem już, że Dostojewski chciał być pisarzem rosyjskim, stał się pisarzem światowym, ponieważ problematyka jego powieści jest problematyką Ewangelii. Uniwersalistyczne znaczenie Dostojewskiego polega właśnie na tym, że poruszył on problemy tkwiące w Ewangelii i stąd stał się jak gdyby nowym i nowoczesnym komentatorem Pisma Świętego, wyrażającym swe komentarze w formie powieści-arcydzieła. Za czasów romantyzmu niektórzy poeci pozwalali sobie na wytoczenie procesów Panu Bogu czy też na przemawianie bezpośrednio do Pana Boga w natchnionych improwizacjach. Ale przeważnie była to tylko retoryka w mniej lub więcej pięknej formie. Zbrodnia i kara jest czymś zupełnie innym. Dostojewski zuchwale pyta się, czy zasady moralności religijnej winny naprawdę obowiązywać, i skruszony odpowiada, że tak. Jest to proces wszczęty, aby nas przekonać o prawdzie Ewangelii. Zbrodnia i kara to postawienie pytania, czy trzeba, czy nie trzeba słuchać dziesięciorga przykazań. Zważmy, że wielkość, genialność indywidualności Dostojewskiego ujawniła się w tym wyborze tematu, oderwanego nie tylko od spraw rosyjskich, od kwestii, którymi żyła jego brać literacka, od sporów słowianofili z zachodowcami czy innych rozważań interesujących wówczas Rosję, lecz oderwanego także od literatury europejskiej; oderwanego w ogóle od XIX wieku. Pisząc Zbrodnię i karę w formie bulwarowego romansu Dostojewski tylko swą formą spotyka się z XIX wiekiem, ze swoimi czasami, natomiast koncepcją, tematem, treścią, istotą utworu wychodzi na kosmiczne jakieś obszary i pustynie, staje twarzą w twarz z Biblią, z Ewangelią, z Bogiem. Zdolny, sympatyczny i szlachetny student nazwiskiem Raskolnikow, a nazwisko to znaczy tyle samo co odszczepieniec, zadaje sobie pytanie: dlaczego mam nie zabijać? Oto jestem pełen sił, zdolności, geniuszu, oto chcę przynieść dobro swemu społeczeństwu, chcę uszczęśliwić wielu swoich bliźnich, i oto jest wstrętna wesz, staruszka-lichwiarka, która krzywdzi własną siostrę i która ma u siebie mnóstwo pieniędzy. W moich rękach pieniądze te przyniosłyby dobro ludziom, dlaczego nie mam jej ich odebrać? Iluż ludzi zabił Napoleon urzeczywistniając swe cele? Raskolnikow, a i my wszyscy, czytający tę powieść, rozumiemy, że dopiero po tym egzaminie, po wcieleniu w czyn zamiarów Raskolnikowa możemy zdać sobie sprawę z tego, ile jest warta ta cała teoria. Raskolnikow zabija, i oto natychmiast, jakby z piekła, otaczają go dwa zaczarowane koła. Pierwsze koło to rzeczy, których przy obmyślaniu morderstwa nie przewidział – różne małe, drobne zbiegi okoliczności, nieprzewidziane wypadki, grożące mu ujawnieniem popełnienia zbrodni, zdemaskowaniem go. Koło to rozpoczyna okoliczność, że Raskolnikow wbrew swym intencjom musiał zabić nie tylko wesz-lichwiarkę, ale także jej dobrą i bezwinną siostrę. Przez to pierwsze koło Raskolnikow przebija się jakoś; z trudem, z cierpieniem, ale wychodzi z niego jako półzwycięzca. Ale oto drugie koło do przekroczenia, jakby z chichoczących średniowiecznych diabłów złożone. Jest to koło sprzeciwów własnej jego woli, własnych zahamowań, pociągów do przyznania się, i przez to drugie koło Raskolnikow już nie przejdzie. Przyznaje się do przestępstwa publicznie. Przykazanie „nie zabijaj” zwyciężyło, egzamin walki woli ludzkiej z odwiecznym nakazem moralnym wykazał zwycięstwo moralnego imperatywu.

Czy istotnie zwyciężyło? Oto Raskolnikow już zesłany na Syberię oświadcza, że zawiodła go wola i nic więcej. Mógłby się także na to powołać, że w tej powieści jest dużo ludzi, którzy nie mordują co prawda, lecz dopuszczają się różnych czynów plugawych i uchodzi im to na sucho, więc dlaczegóż on jeden ma być ukarany. Niektórzy pisarze uważają, że Dostojewski nie odpowiedział wyraźnie na pytanie, które postawił, czy przykazanie „nie zabijaj” ma mieć, czy też nie ma mieć kategorycznej mocy obowiązującej. Niewątpliwie od czasów Dostojewskiego dużo się na tym świecie pod każdym względem zmieniło, ale jeśli chodzi o Dostojewskiego, to jego odpowiedź była wyraźna i ten, kto tego nie widzi, ten oczywiście nie rozumie ideologii Zbrodni i kary. Dostojewski chciał powiedzieć: ludzie mogą sobie mówić, co chcą, o przedsięwzięciu Raskolnikowa, że się nie udało z powodu niesprzyjających okoliczności czy z powodu zwykłej nerwowości samego przedsiębiorcy. Ale Bóg! – Bóg jest przeciwny zasadzie „cel uświęca środki” i Bóg ukarze nieposłuszeństwo przykazaniu „nie zabijaj”. Raskolnikow może sobie myśleć w więzieniu także, co chce, może nawet żałować, że się przyznał; ale jego zamiar udać się nie mógł, bo potępiała go mistyka, której człowiek słucha i której ulega. Dostojewski broni w swej powieści tezy, że porządek moralny między ludźmi nie da się utrzymać samymi nakazami i zakazami, że porządku moralnego bronić musi czynnik mistyczny. Bieg powieści wskazuje właśnie na takie intencje autora. Dokoła przykazania „nie zabijaj” powstaje hałas ludzkich argumentów i kontrargumentów, hałas tak wielki, że w ogóle już nic nie słychać, ale oto pojawia się czynnik mistyczny i bez słów, milcząco, lecz potężnie, mocarnie sprawia, że wszyscy rozumiemy, iż morderstwo dla dobrych celów udać się nie może, że to jest nonsens, głupstwo, grzech. Dostojewski nikomu w usta w swej powieści nie wkłada tych pouczeń i to, co najważniejszego chce w swej powieści powiedzieć, wypowiada w sposób nieuchwytny, nastrojowy, sugestywny. To jest książka wielkiej wiary. To nie obraz malarstwa renesansu, przedstawiający rzekomo Świętą Rodzinę, a więc rzekomo chrześcijański, a naprawdę całkowicie pogański, bo artysta malując go myślał o pogańskiej piękności ciała, kolorytu, o wszystkim, tylko nie o świętych tajemnicach chrześcijańskich – ta książka nowoczesnego pisarza jest żarliwie religijna, jak szept modlitwy w katakumbach.

A zresztą powiadamy: „teza Dostojewskiego”, „pogląd Dostojewskiego”. Tak jest, tezy Dostojewskiego są takie, jak je przedstawiamy, lecz trzeba pamiętać, że Dostojewski nie jest urzędnikiem propagandy, lecz wielkim artystą, i to wielkim artystą walki, dynamiczności. Jego teza walczy z antytezą, jak dwóch zapaśników o równych siłach. Dostojewski nie jest takim bezradnym retorem, u którego teza od samego początku mówi same mądrości, a antyteza same głupstwa. U Dostojewskiego teza z antytezą zwarte są w śmiertelnym, równosilnym pojedynku. Publicystyka czy dydaktyka, choćby najwznioślejsza, nigdy u Dostojewskiego nie zamąci artystycznego obrazu, a więc i obrazu napięcia, walki i równości sił zapaśników. Może dlatego tak wielu ludzi sądzi, że Dostojewski chciał powiedzieć: tak jest, zabijaj.

Czytelnikowi trudno jest także dlatego zdać sobie sprawę, że ma do czynienia z książką religijną (bo na takie właśnie miano ten romans zasługuje), skoro powieść ta jest tak straszliwie realistyczna. W całej tej książce, wybuchającej gwałtem i skandalem na każdej stronicy, nie ma ani jednej nieprawdziwej, zakłamanej lub konwencjonalnej sytuacji. Jakże ten straszliwy realizm odbija od słodkawych i nienaturalnych sytuacji tworzonych przez innych pisarzy, współczesnych Dostojewskiemu. Oto przykład: Raskolnikow kaja się, kłania się ludowi i wyznaje swą winę. Któż inny poza Dostojewskim powstrzymałby się tutaj od konwenansu, od tego, że ten lud wysłuchuje przynajmniej Raskolnikowa. Ale u Dostojewskiego, gdy Raskolnikow kaja się na rynku wobec ludu, nikt na to nie zwraca uwagi, tylko kilku widzów najbliżej stojących śmieje się. Prawda życiowa jest duszą tego utworu. Ale ma on jeszcze inną duszę: Wielkie Miasto. Dostojewski jest pierwszym rosyjskim pisarzem wielkomiejskości. Gdy bohater Puszkina wyjeżdża sankami nad Newę w tymże Petersburgu, to wszyscy wiedzą, kto zacz, kto go rodzi oraz ile ciąży na nim długów. Wieść o bohaterze Gogola biegnie dźwięcznie i szeroko, razem z dzwonkami jego trójki. Ale oto po olbrzymim, rozległym, rozrzuconym i jednocześnie ciasnym od tłumów Petersburgu biegają anonimowi, tak jest, całkowicie anonimowi, nieznani, w tym tłumie do nieodszukania schowani bohaterzy Dostojewskiego. Ludzie chodzą koło siebie, potrącają się wzajemnie, nic wzajemnie o sobie nie wiedzą i kryją się w tym olbrzymim mieście lepiej niż w gęstwinie leśnej. To Petersburg – petersburskie wielkie perspektywy, prostolinijne ulice, zaułki, uliczki, kanały, wody, parki. Oto nawet znajome ulice, cerkwie, sobory. Oto charakterystyczne dla Petersburga zatęchłe klatki schodowe, smrodliwe zakątki, oto głębokie, studzienne podwórza. Oto ciemne światła w sklepikach, oto mgły i deszcze, błoto i śnieg. Dzisiejsi krytycy krok w krok chodzą za Dostojewskim z jego Zbrodnią i karą w ręku i poznają wspomniane tam ulice, a nawet kamienice, szynki i restauracje; znaleźli nawet kamień, pod którym Raskolnikow schował po morderstwie skradzione przedmioty. Piszą się studia pod tytułem Petersburg Dostojewskiego; organizują się wycieczki pod hasłem „Petersburg, jak go widział Dostojewski”. Ale ten Petersburg ze Zbrodni i kary jest i także nie jest Petersburgiem. Bo to nie tylko Petersburg, to jeszcze uniwersalistyczna wizja wielkomiejskości w ogóle, to wizja jakiegoś miasta jeszcze większego, niż nim był ten olbrzymi zresztą Petersburg z czasów Dostojewskiego, miasta, w którym człowiek jest jeszcze bardziej czymś anonimowym, zdrobniałym, skrytym, zagubionym. Na swe miasto patrzał Dostojewski przez szkła powiększające, na człowieka w proporcji do tego miasta przez szkła pomniejszające. Może dlatego tak ludzie szukają w Zbrodni i karze Petersburga realnego, bo w tej powieści ten Petersburg nie przestając być Petersburgiem jest jeszcze jakimś Nowym Jorkiem z XX wieku. Jest to zjawa wielkiego miasta w ogóle. Bóg, mistyka religijna i wizja wielkiego miasta – oto są dwa elementy Zbrodni i kary, pierwszego z wielkich arcydzieł Dostojewskiego. Zresztą nie kuszę się napisać oceny tej powieści.

Stanisław Cat-Mackiewicz

Jest to fragment książki Stanisława Cata-Mackiewicza “Dostojewski”, która właśnie ukazała się staraniem Wydawnictwa UNIVERSITAS: http://www.universitas.com.pl/szukaj?t=dostojewski&szukaj=1&simple_search=1&a=1%2C+19%2C+20%2C+21&szukaj=szukaj. Książce, jak i całej serii “Pism Wybranych Stanisława Cata-Mackiewicza”, patronuje portal konserwatyzm.pl.

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *